Krótka historia przyszłości

Krótka historia przyszłościJacques Attali nie jest pisarzem science fiction, lecz ekonomistą. Wybitnym ekonomistą, warto dodać. Przez wiele lat był doradcą prezydentów Francji François Mitterranda oraz Nicolasa Sarkozy’ego. Pełnił też wiele ważnych funkcji, których nie zamierzam tu wymieniać. Warta uwagi jest książka, jedna z wielu przez niego napisanych – Krótka historia przyszłości. Książka jest potencjalnie fantastyczna, choć w tym wypadku, im mniej fantastyczna się okaże, tym lepiej dla autora.

Futurologia to bardzo niewdzięczna nauka, jeśli w ogóle można ją określić mianem nauki. Krótka historia przyszłości analizuje zdarzenia z naszej historii i na ich podstawie prognozuje przyszłość. Ta banalna umiejętność (której większa część polskiej klasy politycznej wydaje się być całkowicie pozbawiona) poparta wiedzą ekonomiczną i doświadczeniem autora pozwala wierzyć, że prognozy spełnią się w stopniu większym niż wynikający ze statystyki.

Książka nie jest na szczęście nudnym ekonomiczno-historycznym wywodem. Attali postarał się, by opowieść była wciągająca. Nie trzeba mieć więc wykształcenia ekonomicznego, aby zrozumieć przewidywania Krótkiej historii przyszłości. Założenia wstępne są proste: światem rządzi ?ad Rynkowy, którego sercem na pewien czas zostają kolejne miasta. One rządzą światem, rosną w potęgę, przy okazji obrastając w tłuszcz. W końcu koszty utrzymania zaczynają przekraczać możliwości ekonomiczne i kolejny ośrodek przejmuje pałeczkę. Przy czym każde z kolejnych serc jest zlokalizowane bardziej na zachód od poprzedniego. W okresie międzywojennym środek ciężkości świata zaczął się przemieszczać z Londynu do Nowego Yorku, a pod koniec XX wieku na zachodnie wybrzeże, do Kalifornii. Dalej na zachód jest już Azja.

Kończy się era życia osiadłego. Przyszłość znów będzie należeć do nomadów, do ponadnarodowych organizacji posiadających własne armie i siłę ekonomiczną większą od państw, na których terenie zadecydują działać. Rola państwa, narodu, wyznawanej religii będzie nieuchronnie maleć na rzecz korporacji. Wszystko to dzięki technologiom mobilnym niwelującym problem odległości. Ludzie będą musieli się pogodzić z coraz potężniejszą i wszechobecną inwigilacją. I choć znikną granice, nie przybędzie nam wolności.

Jeśli wierzyć tym prognozom, czekają nas trzy zasadnicze etapy rozwoju. Pierwszy objawi się w pelnej krasie już za kilka-kilkanaście lat – to hiperimperium korporacji, które doprowadzi to potężnego rozwarstwienia społecznego i międzynarodowego. To z kolei zaowocuje hiperkonfliktem, który może się zakończyć wojną światową lub opamiętaniem i hiperdemokracją. Która droga jest bardziej prawdopodobna? Zainteresowanych odsyłam do Krótkiej historii przyszłości.

Miłym dodatkiem do wydania polskiego jest napisany przez autora krótki rozdzialik poświęcony Polsce. Attalii wytyka w nim największe błędy naszego kraju, których skutki odczuwamy i będziemy odczuwać zapewne jeszcze silniej w przyszłości. Te akurat warto przytoczyć:

1. Wspieranie rolnictwa kosztem przemysłu oraz konserwacja przestarzałego modelu społecznego.
2. Zaniedbanie budowy i utrzymania floty handlowej (i wojennej) oraz portów, co czyni z nas europejską prowincję.
3. Niezdolność do stworzenia i zatrzymania u siebie solidnej klasy twórczej (naukowców, inżynierów, przedsiębiorców, artystów).
4. Brak pomysłów na walkę z niżem demograficznym.

Od pierwszego wydania książki minęło pięć lat, a to za krótko, by ocenić na ile trafne okazały się zawarte w niej prognozy. Ostatni kryzys już zdążył podważyć część z tych bardziej szczegółowych. Ale te ogólne, długoterminowe wydają się mieć sens. Nawet, jeśli sprawdzą się ledwie w części, i tak warto je poznać. Wizja Attali nie napawa optymizmem, choć daje nadzieję. Najważniejsze to być świadomym nadchodzących możliwych zmian i nie dać się im zaskoczyć z głową schowaną w piasku.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Krótka historia przyszłości”

  1. rybieudka Says:

    Rafale, wszelkiego rodzaju prognozy są bardzo kuszące, atrakcyjne i w ogóle. Prawda jest jednak taka, że to tylko intelektualna zabawa, nic więcej. Nie da się tego typu wizji traktować poważnie, bo rzeczywistość społeczna jest na tyle złożona, ze żaden naukowy opis nie jest w stanie uchwycić tej złożoności na tyle aby dokonać predykcji z sensownym marginesem błędu. Nie w skali makro, nie w długim terminie i na pewno nie przy obecnym aparacie poznawczym i metodologii nauk społecznych. Konsekwencja tego jest taka, ze nauki społeczne nie są w stanie wypełniać co najmniej jednej z trzech zasadniczych funkcji nauki, jako takiej (1.opis, 2. wyjaśnienie, 3. predykcja). Przez to, w sumie słusznie, zarabiają na miano pseudonauki, którym nieraz raczą nas przedstawiciele nauk ścisłych czy przyrodniczych. Zaznaczam, że piszę to z punktu widzenia uniwersyteckiego socjologa, a swoimi poglądami nieraz wpieniłem paru kolegów po fachu;) Ale taka prawda, nie dysponujemy obecnie aparatem pozwalającym dokonywać predykcji w sensie naukowym i tyle… trzeba kombinować.
    Inna sprawa, że takie prognozy, traktowane raczej jako intelektualna wprawka są przydatne i ciekawe. ciekawe, bo mówia sporo a autorze, a przydatne bo pokazują pewne hmm… węzłowe punkty, w którym może dojść do pewnych przełomów- a świadomość takich punktów pozwala kontrolować i kształtować rzeczywistość w sposób bardziej świadomy. Inna sprawa, ze czasem za takimi prognozami idzie ciekawy aparat poznawczy - w praktyce bardziej wartościowy niż sama prognoza (np. Marks czy Huntington). I to raczej na to warto zwrócić uwagę. A prognozy i przewidywania potraktować po prostu jako zabawę.

  2. Rafal Kosik Says:

    Dlatego napisałem, że im mniej fantastyczna się okaże cała książka, tym lepiej dla autora. I oczywiście warto ją przeczytać głównie ze względu na wizję, jaką autor roztacza, choćby ta miała się okazać w 90% fantastyką.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).