Liberum Veto

Kilka miesięcy temu celnicy z naszej wschodniej granicy ostatecznie uznali, że za mało zarabiają. Pewnie tak jest w istocie, nie mnie oceniać. Istotne jest to, że celnicy postanowili zablokować granicę. Tym samym wzięli na zakładników kierowców TIRów; uwięzili ich w gigantycznych kolejkach do granicy. Było mi szkoda kierowców, dopóki nie zachowali się równie nagannie, blokując przygraniczne drogi, biorąc na zakładników mieszkańców przygranicznych miejscowości i zmuszając między innymi dzieci do wielokilometrowych wędrówek po mrozie do szkoły. Kierowcy tirów pozostali całkowicie bezkarni, bo ich protest był odpowiedzią na protest celników. To tak samo, gdybym ja na znak protestu przeciw podwyżkom cen gazu, zakleił plastrem drzwi sąsiadki z pierwszego piętra. Ona, wydostawszy się przez okno, w ramach protestu przeciw zaklejeniu drzwi, przykułaby się do koła Fiata docenta spod trójki. Tenże docent w zemście zakręciłby wodę młodemu małżeństwo z trzeciego piętra, które to małżeństwo z kolei przystąpiłoby do okupacji śmietnika sąsiedniego bloku. Idiotycznie brzmi, ale tak to wygląda w większej skali. Wyobraźcie sobie przeciętnego człowieka, zwykłego zjadacza chleba, płacącego podatki, który blokuje drogę krajową. Od razu płaci mandat, a jak to nie pomoże, jest usuwany siłą i trafia do sądu. Dlaczego kierowcy tirów mogą, a on nie? Bo w jego przypadku zastosować prawo jest łatwo.
Pamiętacie białe miasteczko, które wyrosło przed kancelarią premiera za rządów Jarosława Kaczyńskiego? Kilka pielęgniarek zaczęło nawet okupować gabinet, a jakiś czas temu wybuchł skandal związany z ujawnieniem planów usunięcia pielęgniarek siłą. Wszyscy się oburzali. Być może to nie będzie zbyt popularne, co powiem, ale wydaje mi się całkiem naturalne, że owe pielęgniarki powinny zostać usunięte siłą, zwyczajnie wywleczone z gabinetu po kilku minutach protestu, a następnie postawione przed sądem grodzkim z odpowiedniego paragrafu. Nie dlatego, że nie mają racji (bo nie potrafię ocenić, czy ich protest był słuszny, czy nie), ale dlatego, żeby zachować zaufanie obywatela do praworządnego państwa. Gdybym ja wdarł się do owego gabinetu i zaczął go blokować, protest ten trwałby kilkanaście sekund, zanim dobiegliby ochroniarze. Potem czekałby mnie areszt, sprawa sądowa i zapewne wysoka grzywna. Pielęgniarki pozostały bezkarne. Dlaczego? Bo protest był medialnie nośny a ich aresztowanie fatalnie by się odbiło na sondażach.
Blokowanie innych stało się najłatwiejszą formą protestu. Zaczęło się od Samoobrony, ale o tym nawet nie chcę pisać, więc sięgnę po nowsze przykłady. Taksówkarze kilka lat temu czegoś chcieli (nie pamiętam nawet, czego), więc zorganizowali blokadę Warszawy, marnując czas i nerwy mieszkańców. Pozostali bezkarni, chociaż złamali parę paragrafów. Powód: było ich dużo. Z tego samego powodu bezkarni pozostali kupcy ze Stadionu Dziesięciolecia, którzy kilka dni temu zablokowali pół centrum, bo chcieli czegoś tam (również nie wiem i nie chcę wiedzieć, czego). Byle kto może posłużyć się innym obywatelami jako zakładnikami swojej racji, mimo, że zakładnikom z definicji nic do jego spraw. Protest taryfiarzy czy handlarzy może być protestem słusznym, ale jeśli biorą mnie na zakładnika, zamykając mnie w korku, mogą we mnie zyskać jedynie wroga. Nie jestem stroną w ich sporze z urzędnikami i nie chcę być. Istnieje niestety urzędnicze przyzwolenie, bądź chociaż pobłażanie, dla tego typu protestów. Gdyby owi protestanci mieli wizję nieuchronnej kary za swoje uczynki, zapewne sięgnęliby po inne, bardziej cywilizowane formy protestu.
Od kilkudziesięciu lat istnieją plany zagospodarowania przestrzennego, na których oznaczono m.in. przebieg obwodnicy Warszawy, czy dodatkowy pas podejścia do Okęcia. Jasne, że nikt nie chce mieszkać pod lądującymi samolotami, czy obok trasy szybkiego ruchu, ale jeśli kupuje się tanie mieszkanie w sąsiedztwie planowanej inwestycji, to należy mieć świadomość, że ta inwestycja kiedyś w końcu będzie zrealizowana. W przypadku obwodnicy, mieszkańcy dzielnicy, która w międzyczasie wyrosła obok planowanego jej przebiegu, próbują doprowadzić do przesunięcia obwodnicy gdzie indziej, czyli de facto do podrzucenia hałaśliwej trasy komuś, kto celowo zamieszkał w spokojnej okolicy. Dla państwa polskiego nie jest tak ważne, gdzie leży racja; ważniejsze, kto głośniej krzyczy i kto jest bardziej medialny. Instytucje państwowe są na tyle słabe, że często ulegną silniejszej stronie, choćby to stało w sprzeczności z prawem.
Weźmy inny przykład – przetarg publiczny. Miasto ogłasza przetarg na budowę wiaduktu. Wiadukt jest potrzebny, żeby rozładować korki, w których każdy mieszkaniec dzielnicy X traci rano kwadrans i drugi kwadrans wracając z pracy. W przetargu bierze udział 5 firm. Wygrywa najlepsza, ale nie może rozpocząć budowy, ponieważ cztery pozostałe firmy natychmiast oprotestowują przetarg, czepiając się nawet literówek w ofercie zwycięzcy. Celem protestu jest oczywiście unieważnienie przetargu i ponowne jego rozpisanie, lub chociaż pognębienie konkurencji. Zakładnikami są mieszkańcy dzielnicy X, bo sprawa będzie się wlokła miesiącami, może latami, a koszty będą rosły. Składający protesty pozostaną bezkarni, bo prawo im na to pozwala.
Dalej. Są ekolodzy (czy raczej pseudo-ekolodzy), którzy z defaulta oprotestowują każdą większą inwestycję w konkretnym celu wyciągnięcia okupu od inwestora. Bronią są w tym wypadku, wspomagające ich mimowolnie swoją nieudolnością, urzędy miejskie i złe, niejednoznaczne prawo. Z tego też względu każdy, kto chce stawiać tak potrzebne Warszawie wieżowce musi się liczyć z tym, że przywali się do niego gość, którego sensem życia jest ochrona szlaku migracji wróbla syberyjskiego, albo wielbiciel parterowej, nie rzucającej cienia zabudowy centrum. Jeden człowiek za pomocą kilku listów jest w stanie (działając wciąż w zgodzie z prawem) narazić inwestora na gigantyczne straty z powodu samych opóźnień. Skargę bowiem musi rozpatrzyć urzędniczka, której głównym zajęciem w pracy jest picie herbaty i przekładanie teczek ze sprawami z wierzchu pod spód. Rzecz jasna taka sytuacja jest mocno korupcjogenna.
Nie wiem, jak jest teraz, ale jeszcze kilka lat temu knajpy na starówce były zamykane dość wcześnie. Wypraszano wręcz ludzi z pełnych kawiarni, ponieważ jakiś emeryt dwa piętra wyżej chciał iść wcześnie spać. Każdy ma prawo do spokojnego snu, to jasne, ale czemu ten ktoś chce mieszkać w hałaśliwym centrum? Bo w Polsce znacznie łatwiej jest oprotestować ową hałaśliwość, niż się przeprowadzić. Prawo chroni emeryta, a jego bronią jest upierdliwość.
Od poziomu ogólnopaństwowego, poprzez samorządowy, chcę dotrzeć do skali ludzkiej. Napiszę kilka zdań o moich własnych doświadczeniach. Kilka lat temu kupiłem dom i chciałem go przebudować, żeby spełniał moje wymagania. Sąsiedzi nie chcieli tej przebudowy, więc próbowali mnie nastraszyć. Kiedy się nie udało, zaczęli pisać protesty, donosy i skargi do wszystkich możliwych instytucji. Zdołali opóźnić przebudowę mojego domu niemal o cztery lata. Kosztowało ich to tyle, co znaczki pocztowe. Nie mieli racji, bo wszystkie ich skargi zostały odrzucone, ale koszty musiałem ponieść ja. Zrobili to w świetle prawa i nie mam nawet możliwości żądać od nich zadośćuczynienia.
Nie żyjemy w kraju bezprawia, ale w kraju prawa słabego i leniwego, które bynajmniej nie zachęca do jego szanowania. To nie jest OK, że byle kto może dowolnie i skutecznie protestować przeciw dowolnej sprawie (jeśli nie ma racji). Nie jest OK, że robi to cudzym kosztem. Wreszcie nie jest OK, że (nawet jeśli nie ma racji) może być pewny swej bezkarności.

Diclaimer: W powyższym tekście nie oceniam zasadności wymienionych w nim protestów, a jedynie ich formę i prawo które na tę formę pozwala.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Liberum Veto”

  1. . Says:

    LIBERUM VETO!!!

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).