Londyn - część 3

Canary Wharf - wejście do metraW UK obowiązuje ruch lewostronny, co jest dosyć przykre. Zapewne zmieniono by to już dawno, jak w innych krach europejskich, gdyby nie to, że sprawa dotyczy wyspy, a Brytyjczycy są wielkimi tradycjonalistami. Przejechałem się kiedyś samochodem z kierownicą z prawej strony i stwierdziłem, że nauczenie się obsługi takiego wehikułu nie jest proste. Tzn. udało mi się przejechać parę kilometrów po Warszawie angielskim VW Golfem, ale z duszą na ramieniu i ciągłą obawą, że tą „doczepioną” lewą połową zniszczę autobus miejski, stację metra, albo coś równie kosztownego. Jazda w trudnych warunkach, czyli na przykład przy gołoledzi, to byłby już czysty hardcore, bo całe doświadczenie, wyczucie środka ciężkości pojazdu i w ogóle wyuczone odruchy niewiele by pomagały. Podejrzewam, że znacznie łatwiejsze jest przestawienie się na ruch lewostronny zwykłym samochodem.

W Londynie w wielu miejscach, w metrze, w przejściach podziemnych są napisy przypominające, żeby się „keep left”, chociaż widać w tym niekonsekwencję, bo czasem z kolei trzeba się „keep right”. Efektem najazdu turystów i zagranicznych pracowników jest spontaniczny pieszy ruch prawostronny wszędzie tam, gdzie nie ma wyraźnych oznaczeń i zamieszanie tam, gdzie tabliczki każą iść po lewej.

Tradycja dotyczy również innych aspektów życia. W łazienkach nieśmiertelne są dwa zdecydowanie złe rozwiązania: oddzielne krany z ciepłą i zimną wodą oraz drzwi otwierane do środka. Gniazdka, do których oczywiście nie pasują europejskie wtyczki, mają wyłączniki, zapewne po to, żeby oszczędzać prąd. W sumie wyłączniki są niegłupie, ale nieeuropejski układ i kształt bolców to już nieracjonalne utrudnienie, tym trudniejsze do wytłumaczenia, że standard ten nie powstał wraz z pierwszym kontaktem, tylko był wielokrotnie zmieniany. Okna otwierają się na wszystkie dziwne i niewygodne sposoby, byle nie na ten najbardziej oczywisty, czyli z zawiasem z boku. Ciężko się z drugiej strony dziwić tym tradycyjnym dziwactwom, bo znaczna część współczesnych wynalazków miała swój początek na wyspach, np., choć ciężko w to uwierzyć, pierwsze krany z ciepłą wodą pojawiły się Londynie na kilkadziesiąt lat przed Bitwą pod Grunwaldem.

W UK powszechnie są dostępne trzy polskie piwa: Lech, Tyskie, Żywiec, ale tylko w sklepach; do pubów się nie dostały. Ciekawie ma się sprawa z piwami w puszkach – są w różnych egzotycznych pojemnościach: 440ml, 500, 568… Chyba ktoś rzucał kostką, podczas obliczania tych wartości, bo z prostego przeliczenia z pinty wychodzi tylko te 568. Wielka Brytania od kilka lat przechodzi na system metryczny, co bardzo się chwali, bo stary system anglosaski jest skomplikowany, niespójny i niejednoznaczny. Pinta w UK może mieć 568 ml, a w USA tą nazwą określa się pojemność 473ml lub 551ml. Na szczęście pinta jest już używana niemal wyłącznie do określania ilości piwa, co jest dosyć miłe, bo to jednak prawie 0.6 litra. Przechodzenie na układ SI nie odbywa się bezboleśnie i np. na drogowskazie do wejścia do Zoo jest 260 yardów, a po minięciu kasy, do wybiegu goryli trzeba przejść 200 metrów. Standardowo Brytyjczycy mają problemy ze skrótami nowych jednostek, więc lepiej się chwilę zastanowić, żeby uniknąć pomyłki, bo np. metry mogą być oznaczone jako „m”, „M”, „Mt”, a nawet „MTR”.

Sporo z poniższych zdjęć pochodzi z Canary Wharf. Już kiedyś obfotografowałem tę dzielnicę, i to przy znacznie lepszym świetle, ale i tak nie mogłem się powstrzymać.

Dwa kranyDwa kranyKot, po prostu kotDodge ChargerZwykła ławkaLondynCityBoroughŚniadanie angielskieSię keep leftSię keep rightKatedra Św. PawłaKatedra Św. PawłaTate modernKatedra Św. PawłaLondynTubeGreenwichPiwo w GreenwichDLR - teoretycznie bezobsługowa i praktycznie powolna kolejkaDLRCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary Wharf;)Canary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfCanary WharfTubeHis name is Arthur, jeśli wierzyć personelowi stacjiJednak żyje


Udostepnij
Glodne Slonce

9 Responses to “Londyn - część 3”

  1. tesska Says:

    Słyszałam o tych słynnych kranach… ;) A z wpisu wynika, że Londyn to jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem… :)

    Tak czy inaczej wykorzystam okazję pisania komentarza, żeby życzyć miłej zabawy na Falkonie ;)

  2. BlakButterfly Says:

    Londyn…. Takie sławne miasto, a takie problemowe:/

  3. Rafal Kosik Says:

    Ani nie problemowe, ani nie pomieszano poplątane. Londyn nazwałbym raczej ciekawym. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenie. Np. komunikacja miejska jest bardziej przejrzysta niż w Warszawie.

  4. tesska Says:

    Ooo… a to niesamowita zaleta. Nie byłam w Warszawie, ale od przyjezdnych z Warszawy, Wrocławia, Krakowa (etc.) słyszałam, że tak głupiej jak poznańska, to jeszcze nie widzieli… :) Przejrzysta komunikacja brzmi dla mnie egzotycznie.

  5. Amon-Re (Fan) Says:

    Byłem ostatnio w Londynie i zakochałem się w tym mieście ;) Muszę tam kiedyś wrócić, może już nie jako turysta…
    Co do kranów, to rzeczywiście bardzo mnie zdziwiło tak niepraktyczne rozwiązanie (co ciekawe, tam gdzie mieszkałem część kranów była normalna, a część podwójna), ale to przecież Anglicy, oni wszystko muszą mieć inne niż na kontynencie.

  6. Kelle Says:

    Robi Pan świetne zdjęcia. Zwłaszcza to ostatnie w 6 rzędzie (i od góry i od dołu ^^) fajne, bo jak się stronę przewija to okna się powiększają i zmniejszają. A ogląda Pan “Londyńczyków”? :D Chociaż ogólnie wszystkie cudne i wszystkie mają w sobie coś ciekawego. Normalnie cud człowiek z Pana!
    -pisze
    -rysuje
    -gotuje
    -fotografuje
    -podróżuje
    Uwielbiam Pana!

  7. Hankes Says:

    Do wszystkiego tego dorzuciłabym jeszcze prysznic bez możliwości regulacji temperatury wody, która to leci przez 5 minut, gdy do automatu wrzucisz 20 pensów oraz młode dziewczyny o rozmiarach dużych morskich ssaków, które chodzą w legginsach i ledwie zasłaniających nerki kraciastych koszulach.
    Przy czym to pierwsze zjawisko bywa zabawne, ale to drugie już nie koniecznie.

    No i radosne ‘mind the gap’, które widzimy w metrze, gdzie przerwa między podjeżdżającym wehikułem a krawężnikiem nie bywa większa niż 5 centymetrów, zupełnie inaczej niż w jakiejkolwiek komunikacji w naszym ojczystym kraju. A jednak to tam ostrzega się ludzi o możliwości wystąpienia dziury, a nie u nas.

  8. eprzemeks Says:

    Świetne zdjęcia, naj bardziej podoba mi się zwrotnica &-)

  9. eprzemeks Says:

    Poprawka: najbardziej :#)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).