Londyn - część 1

Londyn

Po raz kolejny odwiedziłem Londyn i muszę powiedzieć, że z każdą wizytą lubię to miasto coraz bardziej. Z różnych przyczyn plan pracy nad Felixem został zaburzony, co jednak dało mi możliwość spisywania na bieżąco przemyśleń związanych z tym miastem, a trochę i z całym Zjednoczonym Królestwem. Dla pisarza podróże są bardzo cenne. Parafrazując Lecha Wałęsę, mogę powiedzieć, że to jest „ładowanie akumulatorów”. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady.

OK, najpierw trzeba się tam dostać. Zacząłem sprawdzanie połączeń od tanich linii, z tym, że od razu odrzuciłem RyanAir, bo mają chamskie reklamy i nie chcę lecieć z ludźmi, na których takie reklamy działają. Sprawdziłem więc ich konkurencję i skonfrontowałem ją z ofertą LOT-u i British Airways. Tanie linie wypadły o połowę taniej od BA, a LOT miał niestety ceny stratosferyczne. Zdecydowałem się więc na tanie linie. Procedura rezerwacji biletu w EasyJet i WizzAir jest skonstruowana tak, że klient wybiera tę ich superhipertanią ofertę, a potem przechodzi przez kolejne etapy, podczas których cena w tajemniczy sposób rośnie. Przy czwartej czy piątej podstronie dodawania obowiązkowych opcji, bez których rzecz jasna polecieć się nie da, zacząłem się zastanawiać, czy gdzieś będzie dopłata za miejsce siedzące. To jednak jest robienie z klienta durnia, skoro w reklamie jest suma o połowę niższa od tej, którą trzeba realnie zapłacić. Pomyślałem sobie, że jeśli wybiorę tę ofertę, to spędzę kilka godzin z ludźmi, którzy też dali się na nią nabrać, czyli raczej nie będzie to doborowe towarzystwo. Różnica między biletem British Airways a biletem tanich linii to nieco ponad 200 PLN, o ile w tanich liniach stewardessy nie chodzą po pokładzie z tacą na datki. Co więcej tanie linie lądują w Luton, skąd autobus do Londynu jedzie półtorej godziny i kosztuje ponad 100 PLN. Ostatecznie wybrałem British Airways, gdzie na pokładzie dają kanapki i piwo, a fotele są w takich odstępach, że nie trzeba brody opierać na kolanach. Szczerze mówiąc, wróżę szybki koniec tzw. „tanich linii”.

Ale miało być o Londynie… Widać postępującą arabizację tego miasta. Te same sklepy prowadzone dziesięć lat temu przez Hindusów, są teraz w rękach Arabów. Hindusi są uprzejmi, Arabowie natarczywi, a do tego udają, że nie rozumieją, co znaczy just looking. Nie ma just looking, ty chcieć kupić zeszyt w kratka. Nie? To w takim razie ty przyszedłaś tu po fotel bujany. Albo po tego pięknego pipoka. Ile kosztują pipoki w twoim kraju? Jesteś z Polska? Ja znać Polska. Polonia Warszawa, świetny klub! Ty oszczędzać (klikanie na kalkulatorze w losowe przyciski) 47%, ty kupić dwa pipoki i szczęśliwszy wrócić opipokowany do swój kraj. Zasada jest prosta: jeśli w sklepie nie ma wypisanych cen, a w środku siedzi Arab, to należy czym prędzej wyjść.

Widok kobiet w burkach nie jest tu rzadkością. Co ciekawe, mąż tak opancerzonej kobiety ubiera się zupełnie normalnie. Zastanawiam się, jak one wchodzą np. do banku, gdzie ktoś zamaskowany, a do tego w luźnym stroju kojarzy się dosyć jednoznacznie. Może nie wchodzą do banku, może mąż za nie wszystko załatwia? Tak czy inaczej, nie wydaje mi się to trafioną receptą na szczęśliwe życie.

Polaków też jest tu dużo, ale, umówmy się, przeważnie nie należą oni do elity intelektualnej. Widać jednak, że stajemy się tu siłą ekonomiczną – w kantorach można kupić, sprzedać złotówki, język polski jest pierwszym językiem obcym na wielu tutejszych serwisach internetowych. Automatyczne kasy w sklepach zwykle mają opcję obsługi po polsku.

Miasto jest uporządkowane i po prostu ładne, a jednocześnie… jest tam niezły syf. W sporym sklepie GAP-a na podłodze przy wejściu leżą kubki po coli, słomki, niedopałki i parę innych rzeczy, za które, za każdą z osobna nawet, w Polsce manager sklepu wyleciałby z pracy na zbity portfel. W metrze pojęcie przyjazności dla niepełnosprawnych istnieje tylko na nowszych stacjach. Poza tym wszędzie ciasno i strome schody. Jednakże, gdyby nie lewostronny ruch i ścisły związek mojego zawodu z kulturą polską, chciałbym tu mieszkać. Tu każda dzielnica oferuje więcej atrakcji niż cała Warszawa razem wzięta, a koncert Madonny, na ten przykład, jest wydarzeniem lokalnym, jednym z wielu, a nie przyczynkiem do paraliżu komunikacyjnego miasta czy obciachu miesięcznej debaty publicznej na temat moralności. Na przedmieściach wieczorami ludzie idą do pubu na rogu, zamiast siedzieć w domu i narzekać na świat. Jak chcesz założyć kapelusz i różowy płaszcz, to zrób to i nikt nie będzie cię wytykał palcami.

Tak wygląda Miasto.

British AirwaysBritish AirwaysBritish AirwaysOczywiście pracowałemUndergroundUndergroundDetale architektoniczneVictoria Station - blaszany barak wkomponowany w zabytkowy dworzecLondynZwyczajnie ładna architekturaWszędzie polskie puchy z coląFish & chips - pierwsze na świecie danie fast foodRaz, dwa, trzy, próba obiektywuOczywiście próbowałem pracowaćBrytyjski kotDzikie ziołoSię nie gapNasi... chociaż nie do końca nasiLondynSmaczki architektoniczneSmaczki architektonicznesmaczki architektoniczneStacja metra to budynek, a nie pawilonLondyn


Udostepnij
Glodne Slonce

23 Responses to “Londyn - część 1”

  1. BlackButterfly Says:

    Panie Kosik, nie jestem zorientowana. Czy będą jeszcze jakiekolwiek castingi do serii FNiN? Są już odtwórcy trio, tak?

  2. BlackButterfly Says:

    Jeszcze jedno. Na jakim etapie kręcenia stoi produkcja filmu?

  3. Rafal Kosik Says:

    W filmie bez zmian. Odtwórcy nie wybrani. Castingi możliwe, ale to zależy od producenta.

  4. Olka Says:

    Bardzo fajny artykul :) W 100 % zgadzam sie z Panem na temat tanich lini lotniczych. Wole leciec LOTem lub Lufthansa i zaplacic wiecej niz leciec WizzAirem lub czyms innym. Niestety ja lecialam do Londynu WizzAirem :( … Trzeba sie bylo “bic” o miejsca w samolocie bo nikt nie mial wyznaczonych siedzen. No i oczywiscie wyladowalismy w Luton, a potem tylko kilka nudnych godzin w autokarze…
    Kiedy bylam w Londynie 2 lata temu, nie widzialam tylu Arabów ani Hindusów, ale to prawda z ta duza liczba Polaków. Bylam zszokowana, poniewaz na ulicy co chwile bylo slychac jezyk polski!
    A metro bardzo mi sie podobalo. Nawet jesli bylo brudne i zatloczone. Tylko troche sie balam ze bedzie atak terrorystyczny ;) Szkoda ze takiego metra w Warszawie nie ma.. Na Euro 2012 by sie przydalo…
    A mozna wiedziec w jakiej dzielnicy sie Pan zatrzymal?? Ja mieszkalam na Wimbledonie, barzo ladnie tam jest. Czysto i spokojnie.
    Szkoda ze tak malo zdjec ;)

  5. FNiN_addict Says:

    Kicia! Jaka słodziutka. :D
    Widzę też bardzo zdrową ;d żywność.

    Matko, jak ja od dzieciństwa wielbię Londyn, tak nigdy w nim nie byłam.

  6. Rafal Kosik Says:

    Zdjęć będzie więcej, podzieliłem je tematycznie na kilka odcinków i rzecz jasna przebrałem, bo jest ich w sumie dobrze ponad tysiąc. A mieszkałem przy Chalk Farm. Dowiedziałem się, już po powrocie do Polski, że to obecnie jedna z najmodniejszych dzielnic. Kilka domów dalej mieszka Tim Burton, a w pubie na rogu często bywa Madonna, o ile akurat nie koncertuje :)

  7. fritz Says:

    Ja też chciałbym się wybrać do GB. Wreszcie mogił bym porozmawiać po angielsku.
    Jest taki kawał:
    Przyjeżdża Anglik na Ukrainę i mówi:
    Co to jest? U nas drogi są świetne w Niemczech też, po Polsce da się jeździć a u was drogi są straszne!!
    Ukrainiec mu odpowiada:
    U nas dziewczyny są świetne, w Polsce też. W Niemczech są jakie takie a u was takie dziewczyny jak u nas drogi.

  8. Carrie_21 Says:

    Też bym chciała polecieć. I moiże za rok będę. ale nie wiem jak wytrzymam w samolocie, te dwanaście tysięcy km. nad ziemią…

  9. BlackButterfly Says:

    Napisze pan, jak będzie jakiś casting?

  10. Rafal Kosik Says:

    Za kilka dni będę podsumowywał stan prac nad filmem, to wrzucę newsa.

  11. Rafal Kosik Says:

    Poprawka: dzielnica nazywa się Camden. To jest tam jeszcze bardziej pokręcone, niż w Warszawie, bo Londyn jest od początku czymś w rodzaju związku gmin, gdzie suwerenność lokalna jest bardzo silna. Dzielnica więc w świadomości mieszkańców nazywa się Camden, natomiast oficjalnie nazwa tego wycinka kilku ulic nosi inną nazwę, a i tak mówi się Chalk Farm, bo jest najbliżej do tej stacji.

  12. Kasia Says:

    Primrose Hill, dzielnica nazywa się Primrose Hill :)

  13. Procesor Says:

    Nie mogę się zgodzić Pani Kasiu. Primrose Hill to wzgórze i znajduje się w dzielnicy Camden. A Chalk Farm to mały obszar wokół dworca, także tylko część dzielnicy Camden.

  14. BlackButterfly Says:

    Dziękuję.

  15. LIK Says:

    Takie kamieniczki jak na zdjęciu w mojej miejscowości też są. Może w Warszawie się tym zachwycają bo podczas wojny wszystkie ładne wyburzyli i zaczęli budować nowym stylem. Zapraszam pana na Śląsk będzie pan zachwycony ale nie do Katowic czy Wisły ale np. Gliwic i okolic. Mnie bardziej ciągnie do Egiptu niż do Londynu choć się nim zachwycają wszyscy ale dziadek tam mieszka i mówi że tylko w Londynie jest fajnie i to w centrum a jak się idzie coraz dalej od centrum to mieszkają tam ćpuny i wiele ciekawych typów.
    Fritz ty się nie bój o Ukrainę jeszcze wam mówię nie będziemy mieć euro przez nas!!!

  16. Faktek Says:

    W Londynie jeszcze nie byłem, ale obok Tokio jest to 1. pozycja na liście miast do odwiedzenia. 4 dni temu wróciłem z Chorwacji i byłem zdziwiony tamtejszym nastawieniem do Polaków tzn. na granicach sprawdzają francuzów, włochów, chorwatów itd. ale polaków nie. Jedyne co usłyszeliśmy od Celnika to: “Polaki? Używajtie!” i gestem pokazał żeby jechać dalej. W mieście Omiš co druga spotkana osoba to był polak, zresztą jak w większości miast. O dziwo pomimo takiej ilości naszego narodu ciężko znaleźć jakieś napisy po polsku chociaż są one choćby po słowacku, czesku czy nawet japońsku (mówię tu o mniejszych miejscowościach i atrakcjach turystycznych, bo w reszcie miejsc jak np. parki narodowe czy w Dubrowniku nie było problemu). Zresztą chorwacki jest bardzo podobny do polskiego, może nie tak jak słowacki, ale jednak.

  17. Janek Says:

    Ja bardzo chciałbym jechać do Berlina na tydzień choć moje marzenia są narazie nierealne. Szczególnie w tym tygodniu, kiedy są mistrzostwa a Polacy zwyciężają. Co do Londynu to nie zaprzeczam, że to bardzo urokliwe miasto, zwłaszcza na podróże poślubne.

  18. fritz Says:

    Polecam http://www.youtube.com/watch?v=y5kmuMf7ki4

  19. Kasia Says:

    Procesor - nie znam dobrze podziału administracyjnego Londynu, właścicielka mieszkania, które wynajęliśmy, określała tę dzielnicę jako Primrose Hill właśnie, a niedawno przeczytałam artykuł, który opisywał PH jako obecnie najmodniejszą londyńską dzielnicę :). Jak ją zwał, tak zwał, ważne, że jest fajna - bezpieczna, trochę mieszczańska, trochę odlotowa, trochę snobistyczna, no i bardzo ładna :). Pozdrawiam!

  20. luk Says:

    Ooo… na czwartym zdjęciu Eee PC, wygląda na 900. A w tle to chyba Lenovo. I oczywiście koszulka z flagą… :D

  21. Rafal Kosik Says:

    W tle HP, a na pierwszym planie Eee PC 1000. Najpierw używałem 900, ale ekran okazał się za mały do moich potrzeb. Przebolałem kilkaset PLN dopłaty i 300g różnicy wagi.

  22. Kaczka Says:

    Świetne Pan zdjęcia robi ^^ Jestem pod wrażeniem ;D Jakie ma Pan jeszcze talenty? ;] A artykuł miodziowy ;)

  23. Ja Says:

    W tym roku byłam na wakacjach.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).