Idiokracja

Można by się zaśmiać pustym śmiechem nad postępującym zidioceniem rasy ludzkiej, tyle że wcale nie powinno nam być do śmiechu. Podobnie można by się śmiać z mrówki próbującej przegryźć podeszwę buta, ale milion mrówek przestaje być śmieszny. Analogia się zgadza, tyle że nie chodzi o mrówki, ale o ludzi i nie o milion, ale o miliard.

Tak naprawdę odsetek idiotów ostatnio wcale się nie zwiększył, tylko zwiększyła się ich siła rażenia. Proces ten nie był jednak tak szybki, jak to prorokowali futurolodzy. Od powołania do życia blogosfery, minęło już naście lat. Początkowo wszyscy (mądrzy) bali się, że zaleje nas fala chłamu. Nie zalała. Była za niska.

Okazało się, że kluczowym czynnikiem jest szybkość i zasięg propagacji memów. To zapewniły dopiero serwisy typu Facebook czy Twitter, do używania których (w przeciwieństwie do blogów) nie potrzeba żadnych zdolności poza zdolnością klepania w klawisze.

System sita w postaci choćby redaktora, odpowiedzialnego za to, co puszcza w swoim medium, na naszych oczach przestaje istnieć. Dziś każdy może emitować swoje przemyślenia w szeroki świat bez żadnej moderacji. Jaki jest efekt? 99.9% zasobów internetu to zwykłe śmieci.

Stanisław Lem powiedział kiedyś w wywiadzie, że najważniejszą informacją, którą kiedykolwiek znalazł w internecie jest adres dobrej pierogarni blisko jego domu (mogłem trochę przekręcić, ale sens jest zachowany). Użyteczne informacje są ułamkiem ułamka promila zasobów sieci. Sieć jest pełna zwyczajnego bełkotu. Każdy chce się wypowiedzieć, choć zaledwie jeden na tysiąc powinien. W średniowieczu nudziarz zostałby sam przy stole w oberży, może i z rozbitą głową, natomiast dziś nikt nie jest sam, jeśli tylko ma dostęp do sieci. Speaker’s Corner z Hyde Parku rozciągnął się na cały świat (zwyczajowo nie licząc Korei Północnej).

Modelowo można to opisać przykładem autokaru, który ma przemieścić sto osób z punktu A do punktu B. Co najmniej jedna z tych osób powinna mieć prawo jazdy, by kierować, prawda? Niestety egalitaryzm internetu, a szczególnie mediów społecznościowych, bardziej przypomina obecnie autokar w którym przed każdym fotelem jest zamontowana kierownica i pedały. Dzięki zaawansowanej technologii tor jazdy i prędkość autokaru jest ustalana na podstawie średniej statystycznej wyborów wszystkich pasażerów. Co więcej, system promuje tych pasażerów, którzy kręcą kierownicą i depczą po pedałach najintensywniej. Na prostej jeszcze jakoś to działa; prawdziwe problemy pojawiają się na skrzyżowaniu.

Przepis na sukces w sieci jest prosty. Weźmy krzykacza i największy idiotyzm, jaki zdołamy wymyśleć, ale kompatybilny z aktualnymi trendami. Podeprzyjmy krzykacza modną ideologią i dajmy mu krzyczeć. To doskonały sposób na szerzenie ideologii, pod warunkiem, że jest dość populistyczna, by tłuszcza ją podchwyciła. Ideologia nie musi być mądra, a nawet nie powinna.

Być może na razie jest to burza w szklance wody, czy raczej w wiadrze pomyj, bo ludzie nie używający Twittera czy Facebooka pewnie nawet niczego nie zauważą. Nie oznacza to, że shitstorm twitterowy ich nie dotyczy. To znaczy tylko, że ta większość nie zauważa zmian, które dyskretnie zachodzą poza ich polem widzenia.

Jan Christian Andersen w bajce Nowe szaty cesarza opisał podobny mechanizm. Widownia dzieli się na idiotów, którzy wierzą, że cesarz ma nowe szaty; i na tych, którzy widzą, jak jest, ale ze strachu wolą przytakiwać tłuszczy. I jest dziecko, które w krytycznym momencie, krzyczy, jak jest naprawdę. Tego zbawiciela jeszcze nie widać na horyzoncie. Jest wręcz coraz gorzej. O ile w czasach przedinternetowych większość ludzi trzymała się zasady „Niewiele wiem, więc nie będę się z tym ujawniał”. Kilka lat temu postawę przeciętnego internauty opisywało zdanie „Nie wiem nic i jestem z tego dumny”; teraz to zdanie brzmi „Nie wiem, czego chcę, ale będę o to zaciekle walczył(a)”.

Bardzo charakterystyczny jest tu przykład zdjęcia z planu filmu Jurassic Park. Steven Spielberg zrobił sobie zdjęcie przy makiecie leżącego triceratopsa. Nic specjalnego. Pewien komik-prowokator kilkanaście lat później dodał podpis, sugerujący, że niemoralne jest zabijanie zwierząt. Była to dowcipna prowokacja i sam prowokator nie spodziewał się, jaką skalę osiągnie jego niewinny żart. To jest problem inteligentnych ludzi, którzy nie potrafią sobie wyobrazić otchłani głupoty innych. Rozpętał się shitstorm, w którym masa tępych internautów żądała ukarania myśliwego, który zabił tak piękne zwierzę. Gdy ktoś bystrzejszy zauważył, że to jest przecież triceratops, ruszyła kolejna fala flejmu, że nie można zabijać żadnych zwierząt, nawet triceratopsów. Ktoś następny zwrócił uwagę, że triceratopsy wyginęły miliony lat temu, na co idiokracja zareagowała oburzeniem, że wyginęły przez takich właśnie myśliwych jak Spielberg. W końcu udało się sprawę odkręcić, ale to nie zamknęło sprawy, bo zaraz rozpętał się flejm, że to zdjęcie i tak jest obraźliwe (ofensywne) wobec triceratopsów, które wprawdzie wyginęły miliony lat temu, ale mają do tego pełne prawo, by żyć dziś, a Spielberg im to prawo (potencjalne) ogranicza. Słowem, Spielberg dyskryminuje potencjalne triceratopsy, gdyby jakieś się tu pojawiły.

Media społecznościowe nie zwiększyły liczby idiotów, one tylko dopuściły ich do głosu. Ostatnio uruchomiona została armia internetowych idiotów, a głównie idiotek, przy okazji kolejnego programu Europejskiej Agencji Kosmicznej. Dzięki idiokracji z jednego z największych osiągnięć astrofizyki, czyli udanej misji sondy Roseta, najbardziej medialna okazała się koszula jednego z inżynierów projektu.

Dwadzieścia lat temu, gdyby jakaś studentka podsumowała historyczną misję uwagą o złym ubiorze jednego z inżynierów projektu, usłyszałaby „Siadaj, głupia. Porozmawiajmy o wynikach misji”. Dziś w dobrym tonie jest być głupią i dumną z tego faktu. Nie mówmy już wejściu sondy na orbitę wokół jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko, ani o udanym lądowaniu lądownika Philae na powierzchni komety. Kogo to obchodzi? To jest trudne i niezrozumiałe. Porozmawiajmy o koszuli.

Różnica między demokracją a idiokracją jest taka, że ta pierwsza polega na wybieraniu najmądrzejszych spośród społeczności, przedstawicieli, którzy potem w oparciu o porady ekspertów, będą podejmować mądre decyzje. Piekarz decyduje, jak się piecze chleb, a murarz, jak się muruje. Idiokracja natomiast nie zakłada żadnej mądrości, bo według niej świat jest tak prosty, że każdy może być ekspertem w każdej dziedzinie. A jeżeli fakty temu przeczą, fakty należy zignorować.

Mądry, który przyzna się, że nie ma pojęcia o takim np. spawaniu podwodnym, jest uznawany za głupka, bo przecież każdy zna się na spawaniu podwodnym (od czego Wikipedia?). Idiokracja polega na tym, że wszyscy krzyczą, a kto krzyczy najgłośniej, ten zyskuje największy szacunek. Tym bardziej, że przyłączają się do niego następni, zwabieni hałasem.

Niepokojące jest to, że ten trend całkiem dobrze się rozwija na szanowanych uniwersytetach. Studenci zamiast bronić swoich poglądów zgodnie z zasadami merytorycznej dyskusji na argumenty, skupiają się na zamykaniu ust oponentom z użyciem politycznej poprawności i oskarżeń o dyskryminację z coraz bardziej niedorzecznych powodów. To metody godne raczej przepychanek partyjnych, a nie przyszłych naukowców.

Idiokracja to kuszący idiotów bieg w nieznane. Wkrótce i Ty, choćbyś się sprzeciwiał, też będziesz musiał biec, bo inaczej masa idiotów Cię zadepcze. To nowy nieznany świat, w którym prawdziwi liderzy muszą się wykazać jedynie głośnym darciem mordy i ferowaniem szybkich wyroków.

Jak zwykle jestem pesymistą. Na razie, AD 2015, Ziemia robi się coraz bardziej płaska, a gwiazdy z gazowych olbrzymów powoli zamieniają się w tajemnicze węgielki na niebie.


Udostepnij
Glodne Slonce

8 Responses to “Idiokracja”

  1. flamenco108 Says:

    Przepis na sukces w sieci jest prosty. Weźmy krzykacza i największy idiotyzm, jaki zdołamy wymyśleć, ale kompatybilny z aktualnymi trendami. Podeprzyjmy krzykacza modną ideologią i dajmy mu krzyczeć. To doskonały sposób na szerzenie ideologii, pod warunkiem, że jest dość populistyczna, by tłuszcza ją podchwyciła. Ideologia nie musi być mądra, a nawet nie powinna.

    Dodaj do tego obowiązkowe zdjęcie różowego kotka na tle cycków. Bez tego nic.

  2. tom Says:

    Ale bez przesady! Przecież tacy ludzie byli, są i będą! Tyle po prostu, że zdobyli nowe narzędzie - Internet, więc są bardziej dostrzegalni.
    Na głupotę nic się nie zaradzi, nawet najlepszymi argumentami ;)

  3. anna Says:

    Problem zaczyna się od dziecka. Zamiast rozmawiać z dzieckiem sadza się go przed uproszczoną rzeczywistością zamiast rozwijać jego wyobraźnię poprzez wspólne zadawanie pytań i odpowiadanie na nie. Później dziecko nie przyjmuje trudnych do zrozumienia odpowiedzi i zastępuje je prostymi. Teraz zamiast uczyć dzieci rozwiązywać zdania uczy się ich gotowych rozwiązań. Jeśli myślisz nie stereotypowo posądzą Cię iż uważasz się za mądrzejszą od nich.

  4. rmikke Says:

    “Różnica między demokracją a idiokracją jest taka, że ta pierwsza polega na wybieraniu najmądrzejszych spośród społeczności, przedstawicieli, którzy potem w oparciu o porady ekspertów, będą podejmować mądre decyzje. Piekarz decyduje, jak się piecze chleb, a murarz, jak się muruje. Idiokracja natomiast nie zakłada żadnej mądrości, bo według niej świat jest tak prosty, że każdy może być ekspertem w każdej dziedzinie. A jeżeli fakty temu przeczą, fakty należy zignorować.”

    Otóż to nie jest prawdą. Ludzie głosujący w wyborach i ludzie drący japę w inernetach to ci sami ludzie. Naprawdę wierzysz, że w wyborach podejmują rozsądne decyzje i wybierają najmądrzejszych, a nie najgłośniejszych? Ja jakoś tego nie widzę…

  5. Wojtek Says:

    rmikke: na wybory chodzą ludzie doskonale przeciętni. Kretyni z reguły unikają jakiegokolwiek rzekomego “wysiłku”, a to ich głosy są najbardziej słyszalne w internecie w czasach portali społecznościowych.

  6. domatrixi Says:

    eeeee… kiedy będzie felix? XDDD

  7. wisznu Says:

    Historia Rosetty to niestety nie ostatnia próbka niszczenia reputacji i kariery wielkich ludzi, którzy mają poczucie humoru przez idiotów… ostatnia przykład o jakim słyszałem to historia noblisty, Tima Hunta:

    https://www.commentarymagazine.com/articles/the-timothy-hunt-witch-hunt/
    jak ktoś chce po polsku - sprawę nagonki wyjaśnia ten wpis (oraz wstęp do artykułu):
    http://joemonster.org/art/33292/Kreatywne_odpowiedzi_na_rzekomo_seksistowski_komentarz_laureata_Nobla_Tima_Hunta_wiszacy_w_jego_laboratorium#cm7901796

    więc niestety zgadzam się z ostatnimi akapitami.
    Paradoks - im więcej wiedzy jest dostepnej pod ręką tym mniej się z niej korzysta.
    Ktoś kiedyś powiedział, że internet jest jak wysypisko śmieci. Mozna znaleźć perły, ale trzeba sie przekopać przez tony śmieci.

    PS.
    kolejny dowód na poparcie tezy autora:
    http://natemat.pl/156977,feministki-uwierzyly-ze-to-prawdziwa-akcja-sikaja-w-spodnie-w-ramach-rownosci

    nie jestem w stanie tego inaczej skomentować: rotfl

  8. ars Says:

    Oglądał pan ten film ? http://www.filmweb.pl/Idiokracja XD

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).