Królewicz olch

W filmach tworzonych przez humanistów dla humanistów nauki ścisłe i wszelkie technikalia, jeśli już muszą się pojawić, zwykle są traktowane jako nieistotny dodatek, nad którym nie trzeba się przesadnie pochylać, czyli lata świetlne mogą być jednostką czasu, bo i tak nikt nie zauważy. To coś, co mnie niezwykle irytuje, bo przecież diabeł tkwi w szczegółach. Królewicz Olch Kuby Czekaja nie jest takim filmem.

Naprawdę pozytywnie zaskoczyło mnie poważne podejście do tematu obsesji głównego bohatera, Teorii Wszystkiego (TOE) i badań, jakie próbuje samodzielnie prowadzić w domu. Nie jest to oczywiście clue filmu, jednak bez tego bohater byłby niewiarygodny. Widać poważny research.

Nie jest to w żadnym razie fantastyka, bo fantastyką możemy nazwać tylko to, co rozgrywa się w głowie głównego bohatera. Hiperinteligentny czternastolatek napotyka oczywiste problemy w każdym rodzaju interakcji z otoczeniem złożonym z normalsów. Ci oczekują od niego, że będzie taki jak oni. To niemożliwe, dzieli ich przepaść.

Jest to więc film o zmaganiach jednostki z obcym światem i z obcym sobą samym. Do tego dochodzi dojrzewanie, rozbita rodzina, zmiana otoczenia i matka, która jako jedyna go rozumie. Próbuje zrozumieć, żeby było jasne. Matka próbuje ogarnąć aspergerowego syna, a jednoczesnie nie radzi sobie z własnym życiem. Wnoszę z nieznacznej różnicy wieku, że nie od dziś.

Im głębiej wchodzimy w tę historię, tym mniej w niej realizmu, a więcej obrazów przepuszczonych przez wyobraźnię bohatera. Bo też i sam bohater nie zdaje sobie sprawy z tego, że z wielu możliwych dróg najbardziej prawdopodobne są dwie i obie polegają na ucieczce: jedna to ucieczka w szaleństwo, druga - w śmierć. Jak prawdopodobne są inne drogi? Czy są w ogóle możliwe? Zapewne wydarzą się wszystkie. Jednocześnie.

Z pewnością nie jest to film, który trafi do każdego widza i nikt z twórców się na to nie silił. Nie martwi mnie to ani trochę. Dzieki temu nie ma tu żadnej drogi na skróty, żadnych uproszczeń, mrugnięć okiem. To dzieło przemyślane, w którym poszczególne warstwy nie są przypadkowe, ale współpracują ze sobą, jak chociażby wchodzące w narrację w odpowiednich momentach cytaty z ballady Król olch Goethego.

Warto dodać coś, co powinno być oczywiste, ale jednak nie jest. Otóż film od strony realizacyjnej okazuje się więcej niż dobry, zatem nie trzeba będzie zaczynać przyszłych recenzji od klasycznego disclaimera „Jak na polski film…”. Technicznie, aktorsko, muzycznie, operatorsko, scenograficznie… etc. mucha nie siada.

Ciekawa jest zabawa skojarzeniami, o której jednak nie znalazłem żadnej wzmianki w materiałach o filmie, a sam reżyser podczas spotkania rówież o tym nie wspomniał, czyli może się okazać, że to tylko moja nadinterpretacja. Mianowicie olcha to organizm, który można określić mianem polikormonu, czyli struktury, w której trudno oddzielić poszczególne osobniki (ramety). Są one bowiem połączone korzeniami. Cały olchowy „las” równie dobrze mógł wyrosnąć z jednego nasionka, a kolejne drzewa to tylko odrosty. W podobny sposób można by narysować wykres przedstawiający rozgałęziające się od jednego źródła światy równoległe - a to właśnie łączy obsesję bohatera z realnym (dla nas) światem.


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “Królewicz olch”

  1. Joachim Level Says:

    Dziękuję bardzo za polecenie filmu. Obejrzę na pewno, ale teraz mam pytanko o następny tom FNiN, czy nad czym Pan teraz pracuje.

  2. Nowa Says:

    Podbijam pytanie o FNiN. Nie ma fragmentu w zapowiedziach. I jakoś cicho o nowym tomie…

  3. Rafal Kosik Says:

    Chwilowo mam kolejną przymusową przerwę w pracy nad Różańcem. Na FNiN trzeba będzie poczekać nieco ponad rok.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).