Humanitaryzm czterostopniowy: 3, 2, 1, 0…

Humanitaryzm czterostopniowyKoło roku ’88 pojechałem z ojcem po lodówkę. Do Siedlec. Kolega mojego wujka spod Siedlec miał znajomego, który dostał cynk, że w pewnym sklepie na siedleckich przedmieściach, jeśli to można tak nazwać, mają się pojawić ruskie lodówki marki Mińsk. Pożyczyliśmy więc od znajomego przyczepkę i ruszyliśmy w trzydniową wyprawę po lodówkę. Wcale mnie to nie dziwiło. Tak po prostu było i już. Możecie wierzyć lub nie, filmy Barei to w zasadzie są fabularyzowane dokumenty.

Siedlce znałem wcześniej jako trójkąt, na który składały się: dworzec kolejowy, dworzec autobusowy i Składnica Harcerska, lepiej zaopatrzona w modele kolejki TT od tej Warszawskiej. Lepiej zaopatrzona to znaczy, że w ogóle mieli jakieś modele. Siedleckie przedmieście zrobiło na mnie spore wrażenie. Wyglądało bowiem jak wieś, w którą ktoś według nieznanego wzoru powtykał dziesięciopiętrowe punktowce. Ale lodówkę dostaliśmy, przedostatnią. I tylko to się liczyło.

Po powrocie do domu czekało nas kolejne pozytywne zaskoczenie – lodówka działała. To naprawdę z nawiązką zaspokajało oczekiwania życiowe człowieka epoki socjalizmu. Nikt nie przejmował się tym, że buczała, że regulacja temperatury nie działała, ani że jajka kupowane w naszych sklepach nie pasowały do otworów na jajka w drzwiach. Jajka były za duże i trzeba je było wkładać w co drugi otwór. Detal naprawdę nieistotny, skoro już te jajka w ogóle były.

Przypomniałem sobie o tym dysonansie jajkowo-lodówkowym koło roku 2005, kiedy pomagałem rodzicom instalować nową lodówkę. Podczas przekładania zawartości zauważyłem, że jajka pasują idealnie do otworów zarówno starej jak i nowej lodówki. Otwory w starej lodówce się nie powiększyły, więc logiczne, że musiały się zmniejszyć jajka. Stało się to płynnie, niezauważalnie na przestrzeni lat. Jajka zmniejszyły się, a odpowiada za nie to samo zjawisko, które zmieniło szynkę w napakowany połową tablicy Mendelejewa żel, a Coca-colę w płyn do chłodnic. To zjawisko nazywa się postęp.

Nie będę znów pisał o jakości żywności. Tym razem chciałem napisać o humanitarnym traktowaniu zwierząt. Jak się zabija kurę, widział chyba każdy, kto ma rodzinę na wsi. Siekierą po napoleońsku odrąbuje się jej głowę. Jakkolwiek makabrycznie to wygląda, to jednak jest to humanitarny sposób uśmiercania w przeciwieństwie do tego, co się dzieje w wielkich hodowlach.

O okrucieństwie wieśniaków wobec zwierząt każdy pewnie słyszał wiele i równie wiele jest w tym prawdy. Będąc wielokrotnie u wspomnianego na wstępie wujka spod Siedlec, widziałem to na własne oczy. Kiedy zapytałem moją nastoletnią kuzynkę, jak może ot tak zabić kurę na niedzielny obiad, nie rozumiała, o co pytam. Zwierzę na wsi to przedmiot, narzędzie, źródło dochodu i pożywienia. Jeżeli gospodarz szczególnie kocha swojego konia, to jest to miłość tego rodzaju, co miłość automobilisty do jego Alfy Romeo serii 106. Nie znacie, stary samochód. Mimo to kura na wsi jest najszczęśliwszą wersją kury z możliwych. I tu dochodzimy do właściwego tematu tego artykułu. Jeżeli kupujecie jajka w sklepie, to na każdym jest nadrukowany wielocyfrowy numer. W tym momencie interesuje nas pierwsza cyfra, ta przed „PL”, która określa sposób hodowli:

0 – jaja z produkcji ekologicznej,
1 – jaja z chowu na wolnym wybiegu,
2 – jaja z chowu ściółkowego,
3 – jaja z chowu klatkowego.

Oczywiście istnieje więcej klasyfikacji jaj, ale nie można ich kupić w normalnym handlu. Z pewnością mieliście do czynienia z produktami z poza tej kategoryzacji. Jeśli żywicie się w bardzo tanich restauracjach, lub przygotowujecie posiłki z tanich, gotowych półproduktów, mogliście się nawet zetknąć z „jajkami”, które nigdy nie miały nic wspólnego z żadną kurą. Ale nie o tym miało być.

Te cztery cyfry to tylko numerki, jednak określają całe życie kury, która pracuje na Wasze śniadanie. Zero i jedynka oznaczają kury biegające po podwórku. Jak to na wsi – szczęśliwe, bezmyślne nieloty. Dwójka to obrazek jaki wyświetla się nam przed oczyma, kiedy słyszymy słowo „kurza farma”, czyli naprawdę dużo kur, ale biegających swobodnie na sporym ogrodzonym terenie, pod daszkiem lub bez. Trójka to już obóz koncentracyjny, kury całe życie gęsto stłoczone w klatkach, ponoć czasem z przycinanymi dziobami i skrzydłami, żeby się nawzajem nie pozabijały w tej ciasnocie. Słowem – makabra. W Polsce większość sprzedawanych jajek to właśnie te z trójką na początku. We Francji prawie się ich nie uświadczy. Dlaczego? Bo przeciętny Polak nie dba o to, co jest oddalone od niego na więcej niż zasięg wzroku. A o czymś tak abstrakcyjnym jak cierpienie pożywienia, nim stało się pożywieniem, nie ma nawet ochoty dyskutować.

Zwierzęta w kontekście spożywczym to sprawa moralnie niejednoznaczna. No bo jelonek Bambi i te sprawy… Ale nie jesteśmy dziećmi i wiemy, że mięsko na talerzu było wczoraj chrumkającym prosiaczkiem. Nie ma sensu przekonywać wszystkożernego stworzenia, jakim jest człowiek, by nie zabijał zwierząt. Dieta pozbawiona białka zwierzęcego jest niepełna i niezdrowa. Zabijamy zwierzęta, by je zjadać i by używać ich skór, futer. Jesteśmy drapieżnikami, będziemy to robić i nie powinniśmy widzieć w tym niczego złego. Powinniśmy jednak dbać o to, by zwierzęta jak najmniej w tym procesie cierpiały. To nie jest aż tak trudne – można np. zabić królika ZANIM zdejmie się z niego skórę. Problem w tym, że w skali przemysłowej jest to minimalnie droższe, bo proces technologiczny musiałby być uzupełniony o kolejny etap (uśmiercanie), zamiast, jak obecnie, oczekiwania, aż królik bez skóry sam zdechnie.

Być może rozwiązaniem możliwym w przyszłości będzie hodowla tkankowa. Być może, bo żeby wejść do masowego użytku, musi być jeszcze tańsza od tradycyjnej hodowli. A zresztą, co tam się będzie działo, to temat na osobny artykuł.

Numerki dwa i trzy na jajkach to wynik postępu ostatnich kilkudziesięciu lat, którego efektem jest wspomniany dysonans jajkowo-lodówkowy. Mamy więc produkty, które wyglądają jak jajka, smakują w sposób zbliżony do jajek, ale mają znacznie mniej wartości odżywczych i zdrowotnych. Czyli postęp dla producentów, nie dla konsumentów ani zwierzaków.

Zamiast więc podpisywać listy do Prezydenta RP w sprawie zabitego gdzieś tam bestialsko psa, możesz zacząć zmienianie świata od siebie. Nie kupuj jajek, których numer kodowy zaczyna się od trójki. Proste. Zostałeś uświadomiony i teraz, jeśli kupisz jajko z trójką na początku kodu, już wiesz, jak powstało. I wiesz, że Ty za to zapłaciłeś własnymi pieniędzmi.

A tak poza konkursem: kiedy czasem dostanę tuzin jaj od cioci, która pod Warszawą hobbystycznie hoduje kury, jajka znów nie pasują do otworów. I nie ma na nich żadnych stempli.


Udostepnij
Glodne Slonce

25 Responses to “Humanitaryzm czterostopniowy: 3, 2, 1, 0…”

  1. watson Says:

    Hodowle tkankowe… Droga jeszcze długa przed nami. Wiem, ile trzeba kombinować, żeby wychodować w warunkach laboratoryjnych choć odrobinę komórek, i to nowotworowych (ze zdrowymi jest jeszcze gorzej). Do tkanek, i to nadających się do spożycia, jeszcze daleko. Ale tak się ostatnio zastanawiałem - gdyby technologia na to pozwalała, i można było bez ograniczeń hodować mięśnie w celach konsumpcyjnych - czy w takiej sytuacji spożycie ludziny kwalifikowałoby się jako akt kanibalizmu? A w sytuacji, w której sami bylibyśmy dawcą materiału…

  2. Nieznajomy Says:

    W zasadzie nie rozumiem sensu kupowania jajek 3, bo są po prostu gorsze jakościowo.
    No i ja się uczyłem innej wersji tej numeracji:
    3 - kura w klatce znosi jaja całe życie
    2 - dużo kur w dużej klatce
    1 - dużo kur w dużej klatce z wybiegiem
    0 - kura typu wiejskiego.

    I uwaga na jaja bez stempli: dużo osób sprzedaje je jako tzw. “wiejskie”.

  3. Marcin Przybyłek Says:

    Cóż tu dodać… No w sumie można by sporo, bo widziałem hodowle brojlerów i świń i krów… w sumie nioski mają najgorzej.

    Ale nie mam sił o tym pisać, więc taka anegdota, oczywiście prawdziwa: mówi hodowca do sprzedawcy pasz: “Ty, dorzuć mi więcej karotenu, bo muszę mieć partię “wiejskich” jajek”.

    Oczywiście zwiększona ilość karotenu w paszy powoduje, że żółtka są ciemniejsze. Wiejskie.

    Ergo - nawet do tego zera nie miałbym zawsze wielkiego zaufania…

  4. Marzena Says:

    “We Francji prawie się ich nie uświadczy. Dlaczego? Bo przeciętny Polak to tandeciarz, który nie dba o to, co jest oddalone od niego na więcej niż zasięg wzroku”.

    Ale Francja jest największym producentem i konsumentem foie gras, którego produkcja jest równie okrutna co jajek z trójką .

  5. anonymous Says:

    bardzo czesto na wiejskich targach mozna kupic jajka “z trojka” tylko sprzedawcy sa sprytni i zmywaja cala numeracje i tak powstaja wiejskie jajka

  6. gall anonim Says:

    Taa… o ile dbrze pamiętam opakowanie z 6 jajkami z produkcji ekologicznej jakieś pół roku temu kupiłam za cenę raczej niebagatelną ;/
    Ciężko mieć na to wpływ, można co najwyżej wogóle przestać jeść jajka.

  7. nosiwoda Says:

    A po pralki jeździło się do ?odzi. Maluchem dziadka.

  8. Rafal Kosik Says:

    Marcinie, ta anegdotka tłumaczy dokładnie to, że kupujemy iluzję, bo prawdziwej rzeczywistości nie możemy zobaczyć. A wytworzyć dla konsumentów iluzję jest taniej niż zrobić coś na prawdę. Dlatego dział marketingu w firmie jest ważniejszy od działu produkcji.

    W tym wypadku musielibyśmy sami hodować kury i sami produkować dla nich paszę, żeby mieć pewność, co jemy.

  9. Rafal Kosik Says:

    @Nosiwoda: A po rowery jeździłem do Bydgoszczy.

  10. Harry Says:

    Jest jeszcze jeden, drobniutki kłopot. Wiadomo, małe, mniej zdrowe, itp… Ale TANIE! A większość ludzi nie patrzy na cyferki, czy nawet wielkość jajek. W przepisie mam 2? To wezmę 2, a nie 3 bo małe. Ne wiem czemu…
    A wybierając w sklepie jajka ludzie chcą mało wydać, nie myśląc o tym, że tracą na jakości. Nie mówiąc już o kurach

  11. Rafal Kosik Says:

    Nie mogę zrozumieć motywacji ludzi kupujących tanie mleko marki tanie mleko. Jest tańsze o połowę od normalnego, ale powstaje poprzez dodanie do tego normalnego wody i jakiegoś zabielacza. Przecież już lepiej kupić zwykłe mleko i samemu rozcieńczyć. Wyjdzie taniej i lepiej. Tak samo z jajkami. Po co kupować jajko, z którego trudno nawet zrobić jajecznicę. Skoro nie może się poprawnie ściąć białko, to znaczy, że białka jest mało a dużo wody. Kupowanie mniejszego jajka z mniejszą zawartością białka to zwykłe wyrzucanie pieniędzy.

  12. Al Says:

    Kura pyta kurę:

    -Po ile te twoje małe jajka?

    -Po 35 groszy. A twoje duże po ile?

    -Po 50 groszy.

    -Eee tam, dla 15 groszy to szkoda tyłek nadwerężać

  13. Mateusz Says:

    Mam dużą lodówkę, a moi rodzice kupują tylko jajka duże i pasują do otworów(dla mnie normalne otwory, ale pewnie zostaną uznane jako duże). Te jajka są bodajże klasy 0, a kosztują 62grosze. Nie jestem nauczony, a raczej jestem nauczony niekupowania w sklepach dyskontowych, gdzie stawia się na cenę, a nie na jakość. Kupuję tylko sprawdzone marki produktów(chociaż przy czymś takim jak cukier albo chusteczki higieniczne jest mi to kompletnie bez znaczenia ;p) i wolę sobie czegoś odmówić niż kupić, bo tańsze.

  14. Harry Says:

    Ja nie mówiłem że to rozsądne. Ale głupota tego podejścia nie zmienia faktu, że tak to działa

  15. Jacek Says:

    I z jajecznicy na kolację nici…

  16. Jedyna Naj Says:

    Od dawna kupuję zera albo jedynki. Dobrze że Autor zrobił o tym wpis. Może to da do myślenia co po niektórym.

  17. Karol Says:

    Ja przeważnie kupuję jajka od znajomych, którzy sami hodują kury :). Tych ze sklepu używam rzadko, a jeśli już to jedynie do pieczenia. I zgadzam się, widać (a raczej czuć różnicę) pomiędzy nimi. Nawet nie wielkość, ale smak jest o wiele lepszy tych “własnych”.

  18. Victimo Says:

    “A tak poza konkursem:” To był jakiś konkurs?
    No dobra ja najczęściej kupuję 1 ale nie wiem czemu to czytam w ogóle jakby to był fragment książki…

  19. Do Says:

    Ja mieszkam na wsi i moi rodzice posiadają swoje kury a nawet świnki i muszę przyznać, że kiełbasa “sklepowa” w ogóle nie kojarzy się z prawdziwą, wędzoną i aromatyczną.
    Różnica jest we wszystkie: skórka, zapach, zawartość, stan i smak po odgrzaniu. O szynce nie wspomnę.
    Co do jajek to się nie wypowiem, bo nie pamiętam, kiedy miałam w ustach jajko z supermarketu. Ale mama radziła mi, ze jakbym już miała je kupować to do ciasta, a nie do gotowania. Ale mięska z takiej domowej kurki już nie ma, bo teraz one jedzą nie tylko trawę, pszenicę i swoją paszę, ale może też zeżreć coś innego, wiadomo. Jak to starsi mówią “to nie to co kiedyś” Ale jak byłam młodsza, mięsko i rosołek był smaczny. Teraz niestety już tak nie jest, a szkoda, wielka szkoda. Wszystkim by wyszło na zdrowie, gdyby ludzi jedli prawdziwe jedzenie. No ale “postęp”:(

  20. Miria Says:

    Mam nadzieję, że z tym królikiem to tylko wymyślony przykład.

    Od pewnego czasu kupuję jajka od znajomego, który hoduje kury, i zdziwiłam się po pierwszym zakupie, bo okazało się, że jajka mają różną wielkość, kolor, w sporej części znajduje się podwójne żółtko…

    Cieszy mnie, że coraz więcej ludzi kupuje jajka klasy 0 lub 1, do jednych przemawia argument okrutnego traktowania kur, do innych po prostu lepsza jakość produktu. Chociaż pamiętam też pewnego forumowicza, który po obejrzeniu filmiku z fermy stwierdził, że ludzi robiących takie rzeczy kurom powinno się przykładnie ukarać, a zaraz po tym, że on będzie kupował “trójki” bo biednym studentem jest…

  21. zu Says:

    Wolałabym, by autor nie pisał, że dieta bezmięsna jest niezdrowa, nie podając żadnego dowodu na to twierdzenie, bo mimo, że tak się powszechnie sądzi, szczególnie w Polsce, to jednak nie jest to takie oczywiste.

  22. Rafal Kosik Says:

    Nie znam też przekonujących dowodów na to, że dietę bezmięsną można stosować bez szkody dla zdrowia. A ponieważ nie jest to dla mnie bardzo istotny problem, nie poświęciłem wiele energii na jego zgłębienie.

    Na pewno szkodliwe jest jedzenie w dużej ilości tłustego czerwonego mięsa, ale to samo dotyczy spożywanych w nadmiarze produktów zawierających dużo skrobi. Dieta powinna być zbilansowana.

  23. zu Says:

    Oczywiście, ale może być dobre zbilansowana nie zawierając mięsa.

  24. Rafal Kosik Says:

    Można też próbować nie oddychać ;)

    A poważnie, jeśli ktoś nie chce jeść mięsa, to jego sprawa. Nie podoba mi się tylko robienie z tego problemu politycznego na skalę jakiegoś kanibalizmu. IMHO prawdziwym problemem jest tylko humanitarne traktowanie zwierząt.

  25. cana Says:

    Dokładnie. Ja sam wogóle nie rozumiem całego tego zamieszania ze zwierzętami i mięsem. Przecież tak już musi być, że ktoś kogoś zjada… Nie zmienimy porządku świata tak po prostu.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).