Iron Sky

Iron SkyTen film to zmarnowana szansa. Ja się nawet nie czepiam tego, że w próżni działa spalinowy silnik motocykla, nie czepiam się braku hermetycznych kombinezonów w tejże próżni, ani nawet oczywistej oczywistości, że ludzie, którzy spędzili całe życie w grawitacji równej 0.16 G, na Ziemi leżeliby rozpłaszczeni i nie potrafiliby unieść małego palca u nogi. Ja czaję konwencję, ale czepiam się tego, że to jest zły film.

Zły po całości. Czekałem na Iron Sky od dawna i teraz czuję się poważnie rozczarowany. To nieludzkie, aż tak skopać tak doskonały pomysł! OK, powiem, na czym polega pomysł. Hitlerowcy w 1945 roku nie poddali się, tylko odlecieli na Księżyc i założyli bazę po jego ciemnej stronie. Udało im się doskonale. Nie dość, że stworzyli sprawnie funkcjonujące państwo, to jeszcze zdołali zbudować flotę wojenną, której zadaniem ma być podbicie Ziemi i zaprowadzenie na niej porządku. Jakiego porządku, można się domyśleć. Piękny pomysł na politycznie niepoprawną komedię. Cóż, tylko pomysł był piękny. Realizacja poległa jak Wehrmacht pod Moskwą.

Zaczęło się od złego scenariusza, a potem poszło dalej. Wyobraźcie sobie następującą scenę: dwójka nazistów w pełnym rynsztunku pojawia się w roku 2018 w czarnej dzielnicy NY i napotyka lokalny gang. Piękna sprawa i można by z tego zrobić slapstickową sekwencję, która przejdzie do historii kina. A jak to wygląda w Iron Sky? Naziści wsiadają do samochodu i odjeżdżają. Nie mogłem uwierzyć. To jakby kupić bilet do lunaparku tylko po to, by pospacerować alejkami.

Koleś grający nowego księżycowego fuhrera właściwie nie ma czego grać. Jego postać jest niespójna, nielogiczna, niekonsekwentna. W efekcie więc obserwujemy raz za razem, jak fuhrer Adler po prostu stoi i przez dziesięć sekund stroi miny do kamery, zanim montażysta litościwie ciachnie ujęcie. Kolesiówa grająca narzeczoną fuhrera dramatycznie próbuje ratować swoją papierową postać przed oddaniem na makulaturę. Nie udaje się jej.

Kretynka, prezydentka USA, wysyła inną kretynkę, swoją specjalistkę od PR, na misję obrony Ziemi przed nazistami z Księżyca. Daje jej pod komendę najnowocześniejszy super-hiper uzbrojony statek kosmiczny. Aż się prosi o wyzyskanie kretynki z guzikiem nuklearnym w zasięgu ręki. A jak przebiega wyzyskanie kretynki? Nijak nie przebiega. Ani to śmieszne, ani to smutne. Nawet parodia przemówienia Hitlera z filmu Upadek jest mniej śmieszna od oryginału, który przecież śmieszny nie był wcale. Znalazło się tu jeszcze kilka nawiązań do klasyków (np. Dr Strangelove), ale pasują jak rodzynki do barszczu. Jedna z końcowych scen w zrujnowanej szkole, do której do pokiereszowanych dzieci przychodzi pokiereszowana nauczycielka, mogłaby być śmieszna, prześmiewcza, groteskowa, straszna, smutna, przygnębiająca, wstrząsająca, wzruszająca… no jakakolwiek mogłaby być! A jest zwyczajnie nijaka. Jak cały film.

Był w tym potencjał na zrobienie kolejnego głupkowatego filmu w stylu Marsjanie Atakują, ale nawet ten potencjał został zmarnowany. Mamy zły scenariusz, złe dialogi, złe kadry, zły montaż… Gdyby nie ostatnia minuta filmu, uznałbym, że wyrzuciłem pieniądze. Dobre są jedynie efekty specjalne. Aha, no i muzyka ujdzie.


Udostepnij
Glodne Slonce

14 Responses to “Iron Sky”

  1. Goździkowa Says:

    Genialna recenzja :) Mam nadzieję, że skoro Pan tak dobrze zna się na filmach to Felix, Net i Nika będą kinowym hitem…!

  2. Andrzej Says:

    A Pan wyłapał, że ten film to pastisz?
    Jakoś nikt, poza oczywiście wszechmocną Wybiórczą i Panem temu filmowi nie ma nic do zarzucenia. Każdemu się podoba, zgarnia dobre oceny i recenzje.
    Ja na ten film czekam od samego początku, też dołożyłem swoją cegiełkę, by go można było stworzyć. I mi się jego początek bardzo podoba, czekam już tylko, by móc pójść do kina.

  3. Rafal Kosik Says:

    @Andrzej: Nie czytałem recenzji tego filmu. Z zasady nie czytam, bo wolę iść na film i samemu sobie wyrobić zdanie. A kategoria filmowa „pastisz” nie oznacza przyzwolenia na fuszerkę. Jeżeli scenariusz jest do kitu, to wszyscy inni razem wzięci niewiele mogą zrobić.

    @Goździkowa: Za scenariusz FNiN mogę ręczyć.

  4. Andrzej Says:

    Zobaczymy. Jak obejrzę film, to wtedy chętnie się z Panem pospieram. Jak dla mnie brzmi to wszystko bardzo zachęcająco (bo takich miernot, jak GW nie biorę pod uwagę, choć Pańskie zdanie mnie oczywiście zmartwiło).

  5. nosiwoda Says:

    “Jakoś nikt, poza oczywiście wszechmocną Wybiórczą i Panem temu filmowi nie ma nic do zarzucenia. Każdemu się podoba, zgarnia dobre oceny i recenzje.” - Och, jak mi smutno, jestem nikim. I dowiaduję się, że mi się podoba, mimo że mi się nie podobał. Och, och, jak mi smutno.

    A film niestety ssie zeszłotygodniowe skarpetki. Przy tym dla mnie głównym zarzutem jest niezrozumiała próba zrobienia w ostatnich minutach zupełnie innego filmu, niż wynikało to z poprzednich kilkudziesięciu. Jakby ktoś zabił reżysera i przejął krzesełko i megafon. Szkoda, bo kilka pomysłów było niezłych albo na slapstick (biały Afroamerykanin), albo na komedię z podtekstem (reelekcja Sary Palin). A wyszedł ni pies, ni wydra.

  6. Libii Says:

    Niestety muszę się z Panem zgodzić. Film zawiódł mnie okrutnie. Klasycznie zmarnowany pomysł.

  7. Andrzej Says:

    Pożyjemy, zobaczymy. ;)

    http://www.youtube.com/watch?v=ts1G9bOHvT8

    @Nosiwoda: masz jakieś problemy emocjonalne?

  8. Aisa Says:

    A mi się podobało. Szczególnie scena z Renate i Klausem w Zmierzchu Bogów (czy jak to coś się nazywało)

  9. mike Says:

    Panie Kosik, Pan filmow nie ogladaj,tylko sie za pisanie bierz,bo koncze Kameleona (wczesniejsze “dorosle” ksiazki zaliczone) i co mi pozostanie? A na film sie cieszylem a teraz juz nie tak bardzo :-(

  10. nosiwoda Says:

    @Andrzej “@Nosiwoda: masz jakieś problemy emocjonalne?” - jak widać. Ale wolę to niż problemy z podstawami logiki, więc się nie zamienię z Tobą, nawet nie proś.

  11. Pawel Says:

    Jesli chodzi o mnie to tak jak Pan pisze w recenzji - film ratuje koncowka.

  12. Andrzej Says:

    @Nosiwoda: Moja logika jest w porządku, Twoje problemy emocjonalne już nie. Zalecam udanie się do specjalisty.

    Film obejrzałem wczoraj, i stwierdzam, że miał Pan rację. Film jest zły. Jest po prostu kiepski. Udaję się więc w worze pokutnym do Camossy, papieżu Grzegorzu, wpuść mnie!
    Spodziewałem się czegoś nowego, zaskakującego, zupełnie innej tematyki, dużo ironii i szyderstwa. Spodziewałem się Pokoju Owalnego udekorowanego swastykami, ruin i zgliszcz Nowego Jorku, esesmanów, szalejących po ulicach w Europie. Myślałem, że będzie jakaś aluzja rządu RFN do wiadomości o tym, że naziści zaatakowali.
    A tutaj nic.
    Co było?
    Bohaterów jak na lekarstwo - mamy ich aż 8, z czego tylko pięcioro ma jakieś znaczenie dla fabuły.
    Księżycowy Führer to postać która mogła być genialna, ale w filmie on tylko jest. Jest. I nic poza tym. Nie wypowiada zbyt wielu kwestii, rzadko pojawia się na ekranie i w dodatku kończy bardzo nieefektownie.
    Postać Renate Richter jest kuriozalna. Nie potrafię tego opisać, ale po prostu jej postać jest tak mało realistyczna i tak mało spójna, że aż śmieszna. Ostatnia scena tylko tego dowodzi. Idiotyzm jej postaci dowodzi tylko scena, gdy podchodzi do neonazistów, mówiąc do Washingtona, że maja oni znak miłości na ramieniu.
    Owszem swastyka to znak miłości, pokoju i szczęścia, ale hitlerowcy wcale jej tak nie interpretowali. Była ona przechylona pod kątem 45 stopni, co symbolizowało burzenie starego porządku i budowanie nowego świata.
    James Washington próbuje być śmieszny, ale wychodzi wręcz żałośnie. Jedyna scena z jego udziałem, która jest warta uwagi, to wówczas, gdy widzimy go wybielonego w Vanishu, stojącego na ulicy z tabliczką, ubranego, jak żul.
    Klaus Adler wychodzi tutaj tylko na stereotypowego nazistę, który uwielbia być czczony, uwielbia salutowanie, a przy tym jego inteligencja krąży gdzieś na poziomie pantofelka. Scena jego śmierci jest jedną z najbardziej żałosnych, jakie w życiu widziałem.
    Jedynym udanym bohaterem jest Sarah Palin, z której aż kipi kpina i szyderstwo pod adresem polityków. Każda scena z jej udziałem jest warta zapamiętania, a aluzje są bardzo śmieszne. Dobry był też przedstawiciel KRL-D przy ONZ. ; )
    Myślałem, że będzie dużo scen walki… ale tymczasem naziści są atakowani i dają siebie niszczyć jak dzieci. Zero odwetu, zero odzewu, oni nawet nie potrafią walczyć. Cała inwazja wygląda bardzo niemrawo, zwłaszcza jak na taką przygotowywaną od 70 lat. Flota nazistów zostaje szybko rozbita i zmieciona w pył, na Księżycu to samo. Naziści próbują kontratakować, ale jakoś im nie wychodzi. Ba, nawet w walce bezpośredniej są bardzo niemrawi. Gdy na pięciu hitlerowców rzuca się kobieta ze starą dubeltówką i zabija jednego z nich, dzielni naziści, uzbrojeni w automaty po prostu… uciekają, bez jednego wystrzału. Co więcej, zostawiają latający spodek, który po paru miesiącach nadal tam stoi(!).
    ogólnie, cały film to jakaś parodia Gwiezdnych Wojen, bo cała walka toczy się w kosmosie.
    Kolejne błędy: odkrycie przez Niemców komputerów mniejszych niż szafa. Tyle, że Niemcy przez 70 lat na Księżycu nie robiliby pewnie niczego innego, tylko udoskonalaliby swoje projekty, rozbudowywaliby flotę latających spodków i szkoliliby się. Nie zdziwiłbym się, gdyby ich komputery nie byłyby lepsze jakościowo od naszych.
    Scena przy silniku ‘Zmierzchu Bogów’. Dlaczego ochraniał to tylko jakiś stary naukowiec, w dodatku jedyny naukowiec na Księżycu?
    Dalej, tragiczne zakończenie. Widok aryjskiej panny i czarnucha, całujących się, podziałałby na wszystkich mieszkańców Księżyca nienawistnie - przecież 70 lat zrobiłoby swoje. I jestem przekonany (i spodziewałem się czegoś takiego, to byłoby w stylu Tarantino), że w drzwiach pojawiłby się Klaus Adler z pistoletem w dłoni, zastrzeliłby oboje, po czym… padłby. Pomijam już to, że Washington jakimś cudem przeżył katastrofę pancernika i wyprał się w Perwollu Black Magic.
    Teraz błędy logiczne:
    -jak w próżni może działać silnik spalinowy i można strzelać z broni palnej?
    -wypadnięcie w próżnią człowieka nieubranego w skafander spowodowałoby rozerwanie jego płuc przez powietrze w nich zgromadzone,
    -o ‘Dyktatorze’ Chaplina każdy wiedział w Rzeszy, że to kpina z Führera, a nie dzieło ku jego czci.
    Początek był fajny, zapowiadało się ciekawie… ale potem było coraz gorzej.
    Jakieś plusy? Tak, muzyka, humor i pomysł. Reszta leży w ruinach.

  13. Andrzej Says:

    Zmieniam zdanie, film jest dobry! Ratuje go końcówka. :)

  14. MichPon Says:

    Uwagi do “Teraz błędy logiczne:
    -jak w próżni może działać silnik spalinowy i można strzelać z broni palnej?
    -wypadnięcie w próżnią człowieka nieubranego w skafander spowodowałoby rozerwanie jego płuc przez powietrze w nich zgromadzone,
    -o ?Dyktatorze’ Chaplina każdy wiedział w Rzeszy, że to kpina z Führera, a nie dzieło ku jego czci. ”

    To nie są błędy logiczne, a mocne strony tego filmu.

    - Można strzelać z broni palnej - broń palna nie potrzebuje tlenu. Proch wybucha bo jest reduktorem i utleniaczem w jednym. Pistolet wystrzeli i pod wodą, o ile proch nie zamoknie, wystrzeli także w próżni. Inna kwestia to odgłos strzału, którego nie powinno być słychać.

    Wypadnięcie w próżnią człowieka nieubranego w skafander nie doprowadziłoby do rozerwanie jego płuc przez powietrze w nich zgromadzone, jeśli na siłę nie wstrzymuje oddechu (bohaterowie filmu mają otwarte usta) - powietrze ucieka z płuc, człowiekowi grozi hipoksja - traci przytomność po 12-15 sekundach. Więcej o tym znajdziesz w internecie i w moich komentarzach na blogu http://lekkonaukowo.blogspot.com/2012/05/iron-sky-moim-okiem.html?showComment=1348770598873#c3364053783553489977.

    To jest najbardziej realistyczna scena w tym filmie.

    “Dyktatorze’ Chaplina każdy wiedział w Rzeszy, że to kpina z Führera, a nie dzieło ku jego czci” - w Rzeszy przez II wojną może wiedział, ale to się dzieje ponad pół wieku po wojnie. Zachowało się na księżycu tylko 10 minut filmu. Resztę zrobiła propaganda i zafałszowanie historii. Nie wiesz że tak samo robili komuniści wielokrotnie? Przypomnij sobie pewne słowa Stalina…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).