Indoktrynacja

Byłem kiedyś grafficiarzem, ale takim softowym, czyli szanowałem zabytki i w pewnym stopniu własność prywatną. To niestety oznaczało, że mogłem korzystać głównie z ogrodzeń placów budów oraz jakichś tam wiaduktów. Nie powiem, gdzie, kiedy ani co, bo nie jestem pewien okresu przedawnienia. Na pewno jednak przedawniły się małe, kompaktowe graffiti w mojej szkole średniej.

Tak, ozdabiałem szare lamperie wnętrza mojej szkoły małymi grafikami sprayowanymi od szablonu, który uprzednio wycinałem z tektury tępym skalpelem. Optymalnie graffiti nakładało się w dwie osoby: jedna trzymała szablon, druga sprayowała. Najwięksi klasowi twardziele nie byli specjalnie skorzy do pomocy, aczkolwiek sam pomysł bardzo im się podobał. W efekcie ja i jeszcze jeden nieudacznik, który nie potrafił mi odmówić trzymania szablonu, musieliśmy to robić bez pomocy, aczkolwiek przy dopingu reszty klasowej „elity”. Tak samozwała się część bardziej wagarująca i bardziej pijąca. Ciekawym efektem tej akcji, moim zdaniem niezbyt ryzykownej w sumie, był pewien szacun ze strony owej „elity”. Z tego szacunku przestali mi nawet podkradać drugie śniadanie.

Mawiają, że kto nigdy nie był lewakiem, nie może być dobrym człowiekiem. Mawiają też, że kto nie wyrósł z bycia lewakiem, nie będzie nigdy mądrym człowiekiem. Nie wiem, ile prawdy jest w takim gadaniu, ale jedno z moich graffiti dotyczyło religii w szkole. Przekaz był dosadny, bo grafika przedstawiała księdza z małymi różkami oraz z krucyfiksem w jednej dłoni, a siekierą w drugiej. Niby nic specjalnie twórczego, ale robiło furorę wśród uczniów.

Religia w szkole jest klasyczną indoktrynacją, bo z pełną świadomością wpajamy uczniom fikcję, którą nazywamy prawdą. A potem ich oceniamy według tego, kto ile tej fikcji wchłonął.

Pohamujcie oburzenie bojownicy obu stron, spieszę bowiem z wyjaśnieniem, że sprawa nie jest wcale taka oczywista, jak się wydaje. Bo czymże różni się nauka o Jezusie, który chodził po wodzie i zamieniał inną wodę w wino, od nauki np. o generale Świerczewskim, który się kulom nie kłaniał? Albo od fizyki klasycznej, o której wiadomo, że jest błędna? Tyle samo fikcji i indoktrynacji jest w nauce religii, co w propagowaniu równości, a ostatnio, dokładniej, jednakowości. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Oczywiście nie chodzi mi tu aż o podważanie percepcji rzeczywistości jako modelu otoczenia tworzonego przez mózg człowieka, lecz o prosty dylemat, co wolno i warto wkładać ludziom, szczególnie młodym, do głów.

Na ostatnim Pyrkonie brałem udział w panelu o wychowywaniu młodych prowadzonym przez Kasię Urbaniak. W skrócie opowiedziałem tam o moim podejściu do tego, co powinna przekazywać literatura młodzieżowa. Otóż moim zdaniem powinna ona zachować idącą tak daleko, jak to możliwe, neutralność światopoglądową, a jednocześnie przekazywać wartości podstawowe: przyjaźń, wierność, solidarność, empatię etc. Tak, to też jest indoktrynacja, bo czemu stawiać przyjaźń ponad samorealizacją kosztem innych? No niestety, jakąś treść literatura musi zawierać.

Na tym panelu padło pytanie o nasze zdanie na temat edukacji progresywistycznej, która polega na stosowaniu relatywizmu kulturowego i etycznego. Innymi słowy, nie mówimy dziecku, co jest dobre, a co złe, tylko przedstawiamy mu różne opcje i pozwalamy dojść do własnych wniosków. Nie uważam tego za dobry pomysł, bo jak np. trzylatek sam ma dojść do wniosku, że nie wolno zabić kolegi z piaskownicy, jeśli ten zabrał mu zabawkę? Metodą prób i błędów?

Oczywiście cięta riposta zawsze przychodzi za późno. Ta przyszła po dwóch godzinach, kiedy to przypomniałem sobie lekturę Władcy much Goldinga, gdzie ten problem został rozpracowany perfekcyjnie. To historia rozbitków, kilkuletnich chłopców, na bezludnej wyspie. Pozbawieni wzorców i puszczeni samopas, zaczynają tworzyć struktury plemienne z silnym przywódcą i totemicznym bóstwem. I oczywiście dzielą się na dwie grupy, które ze sobą walczą. Są ofiary śmiertelne i bardzo szybko z wolności i anarchii wyłaniają się nowe, bardzo rygorystyczne zasady moralne.

Dobrym przykładem może też być słynna kopenhaska dzielnica Christiania, która funkcjonuje jakby poza duńskim prawem. To trochę eksperyment społeczny, a trochę sposób na skanalizowanie narkomanii, a dokładniej na zatrzymanie młodych ludzi przed wejściem w twarde narkotyki. Ta cudownie hippisowska dzielnica, by przetrwać, z krainy wolności bardzo szybko musiała się zamienić w małą „republikę” z własnymi prawami i zakazami. Anarchia jest stanem wielce niestabilnym.

Rozmawiałem kilka lat temu z pewnym znanym polskim pisarzem i publicystą, i jak to po dwunastym piwku na łebka, zeszło na rozmowy o bogu, a właściwie Bogu, bo chodziło o Tego Konkretnego. Otóż pisarz ów stracił wiarę we wczesnej młodości, ale odzyskał ją w okresie pełnej dojrzałości. Ściślej mówiąc, odbudował ją w pełni świadomie, bo uznał, że bez Boga pogubi się w moralnych meandrach współczesności. Potraktował więc Boga narzędziowo, autoindoktrynował się. Szczerze mówiąc, tak właśnie bóg był traktowany przez większość władców w historii. Na indoktrynacji budowano krzepkie imperia, które zabijały ludy romantycznych pacyfistów.

Ci sami, którzy narzekają na zdziczenie obyczajów spowodowane złym wychowaniem lub wręcz brakiem wychowania, potrafią być przeciwnikami indoktrynacji. A przecież wychowanie jest niczym innym jak indoktrynacją! Jak się lepiej zastanowić, to są synonimy. A problem, jak zwykle, tkwi w nazewnictwie. Prawie każdy nazwie „wychowaniem” wpajanie dziecku wartości, które sam wyznaje; a „indoktrynacją” – wpajanie wartości innych. Mam dla was złą wiadomość – uczenie dzieci tolerancji też jest wychowaniem, więc i indoktrynacją.

Człowiek jest istotą społeczną i nie może żyć bez jasnych norm społecznych. Po prostu nie jest to możliwe – jeśli wyrugujemy jeden system ideologiczny, to w jego miejsce natychmiast pojawi się inny. Taką mamy konstrukcję psychiczną. Twierdzenie, że dziecko może samo wybierać zasady moralne, jest wielką nieodpowiedzialnością. Takich wyborów może dokonywać człowiek dorosły, świadomy konsekwencji swoich działań. Oczywiście warto znać inne kultury, szanować ich wartości, ale samemu stosować zasady własnej kultury.

Myślę, że ostateczna odpowiedź na sens tradycyjnego wychowania jest prosta. Bez takiego wychowania cofnęlibyśmy się o tysiące lat powolnego rozwoju cywilizacji i wcale nie mielibyśmy rastafariańsko-hippisowskiego raju na Ziemi, tylko walki plemienne, rzezie niewiniątek i cały zestaw atrakcji znanych z podręczników historii. Niewykluczone, że proces ten miał miejsce wiele razy w historii naszego gatunku – dochodziliśmy do pewnego etapu rozwoju cywilizacji i zaczynaliśmy stawiać jednostkową wolność wyboru ponad dobrem wspólnym. A potem było już z górki. Czyli prosto w przepaść.

Na luksus hipertolerancji stać silnych, a my właśnie słabniemy, choć większość z nas tego nie widzi lub nie uważa tego za problem. Kultura nie znosi próżni, więc w miejsce naszych zasad, demontowanych zresztą przez nas samych, po prostu wejdą inne. Obce. Co mądrzejsi zwolennicy hiperliberalnego podejścia do obyczajowości sami przyznają, że to sposób na przyspieszenie upadku naszej cywilizacji. Jakże świadome, szlachetne i niestety bolesne będzie to samobójstwo!


Udostepnij
Glodne Slonce

18 Responses to “Indoktrynacja”

  1. Radek Says:

    Panie Rafale, fizyka klasyczna nie jest błędna, tylko wymaga założeń (np v

  2. Radek Says:

    Przepraszam za dwa wpisy - okazuje się, że dwa znaczki mniejszości ucinają komentarz.

    Panie Rafale, fizyka klasyczna nie jest błędna, tylko wymaga założeń (np v dużo mniejsze od c i skala dużo większa od atomowej), o których istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy. Zresztą pewnie Pan wie, że jednym z “testów” mechaniki relatywistycznej i kwantowej jest sprawdzenie, czy gdy przyjmiemy, że v dużo mniejsze od c (albo że jesteśmy w makroskali), dostaniemy te same wyniki co znane z mechaniki klasycznej.

    Tak więc z tą “błędnością” bym się nie rozpędzał.

  3. dzemeuksis Says:

    “Nie uważam tego za dobry pomysł, bo jak np. trzylatek sam ma dojść do wniosku, że nie wolno zabić kolegi z piaskownicy, jeśli ten zabrał mu zabawkę? Metodą prób i błędów?”

    Niedawno gdzieś czytałem (ubolewam, że nie pamiętam gdzie) opis pewnego eksperymentu na jeszcze młodszych dzieciach, bodaj 9-12 miesięcy, czy coś koło tego, z którego zdawało się dość jednoznacznie wynikać, że bez żadnej kontroli, nacisku, czy przymusu niemal wszystkie maleństwa wykazywały niezwykle altruistyczne zachowania, z dzieleniem się włącznie. Eksperyment powtórzony na trzylatkach dawał wyniki już “tylko” dla większości dzieci. Co więc stało się z tymi dziećmi przez dwa lata, że u części z nich całkowicie naturalne odruchy zostały wygaszone? Może w tym tkwi problem. W błędach wychowawczych popełnianych na tym najwcześniejszym etapie?

  4. flamenco108 Says:

    “Tyle samo fikcji i indoktrynacji jest w nauce religii, co w propagowaniu równości, a ostatnio, dokładniej, jednakowości.”
    Brawo!

    “Tak, to też jest indoktrynacja, bo czemu stawiać przyjaźń ponad samorealizacją kosztem innych?”
    Podpowiem Ci argument: bo nauczając empatii, altruizmu, w rzeczywistości tylko nauczasz najwyższej formy egoizmu. Zatem dlaczego literatura ma się rozmieniać ucząc niższych, niedoskonałych form egoizmu, jak np. rzeczona samorealizacja?

    “Na luksus hipertolerancji stać silnych”
    Wydaje mi się, że tu mechanizm jest zwrotny - silni mogą być hipertolerancyjni, więc słabsi, aspirujący, odpalają hipertolerancję, aby i ich postrzegano jako silnych. Cóż, tymczasem rzecz ma się tak, że silni i bogaci po prostu chcą poszerzyć sobie pole swobód, a jednocześnie poszerzają tym, którym wcale by nie chcieli tego robić. Ale, jak rzekłeś, jakoś te wielkie cywilizacje muszą upadać, bo inaczej nie byłoby następstwa pokoleń. A owa hipertolerancja jest tylko jednym z objawów dekadencji. Nie powiem, żebym nie lubił dekadencji - jestem przecież dzieckiem swoich czasów.

    Jak rzadko udał Ci się ten felieton.

  5. Patryk Says:

    W ogólnym przypadku jest jednak błędna

  6. FNIN uber Ales Says:

    !!!!!Mini spojler dla osób nie znających podstaw fabułyFNIN KDM!!!!!
    Wiem, że to zły temat, ale paszport dla osoby poniżej 13 roku życia ważny jest 5 lat, a Nika miała mniej niż 13 gdy umarł jej ojciec. Do wyrobienia paszportu potrzebny jest opiekun prawny, czyli jest mało prawdopodobne że Nika może lecieć do Anglii bo ma nieważny paszport. Tak mnie naszło jak zacząłem czytać. Tak, wiem że się czepiam i to nieistotny szczegół, ale lubię się czepiać😉

  7. Nikodem Says:

    Panie Rafale, czy dobrze wyczuwam tu nawiązanie do tolerancji wobec odmiennych orientacji seksualnych? :-)

  8. Rafal Kosik Says:

    @Nikodem, akurat o tym nie myślałem.

    @FNiN uber Ales, Nika ma teraz 15 lat, więc wszystko się zgadza.

  9. Fan anonim Says:

    Można powiedzieć że dla tego pańskiego artykułu kupiłem tamto wydanie nowej fantastyki:). Interesuję się tematem religii, teologii, sensu życia… Spostrzeżenie odnośnie indoktrynacji i wychowania uważam za nawet trafne.

    Jednak odnośnie: ,,Religia w szkole jest klasyczną indoktrynacją, bo z pełną świadomością wpajamy uczniom fikcję, którą nazywamy prawdą.” Czy wierzymy w Boga czy nie, coś takiego jak religia istnieje. Co więcej istnieje niejedna religia. U nas w Polsce (teoretycznie) dominuje katolicyzm, z którym historia Polski jest dość mocno związana i znajduje to dobicie we współczesnych tradycjach (np. Święta Bożego Narodzenia). Czemu się więc o tym nie uczyć? W dodatku lekcje religii nie są obowiązkowe (a fizyki i biologii, na których uczy się np. teorii ewolucji z pominięciem innych alternatyw to już trochę inna sprawa). Może należałoby zrobić w szkole godzinę, na której można by podyskutować o sprawach światopoglądowych?

    A czy Bóg istnieje? W tym temacie napisano już nie jeden tekst i ja może na razie ograniczę się do stwierdzenia: Tak, istnieje. Moim zdaniem tak.

  10. FNIN uber Ales Says:

    Rozumiem i wiem to, chodzi poprostu o to, że jest spore prawdopodobieństwo że paszport byłby już nieważny, wkońcu minęły już jakieś 3 lata od śmierci jej ojca, więc paszport musiałbyć wyrabiany conajmniej 3 lata temu, czyli bliżej mu do końca ważności niż do daty wydania

  11. Rafal Kosik Says:

    @Fan anonim, nie krytykuję nauczania religii, wręcz uważam to za pożyteczne. Tylko szkoła publiczna nie wydaje mi się dobrym miejscem. Tam powinna być nauczana etyka.

    @FNiN uber Ales, teleportery też nie istnieją;) Analiza powieści przygodowej pod kątem prawdopodobieństwa występujących w niej konkretnych sytuacji zawsze doprowadzi do wykrycia masy nielogiczności. One wynikają z charakteru gatunku literackiego.

  12. Rafal Kosik Says:

    @Flamenco108, wszystko jest egoizmem, jeśli przyjąć, że jesteśmy kukłami sterowanymi wbudowanymi w BIOS prostymi instrukcjami i potem bardziej rozbudowanymi memami. Postępowanie zgodne z sumieniem jest wówczas unikaniem kary wewnętrznych sterowników.

    @dzemeuksis, dzieci są altruistyczne może dlatego, że jeszcze nie wykształciły poczucia własności, a wcześniej nawet odrębności? Musiałbym przeczytać ten tekst.

  13. Fan anonim Says:

    Obecnie religię traktuje się tak jakoś wymiennie z etyką, chociaż to przecież nie to samo. Zresztą w praktyce, uczeń może nie chodzić ani na jedne, ani na drugie zajęcia. Teoretycznie można by nauczać religii np. gdzieś przy kościołach, ale czy nauczanie jej w szkole nie jest bardziej praktyczne (do szkoły uczeń i tak chodzi i nie musi potem iść jeszcze na religię po szkole). Zresztą jakby tak to oddzielić i dać np. osobną zgodę do podpisania rodzicom, to jeszcze więcej dzieci mogłoby przestać chodzić na religię. Np. tacy rodzice co wysyłali tam dzieci z przyzwyczajenia mogliby odpuścić. No, ale póki co religia w szkole jest i myślę, że takie dobrze prowadzone zajęcia mogą być przydatne.

  14. bajdewind Says:

    Co do religii w szkole, faktycznie może być przydatna, gdy ktoś ją dobrze prowadzi, niestety przynajmniej w mojej okolicy religii zazwyczaj uczą katecheci /katechetki, prowadzący lekcje podręcznikowo, a nie księża, którzy mają nieco więcej inwencji. Jakkolwiek uczniowie w polskich szkołach często nawet się nie starają uczestniczyć w lekcjach, więc nawet księża są wobec nich bezradni i odwołują się do prac na lekcji na podstawie podręczników i sprawdzianów, co trochę bardziej motywuje uczniów do robienia czegokolwiek. W ten sposób religia w szkole staje się zwykłym przedmiotem, kolejnym obowiązkiem i kolejnymi suchymi informacjami do “wykucia”…

  15. FNIN uber Ales Says:

    Ale teraz to już błąd błąd, a nie bycie upierdliwym, 48 dzieli się przez trzy a w książce jest napisane że nie. Po raz pierwszy pojawia się to na str. 244, i potem jeszcze raz czy dwa.

  16. Fan anonim Says:

    No tak, zależy jak zajęcia są prowadzone, no i czy uczniowie siedzą i gadają, czy też biorą aktywny udział w dyskusji. Jak ktoś źle prowadzi lekcje to być może stanie się tak, że zniechęci innych do Boga w ogóle. Jednak ciekawe prowadzenie zajęć może zainteresować tematem i może nawet sprowokować do głębszych przemyśleń. Chociaż może lepiej sprawdzają się rekolekcje, które też są w szkołach. Jeśli chodzi o mnie to ja np. nawróciłem się właśnie na rekolekcjach. Tam jest trochę praktyki, a z religii teoretycznie może mieć szóstkę nawet osoba niewierząca w Boga. Teoretycznie można sobie rozmawiać, a w praktyce… no cóż.

  17. JArek Says:

    Dobry wpis. Kiedy napiszę Pan (kolejną) książkę nie dla dzieci i młodzieży?

  18. Gry Says:

    podoba mi się to podejście “szanowałem _w pewnym stopniu_ własność prywatną. :D

    domyślam się, że ten stopień był raczej niski…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).