Liguria i Lombardia

Kupą, mości domowie Portofino to zupełnie inny klimat niż miasta toskańskie. Nic dziwnego, bo to nie jest już Toskania, tylko granicząca z nią Liguria. Byliśmy tam przejazdem, więc i obserwacje były jedynie powierzchowne.

O Portofino słyszał chyba każdy. Zważywszy, że mieszkańców jest tam ledwie pięciuset, naprawdę mają niezły współczynnik fejmu per głowa. Ma to swoje odbicie w cenach. Zeschła zapiekanka kosztuje 10 euro, a godzina parkowania niewiele mniej. Tam też w knajpce widziałem (przez witrynę) najdroższe espresso w moim dotychczasowym życiu. Rekord ten został zresztą pobity w następnej knajpce i znów w następnej… Potem przestałem sprawdzać. Puste brzuchy zapchaliśmy bułkami i wodą mineralną. I były to najdroższe bułki i najdroższa woda mineralna ever. Idąc po linii zawodowej, to J.K. Rowling jest bogatsza od Królowej Elżbiety II. Jeśli wierzyć oficjalnym źródłom, wychodzi na to, że ja jestem bogatszy o Prezydenta Kaczyńskiego. A i tak nie stać mnie było na espresso w Portofino.

W sumie wiem, czemu tak się tam cenią. Mieszkanie w Portofino, prawdę mówiąc, musi być koszmarem. To zupełnie inna skala ciasnoty, niż w Sienie czy San Gimingano. Nawet przybysza zaczyna to męczyć po paru godzinach. Zobaczyć warto, może warto wypić espresso w cenie warszawskiego biletu miesięcznego, ale nie warto bawić tam dłużej.

Tego samego dnia wieczorem dotarliśmy nad jezioro Como w Lombardii. I znów zmiana klimatu. Lombardia różni się od Toskanii tak, jak, nie przymierzając, Kielce od Radomia. Niby architektura podobna, ale wyczuwa się inne podejście do życia. W Lombardii jest bardziej pragmatycznie, mniej sennie. Trzeba zresztą zachować czujność, bo spadek terenu wynosi ponad 45 stopni. Nad jeziorem Como domy dosłownie stoją na sobie. Dach dolnego przechodzi w fundament górnego. Strach się potknąć w progu. Droga jest kręta, biegnie często ciasnymi tunelami, a momentami zwęża się tak, że ciężko minąć się z rowerzystą. Parkowanie na placyku 5 na 5 metrów o pochyłości zbliżonej do szlaku na Gubałówkę, to prawdziwe wyzwanie. Słowem, nudno to tam nie jest.

Spędziliśmy tam mniej niż jeden dzień. Wraz ze zbliżaniem się do Alp, zmieniało się wszystko: architektura, pogoda, ludzie. I nasz nastrój – nadciągał bowiem koniec krótkich, intensywnych wakacji.

Portofino. LandrynkaNa górze po prawej prawdopodobnie jedna z najdoższych posiadłości na południu EuropyTaką pogodę prawdopodobnie się tam kupujePo lewej prawdopodobnie druga z najdoższych posiadłości na południu Europy ;)MasztWodaWszystkie okna są zasłaniane okiennicamiMartens PortofinoTe sieci to chyba tylko ozdobaMarinaCiasno i stromoSkutery i motocykle są tam praktyczniejszeDomek w paskiRaczej ciasnoWidok na Morze TyreńskieZabita na głucho Santa MargheritaKładki dla pieszych są tam prawie tak ładnie jak te nad Trasą ToruńskąJak już wspominałem, jest tam ciasnoJezioro Como nocąLepiej się nie wychylać z balkonuJeden na drugimComoBellagioProm zamiast mostuComoComoRivendellComoVarenaNiezły samochód na wyprawę po EuropieOczywiście pracowałemFajna zabawkaPolicję można kupić już za 10 euroTo już zdecydowanie AlpyNiestety, kiedy prowadzę, to nie ogladam okoliczności przyrody


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Liguria i Lombardia”

  1. mikki Says:

    Ale ładnie tam…

  2. Lisek Says:

    Nom, zwłaszcza te domy kozackie xD

  3. cascadebadge Says:

    Hihi… Pracowałem nad kielszkiem wina….. Ale swoją drogą ładnie….

  4. Rafal Kosik Says:

    Kieliszek nie był mój :) Wolę piwo.

  5. patrycja Says:

    PIĘKNIE!

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).