Interslavic

Sztuczny język pansłowiański to wspaniała idea. Został opracowany tak, by rozumiał go każdy człowiek posługujący się dowolnym językiem słowiańskim. I to rzeczywiście działa, co potwierdzają np. użytkownicy Youtube’a w komentarzach. Dla Polaka język ten jest zrozumiały i w mowie, i w piśmie, o czym każdy może się przekonać osobiście. Brzmi trochę jak czeski, co prawdopodobnie wynika z tego, że jednym z jego twórców był właśnie Czech.

Wielokrotnie już się przekonałem, że z Czechem, Rosjaninem, czy Ukraińcem można rozmawiać po polsku. To znaczy, oni odpowiadają w swoim języku i z grubsza możemy się zrozumieć. Z Ukraińcami jest najłatwiej. Jednak, gdy rozmowa wykracza poza tematy podstawowe, różnice okazują się nie do przeskoczenia i konieczne jest przejście na angielski. I tu właśnie pojawia się idea języka pansłowiańskiego – zastąpienie nim angielskiego w takich sytuacjach.

Brzmi dobrze, ale tylko do momentu, gdy się nad tym lepiej zastanowić. Bo przecież co innego rozumieć język, a co innego umieć w nim mówić. To jest język dobry do komunikatów np. na lotniskach, żeby uniknąć powtarzania tego samego w kilkunastu podobnych językach. Ale czy ma on sens w zwykłej komunikacji międzyludzkiej?

Nie ma. Ten język byłby wspaniałym rozwiązaniem, gdybyśmy chcieli zastosować głęboką inżynierię społeczną i w perspektywie kilku pokoleń zastąpić nim wszystkie kilkanaście języków słowiańskich. A to jest przecież utopia. W innym przypadku, po co zmuszać kilkaset milionów ludzi do nauki języka pansłowiańskiego? Po co zastępować nim angielski? Dzięki relatywnie prostemu w nauce (podstawowej) angielskiemu możemy się porozumieć nie tylko z innymi Słowianami, ale też z Chińczykami, Polinezyjczykami, Niemcami, czy choćby Szwedami.

Podobna idea przyświecała Ludwikowi Zamenhofowi podczas tworzenia języka Esperanto, i paru innym twórcom sztucznych języków. Wszystkie te próby zakończyły się fiaskiem, bo przecież nawet najpopularniejszy z tych języków, czyli właśnie Esperanto, jest kompletnie nieprzydatny w realnym świecie.


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Interslavic”

  1. wisznu Says:

    Nieprzydatność Esperanto jest częściowo wynikiem niewiary w jego przydatność.
    Ale głównie totalnym olewactwem polskich genialnych pomysłów przez polski naród i polskie władze. A może z powodu żydowskiego pochodzenia jego twórcy?

    Jak mnie pamięć nie myli, to był pomysł, żeby jednym z języków do tłumaczeń w Parlamencie Europejskim było właśnie Esperanto - bodajże zaproponowanym przez Węgry, którzy wiedzą, że mają jeden z najtrudniejszych językow, ale Polska kompletnie olała sprawę.

    A przecież to idealny język do tłumaczeń, właśnie przez jego łatwość nauki oraz precyzyjność. Zdaje się, że już kiedyś o tym pisałem :)

    I dodać chciałem, że międzynarodowa społeczność esperantystów - może i nie jest zbyt liczna, ale trzyma się mocno i działa prężnie.
    https://eduinf.waw.pl/esp/lern/pnje/0029.php
    https://espero.bialystok.pl/pl/esperanto/

  2. Rafal Kosik Says:

    Każdy standard w dowolnej dziedzinie jest wart tyle, ile jego popularność. Lepsze standardy zapisu video przegrały z gorszymi, dlatego że te „gorsze” zyskały więcej użytkowników. Życie.

  3. Vladimir Says:

    Niedawno próbowałem przetłumaczyć jedno online narzędzie na ten język i stanęłam wobec faktu, że w języku brakuje wielu nowoczesnych słów związanych z oprogramowaniem. Jeśli ktoś chce sprawdzić tłumaczenie, oto jest: https://xroom.app/?lang=mz

  4. paul z Says:

    Państwo narodowe służy celowi zniszczenia wszystkich narodów prócz Chińczyków i Hindusów, tak mimowolnie, jak nieuchronnie. Po prostu zawsze, kiedy historii znów zachce się jatek, wielcy będą pożerać maluczkich. A w Europie są sami maluczcy. Istnienia takich państewek chronią tylko papierki, warte tyle, co umowy Indian z Wielkim Białym Ojcem w Waszyngtonie.
    Narody nie istnieją same z siebie, narody konstruuje się zależnie od potrzeby, z dostępnych materiałów. Dwieście lat temu, Polacy i Rusini Rzepy nie różnili się już bardziej, niż Bawarczycy i Sasi, gdyby nie rozbiory, Rusini byliby dalej „szczepem narodu polskiego”. Ale zaborcom wygodniej było posiekać trupa wedle religii i stanu społecznego (katolicy i większość szlachty na Polaków, prawosławni na Rusinów), bo wszystkie inne podziały dawno się zamazały. Dzisiaj Ukraińcy to pełnoprawny naród, nie gorszy od innych, a dialekty rozwinięto w język.
    Ludzi nie przekonuje się, tylko kupuje. Za zysk chętnie pojadą do Ameryki i zmienią narodowość, za siłę narody Niemiec chętnie odrzuciły własne języki i przejęły pruski dialekt administracyjny jako ojczysty, odrzuciły własne tradycje i własną historię na rzecz spontanicznie wyssanej z palca historii wspólnej. Narodowość to wariant religii: Niesłychanie ci ważna, i niesłychanie szybko ci ważna być przestaje.
    Mamy więc problem, że zasoby państwa ograniczone są zasięgiem zasiedlenia przez jego naród. Kiedy plemionka łatwe do kupienia i reedukacji już zjednoczono, państwa mimo to chciały ekspandować dalej – tylko że Polakowi trudno wmówić, że jest Niemcem, za dużo musiałby w sobie zmienić, za dużo trzeba by mu zapłacić. Pokojowe współżycie nigdy nie trwa długo, jeśli zależy od dobrej woli silnych wobec słabych, większe państwa są więc konieczne do przetrwania, ale nie da się ich tworzyć bez czystek etnicznych. To jeden z powodów trwającej wojny światowej (którą już dwa razy musieliśmy przerywać, bo kosiarce Kostuchy skończyło się paliwo). Federacja wielonarodowa, mimo że byłaby najlepszym rozwiązaniem, jest trudna do utrzymania, bo zbyt dużo jest jednostek sobiepańskich i ograniczonych, które nie wytrzymują inności.
    Ale w Europie istnieje jeszcze potencjał na trzy narody: Słowiański, germański i romański. Panslawizm zatruła zaborczość Moskwy, ale korzyści praktyczne mogą zmienić to podejście. Przecież i Rosja nie wytrzyma konkurencji z Chinami czy Ameryką, a reszta słowiańskich zadupi, najwyżej z komarem. Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym egoizmy narodowe walą Unię Europejską, „odzyskana wolność” zaczyna nagle straszyć wojną, słabością i bezsilnością, a ludzie zaczynają konstruować nowe, użyteczniejsze tożsamości. Wtedy, pansłowiański może nagle zyskać na popularności, a wszystkie języki słowiańskie zaczną się do niego upodabniać, zmieniając się w jego dialekty.
    Czy taki rozwój byłby dobry czy zły? Dla Polaka lepiej być Polakiem niż Słowianinem, w ten sposób zachowa więcej własnej kultury. Ale też lepiej być Słowianinem niż trupem, bo trup kultury w ogóle nie zachowa. Zależy więc od tego, jak bardzo opcja „trup” stanie się aktualna. Osobiście, wolę federację wielonarodową, która umożliwia przetrwanie więcej danych z przeróżnych kultur. Ale moje preferencje nie mają tu nic do gadania.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).