Jeżeli czegoś się boisz, zrób to

Są ludzie, którzy nie lubią podróżować. Dobrze im tam, gdzie się urodzili albo gdzie rzucił ich los. Nie chcą żadnych zmian, bo albo są zbyt leniwi, albo się boją, albo zwyczajnie nie są ciekawi świata. Cokolwiek. To nie jest nic złego, nic nowego, bo jeszcze do początku XX wieku podróżowanie motywowane czynnikami pozaekonomicznymi było rzadkością. Dziś wyprawa na drugi koniec świata jest w zasięgu niemal każdego obywatela państw zachodnich. Ale wkrótce to się skończy.

Podróżowanie jest obecnie łatwe jak nigdy i tanie jak nigdy. Wiele wskazuje jednak na to, że wkrótce ceny biletów zaczną rosnąć, a kolejne obszary staną się na tyle nieprzyjazne, że niemal niedostępne. Ceny paliw będą stale rosły, zmniejszy się siła nabywcza zachodnich pieniędzy, a turyści przestaną być ważnym źródłem walut dla rozwijających się gospodarek. No i umówmy się, że każdy rząd, gdyby tylko mógł, to najchętniej ograniczyłby podróżowanie, bo to utrudnia kontrolę obywateli. I te rządy, które będą mogły to zrobić, utrudnią przekraczanie swoich granic. Świat przestanie się wydawać taki mały i taki przyjazny.

Ponieważ będzie się to działo powoli, większość ludzi nawet tego nie zauważy. I okaże się, że na wakacje można pojechać do hotelu gdzieś w Polsce albo w ogóle nie opuszczać miasta. Bo wszystko co potrzebne jest na miejscu, a do tego znajome. W przedwojennej Warszawie nie byli rzadkością ludzie, którzy przez całe życie może kilka razy odwiedzili sąsiednią dzielnicę. Być może więc większość ludzi nie odczuwa potrzeby podróżowania?

Niektórzy wręcz zbliżają się do stanu, który Japończycy określają „hikikomori”, czyli kogoś, kto w ogóle nie wychodzi z domu. Bo trzeba wejść w interakcję z ludźmi i nie ma gwarancji, że po drodze nie wydarzy się coś przykrego. Albo chociaż niespodziewanego. Skoro dzieje się to w Japonii, gdzie jest wręcz uznawane za problem społeczny, to znaczy że w innych rejonach świata też jest sporo takich ludzi, ale ich fobie się nie ujawniają, bo wychodzenie jest koniecznością.

Dawno temu pewna moja znajoma, która odwiedziła Europę Zachodnią, gdy to jeszcze było raczej trudne, opowiedziała mi o osiedlowym sklepie spożywczym we Francji. Otóż żeby kupić jabłko, trzeba było je samodzielnie zważyć i nakleić naklejkę z ceną. Dziś w Polsce to standard, ale wtedy to mnie przeraziło i utwierdziło w przekonaniu, że podróże nie są dla mnie, a Francja z tymi ich całymi wagami i samodzielnymi naklejkami to już na pewno nie. Przecież nigdy w życiu nie uda mi się poprawnie zważyć tego jabłka i nakleić tej naklejki! Mogę nie trafić w przycisk, może mi się zawinąć naklejka w tej *&$%*^& drukarce, sto katastrof może nastąpić. Horror po prostu, świat się zawali od zagiętej naklejki. Lepiej posiedzę w domu i tylko będę przemykał chyłkiem, by odebrać prenumeratę czasopism z kiosku. No i trzeba wybrać moment, żeby nie było nikogo przy okienku.

Trochę samozaparcie, a trochę konieczność dawno temu wyleczyły mnie z tego. Do tego stopnia, że udało mi się zmęczyć czeskich policjantów na tyle, że darowali mi mandat, który ewidentnie mi się należał. Niedawno poleciałem do Chin na The EU-China International Literary Festival, gdzie reprezentowałem Polskę. Poleciałem na drugi koniec świata, by uczestniczyć w kilku panelach, udzielić iluś wywiadów, wygłosić kilka prelekcji po angielsku, których przecież nie znoszę wygłaszać nawet po polsku.

Mimo rozwoju technologii, niczym, naprawdę NICZYM, nie da się zastąpić fizycznego odwiedzenia miejsca, które chcemy poznać. Można to zrobić na wiele sposobów. Na krótkie dystanse (poniżej 1500 km) preferuję samochód. Tym bardziej, że i tak zwykle łączy się to z jakimś spotkaniem okołoliterackim, co w moim przypadku oznacza konieczność zabrania m.in. ciężkich paczek z książkami i materiałami promocyjnymi. W bonusie czasem w drodze powrotnej można przywieźć skrzynkę lepszego wina, ser albo oliwę. Albo cokolwiek, bo wciąż produkty w polskich sklepach są trochę gorsze i trochę droższe.
Z racji mojego głównego zawodu, czyli pisania, mogę łączyć pracę z podróżami. Piszę w samolotach, w pociągach, na promach, w kawiarniach albo na tylnym fotelu samochodu, jeśli akurat nie prowadzę, rzecz jasna. Minusem tego rozwiązania jest to, że od jakichś dwudziestu lat nie miałem urlopu ani nawet wolnego weekendu. Wyjeżdżam często (za często), ale nigdy nie jest to taki po prostu wypoczynek. Kolejne miejsca, które odwiedzam, są inspiracjami i tłem dla pisania. Bez podróżowania moje historie byłyby pewnie uboższe. A na pewno uboższy byłbym ja sam.

Podróżowanie jest piękne i (na razie) łatwiejsze, niż się wydaje. W większości miejsc, gdzie dotarła cywilizacja, da się porozumieć po angielsku. Często jako tako, ale to naprawdę wystarcza. Są też takie miejsca, gdzie zachodnia cywilizacja nie dotarła (wyspy greckie, Paryż), tam może być nieco trudniej, ale też tubylcy są wciąż przyjaźni. Nigdy i nigdzie nie spotkałem się z wrogością. Kiedyś nie wierzyłem, że dwoje ludzi dogada się nawet bez jednego wspólnego słowa, tylko gestami. Przekonałem się w Azji, że to jak najbardziej możliwe, choć o poezji i filozofii dyskutować w ten sposób się nie da.

Jeżeli boisz się podróżować, zrób to. Za siódmą górą nie ma żadnego potwora, a nawet jeśli jest, to on bardziej przestraszy się Ciebie. A Ty staniesz się bogatszy duchowo i mądrzejszy. Zrób to, póki możesz, bo niedługo będzie trudniej. Powtarzam to od lat: podróżuj teraz, bo za chwilę to już się nie uda, świat się zamknie na podróżników. Ślady węglowe i narodowe ksenofobie wespół poszatkują świat. Znów wszyscy będą się kisić we własnych kulturach i niechęć do innych zacznie narastać. Wzrosną w siłę nowe niechęci, z niewiedzy i nieznajomości. Ludzie „z daleka” będą znów OBCYMI. Zapomnimy się nawzajem.

Podróżujcie póki możecie. Czasu jest mało. Zapiszcie tę mądrość gdzieś w kajeciku, że w roku 2030 dalekie podróże będą raczej ryzykownym i kosztownym ekscentryzmem jak w XIX wieku.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).