Jean Michael Jarre - Rendez vous

Oto łabędzi śpiew, piękny, niezamierzony upadek. Ostatnie podrygi kultury frankońskiej/francuskiej jako pretendenta do pełnoprawnego uczestnika światowej pop kultury. Niestety Francuzi podzielą nasz polski los, bo wygrany w tej grze jest jeden: śpiewasz po angielsku, albo nie istniejesz. Nie liczą się ludzie, indywidualności, ale trendy. So, speak english, or die. To potrwa jeszcze kilkadziesiąt lat, nim zaczniemy się z musu uczyć się któregoś z języków azjatyckich - zależy, który wygra: są co najmniej dwa do wyboru.

Rekord świata jednak jest, nie pobity do dziś: ponad trzy miliony uczestników koncertu. Tyle obywateli ma Litwa, włączając w to niemowlęta i starców. To nie do pobicia nawet przez najpopularniejszy obecnie chiński boys-band - Bayer Full.

Jeśli kiedyś wpadnę pod tramwaj, albo wydarzy się coś równie przyjemnego, to ja poproszę o odegranie Randez-vous na moim pogrzebie.


Udostepnij
Glodne Slonce

15 Responses to “Jean Michael Jarre - Rendez vous”

  1. Adameq7 Says:

    Fakt - z tym angielskim to aktualnie jest nieciekawie… Nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią muzyki w jakimś języku (np. polskim), ,,bo tak jest trendy”.

    PS Mi się podobało, jak na jednym koncercie Jarre przechodził przez otoczkę z laserów i chyba nie przewidział tego, że się lekko zadymi…

  2. M0fi Says:

    Ja słucham polskiego ragge (nie Kamila Bednarka), i mnie nie obchodzą jakieś trendy. Trzeba być jedynym w swoim rodzaju.

  3. Maciej Szumny Says:

    Przez dlugi czas nie moglem dodac komentarza, bo Anti-Spam okazal sie zbyt trudny. Nie wpadaj na razie pod tramwaj, bo poczekam, az zmienisz zdanie na cos lepszego.
    Jezeli juz musi byc Rendez Vous, to dlaczego nie Rendez Vous Dans L’Espace Telexa? Jest na youtubie, posluchaj, spodoba Ci sie.
    Polskie ragge? Po pierwsze nie znosze regge, bo ta muzyka jest zbyt milusia i fajniusia i chodz sie najaramy i pokiwamy, a poza tym to muzyka jamajskiego slonca, a nie polskich czterech por roku i nie zakladajmy welnianej czapki i udawajmy ze mamy ciemniejsza skore. Bawmy sie w polska kulture.

  4. nosiwoda Says:

    Ależ czapki rasta moga być bardzo ciepłe! :D
    Reggae nie zawsze była milusia i fajniusia. Wystarczy posłuchać Marleya.

    A mi na pogrzebie mogliby odtworzyć “Alright” Jamiroquaia.

  5. Rafal Kosik Says:

    Nie słucham Jarre’a. Słuchałem go 15 lat temu. Ale Rendez vous wciąż mi się podoba. Mama całą płytę Telexa z remixami, zreszta od Ciebie, Maćku :)

  6. groszek Says:

    Dobry był jego koncert w stoczni. W Polsce oczywiście:)

  7. TD Says:

    Rozumiem. Śpiewanie po: polsku, hiszpańsku, włosku, tybetańsku oraz hawajsku nie jest modne. Liczy się tylko angielski, wogóle nie ma w radiu polskich kawałków… Mówi tak mnóstwo osób. Po części podzielam ich rację. Jako Polak w czasach wypierania się naszego języka, naszych tradycji itd. Dla zasady. Lecz: Wszystkie osoby wypowiadające się (czy to tutaj, gdzie indziej) słuchające jakielkolwiek muzyki: Jaki procent wykonawców stanowią anglojęzyczne zespoły, a jaki jakiekolwiek inne? Ja, staram się zachować gust muzyczny. Nie słucham Lady Gagi, bardzo modnego ostatnio gangsta rapu ani tym podobnych przejściowych mod (mód? :D) . Lubie rocka, jazz oraz czasami coś nowszego (house itp.). 90% kawałków to teksty angielskie. Czemu? Bo sami wydawcy płyt piosenkarze- nie ważne jakiej narodowości są- śpiewają po angielsku bo inaczej najnormalniej w świecie nikt nie będzie chciał ich słuchać. Oczywiście są wyjątki. Ale tak się dzieje już od lat 50-60… Na słynnej Rock & Roll hall of fame spośród 500 kawałków JEDNA nie jest anglojęzyczna! Po prostu niektóre gatunki pasują do danego języka. Angielski jest bardzo wpadający w ucho, dźwięczny, łatwy do powtórzenia, dlatego aż tyle osób się nim posługuje. Po za tym nie wyobrażam sobie niemieckiego rocka, sorry ;)

    Pozdrawiam wszystkich, w szczególności Pana Rafała, świetna nowa książka :)

  8. Ponury Żniwiarz Says:

    Ja np. słucham ‘Turmion Kätilöt’, to jest fiński zespół industrialowo metalowy. W swoim dorobku ma tylko kilka utworów w języku angielski, ale to już nie jest to samo, co po fińsku. I chociaż bez Internetu słowa bym nie zrozumiał z ich piosenek, to własnie to uwielbiam - trochę odmienności, która jednak powinna byc czymś zwyczajnym - śpiewanie w swoim ojczystym języku.

  9. Rafal Kosik Says:

    Fascynowanie się słowami fińskiego zespołu to coś, jak wytatuować sobie na ramieniu po mandaryńsku „sajgonki na ostro”;) W sensie, że i tak potrzebujesz tłumaczenia na angielski, żeby zrozumieć cokolwiek. Zresztą niemal wszyscy Finowie znają płynnie angielski.

  10. Arvena Says:

    od kilku lat mam małe mp3, na którym mieści się tylko kilkanaście płyt. na początku miałam same anglojęzyczne, ostatnio przeniosłam ostatnią płytę Coldplaya na komputer, bo nie mieściło mi się raz-dwa-trzy. piosenek angielskich mogę słuchać w domu z herbatką i czekoladą, do autobusu i tramwaju najlepsze są dobre polskie Strachy na Lachy i “Hydropiekłowstąpienie” Lao Che. pozdro dla polskich poetów

  11. Ponury Żniwiarz Says:

    No tak, tak, ale zrozumienie słów schodzi u mnie w sumie na drugi plan. Po prostu ich utwory z takim brzmieniem, wokalem i fińskim, to coś co jest zajebiste i już ;D

  12. Samantha Says:

    A ja sobie nie wyobrażam, że Madredeus - folkowy zespół z Portugalii śpiewa po angielsku. To by było straszne! :/

  13. Kaczor Says:

    Ja słucham metalu po angielsku, ale to metal historyczny ( o ile można tak to nazwać) - “Sabaton”

  14. Maciej Szumny Says:

    A ja slucham Snieznej Elegii Niemena, ktora jest po polsku i to jaka!
    Az jestem zazdrosny, ze nigdy chyba nie napisze nic tak dobrego jak Tuwim i nie skomponuje nic tak dobrego jak Niemen w 1980 roku.

  15. Kefir Says:

    Rock po japońsku to dopiero odjazd!

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).