Marsjanski poślizg w czasie

Marsjanski poślizg w czasie Ścierwianie zamiast glublania. Przyzwyczajenie przyzwyczajeniem, ale to nowe manfredowe słowo brzmi chyba lepiej. Nowe wydanie Rebisu z nowym tłumaczeniem właśnie trafia na półki księgarskie. Z racji tego, że książka została opatrzona moją przedmową, miałem okazję odświeżyć sobie tę lekturę.

Philip K. Dick był bardzo nierównym pisarzem i obok dzieł wybitnych zdarzało mu się wysłać w świat gnioty, które nigdy nie powinny były opuścić szuflady. Marsjański poślizg w czasie na szczęście gniotem nie jest. Dodatkowo ta powieść przez większość czasu nie wymaga od czytelnika przesadnego wysiłku wyobraźni, co może być istotne dla kogoś nie obytego z fantastyką naukową.

Akcja Marsjańskiego poślizgu w czasie jest osadzona, jak można się domyślić, na Marsie. Czerwona Planeta została skolonizowana lata temu, ale daleko jej do samowystarczalności. Politycznie również jest całkowicie zależna od Ziemi. Koloniści żyją w osiedlach, które w większości są miniaturowymi kopiami ziemskich państw, lub skupiają ludzi danej profesji. Z przyczyn oczywistych osiedle związku hydraulików ma szczególne znaczenie, a Arnie Kott, szef tego związku, jest jednym z najpotężniejszych ludzi na Marsie.

Akcja startuje w momencie, gdy Kott dowiaduje się, że ONZ, oficjalny zarządca Marsa, zamierza poczynić tam gigantyczne inwestycje. Można więc na tym zrobić niezły interes. Kott postanawia zwiększyć swoje szanse, posługując się autystycznym dzieckiem, Manfredem, który widzi przyszłość tak, jak „normalni” ludzie widzą przestrzeń. Bliższe obcowanie z chłopcem jest jednak niebezpieczne i grozi wciągnięciem do jego paranoidalnego świata.

To fantastyka socjologiczna. Opisów technicznych praktycznie nie ma, zresztą same kwestie techniczne są tutaj nieistotne, lub wręcz potraktowane po macoszemu. Na przykład woda transportowana jest otwartymi kanałami zamiast rurociągów. Woda jest racjonowana, ale żaden z kolonistów nie wpada na pomysł, by trochę jej podkraść choćby przy pomocy wiadra.

Dick jak zwykle snuje rozważania na temat człowieczeństwa oraz natury rzeczywistości. Analizował je od dosłownie od środka, wybierając się do granic świadomości za pomocą środków psychoaktywnych. Nie interesowało go opisywanie wielkich uczuć i emocji, tylko mechanizmy ich powstawania, żeby nie powiedzieć: fizjologia. Opisywał więc szaleństwa, odchyłki psychiczne i skutki przyjmowania narkotyków (na podstawie własnych doświadczeń).

Dick pisze o ludziach, choć jego bohaterowie są nieludzcy i chyba wszyscy bez wyjątku cierpią na jakąś chorobę psychiczną. Normalność jest przecież banalna i niewarta opisywania – tym niech się zajmą inni. Trudno mi w jego twórczości znaleźć jedną postać, którą mógłbym polubić. Dicka pyta, co to w ogóle znaczy być człowiekiem. Czy trzeba mieć biologiczne ciało, czy też wystarczy duch w maszynie? Czy samoświadomy emulator człowieka jest w czymś gorszy od oryginału? Czy może program sztucznej inteligencji obdarzony empatią i emocjami bardziej będzie zasługiwał na miano człowieka niż białkowy socjopata? Czy można w ogóle wyznaczyć granicę między człowiekiem a maszyną?

Powieść pochodzi z roku 1962, środka złotej ery fantastyki naukowej. To siedem lat przed pierwszym lądowaniem na Księżycu. Mniej więcej wtedy Stanisław Lem pisał Solaris, a Brian Aldiss Cieplarnię. Arthur C. Clarke dopiero za kilka lat miał rozpocząć pracę nad powieścią 2001: Odyseja kosmiczna. Nikt jeszcze nie znał Beatlesów, a pierwsze komputery osobiste miały powstać dekadę później. Ale najważniejsze dla tej powieści jest to, że pierwsza sonda kosmiczna, Mariner 4, zbliżyła się do powierzchni Czerwonej Planety dopiero w roku 1965 i dopiero wtedy okazało się, że nie ma tam ciekłej wody, kanałów, a przede wszystkim żadnych istot rozumnych.

Mimo tego, że dzisiejszy świat od ówczesnego dzieli przepaść wiedzy, Marsjański poślizg w czasie nie stał się ramotą. Ani trochę.


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Marsjanski poślizg w czasie”

  1. Zofifi Says:

    Może za kradzież wody groziły jakieś straszne kary? Po za tym jeśli całe społeczeństwo składało się z czubków to co się dziwić że nie wpadli na pomysł rurociągów czy kradzieży. Z resztą skoro nie ma opisów technicznych to na tym alter-marsie mogło być coś o czym nie wspomnieli a co uniemożliwiało rurociągi?
    Ale co ja się będę wymądrzać skoro nie czytałam książki?
    Co tam! Zaraz zacznę. :)

  2. Zofifi Says:

    A tak na marginesie to czytałam ,,sekret czerwonej Hańczy” (dwa razy).
    Straszliwie fajny był ten kawałek gdzie gilbert przedrzeźniał pasażerów. Najbardziej podobał mi się numer z pieskiem.

  3. Adggamma Says:

    Ja mam taki plan, że jak już napisze maturę, to zacznę czytać klasykę fantastyki. Phillip K. Dick znajduje się na samym początku listy, wiec jak znajdę gdzieś w bibliotece te książkę to na pewno przeczytam, bo wydaje się ciekawa :)

  4. Trzeci Says:

    Pisanie przedmów do Dicka… Czyli kariera wkracza na coraz wyższy poziom ;D

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).