Kwantowa prawda

Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: święta prowda, tyż prowda i gówno prowda. Przynajmniej tak powiedział ks. Józef Tischner, oczywiście w żartach (mam nadzieję). Klasyczna definicja prawdy jest prosta i oznacza zgodność sądów z faktycznym stanem rzeczy. I wszystko gra, dopóki próbujemy dociec prawdy w sprawach prostych.

Jeśli upuszczona na podłogę szklanka się stłucze, to wszyscy świadkowie zdarzenia zeznają, że szklanka jest stłuczona. W sprawach odpowiednio bardziej złożonych dojście do jednej prawdy jest niewykonalne. Możemy jedynie próbować się do tej prawdy zbliżyć albo odkryć wiele prawd, równoważnych i zależnych od punktu widzenia.

I to nawet, zakładając dobrą wolę świadków.

Statystyczny człowiek nie szuka prawdy, a jedynie potwierdzenia swojej wersji rzeczywistości. Informacja o tym samym wydarzeniu w różnych mediach jest prezentowana inaczej. Tak skrajnie inaczej, jakby obie wersje pochodziły z rzeczywistości alternatywnych.

Ów mityczny statystyczny człowiek chce też zwiększenia liczby wyznawców jego wersji. Stąd powielane, gdzie się da, informacje, bez sprawdzania źródła, lub z pełną świadomością ich fałszywości. Najczęściej są to już tylko memy, bo łatwiej je przygotować, a odbiorca nie musi się męczyć czytaniem tekstu dłuższego niż kilka zdań.

W obecnym chaosie informacyjnym dotarcie do prawdy dla kogoś dociekliwego jest wyzwaniem detektywistycznym. Każda ze stron wojny dezinformacyjnej ma swoje racje i swoje argumenty. I swoich wyznawców.

Nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała ulec poprawie. Można by rzec, że prawda staje się kwantowa i jedyne co będziemy mogli ustalić, to wysokość prawdopodobieństwa, że leży ona gdzieś w badanej okolicy.

O ile komuś jeszcze w ogóle będzie się chciało szukać.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Kwantowa prawda”

  1. wisznu Says:

    I coż można napisać.

    Święta prawda.

    Czasy nadchodzą takie, że nie będzie można wierzyć nawet własnym oczom, temu co widzimy na żywo, bo technika potrafi stworzyć coraz lepsze iluzje…

    Najgorsze chyba jest to, że już nikomu tak naprawdę nie będzie nawet zależało na prawdzie obiektywnej :(

  2. paul z Says:

    W bajkach podobają ci się wampiry, zaczynasz dla zabawy szukać naukowych wyjaśnień na wampiry, rozwijasz różne modele z różną fizjologią. A kiedy dostępna jest technologia, łatwo jest już dla hecy wprowadzić program i nacisnąć guzik. Drakula wyssa cię, rozejrzy się, stwierdzi, że jego dieta i ograniczenia w otaczającym świecie nie mają sensu, i przerobi się technologią na smakosza hamburgerów bez alergii na czosnek lub słońce. Nieśmiertelność i moce zatrzyma.
    Jak u gnostyków, jak w Amberze, jak w ewolucji – emanacja to rzeczywistość. Każdy kod: mem, gen, klej, kraj, konkuruje o to, by stać się Bogiem własnego świata, podporządkowując sobie do tego celu inne kody. Czy i na ile kłamstwo staje się prawdą, zależy od tego, ile energii, materii, czasoprzestrzeni uda mu się zmobilizować, by utworzyć bąbel: Własny wszechświat o własnych prawach, co prawda podporządkowany prawom świata zewnętrznego, ale kombinującego je na własny, indywidualny sposób. Tak powstają cebulowe hierarchie: Prawa rodziny wewnątrz praw państwa wewnątrz praw biologii wewnątrz praw fizyki wewnątrz praw matematyki, a wszystko podporządkowane jest, zdaje się, prawu najwyższemu: Niech będzie ból.
    (ból=energia=światło, więc nie jestem pierwszym, który na to wpadł, ale raczej pierwszym cynikiem)
    Bąble wpływają na siebie jednakże także równolegle: Prawa rodziny są współkształtowane przez prawa rodziny sąsiedniej, może porządnie zmutować je dodanie praw psa. Prawa rodziny na drugim końcu ulicy wpływają na Pana już bardzo osłabione, przefiltrowane, pomieszane z innymi. Światy wewnątrz światów, bąble ograniczające interakcję tak bardzo, że dla ogromnej większości innych bąbli są po prostu martwą materią, budulcem, cząstkami lub molekułami o prymitywnym, bardzo przewidywalnym zachowaniu. I właśnie o budowaniu stabilnego świata Pan pisze: Jak oprzeć własne życiowe kłamstwo na najsilniejszym kłamstwie w okolicy, posiadającym tyle energii, by wszystkim wokoło narzucić swą prawdę? Jakiemu Bogu podporządkować się, by podtrzymał własną zabawę w bożka?
    Jeśli popatrzy Pan na to z wielkiej odległości, z której różnice w sile i wielkości bąbli, z bliska wydające się przeogromne, zanikają, ujrzy Pan piankę kwantową. A że widzi Pan to tak, to dlatego, że rozmiar ma do czynienia z interakcją: Kiedyś to jeden wielki zlepek kłamstw promieniował na Pana, programował Pana masami własnej, wiecznie powtarzanej informacji, tworząc Pana prawdę. Dzisiaj takich zlepków jest dużo, z każdego dociera tylko bardzo mało informacji, dlatego wszystkie wydają się maciupkie, dalekie i mało prawdopodobne.
    Kiedyś mam nadzieję dowiedzieć się, czy coś z mojej paplaniny jest choć wpół zrozumiałe. Jeśli nie, widzi Pan tu tylko sałatkę z liter, biały szum, który zupełnie nie wpłynie na Pana świat. Przestrzeń międzygwiezdną, przez którą musiał Pan się przedrzeć, marnując tylko czas i energię.
    Gdybym latał w przestrzeń międzygwiezdną, wziąłbym ze sobą krucyfiks, wodę święconą, osinowe kołki, dubeltówkę i piłę łańcuchową. Tam, w pustce, to ja byłbym najsilniejszym źródłem energii, więc zawarta we mnie informacja mogłaby niechcący zacząć tworzyć jakieś prawdy. Literki, zapomniane przez swych twórców, mogłyby próbować ułożyć się w zrozumiały tekst, bym go ustabilizował, utrzymał przy życiu, dać się przeczytać. Trochę jak w Solaris.
    Fale elektromagnetyczne, którymi zalewa nas Słońce, da się opisać przez sinus i cosinus, przez co wyglądają jak DNA. Bez nich, życie rozkłada się, rozreguluje. Przy obecnym stanie wiedzy, byłoby śmieszne przypisywać temu jakiekolwiek znaczenie. Ale chyba warto zachować to gdzieś w pamięci, może się przyda.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).