In pivo veritas

In pivo veritasZanim kupisz piwo, przeczytaj jego skład. Jeśli brzmi on mniej więcej tak: „woda, słód jęczmienny, chmiel”, to już połowa sukcesu. Jeśli natomiast opis składu ogranicza się do „zawiera słód jęczmienny”, lepiej odstaw butelkę/puszkę. Nie ma oczywiście dowodów, że piwo, czy raczej wyrób piwopodobny, został ubogacony o połowę tablicy okresowej, jednak jakiś powód zatajenia składu jest i na pewno nie chodzi o koszt farby drukarskiej.

Niedawno na światło dzienne wyszła sprawa pewnego nieuczciwego przedsiębiorcy, który przez lata produkował wykrywacze materiałów wybuchowych. Jedyną funkcją tego wykrywacza było… bycie wykrywaczem. Urządzenia, kupowane przez wiele krajów świata i pracujące powszechnie m.in. w Iraku, nie potrafiłyby wykryć ładunku wybuchowego, nawet, gdyby ten rozsmarować po obudowie. Proceder trwał całkiem długo i nie wiadomo, ile ludzkich istnień kosztował, a wykryło go śledztwo dziennikarskie dziennikarzy BBC. Właściciel firmy stwierdził z rozbrajającą szczerością, że urządzenia robiły dokładnie to, co powinny robić – zarabiały pieniądze. Nie inaczej wygląda obecnie sytuacja w przemyśle piwowarskim.

Alkohol wcale nie został wynaleziony jako środek odurzający. Pierwotnie proces fermentacji po prostu wykańczał szkodliwe dla ludzi drobnoustroje, by potem można było bezpiecznie wypić ten jadący stęchlizną płyn. Alkohol był trucizną, na szczęście znacznie bardziej zabójczą dla jednokomórkowców niż dla ludzi. Dopiero później okazało się, że ubocznym efektem spożywania alkoholu jest chwilowy wzrost poziomu szczęśliwości. Alkohol stał się więc narkotykiem, a jego produkcja sztuką. Dziś obserwujemy upadek tej sztuki, na razie w przypadku piwa, najpopularniejszego alkoholu, ale jestem pewien, że za nią pójdą inne napitki.

Towarzyszący nam przez tysiąclecia alkohol zdołał nas uzależnić, jak misie koala od związków psychoaktywnych z liści eukaliptusa. Nie dość, że alkohol przestał być dla nas trucizną, to wręcz, stosowany w małych ilościach, wykazał swoje pozytywne dla zdrowia cechy. Jak się lepiej zastanowić, to nie ma obecnie drugiej takiej substancji, poza wodą, którą moglibyśmy przyjmować w tak dużych ilościach i nie umrzeć. O tym, że jest to dostosowanie ewolucyjne, może świadczyć przykład ludów zamieszkujących daleką Syberię. Ludy ten nigdy nie znały alkoholu. Tak łatwa kolonizacja Syberii przez Rosjan jest po części efektem rozpowszechnienia alkoholu, którego organizmy tubylców w większości nie tolerowały. Organizmy nie tolerowały, ale tubylcy i tak spożywali. Bo choć dla nich był on naprawdę trucizną, to przejawiał takie same, jeśli nie silniejsze, działanie narkotyczne.

Na podobnej zasadzie można się uodpornić na działanie dowolnych toksyn. Wystarczą dziesiątki pokoleń regularnie przyjmujących ową toksynę, by z toksyny stała się normalnym źródłem substancji odżywczych, a potem niezbędnym składnikiem diety. Nie inaczej było z tlenem – zabójcą pierwszych organizmów na Ziemi. Wracając jednak na ziemię, spójrzmy na piwo. Nie ma drugiego tak społecznego napoju jak piwo, i BTW napoju tak bardzo związanego z fandomem. Dlatego uważam, podobnie jak liczni władcy staro- i nowożytni, że należy mu się szczególne traktowanie i ochrona prawna. Jest to chyba potrzebne, bo od kilkunastu lat z piwem dzieje się źle.

To wynik przemyślanej akcji. Najlepszym wyznacznikiem jakości i prawdziwości piwa jest nasz smak. Niestety ten przyrząd pomiarowy został już prawdopodobnie rozkalibrowany pogarszającą się z roku na rok jakością piwa. Dzisiejsze piwo koncernowe, podane za pośrednictwem tunelu Einsteina-Rosena w knajpie w roku 1989, zostałoby przez klientów zwrócone barmanowi jako zwietrzałe końskie siki. Taki gwałtowny spadek jakości zostałby odrzucony przez konsumentów. Ale spadek stopniowy to już niemal jak dostosowanie ewolucyjne. Każda kolejna partia piwa jest gorsza od poprzedniej, nie zauważamy więc tego.

Płynny spadek objawia się czasem nagle w opisach na etykietach, jak np. owo nieszczęsne „zawiera słód jęczmienny”, sugerujące, że reszty składników należy szukać w sklepie z odczynnikami. Niewątpliwie marketingowcy dużych browarów obejdą ten temat, modyfikując opis do postaci „zawiera słód jęczmienny i chmiel”, przy czym chmielu będzie tam śladowa ilość, a za goryczkę nadal będzie odpowiadało… niewiadomoco. Podobnie stało się ze słowem „niepasteryzowane”, które kilka lat temu określało prawdziwe piwa. Kiedy zobaczyłem po raz pierwszy niepasteryzowane piwo w puszce, zacząłem się zastanawiać, o co chodzi. W piwie są żywe drożdże, które kontynuują proces fermentacji i produkują dwutlenek węgla. Wymagają więc odpowiedniego traktowania, co nie jest możliwe w obecnych warunkach. Jak temu zaradzić, nie rezygnując ze słowa „niepasteryzowane”? Trzeba drożdże zabić w procesie innym niż pasteryzacja. Efekt będzie ten sam – piwo zostanie pozbawione swoich wartości, ale hasło „niepasteryzowane” nie będzie kłamstwem.

Dlatego teraz na piwie Ciechan Wyborne, które jest jednym z ostatnich prawdziwych piw w tym kraju, widnieje zapewnienie, że piwo jest niepasteryzowane, niesterylizowane i niewyjałowione. Wbrew obiegowej opinii naturalne piwo spożywane w rozsądnych ilościach jest zdrowe, choć kaloryczne. Wyrób piwopodobny, czyli praktycznie każdy produkt międzynarodowych koncernów browarniczych, z cech piwa zachowało jedynie kaloryczność. „Aromat identyczny z naturalnym” nie jest naturalny. Gdyby był identyczny byłby naturalny, a nie identyczny z naturalnym. Logiczne? Produkty piwopodobne zajmujące ponad 95% półek z „piwem” nie są piwami.

Wkrótce działania speców od marketingu, idących ramię w ramię z prawnikami, doprowadzą do sytuacji, w której nie będzie już odpowiednich przymiotników na odróżnienie piw o produktów piwopodobnych. Skąd to się bierze? Nawet nie z zachłanności, lecz z instynktu korporacyjnego, czyli dążenia do utrzymania się przy życiu. Statystyczny polski konsument daje sobie wcisnąć dowolną chałę, jeśli będzie nieco tańsza. Smakosze na tym cierpią. Jeśli w supermarkecie widzisz kolesia, który w koszyku ma najtańsze piwo marki piwo, już wiesz, kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy. Ludzie głosują portfelami, a browary schlebiają tanim gustom. Cóż z tego, że klient biedny, skoro masowy.

To jak z chlebem, produktem równie starym jak piwo. Jeżeli pieczywo ciemne ma opinię zdrowszego (słusznie), a jednocześnie jest ono droższe w produkcji, to co zrobi piekarz? Piekarz z małej piekarni zapewne będzie sprzedawał chleb ciemny w odpowiednio wyższej cenie. Ale duża fabryka chleba, tak to chyba wypada nazwać, bardzo szybko wpadnie na prostsze rozwiązanie – do jasnego chleba doda ciemny barwnik. Chleb nie stanie się od tego zdrowszy, ale nie wzrośnie koszt produkcji. Proste i eleganckie rozwiązanie za które powinno się wysyłać pomysłodawców do obozów koncentracyjnych. Zgodziliśmy się na kupowanie szynki, która zawiera 50% szynki, na kupowanie parówek, które zawierają 0% mięsa. Postawmy się przynajmniej przy piwie, które powinno zawierać 100% piwa.


Udostepnij
Glodne Slonce

22 Responses to “In pivo veritas”

  1. Dziobal Says:

    Nie wydaje mi się, że środek, który zabija przy 300-400ml mógł być jednym z najzdrowszych środków na ziemi.

    Z Ciechanem jest ten problem, że trzeba go szukać w jakichś lepszych sklepach.

  2. dzemeuksis Says:

    Na etykiecie waŻone, to rozumiem tak specjalnie, bo z warzeniem pewnie ma niewiele wspólnego?

  3. Rafal Kosik Says:

    Tak, ważenie specjalnie, bo w znaczeniu oznaczania wagi.

    Co do szkodliwości alkoholu, to nie jest on najzdrowszy, tylko bardziej szkodzi jednokomórkowcom niż nam. Ale czy jest jakikolwiek związek chemiczny, którego można przyjąć 300 ml i przeżyć?

    Ciechan Wyborny jest piwem nieutrwalonym, więc wymaga odpowiedniego traktowania w transporcie i przechowywaniu. Właśnie dlatego duże koncerny utrwalają piwa.

  4. Dziobal Says:

    Jak byłem w Bawarii, to Niemcy z jakiegoś lokalnego browaru mówili, że tylko szaleniec pija piwo pasteryzowane, ale nie mieli żadnych problemów ze stosowaniem mikrofiltracji.

    Co nie zmienia faktu, że Ciechan jest faktycznie piwem wybornym.

  5. Dziobal Says:

    BTW - spożycie 300g glukozy lub białka ma mniej niszczące działanie, niż obalenie połóweczki.

  6. mtd Says:

    “Ale czy jest jakikolwiek związek chemiczny, którego można przyjąć 300 ml i przeżyć?”
    Oczywiście - choćby tlenek wodoru popularnie zwany wodą ;)

  7. Dziobal Says:

    Woda się nie bawi. Ale glukoza przed fermentacją jest chyba zdrowsza, niż po.

  8. PiotrP Says:

    Polecam artykuł o dodatkach do żywności - żeby było wiadomo, kto zarabia na tym, żeby ściek smakował i pachniał podobnie do piwa

    :http://newtimes.pl/czego-mcdonalds-nie-ujawnia-swoim-klientom/

  9. Misiek Says:

    Panie Kosik, pierdzieli Pan. W obecnej chwili renesans przeżywają małe, regionalne browary, produkujące piwo w tradycyjny sposób. Społeczeństwo już jakiś czas temu znudziło się piciem samych koncernówek. Obecnie mamy dostęp do szerokiej oferty dobrych piw, warzonych w różnych stylach. Wystarczy trochę się rozejrzeć, nie patrząc tylko na półkę z Lechem.

    http://browarkormoran.pl
    http://www.browarpinta.pl
    http://www.alebrowar.pl
    http://www.browar-amber.pl
    http://www.browarfortuna.pl
    http://browarczarnkow.pl

    I wiele, wiele innych. Ciechan to NIE jedyne prawdziwe piwo w Polsce. Polecam również http://blog.kopyra.com.

    Pozdrawiam :)

  10. flamenco108 Says:

    Jeśli w supermarkecie widzisz kolesia, który w koszyku ma najtańsze piwo marki piwo, już wiesz, kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy

    I co? Mam go zlinczować? Prosty człowiek, zarabiający 1500 miesięcznie odpowiada za trudności majętniejszych w dostępie do prawdziwego piwa? Smakosze - to już dawno kupili sobie aparaturę i warzą własne piwo. Szlachectwo zobowiązuje.

  11. Rafal Kosik Says:

    Podejrzewam, że regularne jedzenie takich ilości glukozy na dłuższą metę będzie zabójcze.

  12. who's there Says:

    Dlatego Panie Rafale polecam sklepiki z browarami regionalnymi, lokalnymi. Na warszawskim Imielnie przy ulicy KEN jest fajny sklepik gdzie rozlewają piwo prosto do buteleczki.

  13. Jacek Says:

    Jest takie miasteczko na Dolnym Śląsku, nazywa się Lwówek Śląski. Był w nim browar. Bardzo dobry browar. Lokalne lokale handlowały piwem koncernowym, bo dobry miejscowy browar nie rozdawał gadżetów (parasoli, stolików itp.). Browar upadł i dobre piwo zniknęło z rynku.

  14. Jacek Says:

    Dodam jeszcze, że obecnie tym w miasteczku piwem nazywa się “coś” co smakuje jak mocz wielbłąda chorego na nerki.

  15. Rafal Kosik Says:

    @Misiek, nie dość że znam te browary i cenię, to również subskrybuję kanał Kopyra. Problem jednak leży nie w tym, czy prawdziwe piwa istnieją, tylko w skali produkcji. Nie mam przed sobą statystyk, jednak jestem niemal pewien, że piwa koncernowe to ponad 95% produkcji. Efekt tego jest taki, że sam, kiedy nie mam czasu jeździć i szukać, to przy okazji normalnych zakupów nabywam Kasztelana albo Łomżę Chmielową, które jeszcze jakoś tam smakują. Ostatecznie Tyskie Klasyczne, ale też już jest coraz gorsze.

    Problemem jest czas, bo część zakupów robię a Carrefourze, mięso kupuję w Makro, pieczywo w sklepiku małej piekarni na Marymoncie, warzywa w sprawdzonym zieleniaku… No i jeszcze weź i jedź jedź przez pół miasta po to piwo.

  16. szary Says:

    Ale sprawa jest tak samo przegrana jak każda inna w której idzie o statystykę.
    Gorszy pieniądz wypiera lepszy, bardziej populistyczne partie wygrywają wybory itd.
    Albo ma się czas i chęci szukać, jeździć lub samemu robić albo trzeba kupować “ważone”.
    Kury i króliki mogę na ogródku hodować i kiełbasę z nich próbować robić. Twaróg też ogrzeję i z niego ‘hauskaise” zrobię, mogę coś jeszcze uszyć i ugotować a nawet homeschooling dla dzieci bym uskutecznił. Ale doba ma tylko 24h…

  17. who's there Says:

    Niestety, ale nowe technologie zabijają to co było. Teraz wszystko jest robione masowo. W skali makro- komputery, tablety wcale nie ‘dają’ nam więcej czasu na odpoczynek, sen, jedzenie itp. Nowa technologia nas ogranicza, to co naturalne jest droższe.

    Dobrym pomysłem na oszczędność czasu jest zakup kraty piwka, w ’specjalistycznych’ sklepikach może nawet z ceny by zeszli :p

  18. Dziobal Says:

    Bałbym się o swoje zdrowie, gdybym miał zawsze piwo pod ręką.

  19. Bratzacieszyciela Says:

    w kwestii formalnej:
    ‘Gdyby był identyczny byłby naturalny, a nie identyczny z naturalnym. ‘ - dalbym dwukropek po ‘a nie’, albo cudzyslow przed: ‘identyczny z naturalnym’, ze o myslniku albo przecinku po: ‘Gdyby byl identyczny’ nie wspomne.
    Bo jak jest tak jak jest, to az sie chce poprawic i odwraca to uwage od meritum

  20. Bargal Says:

    Bratzacieszyciela, a ja bym zaczął na twoim miejscu od używania polskich znaków. To też “aż chce się poprawić”.

  21. Dominik Says:

    Akurat w Makro i Carrefour mają - przynajmniej w Toruniu, ale w innych miastach chyba też - pewien wybór piw porządniejszych, choć oczywiście mniej, niż specjalistyczny sklep piwny…

    Więc tak naprawdę kto chce znajdzie, kto nie chce, idzie do osiedlowej dziury i tam wyboru na ogół nie ma. Ale nie tylko wyboru piwa, tylko generalnie wyboru czegokolwiek (ale to temat na cały artykuł i jednocześnie moja odpowiedź na zagadkę, dlaczego małe sklepiki padają).

  22. requiem007 Says:

    Nie piję piwa więc tym razem się nie wypowiem na ten temat …

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).