Kiedy Polak będzie szanował prawo

Dwa albo i trzy miesiące temu otwarto/otworzono kładkę pieszą nad Trasą AK/Toruńską. Od strony bielańskiej ciąż stoi tam jednak znak zakazu wstępu, co czyni tę kładkę jedyną w Polsce jednokierunkową kładką pieszą. A jeśli kładka się zarwie, albo ktoś kogoś tam napadnie, no to koleżko jesteś sam sobie winien - był znak, nie? No chya, że szedłeś od strony Żoliborza, wtedy inna rozmowa.

Tak powinno być na każdej kładce, bo w razie czego winny będzie pieszy. Baseny z zakazem kąpieli, autobusy z zakazem wsiadania, sałatki w sklepie „uwaga trujące” no i ławki w parkach wszystkie z mosiężnymi, patynowanymi tabliczkami „świeżo malowane” - będzie luz, jeśli wyjdziesz z domu, to sam będziesz sobie winien, bo był disclaimer. Albo od razu postawmy na granicy państwowej „Strefa śmierci, wchodzisz na własne ryzyko. Obowiązuje również już przebywających”.

Ciekawe jest to, że wszyscy ten znak olewają. Wiadomo, Polska, czyli jest tu masa głupich przepisów, którymi nie należy się przejmować. Zrobiłem to zdjęcie kilka dni temu, ale wrzucam je z innego powodu. Otóż przyzwyczaiłem się do stojących w irracjonalnych miejscach znaków drogowych, czyli np. jadę nowo otwartą autostradą, a tam nagle w środku pola zakaz wjazdu, którego ktoś zapomniał zdjąć. Co powinien zrobić legalista, który napotka na autostradzie znak zakazu wjazdu? Powinien się natychmiast zatrzymać i umrzeć rozjechany przez TIR-a. W przypadku braku TIR-a powinien umrzeć z głodu, bo na autostradzie nie wolno zawracać ani cofać, a już szczególnie chodzić po poboczu. Co gorsza, nie wolno się tam również zatrzymywać. W sumie to legalista powinien w tej sytuacji anihilować.

Jako że często jeżdżę ulicą Marymoncką, obserwuję co się tam dzieje przy okazji remontów wiaduktów nad Trasą AK. Raz dostępny jest prawy pas, raz lewy pas, raz środkowy, za dwa dni oba, a za tydzień wszyscy jedziemy tym drugim wiaduktem. Na asfalcie zostaje gąszcz tymczasowych żółtych linii, które nawet przy dobrej pogodzie stanowią zagadkę. A przy gorszej pogodzie jest jeszcze gorzej, bo wtedy okazuje się, że na mokrym asfalcie najbardziej odbija światło… czarna farba, której użyto dwa lata temu do zamalowania pierwotnych (białych) linii. Autonomiczny samochód Google’a poległby tu na 100%.

Założenie chyba jest takie, że te żółte linie powoli się wycierają, czyli po co tracić energię na ich usuwanie. Pojawia się jednak pytanie, do jakiego stopnia starta linia ciągła nadal obowiązuje. Albo jak bardzo starte przejście jest nadal przejściem. Idąc dalej, czy słuchać prawa zwyczajowego (koleiny w asfalcie), czy oficjalnego (niepewne żółte kreski, zresztą sprzeczne ze sobą, bo wielokrotnie się przecinające)?

Właściwie bym o tym nie pisał, gdyby nie moja dzisiejsza przygoda w innej części Marymonckiej. Dla informacji: Marymoncka to taka typowa warszawska dwupasmówka niezbyt szybkiego ruchu – są światła i przejścia. Od ponad roku Marymoncka jest rozkopana i z dwóch pasm zostało jedno, a na nim oczywiście jest podwójna ciągła wyklejona na żółto – prawie już niewidoczna. Dziś też przejechałem się tą Marymoncką razem z innymi samochodami, ale moją uwagę zwrócił znak zakazu wjazdu na remontowaną połowę, który stał pod innym kątem niż poprzednio i był jakby czyściejszy i bardziej uroczysty. No ale… stoi tam od roku, więc może ktoś go umył? Jadę jak inni. Dwa skrzyżowania dalej napotykamy kolumnę samochodów z przeciwka i już wiem, że obrócenie znaku zakazu wjazdu o 25 stopni zmieniło jego znaczenie. Otóż druga nitka dziś została otwarta, a oznajmiono to kierowcom minimalnym przekręceniem znaku zakazu wjazdu.

Na szczęści kultura jazdy w dużych polskich miastach jest już na tyle wysoka, że ludzie się przepuszczają. Minęliśmy się więc bez przepychanek, co znaczy, że jednak prawo zwyczajowe górą. Zabrakło w tym wszystkim policji zbierającej daninę od kierowców za niezrozumienie oznakowania ulicy. Rzeczywiście ta podwójna żółta ciągła jest już tak słabo widoczna, że potrafię sobie wyobrazić policjanta, który pokazuje mi tę ledwo widoczną podwójną ciągłą i mówi „ja tu nie widzę żadnej linii”, a tam wcześniej był przecież zakaz wjazdu. Jednocześnie potrafię sobie wyobrazić policjanta, który dzień wcześniej wlepia mi mandat za przekroczenie tej samej podwójnej ciągłej, bo przecież jest doskonale widoczna.

Oczywiście w oznakowaniu zabrakło niebieskiej strzałki w prawo, dużej tablicy „Uwaga, zmiana organizacji ruchu” a tym bardziej usunięcia barierek. Ale po co, w razie czego przecież będzie wina łosia, który wjechał pod prąd. Był zakaz, nie? Mamy winnego. Morał z tego taki: Polak nie będzie szanował prawa, jeśli prawo nie będzie szanowało Polaka.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Kiedy Polak będzie szanował prawo”

  1. Bratzacieszyciela Says:

    Przepisy sa po to, zeby je omijac, tylko trzeba sie nie dac zlapac. Kiedys popelnilem analize po co one sa i wyszlo mi, ze po nic, madrzy wymyslaja i potem glupsi je wykorzystauja przciwko wszystkim, trzymajac sie ich kurczowowo. Przyklad: przepis o dostosowaniu predkosci do warunkow mozna by spokojnie wykorzystac do wytlumaczenia, dlaczego w nocy o 3, jasno oswietlona dwupasmowka, tam gdzie sa korki za dnia i jest 40 jedzie sie 60, ale nie, stoja chlopcy radarowcy i zbieraja danine, zeby udowodnic swoja skutecznosc, tylu i tylu kierowcow zlapanych i taki a taki wspolczynnik umandatowienia zatrzymanych. Czy to nie wola o pomste do nieba ludzi myslacych chocby odrobine racjonalnie?

  2. m7 Says:

    http://www.krosno24.pl/informacje.php3?id=7842 ;)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).