Londyn - część 2

Greenwich

Niezaprzeczalnym faktem jest, że z zaopatrywaniem się w pewnego rodzaju towary jest w Polsce źle. Mam na myśli towary uznawane za luksusowe, lub chociażby rzadko kupowane. Rzeczywiście, najfajniejsze zabawki, jakie kupiłem Jasiowi, kupiłem za granicą. Na samej Oxford Street jest zapewne więcej eleganckich sklepów niż w całej Warszawie i Krakowie razem wzietych. Ceny oczywiście wyjątkowo nieprzystępne. Ale wystarczy się przemieścić kilometr dalej, by znaleźć normalne sklepy, gdzie ceny też są normalne, ale za to wybór taki, że tylko klękać. W sklepie turystycznym niedaleko Covent Garden można kupić to wszystko, co w Polsce jest dostępne tylko na Ebayu. Małym bonusem jest ścianka wspinaczkowa wykonana z lodu. Dokonania wspinaczy można oglądać przez szybę termiczną wprost z działu plecakami. Mała rzecz, a cieszy.

W londyńskim sklepie zabawkowym jest cały regał zdalnie sterowanych helikopterów i samolotów. W Warszawie, w przeciętnym sklepie zabawkowym będą może 2-3 modele i to te tańsze. Istnieje wprawdzie kilka sklepów modelarskich, gdzie takie modele bywają (bywają, nie są), ale kosztują dwa razy drożej. Z hipermarketów zniknęły już kilka lat temu drogie zestawy klocków Lego, a w ich miejsce weszły wyglądające podobnie, dwa razy tańsze klocki, zdaje się MegaBlocks. Ich cechą charakterystyczną była tandetność na każdym poziomie, od krzywego klocka, poprzez badziewną kolorystykę, aż do prostackich konstrukcji, w jakie można było te klocki połączyć. No lipa, słowem. Lipa, smutek i poruta. Uważam, że zamiast kupić na prezent tandetny samochodzik, tandetną piłeczkę i tandetnego pluszaka, lepiej jest za te pieniądze kupić jedną porządną rzecz, choćby się na nią trzeba było zrzucić w parę osób. W Polsce tak myśli mniejszość. Dopóki to się nie zmieni, nie ma co marzyć o szerszym asortymencie i produktach i wyższej jakości.

Brakuje u nas sieci sklepów Marks & Spencer. OK, kilka sklepów jest, ale głównie z ubraniami, a dział spożywczy ogranicza się cukierków i sosów w słoikach. Tymczasem w UK sieć ta oferuje głównie produkty spożywcze, a prawie połowę asortymentu stanowią dania gotowe, lub prawie gotowe. Kilka lat temu polski Carrefour wprowadził serię gotowych obiadów do podgrzania w mikrofalówce. Rzecz idealna dla zapracowanych ludzi, którzy do domu przychodzą tylko spać. Było to nawet zjadliwe. Po miesiącu zniknęły z braku zainteresowania. Mrożona pizza rulez, bo tańsza. Statystyczny klient polskiego hipermarketu woli się nawpychać najtańszego sera, niż kupić mniejsze opakowanie porządnego sera, bo ten jest dwa razy droższy. Finansowo wyszłoby na to samo, smakowo i zdrowotnie byłoby lepiej. No ale odpadłby element obżarstwa, z czym chyba najtrudniej się pogodzić. To parweniuszowskie stawianie ilości ponad jakość szczególnie mnie w naszych cechach narodowych przygnębia.

W Carrefourze, w którym często robię zakupy, informacje o zawartości poszczególnych alejek są prawie niewidoczne pod wielkimi tablicami z napisami „Promocja”. Prawie wszystko jest promocją, albo przeceną, a ciężko znaleźć coś, co jest szynką. W sieci Marks & Spencer, istniejącej od 125 lat, prawie nie ma reklam. Są tylko tabliczki informacyjne, co gdzie jest. Piękne i proste. Zastanawiam się, czy chaos reklamowy w polskich marketach to wynik zachłanności ich właścicieli, czy też polski klient zwyczajnie tego właśnie pożąda – nie szynki, ale promocji na coś, na cokolwiek, czego będzie o 5% więcej niżby mogło być. Statystyczny Polak je dwa razy więcej, niż powinien. Statystyczny Brytol mu w tym nie ustępuje, ale przynajmniej je produkty wyższej jakości. Gdy w sklepie na rogu proszę o wino, pani się pyta „z tych lepszych?”, odpowiadam „tak” i dostaję Carlo Rossi. Macki opadają. Tłumaczenie, że Carlo Rossi nie jest „z tych lepszych”, nie ma sensu, skoro jest to najlepsze wino w całym sklepie. Jest jeszcze Bikaver, „ten lepszy”, czyli nie rozcieńczany u nas. Są też wina „z tych tańszych”, ale takie wina to ja sam potrafię zrobić z wody mineralnej, soku z buraków i kwasku cytrynowego.

Zamawiając czerwone wino w przeciętnej warszawskiej restauracji, dostaniemy 50ml, w londyńskiej będzie to 100ml lub więcej i dodatku będzie ono tańsze. Dlaczego, skoro wina i tak jadą z południa Europy? To proste, wino trzeba otworzyć, a czerwone po otwarciu nie powinno stać dłużej niż dobę. Jeśli więc w polskiej restauracji wino zamawia trzech klientów dziennie, pojawia się problem, co zrobić z resztą zawartości butelki. W podobnej restauracji w Europie Zachodniej problem nie istnieje, ponieważ dziennie zejdzie kilka butelek. Ten prosty mechanizm odnosi się zresztą do wielu aspektów życia. Żeby w sklepach był jakiś towar, musi być jeszcze dostatecznie dużo ludzi, którzy ten towar będą kupować.

Poniżej kolejna porcja zdjęć z Londynu.

Widok z wiaduktu koło Chalk FarmPubCamden TownCamden TownCamden TownCamden TownCamden TownCamden TownCamden TownCamden TownCamden TownLondynPiwo to świętośćKanały przy Camden TownKanały przy Camden TownDźwig z ciekawszej stronyLondynLondynLondynLondynGreenwichMartens GreenwichTunel pod TamiząTunel pod TamiząGreenwich z drugiego brzeguOxford StreetOxford StreetDom handlowy SelfridgesMarks & SpencerWygodny statyw, sam chodzi za człowiekiem


Udostepnij
Glodne Slonce

13 Responses to “Londyn - część 2”

  1. Morten Says:

    Po prostu Polska…

  2. Martyna Says:

    Fakt u nas wsklepach nic nie ma.Ja w tej chwili schushi bym zjadła a najbliżej jest gdzieśw ?odzi.Mam do was pytanie.Co sądzicie o tym czymś co poularnie zwane jest butami

    http://niespodzianka.pl/presents/04c1816591aa0e30f8aaea83b4898b64.jpg

    http://img.szafa.pl/uploads/clothes/d1/d42/1092219/1250410408.jpg

    3/4 dziewczyn sika na widok takich butów (to tak koło tematu martensów)

  3. Istrandir Says:

    Cóż, i tak nie chciałbym opuszczać Polski dla paru sklepów i dobrego wina. Dla zabawek też. :)
    Nawet takie życie, trochę pod górkę wydaje mi się ciekawsze od życia na Wyspach.

  4. Kasia Says:

    Przecież nie chodzi o to, żeby opuszczać, tylko żeby u nas lepiej było. Ja tam wolałabym tutaj i z górki :)

  5. Mirror Says:

    Martyna nie ten wpis komentujesz. O butach był dwa wpisy temu.

  6. Martyna Says:

    Mirror wiem, że nie tenale ja robie naraz lekcje czytam książke, lektóre i pisze komentaże więc takich szczegułów nie zauwarzam.Ja też bym chciała, żeby w tym kraju było więcej porządnych żeczy wina nie pije no więc na tym mi nie zalerzy ale na jakiś porządnych sklepach bo ja wiem z czym z ciuchami więcej spożywczych gdzie coś możesz dostać i najwarzniejsze wieeeeeeeeeeelkie księgarnie z których jest mnuuuuuuustwo regałów z SF i horrorem.No może jakieś stare biblioteki pachnące kurzem.I byłabym w raju :)

  7. Istrandir Says:

    @Martyna
    W raju będzie Twój słownik ortograficzny, jeśli weźmiesz go w ręce…

  8. Martyna Says:

    Istrandir słownik zostaje wzięty w ręce jak pisze wypracowanie z polaka ale i tak potem ląduje u inteligentnego korektora zwanego mamą.Nie czepiajcie mam dysleksię.Pozatym z Polaka i tak jestem dobra głównie za wypracowania i takie tam gorzej mam z majzą liczyć to ja chyba tylko kasę na książki umię

  9. moon_girl Says:

    Taaak. Dlaczego ja mam wrażenie, że ostatnio to wszędzie słyszę? “Nie czepiajcie się, mam dysleksję”. A to Cię zwalnia z przelecenia wzrokiem raz napisanego komentarza, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma tam braków spacji, literówek itp.? Albo z używania magicznego klawisza o wdzięcznej nazwie “przecinek”? Piszesz ten komentarz po to, żeby to ktoś przeczytał, prawda? Więc po co to ludziom utrudniać?

  10. Martyna Says:

    Ale wy macie problemy… Dobra, ok spróbuje.Piszę to ze słownikiem w ręku. A jak przecinki się nie będą zgadzać to pliss błagam was pisanie krótszego komętarza to… dobra nie wiem co ale coś na pewno.

  11. cascadebadge Says:

    A tak wracając do tematu londynu na zdjęciach jest piękny, szczególnie na 20 :).

  12. Martyna Says:

    1 jest ładne, wogule wszystkie są świetne

  13. Carrie_21 Says:

    popieram, szczególnie Camden mi sie podoba.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).