Kręgosłup diabła

Kręgosłup diabła (Espinazo del diablo / Devil's Backbone)Guillermo del Toro wzbudza we mnie mieszane uczucia. Facet zrobił doskonały Labirynt Fauna, ale też popełnił Hellboya - film równie efektowny, co głupi. Być może świadczy to o wielkości reżysera, bo potrafi tworzyć kino dla widza wymagającego i kino dla mas. Może też świadczyć o tym, że zwyczajnie prezentuje nierówny poziom. Kręgosłup Diabła jest zdecydowanie i do potęgi podobny do późniejszego Labiryntu Fauna, z czego bardzo się cieszę.

Akcja filmu rozgrywa się w Hiszpanii pod koniec lat 30, czyli w czasie wojny domowej i związanego z nią głodu. Główny bohater, 12-letni Carlos trafia do sierocińca. Budynek przypomina twierdzę i tkwi na środku wielkiej równiny, wiele kilometrów od najbliższego miasta. Pierwszą rzeczą, która rzuca się Carlosowi w oczy, jest potężna bomba lotnicza wbita w środek dziedzińca. Podobno rozbrojona. Podobno.

Ponieważ Carlos jest „nowym”, starsi mieszkańcy sierocińca postanawiają pokazać mu jego miejsce w grupie. Stosują parę prostych zagrań, a najważniejszym wkrętem ma być stary numer na tchórza. Chodzi o proste przyniesienie w dzbanie wody z kuchni. Chyba za dużo nie zdradzę, jeśli napiszę, że zadanie okazuje się o wiele trudniejsze, niż się wydaje na początku. Carlosowi ukazuje się duch małego chłopca. Bohater nazywa go „tym, który dyszy” i od tego momentu historia ducha będzie równie ważna, co historia żywych.

Guillermo del Toro dobrze czuje się w Hollywood, ale równie dobrze wypada jako reżyser kina niesztampowego. Kręgosłup Diabła powstał w koprodukcji hiszpańsko-meksykańskiej. Tam jest miejsce na experymenty, a Guillermo del Toro lubi experymenty. Cieszę się, że za kilka lat będzie prawdopodobnie reżyserował Hobbita, bo najpewniej zrobi dobry film.

Fani klasycznego horroru mogą się poczuć ciut zawiedzeni Kręgosłupem Diabła, wątek nadnaturalny konkuruje tu bowiem z wątkami jak z dramatu (oraz melodramatu) i thrillera politycznego. Jednak jego wielką zaletą jest nieprzewidywalność. Ja osobiście mam już powyżej czubka fryzury oglądania horrorów/thrillerów, w których tępy psychopata morduje studentów na wczasach, albo inteligentny psychopata morduje osoby wybrane według tajemnego klucza, albo prześladowany za młodu teraz sam się mści. Czarnowłosym dziewczynkom w koszulach nocnych też już chętnie podziękuję (choć ze dwie z nich były dobre). Tu jest więcej fantasmagorii i niedopowiedzenia niż bezczelnego i prostackiego straszenia hukiem i błyskiem. Jest klimat. W skrócie więc jest to bardzo dobry film.


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Kręgosłup diabła”

  1. BlackButterfly Says:

    To fajnie. Ale czasem taka dziewczynka w koszuli nocnej potrafi przestraszyć.
    Oglądałam ,,labirynt fauna” i to jest the best na mojej liście horrorów. Do tej pory się zastanawiam czy to, co widziała ta dziewczynka było na serio, czy miała schizę. Chyba jednak schiza.
    Jeszcze ,,Lustra” są dobre. To jest takie typowe straszenie widza okropnościami, ale kiedy już się myśli, że w filmie jest właśnie jeden z tych spokojnych momentów, to nagle pojawia się zombie z oderwaną szczęką w lusterku samochodowym. ,,Omen” też jest znośny, ale tylko znośny, nic więcej. Bo temat w ,,Omenie” jest dobry. Na ziemię diabeł zsyła swojego syna. Tak jak Bóg Chrystusa. Niestety mimo pomysłu, film jest słaby.

  2. Rafal Kosik Says:

    W Omenie chodzi o coś więcej, niż tylko o straszenie, a raczej o to, żeby niepokój wynikał z przesłania całej historii. Tak samo w Egzorcyście. Dziś takich filmów prawie się już nie robi, bo poziom strachliwości widza zdecydowanie się obniżył.

    A dziewczynki w białych koszulach były dobre bodajże w Ringu i Grudge. W amerykańskich wersjach bardziej.

  3. BlackButterfly Says:

    ,,,Egzorcysta” był ohydny.

  4. Watson Says:

    “Kręgosłup” przyswoiłem sobie ostatnimi czasy. I muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał. Del Toro potrafi robić dobre kino.

    Co do Hellboya, na którego pomstujesz - cóż, komiks na dużym ekranie, nic więcej. Ale ogląda się z przyjemnością, zwłaszcza drugą część, gdzie reżyser miał okazję rozwinąć skrzydła i pokazać swój styl - chodzi mi głównie o stronę wizualną. Charakterystyczna stylistyka monstrów, widoczna już w “Labiryncie”, jest wg mnie głównym elementem H2. Jest na co popatrzeć. I - zważywszy na tendencję - nie potrafię sobie wyobrazić Śródziemia widzianego jego oczami.

  5. Watson Says:

    No dobra - nie zobaczę Śródziemia oczami del Toro.
    http://www.zakazanaplaneta.pl/news.php?readmore=4793

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).