Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą
Kopenhaga zimą to przygnębiające miejsce. Słońce z wysiłkiem gramoli się po niebie, przetacza po dachach domów i zaraz spada pod ziemię. Dla ludzi żyjących rytmem sowy oznacza to, że cały dzień to trzy niespecjalnie jasne godziny. Nie jest nawet zimno, bo klimat tam morski, ale wilgoć wysysa z człowieka całe ciepło. Zawsze porównuję miasto, w którym jestem pierwszy raz z miastami już mi znanymi. Kopenhaga wygląda jak mix Maastricht i Hamburga, jego starszej, nieprzemysłowej części. Mimo że Kopenhaga jest stolicą, nie sprawia wrażenia metropolii. Nie ma tam rozmachu, dominant architektonicznych ani kontrastujących z nimi reprezentacyjnych przestrzenni czy szerokich alei. Monumentalizm minus dziesięć.

Dużo miast północnych, szczególnie portowych, ma wiele cech wspólnych – najbardziej charakterystyczne są elewacje z klinkieru i bardzo uporządkowane rozwiązania urbanistyczne. Tym, co wyróżnia Kopenhagę, jest niemal całkowity brak nowoczesnej architektury. Być może dlatego, że aby postawić tu nowy budynek, jakiś starszy trzeba by najpierw wyburzyć. Jednym z nielicznych nowoczesnych – w pełni tego słowa – gmachów w centrum jest biurowiec przylegający do Ogrodów Tivoli – ponadstupięćdziesięcioletniego parku rozrywki. Poza tym wszystkie domy są stare lub na takie wyglądają. Jest też kilka niezbyt urodziwych popisów dogorywającego modernizmu (na oko lata 60-te i 70-te).

Kopenhaga, trzy razy mniejsza od Warszawy, ma dwie linie metra, młodszego od naszego, i właśnie buduje linię trzecią. A metro to jest dosyć oryginalne. Krótki pociąg jest, podobnie jak londyński DLR czy nowojorski Air Train, bezzałogowy i ma dostępną dla publiczności przednią szybę. Widok wart jest przejażdżki tam i z powrotem, nawet jeśli w planach nie mieliśmy podróży. Wszystkich narzekających na ceny biletów w Polsce pragnę poinformować, że w Kopenhadze dwugodzinny bilet kosztuje 12 PLN.

Kopenhaga w ogóle jest drogim miastem. Za przykład niech posłużą ceny bochenka chleba – 20 PLN i kufla piwa w knajpie – 30 PLN. Na szczęście ceny globalnych produktów spożywczych są wyższe tylko nieznacznie niż w Polsce. Być może z powodu tej drożyzny tak popularne są tam rowery. Nigdzie jeszcze nie widziałem ich w takiej ilości. Nawet zimą, przy ujemnej temperaturze Duńczycy dzielnie pedałują. Częstym widokiem są rowery z zabudowanymi przyczepkami dla dzieci lub wręcz rowery skonstruowane na podobieństwo rykszy z materiałowo-foliowymi kabinkami dla dzieci z przodu.

Wszyscy, dokładnie wszyscy, mówią płynnie po angielsku. Wszyscy są też mili, uśmiechają się, starają się pomóc, jeśli tylko ich o to poprosisz. Warto jednak wiedzieć, że za tą uprzejmością i uśmiechem kryje się gruby mur, zapewne klinkierowy, którym Duńczyk oddziela się od świata. Szczególnie tego nieduńskiego. Przebicie się do wewnątrz jest bardzo trudne, a może wręcz niemożliwe. W przypadku Słowian taki mur nie istnieje. My bardzo łatwo zawieramy znajomości i płynnie je potem zacieśniamy, jeśli warto. Tam tak to nie działa.

Kilka razy miałem wrażenie, że obserwuję lokalne zawirowania logiki. Światła uliczne w większości przypadków są pozbawione daszków, czyli tego elementu, który sprawia, że każdy widzi tylko światło przeznaczone dla niego. W rezultacie często trzeba się dokładnie przypatrzeć sygnalizatorowi, żeby nie popełnić pomyłki. W sklepach stoją automaty skupujące puszki po piwie, ale puszki nie mogą być zgniecione, bo maszyna nie wczyta kodu paskowego i nie przyjmie zwrotu. Widok mamy z dzieckiem i dwiema wielkimi siatami pustych puszek po piwie był dosyć zabawny. Zabawna była również restauracja, w której prócz toalety dla panów i pań była trzecia, dla inwalidów. W sumie nic dziwnego, gdyby nie to, że owe toalety znajdowały się na drugim piętrze bez windy.

Duńczycy są bardzo uporządkowani, z naszego punktu widzenia może i zbyt uporządkowani. Parkowanie samochodów np. jest możliwe wyłącznie w wyznaczonych miejscach i oni się tego trzymają. Nie widziałem ani jednego samochodu zaparkowanego „po polsku”, czy tam, gdzie nie jest to fizycznie niewykonalne. Kopenhaska ulica wygląda jak powiększona plansza Lego City. Wszystko od linijki: przy osi jezdni pas dla samochodów, dalej miejsca parkingowe, 5 cm wyżej ścieżka rowerowa, kolejne 5 cm wyżej chodnik. Duże nieosłonięte okna domów z niskimi parterami pozwalają przechodniom zaglądać do mieszkań. Ale po co zaglądać, skoro każde mieszkanie wygląda tak samo – zimno i nieprzytulnie, z designerską lampą Starcka nad stołem. Duńczycy w ogóle są bardzo posłusznym i zunifikowanym narodem. W imię bezpieczeństwa i zapewnienia porządku potrafią poświęcić wiele. Godzą się na przykład na horrendalne podatki, których wprowadzenie w Polsce spowodowałoby powstanie narodowe.

Kopenhaga to nie jest miasto, w którym mógłbym szczęśliwie mieszkać. Chociaż pewności nie mam – byłem tam ledwie kilka dni. Przeżyłem tam Sylwestra, przy czym „przeżyłem” proszę traktować dosłownie, gdyż spędziłem go z przyjaciółmi na ulicach śródmieścia, między latającymi we wszystkie strony fajerwerkami. To nie był może najlepszy okres, by sobie wyrabiać opinię o mieście, więc potraktujcie wszystko powyższe jako zapis subiektywnych wrażeń, które mogą ulec zmianie. Może tak się stanie, jeśli odwiedzę Kopenhagę w lecie, kiedy ciepły dzień trwa prawie 19 godzin.

Kopenhaga zimą

Jak jest Ordnung po duńsku? Ulica | parking | ścieżka | chodnik

Kopenhaga zimą

Światła bez daszków

...A!

Kopenhaga zimą

Sklep czynny w środę od 15:00 do 15:15

Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą

Najbrzydszy budynek w Kopenhadze

Kopenhaga zimą

Kinderryksza. Warto zwrócić uwagę na to, że skrętne jest tylne koło

Kopenhaga zimą

Antykwariat muzyczny

Tivoli

Tivoli

Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą

Ratusz

Ratusz

Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą

Pasaż handlowy Strøget

Martens Kopenhaga

Martens Kopenhaga

Kopenhaga zimą

Kopenhaskie latarnie bez słupów zwalniają miejsca na ścieżki rowerowe

Kopenhaga zimą

Tania knajpa - piwo tylko po 25 zeta

Kopenhaga zimą

Pasaż handlowy Strøget

Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą

Kopenhaga zimą

Oczywiście pracowałem

PSP czy X-box?

Prezes

Prezes i Kreska

Storebæltsbroen - most nad Wielkim Bełtem. Rozpiętość między pylonami 1624 m


Udostepnij
Glodne Slonce

19 Responses to “Kopenhaga zimą”

  1. Justyna Says:

    A cóż to za tygrysy na ostatnich zdjęciach? :)

  2. Felixomanka Says:

    JAKI S?ODKI BURASEK!!!! Uwielbiam koty!!! Tylko pozazdrościć takich podróży. A cena chleba?-szczena opada. Może i parkujemy wszędzie tam “gdzie nie jest to fizycznie niewykonalne” ale tak pomalowanych skrzynek to nawet u nas nie widziałam ;)

  3. Snorri Says:

    Latem Kopenhaga i w ogóle cała Dania są piękne.

  4. Rafal Kosik Says:

    Tygrysy, podobnie jak Caban, to postacie literackie, a dokładniej literacko-rzeczywiste:) http://sklep.powergraph.pl/kategoria/3

  5. Justyna Says:

    Piękne są :) Aż chyba z ciekawości przeczytam tę książkę. Aczkolwiek na pytanie, czy miseczka może uciekać, zdecydowanie mówię, że tak. Mój kot potrafi czasem gonić ją po całej kuchni :)

  6. nosiwoda Says:

    W co pykacie z orbitem?

  7. Rafal Kosik Says:

    Shadow of Colossus. Całkiem sympatyczne, choć dla jednej osoby, więc reszta patrzy.

  8. Nika Clevleen Says:

    Zaraz, zaraz.. To teraz Pan jest w Danii?

  9. Rafal Kosik Says:

    Nie, na Sylwestra byłem.

  10. Marcin Skóra Says:

    Witaj :) Zimowa Kopenhaga rzeczywiście nie sprawia wrażenia miejsca przyjaznego i nie da się tego nadrobić przesiadywaniem w przytulnej knajpce, bowiem jak zauważyłeś - domowy fundusze mogę wyczerpać się bardzo szybko mimo zdecydowanie wyższych tam zarobków. Tych niuansów ekonomicznych jest sporo i można im poświęcić osobny temat. Polecam jednak wyprawę w okresie letnim. Nic nie zastąpi widoku wszechobecnych rowerzystek pędzących ścieżkami w lekkich letnich sukienkach :) Warto odwiedzić podwodny pomnik bohaterskiej matki, warto przysiąść nawet na kilka godzin na Nyhavn i przy niezłym piwie porozmawiać z ludźmi z wielu zakątków Europy. Warto przespacerować się pod nieco oddalony od centrum pomnik Syrenki i skosztować tam świeżego, strąkowego grochu. Po drodze “zahaczyć” o królewskie pałace, pod które co ciekawe - można podjechać samochodem ocierając się niemal o drzwi wejściowe do królewskich apartamentów. Żadnym zaskoczeniem nie jest też spotkanie na ulicy, czy w sklepie kogoś z rodziny królewskiej, a przy niewielkiej odrobinie szczęścia można z nimi zamienić słówko. Warto w słoneczny dzień zerknąć do królewskich ogrodów, ogólnie dostępnych i ubogaconych w takim czasie opalającymi się topless skandynawskimi blondynkami :) Wymieniać można jeszcze długo, a w całej liście życzeń absolutnie nie wolno zapomnieć o Chrystianii… Co do samych Duńczyków, są to faktycznie ludzie inni niż my. Czy mniej przystępni? Moim zdaniem nie, trzeba tylko wejść w ich świat i przyzwyczajania. Mają sporo cech, nad którymi warto chwilę zatrzymać myśl.
    Letnią wyprawę, zdecydowanie dłuższą - równie zdecydowanie polecam. Pamiętając - jak zauważyłeś - by nie jeździć buspasami i nie parkować w miejscach niedozwolonych. Straż miejska i policja z laserowymi miernikami potrafi bezwzględnie wyegzekwować karę za zaparkowanie w nieprzepisowej odległości od znaku nawet o kilka centymetrów :)

  11. agat Says:

    panie Kosik, ten deptak handlowy nazywa się Strøget i może się obrazić za umniejszanie go do jakiejś Frederiksbergade, która jest tylko jego kawałkiem :P

  12. Cranberry Says:

    Ja byłam w Kopenhadze w maju - tylko przez kilka godzin, ale i tak sądzę, że to najpiękniejsze miasto, w jakim byłam :) Krajobrazy pozamiejskie też są zachwycające. Ale budownictwo rzeczywiście przypomina rodzime duńskie klocki.

  13. Mateusz Says:

    Byłem w Kopenhadze jakieś 2 lata temu. Do Tivoli nie weszliśmy, wiadomo - polaki biedaki. Byłem w lecie, za ciepło nie było - może na takie dni trafiliśmy akurat. Dla mnie to miasto nie żyje, ale też jakoś przesadnie długo tam nie byłem. A z tego co pamiętam to chleb po 10-12, nie po 20zł(chociaż też zależy jaki) :D

  14. Rafal Kosik Says:

    @agat: Iceberg… Goldberg…

    @Mateusz: W piekarni kosztował 20. Może i gąbko-chleb w hipermarkecie jest tańszy, tak jak u nas. Od paru lat unikam chleba przemysłowego.

  15. Mateusz Says:

    @Rafał Kosik

    Akurat tam gdzie zajrzałem przez szybę to była piekarnia, nie żaden market. Też się jakoś na ceny nie przyglądałem bardziej, ale szło znaleźć miejsca, gdzie ceny były porównywalne jak w Polsce, co nie zmienia faktu, że w centrum Kopenhagi potrafiły być kosmiczne. Ja też nie jem przemysłowego chleba, powiem nawet więcej: nie jem nawet białego, tylko ciemny. W marketach w ogóle nie kupuję.

  16. kk Says:

    Ciekawią mnie te spostrzeżenia na temat ludzi. Próbowałeś kogoś poznać bliżej? Bo ciężko wyrobić sobie taka opinię na podstawie pytań o drogę…

  17. Rafal Kosik Says:

    Moi kopenhascy gospodarze mieszkają tam i pracują od prawie dwóch lat. No i nie udało im się poznać nikogo bliżej. Dochodzisz do pewnego etapu znajomości i dalej jest mur.

  18. podróże blog Says:

    Bardzo fajny blog, zdjęcia są śliczne. Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne..

  19. eco Says:

    A mnie się Kopenhaga bardzo podoba, nie lubię ogromnych miast, Warszawa doprowadza mnie do szału i te wieczne korki w stolicy. Za to w Kopenhadze nie ma takiej możliwości, naród jeździ na rowerach i wszyscy są tak szczęśliwi. Latem jest jeszcze ładniej. I myślę, że małe miasta i ich stary architektoniczny klimat ma w sobie o wiele więcej niż nowoczesne, przeszklone, gigantyczne biurowce.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).