Ingerencja z góry

Profilowany product placementTo, jak wykuto wielkie posągi z Wyspy Wielkanocnej, nie budzi specjalnych wątpliwości. Wielką tajemnicą przez lata był za to sposób transportu gotowych rzeźb ważących kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt ton. Teorii było wiele, łącznie z tą, która przedstawiała mozolne przesuwanie posągów po rolkach wykonanych z pni drzew. To tłumaczyło również współczesny brak drzew na wyspie. Piękna teoria, lecz raczej nieprawdziwa.

Prób naśladowania starożytnych twórców wielkich konstrukcji było wiele. Zwykle kończyły się fiaskiem, ponieważ rekonstruktorzy, uwięzieni w okowach współczesnej wiedzy, nie potrafili się wyzbyć naszej filozofii rozwiązywania problemów, czyli siła–przekładnia–dźwignia. A jeśli się nie udaje, to… większa siła–większa przekładnia–większa dźwignia. Jeśli nadal nie działa, to dynamit. Powstawały więc dźwigi budowlane z drewna, którym za napęd służyli ludzie i transportery rolkowe rodem z fabryki butelek. Niektóre z tych pomysłów nie wyszły poza etap projektów, lub – co gorsza – poza rysunki z książeczek dla dzieci. Gdybyśmy używali podobnej metody przy rekonstrukcji rzymskiego rydwanu, wyszedłby nam samochód rodziny Flinstonów.

Nasza wiedza o zaginionych cywilizacjach jest wyrywkowa i oparta na chwiejnych podstawach. A skoro rzetelne metody badawcze zawodzą, zaczynają się rodzić najdziwniejsze teorie paranaukowe.

Mamy starożytnych Egipcjan, którzy w powszechnym mniemaniu są gdzieś tak w połowie drogi rozwoju między szympansem a człowiekiem współczesnym, i mamy kawał kamienia, ciężki jak pomnik nagrobny Kim Ir Sena. No przecież na zdrowy rozum jest jasne, że jakby się nie zaparli, to kamienia nie ruszą. Najpewniej więc – open your mind – skorzystali z uprzejmości Obcych, podczepili kamulce pod latające talerze i tadam! jest piramida.

Być może wiedza starożytnych stała na wiele wyższym poziomie, niż nam się wydaje. Być może również byli oni o wiele bardziej pomysłowi od nas. Skoro nie mieli wsparcia ciężkich maszyn budowlanych ani programów CAD, to ich ciąg myślowy nie był co chwilę przerywany westchnieniami „Szkoda, że nie możemy użyć wózka widłowego”. A co, jeśli maszyny nie były wcale potrzebne?

Weźmy bliższy nam przykład: rzucamy psu piłkę, pies ową piłkę łapie w powietrzu i aportuje. Możemy zabazgrać kilka tablic wykresami i doprowadzić do wielu kłótni na forach dla jajogłowych. Klapkoocy naukowcy odpowiedzą po tygodniach dyskusji, że pies jest za głupi, nie zna wyższej matematyki, koniecznej do obliczenia trajektorii, ergo nie może złapać piłki. No ale sam mam psa i wiem, że łapie piłkę całkiem nieźle (gorzej z aportowaniem).

Większość problemów można rozwiązać na dwa sposoby: siłą lub inteligencją. Nawet prosty robotnik wie, jak samodzielnie przemieścić ciężką beczkę – przechylić ją i przetoczyć na rancie. W podobny sposób grupa badaczy dokonała pierwszej wiarygodnej rekonstrukcji transportu posągów moai z Wyspy Wielkanocnej. Wystarczyły trzy liny, w miarę twarde podłoże i około dwudziestu osób, które w odpowiedniej kolejności pociągały za te liny. Kilkutonowy moai w pozycji pionowej (!) kolebał się na boki i całkiem sprawie „kroczył” tempem spacerującego człowieka. Tak proste, że aż trudno uwierzyć, prawda?

Wszystkich przebił pewien amator, który w swoim ogródku buduje kopię kamiennego kręgu w stylu Stonehenge. Wszystkie prace wykonuje w pojedynkę i bez jakichkolwiek narzędzi, których użycie wymagałoby czegoś ponad siłę mięśni. Okazuje się, że do przemieszczania kilkutonowego bloku skalnego po twardym podłożu wystarczy odpowiednie operowanie środkiem ciężkości. Praca może mozolna, ale nie wymaga wózka widłowego.

Niezależnie od tego, czy rzeczywiście przed setkami, tysiącami lat stosowano takie właśnie czy podobne metody inżynieryjne, pewne jest jedno – ingerencja z góry nie była konieczna, by powstały wszystkie wspaniałe dzieła naszych przodków. Wystarczył łeb na karku.

Za kilka tysięcy lat jakiś ambitny archeolog stanie przed zadaniem zebrania i uporządkowania strzępków wiedzy o nas. Znajdzie warsztat kowalski z początku XX wieku i stwierdzi, że nie różni się znacząco od tego starszego o pół tysiąca lat. Następny strzęp wiedzy będzie pochodził z roku 2012 i będzie nim odkopany w centralnej Europie smatrfon z czterordzeniowym procesorem i strukturą wewnętrzną uporządkowaną niemal na poziomie atomowym. Gdy zacznie kopać głębiej, dotrze do Wielkiego Zderzacza Hadronów i zgłupieje. Jak to? Od podkowy do inżynierii kwantowej w sto lat? W życiu! Ktoś z góry musiał w tym maczać macki.

Czy tego rodzaju teorie szkodzą komukolwiek? Sądzę, że nie. Masy żądają sensacji i prostych acz atrakcyjnych wyjaśnień. Więc je dostają. Dla ludzi na poważnie interesujących się historią cywilizacji nie powinno mieć to znaczenia. Nie brakuje osobników traktujących nawet Władcę Pierścieni jako książkę historyczną (przecież powszechnie wiadomo, że kuchnia śródziemnomorska pochodzi ze Śródziemia). No OK, może być zdeczka przykre, kiedy cię stawiają w jednym rzędzie z kimś, kogo sam uważasz za szarlatana, ale i to idzie przewalczyć.

Danikena nie przestałem lubić po latach. Nadal jest dla mnie wizjonerem. Po prostu w mojej bibliotece przemigrował z półki popularnonaukowej na fantastycznonaukową.


Udostepnij
Glodne Slonce

11 Responses to “Ingerencja z góry”

  1. flamenco108 Says:

    Znakomite! A w rozwinięciu drugiego filmu pojawia się teoria, jak Egipcjanie przemieszczali bloki kamienne do piramid - tak proste, że oczywiste - jak się już zna odpowiedź. W każdym razie te wielkie rampy raczej nie były im potrzebne.

    Czekam, aż ktoś zaproponuje, jak wykopali te obrazki na pustyni Nazca…

  2. Rafal Kosik Says:

    Technicznie obrazki nie były trudne. Ograniczeniem była pewnie wyobraźnia, bo w końcu nikt z twórców nie mógł zobaczyć dzieła. Ale chińskie dzieci lutujące kondensatorki na małej płytce drukowanej też nie zobaczą iPada.

  3. oliwka Says:

    przepraszam z góy za offtopic

    Panie Rafale, często prezentuje Pan na blogu, różne gadżety, co pan sądzi o tym? http://www.e-horyzont.pl/karta-przezycia-rescue-card_88544t

  4. Fan anonim Says:

    Teraz ciężko było by dojść jak to było naprawdę. Ale myślę że żadna ingerencja z góry faktycznie nie musiała mieć miejsca.

  5. Rafal Kosik Says:

    @Oliwka, mam taką kartę. Jej przydatność oceniam średnio-nisko. O niebo lepsza jest SwissCard http://rafalkosik.com/swisscard-lite

  6. Eruana Says:

    Rafał, świetny wpis! W trakcie lektury przyszło mi do głowy, że uciekamy się do tłumaczeń niewyobrażalnych, ponieważ nie wierzymy w siebie, w swoje możliwości, przykre to, no ale z drugiej strony bez tej wyobraźni, która tłumaczy nam różne cuda, nie byłoby tak ciekawie;-)

  7. Rafal Kosik Says:

    W przypadku rozwiązywania nieznanych problemów, np. wspomnianych wyżej zagadek, czasem trzeba się cofnąć o kilka kroków i spojrzeć, skąd się przyszło i gdzie się lezie, bo łatwo wejść w ślepą uliczkę. Pamiętam stary program tv o stawianiu egipskich obelisków do pionu. Na początku twórcy programu przedstawili swoją wizję (jedyną) metody, a potem przez resztę czasu skupiali się na detalach w stylu plecenia mocnych lin czy konstruowania drewnianych kratownic. O tym, że starożytni może wcale nie robili tego w ten sposób, nawet się nie zająknęli.

  8. Muette Says:

    Wiem, że nieco nie na temat ale… Grzebiąc w aplikacji na Androida z dowcipami znalazłam coś takiego:
    “Instrukcja uruchomienia komputera:
    1. Ty gmeraj wtyczka elektryczna w gniazdko.
    2. Wtedy napieraj na pączek władzy na zakryciu.
    3. Ty czatuj na pikanie.
    4. Ty używaj nasz ustrój w radości i zaspokojeniu”
    Znajome?

  9. Rafal Kosik Says:

    Co jakiś czas trafiam na cytaty z FNiN. Zważywszy, że większości nie pamięta, trafiam na nie pewnie częściej, tylko nie zauważam.

  10. 2 Says:

    maczanie macek - cthulu!!!

  11. hormony wzrostu Says:

    Czytająć zawartą tutaj treść jestem pod wrażeniem wyczerpania tematu. Pozdrawiam autora.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).