Mądry Polak po wodzie

Śmietniczka na bulwarze przy Moście Śląsko-DąbrowskimWiem, nie jestem statystyczny. Zanim kupiłem dom, sprawdziłem jego położenie względem maxymalnego poziomu Wisły. Było to w zasadzie założenie wstępne – nie kupuję domu na terenie, który może zostać zalany. To naprawdę jedna z łatwiejszych rzeczy do sprawdzenia. Dlatego zadziwia mnie sytuacja z wrocławskiego Kozanowa. To osiedle które nigdy nie powinno powstać, ale powstało w wyniku centralnego planowania w PRL-u. OK, sytuacja zastana, rozumiem, ale jak już się tam żyje, to warto śledzić prognozę pogody. O tym, że idzie powódź było wiadomo od tygodnia. A i tak na parkingach zostały samochody, które oczywiście znalazły się pod wodą.

To ciekawe, swoją drogą, że z powodzi w 1997 roku nie wyciągnięto wniosków. Czemu pobudowano tam nowe budynki, skoro mokra powtórka była nieunikniona? Czemu znaleźli się ludzie, którzy kupili mieszkania w tych budynkach? Czy ci ludzie zatracili zdolność logicznego myślenia? Na co można liczyć, kupując mieszkanie na terenach zalewowych? Że klimat nagle się zmieni i że przestanie padać? Jasne, że taniej jest postawić dom na taniej ziemi, a tania ziemia jest m.in. właśnie tam, gdzie zalewa. Ale postawiony tam dom na 99% w ciągu najbliższych kilkunastu lat zostanie zalany. To przecież oczywista oczywistość. Nie możesz mówić, że nie byłeś nie ostrzeżony.

W Warszawie niewielkie zagrożenie było w paru miejscach, głównie w Porcie Praskim. W okolicznych miejscowościach było ciut gorzej. Wał koło zoo raczej nie mógł być rozmyty, bo jest szeroki na kilkanaście metrów i umocniony z wierzchu asfaltem. Od Wisły dzieli go z 50 metrów zarośli, lasu właściwie, więc nurtu tam nie było prawie. Po lewej stornie Wisły były c. trzy metry wysokości zapasu i betonowe nabrzeże nie do podmycia. A do tego radiowóz lub strażomiejskowóz co 50 metrów. I relacje na żywo, czy zostały 2 metry i 99 centymetrów, czy 3 metry i 1 centymetr. No więc wbrew temu, co podawały media, Warszawa nie była specjalnie zagrożona, z wyjątkiem dzielnic peryferyjnych. Panowała raczej atmosfera pikniku, nie paniki, choć niektóre media robiły wszystko, by podtrzymać atmosferę zagrożenia. Powinien być jakiś paragraf na to siane paniki przy okazji jakiejkolwiek niezwykłej sytuacji. Przecież tam chodzi o reklamy, nie o rzetelną relację.

Tak więc TV sieje panikę, żeby utrzymać przed telewizorami ludzi oglądających reklamy, politycy latają helikopterami, by sfotografować się na najbardziej zagrożonych odcinkach, a urzędnicy robią wszystko, żeby mieć dupokryty, choćby to oznaczało układanie worków w miejscach, gdzie to nie jest w ogóle potrzebne. Po co układać worki tam, gdzie jest metr zapasu i nie grozi przerwanie wałów? Z tego samego powodu, dla którego warto napisać na własnym chodniku „Uwaga, ślisko!”. Ślisko nie jest, ale jak ktoś się wyłoży, to będzie sam sobie winien, bo jakby co, to było przecież napisane.

Po co Tusk na pierwszej linii frontu? Facet powinien siedzieć w swojej kancelarii i zarządzać. Byłoby to skuteczniejsze, ale mało medialne. Więc doradcy odrywają go od pracy i wloką przez te zalane wsie i miasteczka, by był dowód, że się na poważnie facet przejmuje. Ludzie statystycznie są głupi i to łykają. Premier znalazł dla nas czas, premier rzucił wszystko i przyleciał poklepać nas po ramieniu. Swój chłop. Prawda jest jednak taka, że kiedy premier lata po kraju i dogląda spraw, na których się nie zna, to nie zajmuje się tym, czym powinien. Więc zaniedbuje swoją pracę.

A w tym wszystkim od prawie dziesięciu lat nie realizowane jest prawo unijne dotyczące polityki antypowodziowej. W prawie tym chodzi o koordynację działań wzdłuż całego biegu rzeki, a nie ograniczanie się do obszaru województwa, czy wręcz powiatu. To dosyć schizofreniczne, że Włocławek cieszy się z przerwania wałów koło Płocka, bo część wody się rozleje, zmniejszając falę. Mogę sobie nawet wyobrazić agentów wysyłanych z miast północy, by wysadzali wały na południu. To też obrazuje absurd naszego systemu przeciwpowodziowego, który funkcjonuje na zasadzie podawania dalej gorącego ziemniaka.

Ekolodzy blokują budowę i remont wałów przeciwpowodziowych. Tym samym oczywiście wkurzają wszystkich, szczególnie tych, którym zalało domy. Jednak modernizację wałów, które miały chronić wrocławski Kozanów zablokowali działkowcy, nie ekolodzy. I zapowiadają, że będą blokować nadal. Działkowcy to wielki problem Polski, bo jest ich milion i są starzy. To typowo roszczeniowa grupa, do tego zorganizowana. Działki to relikt socjalizmu, substytut kapitalistycznego ogródka przydomowego. Działkowiec jest na działce raz w tygodniu, raz na miesiąc, ale tej działki broni jak własnego domu. Choćby to miało oznaczać, że zalane zostanie miasto.

Ale też podwyższanie wałów na całej długości rzek to droga donikąd. Wody nie ubywa od tego i będzie się ona i tak toczyć aż do ujścia. Można nawet gignatycznym kosztem zamienić rzeki w obudowane kanały, ale zawsze gdzieś trafi się słaby punkt systemu. Przyjdzie wyższa woda i szkody będą tym większe, im wyższe wały wybudowano. Trzeba tu oddać uczciwość ekologom, bo przecież postulowali również pozostawienie nieobwałowanych terenów zalewowych i podmokłości, co, prawdę mówiąc, byłoby najlepszym i najtańszym rozwiązaniem problemu. Zamiast przeprowadzać falę powodziową przez kilkaset kilometrów i wzmacniać ją wałami, lepiej pozwolić podtopić bezludny obszar w górnym biegu rzeki i zlikwidować lub choćby zmniejszyć problem na starcie.

Tyle, że nie ma tak dużych niezamieszkanych terenów, które można by ot tak zalać. Podczas poprzedniej powodzi planowano wysadzić wały przed Wrocławiem, by uratować miasto. Na przeszkodzie stanęli wieśniacy z wiosek, które znalazłyby się pod wodą. Cimoszewicz, który był wtedy premierem, odpuścił. Tym samym: a.) skazał miasto na los, jaki pamiętamy; b.) ukazał przerażającą słabość państwa i jego systemową głupotę. Straty zatopienia wsi są o kilka rzędów wielkości mniejsze, niż koszty zatopienia miasta wielkości Wrocławia.

No, ale jeśliśmy zabudowali chałupami istniejące poldery (tereny przeznaczone pod planowe zalanie), to albo zróbmy nowe poldery, albo udrożnijmy te stare. Koszt wysiedlenia kilku nowych wsi i tak będzie mniejszy niż powtórka wydarzeń z tego roku. Niestety są działania przekraczające skalą czasową kadencję sejmu/rządu, więc są z góry skazane na niepowodzenie. Kto odważy się na coś takiego, jeśli teraz ma boleć, a efekty będą widoczne za osiem-dziesięć lat?

Co będzie dalej? Po wielkim sprzątaniu i liczeniu strat zacznie się dyskusja o modernizacji systemu. I dyskusja zaraz ucichnie. I nie wydarzy się nic poza doraźnym załataniem wałów, może ich podniesieniem. To, zdaje się, przedsięwzięcie przekraczające możliwości tego kraju. Trzyma się i trzymać się będzie rzeki za wałami na całej długości i jest pewne, że gdzieś wały nie wytrzymają. Mimo ofiarności ludzi układających worki, folię, sypiących piasek i tak gdzieś walnie. A nawet walnie w wielu miejscach, bo klimat w Europie się zaostrza. Cała ta ofiarność, wszystkie te pieniądze i straty będą ponoszone bez sensu. Rzeki wylewały zawsze i zawsze będą wylewać. Powódź jest przecież cyklicznym zjawiskiem naturalnym.


Udostepnij
Glodne Slonce

16 Responses to “Mądry Polak po wodzie”

  1. cascadebadge Says:

    Powinien pan pisać do gazet, ale dorobić tytuł w stylu “Hydrotermalny cykl neuronów” a i tak wszyscy by myśleli że to poważne bo ma trudne słowa i kupowali.

  2. Cokolwiek Says:

    Dobre…
    Pana tok rozumowania mnie rozwala. Za każdym razem kiedy czytam pana wypowiedzi, pojmuję kolejną rzecz, o której nie miałem pojęcia. Dziękuję.

  3. Werrnerr Says:

    Widział Pan osobiście powódź w Warszawie?

  4. Rafal Kosik Says:

    Gdy przez Warszawę przechodziła fala kulminacyjna, wybrałem się na rowerze na objazd miasta i zrobiłem trochę zdjęć po obydwu stronach Wisły. Może nawet je tu wrzucę, jak znajdę chwilę.

    Co do samego pisania, to wolę pisać tutaj, gdzie nikt mi nie mówi, co mogę pisać, a czego nie.

  5. Dziebak Says:

    To, że ktoś kupił mieszkanie na terenie zalewowym to może być nie jego wina. Jak nie ma Pan pieniędzy, to kupuje pan jakiekolwiek buty, mimo iż szybko się zepsują. Te mieszkania nie powinny w ogóle tam powstać.

  6. =_= Says:

    Bardzo Pan pesymistycznie i krytycznie podchodzi do rzeczywistości… A Barack Obama też pojechał zobaczyć tę wielką plamę ropy co do wybrzeża USA dotarła. Też ‘’zaniedbuje'’ swoją pracę. =_=

  7. Mateusz Says:

    Nie wszyscy działkowcy to te stare próchna, które bronią działki jak własnego domu np. moi rodzice też mają działkę, ale traktują ją w sposób rekreacyjny, a nie po to, żeby sadzić czosnek i cebulę.

    O całej sprawie wybierania się polityków na tereny, które zalało mówił Janusz Korwin-Mikke i trzeba mu przyznać rację, a mówił to samo. Przecież można sprawdzić czy teren jest zalewowy, a jeśli już na takim się buduje dom, to na dole zamiast paneli kładzie się płytki i wszystkie rzeczy raz na 10lat wynosi się na wyższe piętro.

  8. Julka Says:

    Jak Pan napisał - powodzie były i będą. I nic temu nie zaradzimy. Przyroda to przyroda.
    Wiadomo, że budowanie bloków na terenach PRZEZNACZONYCH do zalania jest bezsensem. Ale co ja mogę?
    U nas, na Śląsku było nieciekawie. W moim małym miasteczku pozalewało większość sąsiadów. Sama mieszkam na wzniesieniu i nie było problemu. Przy jednym domu były worki z piaskiem ustawione do 150 cm, a wody było 100cm. Gdyby to sąsiadom to dup… eee… się rozwaliło xD to by byli zalani w minutę.
    Ogólnie sytuacja marna. Podnoszenie wałów bezsensowne.
    Podsumowując: ludzie nie myślą. Tyle. Dziękuję.

  9. Cokolwiek Says:

    Muszę cię poprawić, ludzie myślą ale tylko o następnych 5 minutach, 5 centymetrów przed własnym nosem.
    Napełnimy worki piaskiem, umocnimy wały, mamy na chwilę spokój. Co z tego, że przejdzie nas bokiem i zaleje miasteczko 2 kilometry dalej? Nas ominęło, dobrze jest…
    Taki sposób myślenia jest kompletnie do du… rzycia(specjalnie rz, mowa staropolska). Trzeba przewidzieć co stanie się po umocnieniu wałów, oraz spojrzeć też na innych. Nie warto mieć wału 6 metrów nad powierzchnią wody, skoro gość mieszkający kilometr dalej ma go za mało.

  10. DeathDay98 Says:

    “rzycie”? też czytamy demotywatory ^^

    http://demotywatory.pl/1627494/Ze-powodz

  11. Janek Says:

    “To dosyć schizofreniczne, że Włocławek cieszy się z przerwania wałów koło Płocka, bo część wody się rozleje, zmniejszając falę. ”
    Rzeczywiście tak było. Zeby we Włocławku nie było za dużych strat saperzy wysadzili wał w Świniarach. Z miasteczka znajdującego się jakies 7 km od mojego miasta(Gąbina) chciano zrobić zbiornik retencyjny. I to jest sprawiedliwość. Lepiej zalać wioskę, niż żeby ucierpiał na tym Włocławek. Niestety miektórych rzeczy mie mogę zrozumieć…

  12. Rafal Kosik Says:

    To jest matematyka. Jeżeli ma zalać duże miasto z drogą infrastrukturą, gmachami publicznymi, fabrykami, magazynami, etc. to lepiej podtopić wieś. Oczywiście nikt by nie musiał stawać przed takimi wyborami, gdyby istniały zbiorniki retencyjne z prawdziwego zdarzenia.

  13. Mateusz Says:

    No bo chyba lepiej, żeby zalało 100osobową wieś(20domów po 5 osób, załóżmy) i zapłacić im np. po 300tysięcy, na odbudowę domu i w ogóle, niż żeby zalało miasto, gdzie straty będą większe.

  14. Rafal Kosik Says:

    Aha, już mamy prawdziwych winnych powodzi. Jednak nie są to zaniedbania i brak planowania, tylko nornice i bobry: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7958100,Ekolodzy__Bobry_nie_przyczyniaja_sie_do_powodzi.html

    Nie dostało się jeszcze dżdżownicom, ale śledztwo trwa, a sprawa jest rozwojowa.

  15. Nicolas-78 Says:

    Jak to pan napisał w jednej książce, najlepiej obwinić tych, którzy nie potrafią się bronić. a kto zabudował zbiorniki retencyjne?
    w Gdańsku jest porządny, zrobiony przez niemców w pierwszej połowie XX.wieku, zrobiony z kilkunastu warstw, kamieni, skręcone korzonki, trawa, jeszcze raz korzonki, żwir i tak dalej. ale nie. bo za drogo. zamiast tego firmy budowlane budują domy na zagrożonych terenach, domy postoją kilka lat i zniszczone, a potem budują nowe. ktoś kosi na tym kaskę. tak samo worki z piaskiem. przed powodzią kosztowały 40 gr, teraz 2,20 zł.
    innym rozwiązaniem jest obowiązek w terenach zagrożonych powodzią budowania domów na palach, jak mówi Janusz Korwin-Mikke.

  16. Cokolwiek Says:

    U nas nie ma takich rzeczy, bo nikt tutaj nie myśli do przodu. “Teraz nas zalało, trudno po co budować teraz zbiorniki do zalewania, przecież nie mamy kasy, a jeszcze musimy dać powodzianom.” I tak za każdym razem. Zawsze lepiej kupić BMW dla rządu niż zrobić coś dla państwa…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).