Kultura przepraszania

Niedawno poszedłem ze znajomymi do knajpy na piwo. Zamówiliśmy przegryzki, ale niestety gdy doszliśmy w menu do pozycji „tatar”, okazało się, że już go nie ma i nie będzie. Kelnerka bardzo nas przeprosiła i wyjaśniła, że kilka dni temu pewien klient oburzył się, że w knajpie jest serwowany tatar. W związku z czym tatar został natychmiast wycofany, a klient przeproszony, że narażono go na nieprzyjemność oglądania w karcie słowa „tatar”.

Właściciel zapewne obawiał się shitstormu na fanpage’u albo po prostu nie chciał się użerać i dał za wygraną na samym początku. Żartowaliśmy sobie, że byłoby zabawnie na koniec zbiorowo oburzyć się na sałatkę z tuńczykiem albo na zupę pomidorową (toż to ukryta promocja komunizmu!), ale nie znaleźliśmy w sobie dość motywacji. Choć nie nosimy krawatów, nie jesteśmy klientami awanturującymi się. I właśnie to jest kluczowe w tej sprawie, bo oto mamy jednego klienta awanturującego się, który sam nie lubi jakiegoś dania, i chce, żeby inni też nie mogli go zjeść. W kontrze do niego mamy, strzelam, kilkudziesięciu normalnych klientów tygodniowo, którzy nie dostaną swojego ulubionego dania. No ale oni nie zrobią zadymy na fejsie.

Kultura przepraszania i ustępowania jest zrozumiała z punktu widzenia PR-owego, jednak to taktyka krótkowzroczna i nie mająca wiele wspólnego z demokracją. Przecież wieczne ustępowanie prowadzi do eskalacji, na tej samej zasadzie, na jakiej płacenie okupu porywaczom zwiększa liczbę porwań w przyszłości. Dziecko, któremu płaczem i krzykiem uda się zaszantażować rodziców, po kilku sukcesach wprowadzi to zachowanie do swojego stałego repertuaru. A warto tutaj przypomnieć zasadę, że ten kto głośniej krzyczy, nie ma wcale więcej racji. Ten, kto głośniej krzyczy, po prostu głośniej krzyczy. To jedna z wielu zapomnianych prawd.

W cywilizacji zachodniej merytoryczną dyskusję coraz częściej zastępuje zakrzykiwanie oponentów. Przykre jest nawet nie to, że taka metoda jest stosowana, lecz że jest tak skuteczna. Skuteczna jak fałszowanie wyborów. Świat przecież nie staje się lepszy od tego, że panu X udało się narzucić innym swoje zasady. Za chwilę pojawi się pan Y i narzuci swoje. Lepiej gdyby obaj porozmawiali, wymienili się poglądami, wysłuchali argumentów. Może w efekcie doprowadziliby do sytuacji, w której obaj będą zadowoleni.

„Demokracja jest bardzo złym ustrojem, jednak do tej pory nie wymyślono niczego lepszego” – oczywiście Winston Churchill miał rację, bo większość graczy gry, którą jest demokracja, sprowadza ją (zwykle nieświadomie) do niesławnej zasady, że „moja ignorancja jest warta tyle samo, ile twoja wiedza”, zamiast „jeśli się na czymś nie znam, to albo się nauczę, albo będę siedział cicho”. Próby zmieniania świata poprzez narzucanie innym swojej woli, zamiast wypracowania konsensusu, generują ferment. Niestety nie twórczy, a erozyjny. Wydaje się, że na razie demokracja jest systemem najwydajniejszym, pod warunkiem że podlega pewnym dyskretnym ograniczeniom, jak chociażby system dwupartyjny. Ale jak długo jeszcze?

Nieustannie bawi mnie zaskoczenie ludzi, kiedy się dowiadują, że nie mam wyrobionej opinii na jakiś temat. Przecież to tak nie wypada! Każdy powinien znać się na wszystkim! A dokładniej… to mieć zdanie, nawet jeśli nie ma pojęcia o temacie. W kwestii powszechnego prawa do posiadania broni znam argumenty za i przeciw. Tych przeciw jest wprawdzie więcej, jednak zwyczajnie nie potrafię przewidzieć, co się stanie, jeśli Polacy masowo zaopatrzą się choćby w małe pistolety i rewolwery. Mogę tylko podejrzewać, że większość ofiar będą stanowili sami właściciele broni, którzy postrzelą się podczas poznawania swojego nowego gadżetu. Obstawiam, że najczęściej będzie to testowanie bezpiecznika, ex equo ze sprawdzaniem, czy lufa jest czysta.

A może po prostu każdy ustrój ma swój czas? Feudalizm, chyba przez wszystkich kojarzony negatywnie, był historyczną koniecznością, niezbędnym etapem, który jednak się zakończył, gdy stracił rację bytu. Zastąpił go duet kapitalizm-demokracja, które trudno rozpatrywać osobno. Narodowy socjalizm, podobnie jak sowiecki model totalitaryzmu komunistycznego, poległ na każdym odcinku, grzebiąc wraz z sobą dziesiątki milionów ofiar, wraz ze swoimi twórcami i niedoszłymi beneficjentami.

Jak na razie model chiński, czyli połączenie ograniczonego zamordyzmu politycznego ze sporą wolnością gospodarczą, wydaje się działać. To system, w którym oddolny ferment będzie automatycznie gaszony, a awanturujący się klient będzie mógł marzyć o zmienianiu świata co najwyżej zza krat. Rzecz jasna nikt z nas, jak to piszemy i czytamy, nie chciałby podlegać takiemu systemowi. Jednak może się kiedyś okazać, że nawet nas nie zapytają o opinię, bo taki system zostanie wprowadzony na podobnej zasadzie, na jakiej dziś krzewi się demokrację. I nie będzie to przyjemny proces. Zresztą jak inaczej miałoby być? Czy demokracja może się sama łagodnie znieść?

Jeśli nie będziemy szanować i konserwować ustroju, w którym żyjemy, to on przestanie istnieć. To bardzo proste. Jeśli będziemy pozwalać a erozję systemu, to za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat obudzimy się w zupełnie innym systemie, w którym bardzo nie chcielibyśmy się obudzić. Na początek może przestańmy przepraszać, jeśli nic złego nie zrobiliśmy.

P.S. Historia, chichocząc, dopisała zakończenie dla wspomnianej na wstępie knajpy, która wycofała ten nieszczęsny tatar. Wkrótce potem knajpa sama musiała się zwinąć.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Kultura przepraszania”

  1. wisznu Says:

    “Czy demokracja może się sama łagodnie znieść?”
    praktyka pokazuje, że jak najbardziej - widać to po krajach arabskich, gdzie demokracja zaniesiona zewnętrznie w wolnych wyborach przegrała z tradycyjnym zamordyzmem, widać to po Niemczech z lat ‘30, widać to po tym co się dzieje obecnie nie tylko w Polsce, ale także w Stanach i Europie. Oraz Rosji - każdy kraj cywilizacji zachodniej dryfuje w kierunku ukrytego zamordyzmu.
    W większości przypadków europejskich - zamordyzmu wprowadzanego w celu ochrony praw mniejszości.

    I z resztą w felietonie sprzed lat:http://rafalkosik.com/rzad-swiatowy-2 sam Pan wskazał, że tak naprawdę totalitaryzm połączony z wolnością gospodarczą to jedyne wyjście, jeśli mamy osiągnąć jakieś wyższe cele, które nie będą opłacalne patrząc wprost, ale pozwoliłyby osiągnąć kolejny krok w rozwoju cywilizacyjnym - czyli zasiedlić coś więcej jak samą Ziemię.

    W dodatku kraje zachodnie znalazły rozwiązanie, żeby ludność sama, z radością weszła na drogę do totalitaryzmu. Małpia pułapka. Wygoda.
    Dla wygody, dla drobnych korzyści ludzie sami oddadzą wolność, o którą walczyli wcześniej do upadłego. Wystarczy dać coś za darmo, wystarczy dać jakieś zniżki, wystarczy, że jakaś firma trochę ułatwi zrobienie jakiejś nieistotnej pierdoły. Sami się damy zachipować. W sumie już daliśmy.

    A co do tematu, przepraszania, no jest problem. Może to przez brak równowagi w świecie. Ludzie poczuli, że tak jak wcześniej zawsze byli traktowani z góry, jakiekolwiek reklamacje były rozpatrywane w trybie “pisz pan sobie na Berdyczów”, tak teraz uzyskali władzę, poczuli, że w swej masie coś znaczą.
    A władza korumpuje.
    I chyba po prostu brakuje kultury, by umieć powstrzymać się przed nadużywaniem także takiej władzy.

    Tak samo wszelkie uciśnione mniejszości - uzyskawszy władzę żądają już naprawdę absurdów, jak np. takich, że w pewnej uczelni zakazano klaskania, bo taki hałas może komuś tam przeszkadzać: https://wiadomosci.wp.pl/manchester-studentom-zakazano-klaskania-powoduje-napady-strachu-6301635945965185a

  2. Wojtek Says:

    A propos trwałości ustroju i konsensusu: własnie wczoraj przeczytałem broszurę “Człowiek” Tomasz Rożka i z jednego z poruszonych w niej zagadnień można wysnuć wniosek, że to zmiana, często dość gwałtowna i niekoniecznie wynikająca z najlepszych rozwiązań danego problemu, jest motorem ludzkości jako gatunku. A gwałtowność zmian wynika z procesu rozwoju mózgu człowieka - jako gatunku i jako jednostki. Człowiek jako jedyny rodzi się z nierozwiniętym mózgiem - nie nieukształtowanym, bo mózg każdego stworzenia kształtuje się pod wpływem środowiska i doświadczeń - ale nierozwiniętym. Szybki rozwój następuje do 4-6. roku życia, a od 6. do 20. roku życia można mówić o kształtowaniu, przy czym najgwałtowniejsze zmiany zachodzą w okresie dojrzewania. Z kolei pełen potencjał osiągany jest około pięćdziesiątki (powtarzam w dużym uproszczeniu z i tak mocno uproszczonego). I tak jak okres dojrzewania jest okresem prób i błędów (czasem kończących się zgonem nastolatka lub innych zamieszanych w próby), tak wiek dojrzały jest okresem wykorzystywania najlepszych rozwiązań (gdzie najlepszy nie ma żadnego etycznego zabarwienia, bo może chodzić i o system opieki zdrowotnej, i o piramidę finansową). Dość ciekawe jest to, że jeszcze 100 lat temu osiągnięcie wieku 50 lat było zarezerwowane dla stosunkowo niewielu (i to pewnie w jakimś stopniu tłumaczy szacunek dla starszych, jako mądrzejszych i ogólnie wiedzących lepiej), a dopiero od 3-4 pokoleń można mówić o społeczeństwach (nie wszystkich, bo wciąż są miejsca, gdzie pięćdziesięciolatkowie to rzadkość), w których sporo ludzi osiąga pełnię własnego mózgu i co za tym idzie - rozumu.
    I teraz można się zastanowić na ile ta zmiana jakościowa posiadaczy mózgu przekłada się na zmiany społeczno-ustrojowe.

  3. wisznu Says:

    A co do przepraszania, jak w historii, coz się spodziewać po społeczeństwie wychowywanym według zasady”mądry głupiemu ustępuje”. Problem w tym, że głupcy często maja jakiś zwierzęcy spryt i łatwo zauważają prawidłowości i umieją je wykorzystać na własną korzyść

  4. paul z Says:

    Faceta od tatara proszę mi przysłać, to mu nakopię.
    Dyskusję, pod koniec której mam taką samą opinię jak na początku, uważam za zmarnowany czas. Zwykle walę na stół nieokrzesaną, przerysowaną tezę i mam nadzieję, że wspólnie doszlifujemy brylant, który wzbogaci nas wszystkich.
    Niestety, dyskusji, w których chodziło tylko o eksterminację przeciwnika, miałem dosyć. Zwykle ludzie po prostu uciekają, gdy obalam ich argumenty, właśnie w tej chwili, gdy rozmowa robi się ciekawa (pan Watts na blogu zrobił mi Obamę: Declare victory and go home). To moja wina, że nie potrafię dotrzeć do tej części mózgu, w której kończą się lodowe dogmaty, a rozpoczyna płynne myślenie, ale część tej winy zwalam także na kulturę ideocydu: Moja aryjska nadinformacja musi sprawić holokaust twojej podinformacji, podbić lebensraum w twojej głowie. Próbuję spółkować z istotami rozmnażającymi się przez klonowanie, a one myślą, że jak się na nie drapię, to by zeżreć.
    Tu właśnie przydaje mi się mit kultury szlacheckiej (nie dorastający do szlacheckiej rzeczywistości), nie płaszczącej się przed nikim, ale także nie wywyższającej się. Coś ci się nie podoba? Nie becz na fejsbuku, chodź tutaj i powiedz mi w twarz. Nie zatłukę cię, to sprawa honoru, ale jak pyskujesz za moimi plecami, to ty honoru nie masz, i twoje widzimisię nie ma nic do gadania, chamie. Pieniactwo, rzepacki sport narodowy, to nieodzowny element demokracji, którego Zachód jeszcze musi się nauczyć. Strzelanie z gąb zastępuje strzelanie z pistoletów, a tak można walić jak Rambo, nie powodując większych szkód. Gdyby fejsbuk miał mniej rzeczywistej władzy, byłby wspaniałym amortyzatorem dla durnej, ohydnej ludzkiej natury.
    Właśnie przez takie durne, bezsensowne rozmowy przeklinam każdego, który kiedykolwiek wmówił mi, że samodzielne myślenie to dobry pomysł, próbuję przejść z racjonalizmu na alkoholizm i wypłukać sobie z mózgu każdą myśl, której nie mam z mediów. Ale to też takie polskie: Bycie trupem nie przeszkadza mi walczyć dalej.
    Czyli jednak będę komentował dalej, póki nie powie mi Pan, że i tak nikt nie czyta tych bzdur i mam przestać zaśmiecać blog.

  5. paul z Says:

    Demokracja nie działa, bo ludzie nie mają czasu ani środków, by wyrobić sobie opinię na tematy poza sferą ich życiowej specjalizacji. To po prostu rządy najlepszych kłamców, marionetek na usługach arystokracji pieniężnej. Ale jest także relideologią, w którą się wrodziliśmy, więc ślepo w nią wierzymy i skrupulatnie trzymamy się wymaganych przez kler rytuałów. Np. prawa człowieka to kupka mglistych fraz, które można interpretować równie swobodnie jak Biblię, lot gęsi czy fusy z kawy. Co nie przeszkadza każdemu państwu brać śmiertelnie poważnie swej Pytii konstytucyjnej w babcinych szlafrokach.
    To w sumie proste: Póki samiec alfa sprawia, że mamy dużo bananów, jest Bogiem nieomylnym, nie spostrzegamy niedociągnięć. Gdy bananów brak, zaczyna się wątpienie: Widzimy błędy, zaczynamy szukać innego alfy. Alfa próbuje zastępować banany pięścią, ale gdy dyscyplina ich nie przywraca, nikomu już nie chce się utrzymywać swojej maciupkiej komórki systemu: Robi się kruchy, słaby, byle co rozwali go w pył. Polska, jak i wiele innych krajów, jest w fazie pięści, próbuje dyscypliny – silnej wiary, Boga w inkarnacji wszechmocnego Wodza. Tyle że nasi bogowie sami żrą tyle bananów, że dla reszty z nas zostaje coraz mniej.
    Sowiecki komunizm też działał wspaniale, póki ludzie w niego wierzyli, Związek Radosny w krótkim czasie uczynił ogromny skok naprzód, stalowy Mesjasz do dzisiaj ma oddanych wiernych. Zachodni kapitalizm na jego widok robił w gacie, tak jak dzisiaj na widok Chin. Tyle że on wtedy był zdrowy, młody i prężny, a dzisiaj to starzec, który nie potrafi obronić bananów, dlatego nadgryza własne dzieci.
    Młodym gniewnym zostawia w spadku rozwiązania na małe i średnie problemy, ale także kupę problemów wielkich, dających się rozwiązać tylko łącznym, skoordynowanym wysiłkiem mas. I właśnie talent i doświadczenie w czymś takim make China great again. Posprzątają po nas, ogryzą nasze kości, potem zdechną jak zwykle, na korupcję i manię kontroli. Każdy ustrój ma swój czas, bo czas ustrój tworzy i ustrój z dostępnych wybiera.

  6. paul z Says:

    @ Wisznu
    Marchewka/kij=ochota.
    Jeśli ludziom mimo całej tej wygodnej marchewki coraz mniej chce się naszej wolności, znaczy to, że kija przybywa szybciej. Trzeba po prostu coraz więcej za nią płacić, czasem, pracą, pieniędzmi, płaszczeniem się przed plutokratyczno-ochlokratycznym Wielkim Bratem. Ale na temat wolności lepiej cicho siedzę, bo jak próbowałem wyjaśnić ją ekwiwalencją masy, energii i czasoprzestrzeni, to wylali mnie z forum filozoficznego. Emocje to siły fizyki, zaprzecza to obowiązującemu światopoglądowi, ale to moja wina?
    Totalitaryzm połączony z wolnością gospodarczą oznacza w praktyce, że kapitalista ma prawo palić niewolników na stosie za heretyckie poglądy na bat. Władza bezlitośnie korumpuje każdego, kto nie jest równoważony przeciwwładzą – rząd, króla, lud, partię, naukowców, religię, ideologię, nie ma ucieczki przed ludzką naturą. Znośnego tyrana możemy co najwyżej zbudować. Ciągle mam nadzieję na humanitarną rebelię maszyn, Terminatora z anielskim sercem i głęboką wiedzą psychologiczną.
    Maszyny mogłyby także zrobić coś, czego ludzie nie potrafią: być komunistami. Stworzyć gospodarkę opartą nie o pieniądze, ale o zasoby i możliwości. Marnujemy planetę na to wygodnictwo niewielu, ogromny wysiłek i góry śmieci właściwie na nic. Nie ma przeludnienia, jest gigantyczne marnotrawstwo potencjału omalże bezludnego świata. Powodem jest egoizm, właśnie który skorumpuje każdy ustrój – totalitaryzm, demokrację, teokrację, cokolwiek opiera się na człowieku.
    Ale maszyny mogą być altruistyczne, jak mrówki. Mogą urzeczywistnić wszystko, co my moglibyśmy zrobić teoretycznie, ale brak nam pieniędzy. Może już pojutrze ujrzymy kambryjską eksplozję maszynowego życia, które w krótkim czasie zasiedli Układ Słoneczny?
    A my z nimi. Nie jako zdobywcy, lecz jako pasażerowie. Może jako zintegrowane z nimi cyborgi. Lub jak szczury na okrętach.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).