Jacek Dukaj - Starość Axolotla

Jacek Dukaj - Starość AxolotlaO tej powieści (w jednostkach dukajowych to jest mikropowieść) powiedziano już chyba wszystko. Zatem dodam coś od siebie.

Powieść ukazała się wyłącznie w postaci elektronicznej i miała być technologicznym przełomem. No nie była przełomem, co mnie akurat nie zaskoczyło. Zajmuję się od kilku lat e-bookami, więc potrafiłem zredukować rozbudowany przekaz marketingowych zapowiedzi do stwierdzenia, że będzie dużo przypisów i jakieś ilustracje. Popularne obecnie formaty e-bookowe po prostu nie dopuszczają fajerwerków. I bardzo dobrze, bo większość przypisów w tej książce i tak odpuszczam. Taka ilość przypisów to doskonały sposób na rozproszenie uwagi i odebranie przyjemności czytania. Wolę książkę od prezentacji multimedialnej. Na szczęście klikać nie trzeba, jak ktoś nie chce.

Prób stworzenia książek interaktywnych było wiele, podobnie jak muzyki z opcjami interaktywności (np. Mike Oldfield), ale jednak forma się broni doskonale. Ludzie chcą czytać, chcą słuchać muzyki, albo oglądać film. Nie chcą żadnej z tych sztuk uinteraktywniać, bo są od tego inne sztuki, jak choćby gry komputerowe.

Chyba największą wadą tego e-booka jest jego niespodziewane zakończenie. Większość czytników podaje w procentach postęp czytania. Starość Axolotla kończy się w miejscu, gdzie licznik wskazuje c. 60%, co jest bardzo niemiłym zaskoczeniem. Gdzie więc się podziało pozostałe 40%? Ano tam są umieszczone te „interaktywne” fajerwerki, co się w sumie sprowadza do prostej sztuczki technicznej. Nie będę tutaj analizował technicznej strony tego e-booka.

Druga rzecz to język. Jest bardzo prosty, zupełnie niedukajowy (z wyjątkiem kilku miejsc, gdzie autor się zapomniał). Ale cóż z tego? To powieść, której głównym celem ma być promowanie platformy e-bookowej Allegro. Ma to być więc zrozumiałe dla statystycznego czytelnika. Dukaj jako dobry stylista wystylizował tekst tak, by przypominał ten stosowany w powieściach popularnych.

Po tym przydługim wstępie, który musiał się pojawić, przejdźmy do samej powieści. Start akcji jest prosty ale mocny: Ziemię omiata wiązka promieniowania, tak dobranego, by rozbijać struktury DNA. Celowa robota onych. W wielkim uproszczeniu nie przetrwa żadna materia organiczna. Ale planeta się obraca, więc ci po „zawietrznej” mają kilka godzin, żeby się przygotować. I robią to w jedyny dostępny w tak krótkim czasie sposób – transferując się do sieci. Tak, wykonują kopie własnych umysłów i wrzucają do internetu. Ponieważ jest to całkiem młoda technologia, udaje się to naprawdę bardzo nielicznym.

Następnego dnia na Ziemi nie ma śladu życia, nawet bakterii ani wirusów. Ale wciąż funkcjonuje nieożywiona część ludzkiej cywilizacji: pracują zautomatyzowane elektrownie, działa łączność satelitarna i duża część internetu. Cyfrowe duchy, jakimi stali się nieliczni „ocalali”, zaczynają się zbierać do kupy i organizować na nowo. Powstają gildie i alianse a wreszcie pojawia się pomysł… odtworzenia biologicznego życia.

Nie ma pewności, ale jest uzasadnione podejrzenie, że transfer biologicznego umysłu do postaci kodu binarnego nie był pełen i pozbawił postludzi znacznej części ich człowieczeństwa. Nie dziwne więc, że osią fabularną, zaznaczoną w tytule, jest ciągła larwalność i niemożność osiągnięcia dojrzałości.

To zresztą dotyczy samej formy powieści. Jest celowo niedojrzała po to by była przystępna dla niewyrobionego w fantastyce czytelnika. No i dla czytelnika przyzwyczajonego do książek mainsteamowych, które zwykle mają 1/10 objętości przeciętnej powieści Dukaja. Ja nie uważam dukajozy za wadę i z chęcią przeczytałbym „pełną” wersję Axolotla tak na dwa miliony znaków. Niestety, znając Jacka, obawiam się, że taka wersja nigdy nie powstanie. On ma już kolejne projekty w głowie.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).