Jemy śmiecie

Jemy śmieciePrzeszliśmy przez głodowo-prostackie garkuchnie czasów socjalizmu, gdzie jedyną przyprawą często była sól i wbiliśmy się z kapitalistycznym impetem w lunche z paczki i obiady ze słoika. Brak czasu nie sprzyjał powrotowi do tradycji kulinarnej. Zresztą kto miałby tę tradycję kultywować, skoro panie domu z musu ekonomicznego i ideologicznego wpadły w biurowy kierat? Dzieci jedzą więc śmieci, a rodzice katują żołądki w fastfoodach.

Gdybym miał wybrać kuchnię najbardziej mi odpowiadają spośród tych, które w miarę dobrze poznałem, to wybrałbym kuchnię polską. A szczególnie jej odmianę południową, czyli galicyjską, którą wpływy C.K. zbliżyły do Czech, Bawarii i pobocznych. Dawna polska kuchnia niemalże poszła w zapomnienie, zresztą połowy z jej specjałów dziś nie dalibyśmy rady strawić. Ostało się co nieco i nawet tego co nieco nie potrafimy szanować. Jemy byle co, byle jak. Pół biedy, jeśli są to dobre kuchnie importowane. Zwykle jednak jemy zapychacze, zamulacze, udające tylko prawdziwe potrawy.

Lubię oglądać programy kulinarne, ale z tym trzeba uważać. Jeżeli koleś mówi „dosypujemy szczyptę Vegetty” albo „bierzemy fix Knorra” to spokojnie możemy dalej nie oglądać, bo to żaden kucharz, tylko kucharzyna zarabiający na życie reklamowaniem liofilizowanego proszku dla himalaistów. Można tym się żywić przez miesiąc, ale nie całe życie.

Żywność mniej przetworzona zawsze jest zdrowsza, ale też i mniej się na niej zarabia. Świeża ryba marki ryba kosztuje dziesięć razy mniej niż „panierowane talary bosmana”, czy coś w ten deser. „Ulepszacze”, dodawane do potraw wbrew pozorom nie ulepszają tych potraw. One tylko sprawiają, że żywność można dłużej przechowywać, albo, że pozornie jest jej więcej, a w najgorszym wypadku służą oszukiwaniu naszego zmysłu smaku i wyrobieniu przyzwyczajenia. Chodzi o to, byśmy to właśnie doprawione paskudztwo woleli kupić następnym razem.

Mechanizm jest prosty: światem rządzi pieniądz, a przeżywa ten, kto potrafi więcej zarobić. Jeśli powszechna stanie się wiedza, że ciemny chleb jest lepszy, bo na przykład zawiera więcej błonnika, to ludzie naprawdę zaczną jeść więcej takiego pieczywa. Jednak to wcale nie będzie znaczyło, że producenci zaczną oferować lepsze pieczywo. Efekt będzie raczej odwrotny - prędzej dodadzą barwnik, by ludzi oszukać, że pieczywo jasne jest ciemnym. Dodanie barwnika jest przecież tańsze niż tradycyjna produkcja chleba. Tak działają prawa ekonomii.

Świeża ryba z punktu widzenia biznesu ma same wady. Nie jest przecież tak dochodowym towarem, jak ryba przetworzona. Za świeżymi rybami stoi rzesza rybaków, którzy jednak mają małą siłę przebicia na rynku i raczej się nie zostaną bezpośrednimi dostawcami hipermarketów. Za rybą przetworzoną stoi spora firma ze sporym działem marketingu. Ta firma musi coś z tą rybą zrobić, by ją drożej sprzedać i co najważniejsze, by uzasadnić jej przetworzenie. A głównym powodem przetworzenia ryby, jest utrzymanie istnienia owej firmy i jej zysk. Tak, drogi konsumencie, jesteśmy hodowani jak mszyce, by żreć produkty firm żywnościowych.

Europejskie przepisy sanitarne nie pozwalają na ręczne przygotowywanie pieczywa w małych piekarniach. Proces ten musi być zautomatyzowany, a jeśli jest zautomatyzowany, to już taniej go automatyzować po całości. Zgodny z normami chleb z supermarketu następnego dnia nadaje się do wbijania gwoździ. Chleb, który sam upiekę, wytrzymuje tydzień.

Staram się gotować samemu, ale na takich jak ja też jest sposób. Pisałem wiele razy o pompowaniu mięsa wodą, by je drożej sprzedać. Poniżej eksperyment naukowy, który wreszcie pozwala podać wartości liczbowe. Mięso pochodzi z hipermarketu, którego nazwy podawać nie ma sensu, bo to powszechna praktyka. Dodam jeszcze, że przy gotowaniu we Włoszech, Francji, czy na Węgrzech z tamtejszego mięsa nic nie wyciekało. Zapraszam na kryminał „mięso po polsku”.

Ważymy surowe, pokrojone mięso 1.18 kg Na patelni rozgrzewamy oliwę Wrzucamy mięso Po kilku minutach, zanim mięso zdąży się obsmażyć, pojawia się woda Po pięciu minutach wody jest już dużo Nieobsmażone mięso zwyczajnie się gotuje Po dziesięciu minutach woda zaczyna przykrywać mięso Wodę trzeba odlać i znów dodać tłuszcz, choć efektu obsmażenia i tak już nie da się uzyskać Mięso ponownie ląduje na wadze 730 g, co oznacza, że ponad 1/3 mięsa była wodą. I wcale nie wiadomo, czy cała wyciekła


Udostepnij
Glodne Slonce

26 Responses to “Jemy śmiecie”

  1. Justyna Says:

    I taką piękną kuchnię mamy ;) Przyznam szczerze, że nie ogarniam Pana wagi, wolę elektroniczne :)

    Uczę się technikum, w klasie gastronomicznej i dowiedziałam się jak dotąd sporo rzeczy, których wolałabym nie wiedzieć. Jednak trzeba zauważyć, że zdrowa żywność jest droższa. Taniej kupić chleb niż samemu zrobić. O czasie nie wspomnę. Nie uchronimy się przed ‘złym’ rynkiem, da się jedynie indywidualnie wykluczać co najgorsze, typu parówki i fastfoody. I paskudne oranżady :/

  2. mateusz Says:

    Niedługo ludzie w ogóle przestaną gotować i będą żreć same gotowe dania, które wrzucą w mikrofalę i potem chwalić jakie to jest dobre ;/ Dlatego nauczcie się(fani ;p) gotować, póki możecie, a nie jedzcie śmieci, potem nauczcie gotować swoje dzieci, a one niech nauczą swoje.

  3. DeathDay98 Says:

    O.o Schudło o jakieś 0,5 kilo! A więc co do zdrowej żywności chciałbym, aby pan nadal zamieszczał swoje kulinarne przemyślenia ;]

  4. Rafal Kosik Says:

    @Justyna: Kilogramy są na zewnętrznej podziałce. Używam takiej wagi, bo jest ładniejsza, a odszyfrowywanie wskazań ćwiczy mózg :)

    Co do samego mięsa, to jak ludzie zaczną się wkurzać, bo policzą ile jest wody w mięsie, to i tak reakcją przetwórców nie będzie zaprzestanie tego procederu. Wymyślą raczej sposób, żeby woda nie wyciekała podczas smażenia i doprawią czymś ową masę, żeby nie smakowała wodniście. Przecież w mięsie najdroższe jest mięso, czyli należy go w tym „mięsie” umieścić jak najmniej.

  5. Błażej Says:

    Nie przeczytałem making-of okładki, więc z całą powagą mogę napisać: Chcę okładkę FNiN BM!

  6. mateusz Says:

    @Błażej
    są wpisy o okładce, albo ogólnie fnin, wpisuj je tam, a nie w temacie o oszukiwaniu ludzi wpisujesz, że chcesz okładkę. dużo osób ją chce, ale p. rafał sam powiedział, że nie ma czasu jej robić. będzie odpowiednia pora, zrobi ją i zamieści, proste?

    sorry za brak dużych liter, ale mam coś z klawiaturą

  7. Tytus Says:

    No niestety takiest nie tylko z żywnością.

  8. Jakub Says:

    Ja kurat gotować umiem i nie odżywiam sie samymi ostatnimi resztkami.

  9. Olka Says:

    Najbardziej lubię kuchnię włoską.. i nie chodzi mi tylko o pizzę, ale ogólnie, włoska kuchnia jest smaczna..

    I z dumą mogę powiedzieć, że nigdy w życiu nie jadłam w MacDonaldzie, BurgerKingu, KFC itp.. Nie przesadzam, nawet frytek nie jadłam! Hehe, mogę tylko dziękować rodzicom którzy mnie przed tym świństwem uchronili.. Widzieliście kiedyś ten experyment? Facet trzymał burgera we worku przez 3 miesiące, i po tych 3 miesiącach burger był zupełnie dobry: zero pleśni, nic.

  10. ann0 Says:

    Na szczęście nie lubię większości mięs :)

  11. ann0 Says:

    A tak przy okazji, nie zapomnę jak babcia kiedyś powiedziała, że będzie robić ogórki z kury, oczywiście chodziło o ogórki z curry:)

  12. Adameq Says:

    Był kiedyś koleś, który przeprowadził eksperyment: przez 30 dni będzie jadł TYLKO w McDonalds’ie. Skończyło się zawałem, miażdżycą, utratą przytomności i przytyciem kilkunastu kilogramów. Poświęcił się w imię nauki… Dodatkowo w programie wyjaśnione było, z czego i jak ROBI SI? ,,mięso” i inne paskudztwa.

    Ja jadam w McDonalds’ie, KFC albo innym fast-foodzie (bądź jak mawia mój znajomy zwracając uwagę na szybkość pracy obsługi - slow-foodzie) raz, góra dwa razy na miesiąc. Większość to i tak dodatek do wycieczki szkolnej.

  13. FNiN8 Says:

    Ja to dziękuję moim rodzicom że mnie wychowali w taki sposób że jadam w McDonaldzie góra 2 razy do roku, z resztą po tym co o nim usłysałem voję się tam w ogóle wchodzić. Wole KFC.

  14. Rafal Kosik Says:

    Właśnie dziś mieliśmy rodzinne śniadanie w McDonald’s i KFC :) Raz na jakiś czas można, a smak colonel’s filet jest niepodrabialny.

  15. TrzyKropki Says:

    @Adameq: ten facet nazywał się Morgan Spurlock, w miesiąc przytył 11 kilo. Wtedy menu w MacDonald’sie było jeszcze mniej zdrowe.

  16. Andrzej Says:

    Nie jestem może specjalistą od kuchni, jednak gotować też trochę potrafię.
    Ale po kolei: jedzenie w fast-foodach nie jest takie złe i niezdrowe, ale tylko pod warunkiem, że jemy z umiarem i nie przeginamy - raz na jakiś czas nie zaszkodzi. U mnie bywa, że chodzę raz czy dwa w miesiącu, a bywa i tak, że nie chodzę tam przez pół roku.
    Jeśli zaś chodzi o jakoś dzisiejszego jedzenia, to również jest to kwestia dyskusyjna. Ci, którzy sami gotują, jak Pan, Autorze, wybierają starannie składniki. Np. ja mięso kupuję na targu od hodowców, oczywiście jest ono przebadane. A jeśli jednak mimo wszystko nie jest, to gotuję/duszę/smażę je dość dokładnie, by wszelkie tasiemce, włośnie i inne glisty wyzdychały zanim znajdą się w moim żołądku(choćby w wątróbce z cebulką i jabłkiem).
    Jeśli kupujemy w supermarketach, radzę przeczytać, co mamy w naszym produkcie na opakowaniu. I tak jest, że czasem bardzo dobre parówki mają zaledwie 15 % mięska… Ja zaś szukam takich, gdzie mięsa jest minimum 70 %.
    Podobnie ma się sprawa z szynkami, wędlinami czy serami: nigdy nie kupować paczkowanych hermetycznie, pokrojonych w plasterki! Smak prawdziwego sera i tego z paczki jest diametralnie inny.

  17. Rafal Kosik Says:

    No właśnie z tym targiem mam problem. Gdzie taki znaleźć w Warszawie? Cieszyłem się, jak otworzyli koło mnie sklep firmowy Wierzejki, ale szybko okazało się, że jakość taka sama.

  18. Gall Anonim Says:

    Ja co prawda kupuję lepszej jakości mięso, ale widziałam kryminał na żywo u ciotki, później się zasatanawiałam dlaczego mięso wygląda bardziej na ugotowane niż usmażone.

  19. fioletowa Says:

    przyznaję się bez bicia, chadzam do fastfoodów, jadam dania z mrożonki. oboje rodzice pracujący, czasem coś sama ugotuję, ale człowiekowi zwyczajnie się nie chce.
    ostatnio siedziałam w mcdonaldzie ze znajomymi i jedna koleżanka czytała nam wcześniej wydrukowany artykuł, co jest w poszczególnych produktach. odechciało nam się jeść mniej więcej wtedy, gdy doszła do smalcu, który podobno jest shake’ach…

  20. Gloria Knipszyc/Laura.Julka Says:

    Ffajowy ozdobnik panie kOsik ;]

  21. Koziołek Says:

    Mięso Oddzielone Mechanicznie - to jest dopiero HORROR PO POLSKU!

    http://wedlinydomowe.pl/print.php?what=article&id=1035

    Kilogram w hurcie tego syfu wędliniarze kupują po złoty czterdzieści + VAT.
    Dlatego nie jadam gotowych pasztetów (choćby nie wiem, jak pysznych ;)) i drobiowych parówek. O “maknagetach” z makdonalda nie wspomnę…

    Zmielone korpusy, przeciśnięte następnie przez bardzo drobne sita. Potraktowane chemią (bakterie w pulpie mnożą się jak szalone) od której breja robi się biała - następne w kolejce sztuczne barwniki.

    Używa się tego jako wypełniacz przy produkcji wędlin. Jest to sposób na zagospodarowanie odpadów, tego, co jeszcze kilka lat temu było utylizowane…

    Z harcerskim pozdrowieniem,

    Koziołek

  22. Ada Says:

    Ja też w McDonaldzie ląduję zwykle raz na pół roku, czasem nawet rzadziej. Owszem, raz na jakiś czas można to zjeść ale nie chciałabym niszczyć sobie organizmu jadając codziennie i współczuję osobom, które to robią.
    Ja raczej nic nie gotuję, bo przychodzę ze szkoły o takiej porze do domu że obiad już dawno jest;) Wolę robić ciasta, np.3 bita,albo ulubionego serniczka z czekoladą. Ostatnio eksperymentuję z muffinkami. No a o mięsko się martwić nie muszę bo mieszkam w maleńkim miasteczku, praktycznie na wsi więc tutaj sklepiki(i babcia) są bezpieczne. Markety też mamy co prawda, ale patrząc na tamtejsze mięso to się człowiekowi odechciewa jedzenia.

  23. na 100%? Says:

    prawda jest taka że zdrowa żywność jest o wiele droższa . Ludzie wolą kupić wszystko gotowe. Np. na święta -kiedyś było tak że ludzie przygotowywali się do świąt tydzień albo i więcej robili potrawy. I nie chodzio to że nie było elektrycznych urządzeń td. (znaczy to też) ale przeewzystkim wszystko robili naturalne - barscz czerwony zbierali buraki prosto z pola obierali je i robili barszcz , zbierali grzyby sami jes suszyli , ryby i wszystko sami łowili, robili sami ciasta itd. a nie jak teraz niektórzy ludzie robią święta - gotowy barszcz czerwony z torebki, gotowe pierogi, gotowe uszka, gotowa ryba i wszystko zamówione w jakiejś knajpce ;P przyjeżdżaja i rodzina ma wszystko gotowe:P nie ma tej przyjeemności z robienia tych wszystkich potraw - bo co to za świeta bez przygotowań, gotowania i sprzątania. nie ma tej atmoswery . no ale wracając dozdrowej żywności jest ona o wiele droższa od tej sztucznej - torebka barszczu czerwonego kosztuje 2 złote i wymaga zalania tej chemi wodą i gotowe. barszcz naturalny bedzie kosztował o wiele więcej pieniędzy i czasu - trzeba kupić buraki, obrać ugotować i pilnować odpowiednio przyprawić żeby był czerwony i smaczny. obiad wystarczy kupić sklepie gotowe pierogi i odgrzać w mikrofalówce .ludzie już tak nie zwracają uwagi na to co jedzą . coraz częściej się śpieszą i wracając późno z pracy jadą tylko przegryźć jakiegoś fast fooda i kuniec. i tak codziennie . później ważą po 100 kilo i umierają na zawał albo wylew po czterdziestce.

  24. Koziołek Says:

    Żeby chociaż w knajpce…
    Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak słyszę tekst typu: “a dżemu to się nie opłaca robić, bo w sklepie tańszy”.
    Tylko że zapomina taki jeden z drugim, że tam owoców tylko garstka, a reszta to wypełniacze i zagęstniki.
    Podobnie jak z tańszymi keczapami. Kolega pracował (był jednym z dyrektorów) w firmie która produkuje m. in. ketchup i przetwory - ogólnopolska marka, nie powiem jaka. Otóż do tych najtańszych dodaje się przecier z jabłek, KONIECZNIE NADPSUTYCH. W jakimś tam stopniu pozwala zastąpić droższe pomidory / koncentrat.
    A zatem smacznego :)

    Z harcerskim pozdrowieniem,

    Koziołek

  25. Neko Says:

    Czyli wychodzi na to, że tak naprawdę jemy nie mięso, a coś w rodzaju zupy mięsnej.
    Ja mam tyle szczęścia, że w moim pobliskim sklepie nie ‘dodają’ zbyt dużo wody do mięsa. Za to u nas jest inaczej - gdy mięso robi się za stare, zwyczajnie przylepiana jest druga naklejka z nową datą ważności. W ten sposób jemy przeterminowane mięso. U mnie w rodzinie jak idzie się do sklepu, to zaczynamy już sprawdzać, czy nie ma jakiejś starszej, zakrytej daty ważności. Zawsze szukamy oryginalnych naklejek - prawdopodobnie dzięki temu jeszcze nikt się nie zatruł u nas. Ale nie można wykluczyć też możliwości, że my, jako ludzie, jesteśmy już tak przyzwyczajeni do chemii, że nawet mocno przeterminowane produkty nie robią nam większej różnicy…

  26. Punkt G Says:

    Dzięki internetowi mamy większy dostęp do wiedzy, ale za to często niskiej jakości. Dzięki za wpis.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).