Legalna Kultura

Legalna Kultura to temat niewątpliwie kontrowersyjny. Internet wyskoczył z kapelusza i naście lat temu zastał pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków na etapie startu życiowego bez funduszy. Start polskiego wolnego rynku odbywał się na zasadzie wolnej amerykanki. To naturalny proces, tyle że ćwiczony przez nas w przyspieszonym tempie. Piraci sprzed kilku lat są już uznanymi producentami i nie piszę tego jako oskarżenia. Tak się dzieje zawsze, również w krajach, które wzięliśmy sobie za wzór podczas transformacji ustrojowej. Tyle że tam ten proces był powolny i nie startował od zera.

Pokolenie dwudziestolatków zastało już internet jako immanentny element świata. Wobec braku regulacji i kontroli, wszystko w sieci było darmowe, choć obarczone ryzykiem złapania wirusa. To oznacza co najmniej dwa pokolenia wychowane w pewnej patologii, która wówczas jeszcze wydawała się, a może nawet była, stanem normalnym. Coś się jednak zmieniło. Zmieniła się zarówno dostępność kultury na żądanie, jak i jej cena w przeliczeniu na to, ile zarabiamy. Zmienić się powinny zatem również nasze przyzwyczajenia.

W temacie praw autorskich zwykło się przeciwstawiać sobie twórców i odbiorców, jakby to były dwie strony barykady. To nieprawdziwy obraz, bo o cenie i dostępności dzieła decydują niemal wyłącznie producenci i pośrednicy. Bywa, że sami zmuszają ludzi do piractwa, bo zaplątani we własne sprzeczne interesy, blokują np. możliwość legalnego dostępu do dzieła na terenie danego kraju. To jednak wyjątki. Internet, który piracenie uczynił banalnie prostym, prostym uczynił również legalny dostęp do kultury.

Przez lata obserwowałem piratowanie na masową skalę moich książek na przeróżnych serwisach. Nigdy nie podjąłem kroków prawnych, by ścigać pośredników lub użytkowników końcowych, choć technicznie, wbrew pozorom, jest to proste. Nie uważam prokuratora za najlepszego sprzymierzeńca w walce z piractwem. Mimo wszystko wierzę w edukację, bo przecież lata temu sam kupowałem kasety pod Pałacem. Nie miałem wówczas przeświadczenia, że robię coś złego. Po prostu nie było innych źródeł. Dziś są.

Zdecydowałem się na wsparcie idei stojącej za Legalną Kulturą właśnie dlatego, że nie idzie za nią żadna sankcja, a jedynie edukacja.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Legalna Kultura”

  1. dzemeuksis Says:

    “To jednak wyjątki. Internet, który piracenie uczynił banalnie prostym, prostym uczynił również legalny dostęp do kultury.”

    Mam odmienne doświadczenia. Mógłbym sypać jak z rękawa przykładami utworów, z zapoznania się z którymi zwyczajnie zrezygnowałem, bo nie było wygodnego legalnego sposobu. Oczywiście wśród nich szczęśliwie nie ma Pańskich książek, z których bodaj trzy mam na “półce” w cdp.pl

    Według mnie w statystycznym ujęciu to wygląda tak, że prawdziwy fan kupuje legalną wersję, a piracką ściąga przypadkowy odbiorca, przy czym w 99 przypadkach na 100 albo i rzadziej - liczba z czapy wzięta - i tak nie czyta (co sprawia że ciężko mówić w takim przypadku o kradzieży, czy stracie).

    Łatwość pozyskania oznacza, że owszem, dystrybucja pirackich treści dzieje się na ogromną skalę. Jednak na podstawie wieloletnich obserwacji tego zjawiska zaryzykuję twierdzenie, że już konsumpcja takich zdobytych nielegalnie treści - a więc i ewentualna strata wydawcy/autora - liczona jest w promilach. A jak już ktoś przeczyta, to często kupi - jak nie sobie, to komuś na prezent. A jak nie kupi, to poleci i ktoś inny kupi. Tak to według mnie działa.

    Więc wspierać legalną kulturę jak najbardziej warto, bo twórczość to jest praca, jak każda inna i jako taka powinna być godziwie wynagradzana. Ale jednocześnie piractwo jest moim zdaniem (i nie tylko moim, są badania, które to potwierdzają) zjawiskiem w ostatecznym rozrachunku de facto korzystnym dla autorów (większy zysk z promocji niż potencjalna strata), więc warto je nawet nie tyle tolerować, co akceptować, jako całkiem normalną rzecz, wynikającą z zaawansowania techniki, jakie osiągnęliśmy oraz specyfiki kultury, która - podobnie jak informacja - chce być wolna.

    Podzielam przy tym przekonanie starożytnych Greków i Rzymian, że kultura (oraz nawet przede wszystkim wiedza, ale to inny temat) jest dobrem wspólnym i powinna być dostępna dla każdego. Mnie akurat stać, żeby za nią płacić, ale nie każdy jest w takiej komfortowej sytuacji. Daleki jestem od tego, żeby potrzebującym sponsorować wyjście do kina. Jednocześnie nie mam problemu z tym, że osoba, której na to nie stać, ściągnie sobie z torrentów ten sam film, za którego obejrzenie ja muszę zapłacić.

  2. malami Says:

    W przypadku książek zgodziłabym się z komentarzem wyżej: mam wrażenie, że zdecydowana większość odbiorców czyta jednak książki w wersji papierowej, dlatego nielegalne udostępnianie ich w sieci nie powinno przynosić autorom i wydawcom zbyt dużych strat.
    Nie wiem jak to faktycznie wygląda w liczbach, ale ludzie którzy uważają, że mniejsze zainteresowanie kupnem e-book’ów jest spowodowane istnieniem nielegalnych, darmowych wersji mogą się grubo mylić.
    Po prostu czytanie tradycyjnie nadal jest jednak bardziej popularne (co się zapewne na przestrzeni lat cały czas zmienia).

    Z trochę inną sytuacja mamy do czynienia jeśli chodzi o filmy.
    Niestety wypożyczalnie kaset czy dvd odeszły już praktycznie do lamusa.
    Legalne zdobycie odrobinę mniej popularnego (niż np. standardowe hollywoodzkie produkcje) filmu, który w kinach był wyświetlany np. 5 lat temu jest dosyć trudne.
    Nie dziwię się, że niektórym ludziom nie chce się przeczesywać całego internetu, a inni wolą raczej bezpośrednie formy kupna.
    Problem tutaj jest dwojaki: z jednej strony mała świadomość dotycząca przestępstw “nienamacalnych” (zapewne wraz z coraz mniejszym rozdziałem świata wirtualnego od rzeczywistego będzie ona coraz większa), a z drugiej strony dostępność.
    Niestety problem z dostępnością jest jednak trochę większy niż wyobrażają to sobie producenci.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).