Grawitacja

Grawitacja (Gravity)Grawitacja to powolna przygodówka, w której stężenie głupoty na minutę kwadratową utrzymuje się na poziomie zdecydowanie poniżej średniej hollywoodzkiej. To film bardzo serio, przypadnie do gustu koneserom starej szkoły SF. Klimatem nieco przypomina niskobudżetowy Europa Report, z tym że tutaj nie ma mowy o żadnych oszczędnościach. Jest spokojnie ale na bogato. No i patetycznie.

Referencją dla twórców Grawitacji był z pewnością Apollo 13, gdzie mieliśmy historię prawdziwą, właściwie mocno fabularyzowany dokument o niepowodzeniu historycznej misji. Tutaj mamy tę samą konwencję, tyle że misja jest zmyślona. Oba te filmy są zaliczane do gatunku science fiction, bo ich akcja rozgrywa się w kosmosie, a gadżety są produktami zaawansowanej technologii. Właśnie, zaawansowanej technologii ale istniejącej i używanej od dawna w realu. Można by się nad tym chwilę zastanowić, bo gdyby trzymać się tej linii argumentacji, wypadałoby nazwać filmem SF romans rozgrywający się w centrali telefonicznej. No ale OK, nie mąćmy – niech będzie że to SF, psychologiczne SF nawet.

Jest oczywiście kilka drobnych… nie, całkiem solidnych nieścisłości dotyczących np. zachowania chmury odłamków ze zniszczonych satelitów. Jest też parę gigantycznych nieścisłości dotyczących parametrów orbity teleskopu Hubble’a, ISS oraz fikcyjnej stacji chińskiej. Wszystko jest blisko siebie, wszędzie da się dolecieć, jeśli ma się przy sobie wystarczającą liczbę puszek z pianką do włosów albo bitą śmietaną. Takie uproszczenia są jednak konieczne, żeby film w ogóle dało się oglądać.

Film opiera się na grze aktorskiej oraz efektach specjalnych. O ile bez tych drugich, nawet dyskretnych, nie da się dziś zrobić filmu, o tyle filmy bez dobrego aktorstwa powstają masowo. W Grawitacji jedno i drugie jest bez zastrzeżeń. Nie jestem fanem Sandry Bullock, ale trzeba jej przyznać dwie rzeczy: z wiekiem stała się mniej wkurzająca, a tym razem zagrała perfekcyjnie. George Clooney nie ma tu wiele do roboty, ale to niewiele zrobił porządnie. I właściwie więcej aktorów tu nie ma, są tylko głosy w radiu, szwankująca technika i kosmos.

Wielbiciele nawalanek wielkich robotów z długowłosymi celtyckimi blond bóstwami mogą na tym filmie cierpieć, gdyż są takie momenty, że „nic się nie dzieje”. Pozostali będą usatysfakcjonowani, jeśli nie nastawią się na dwugodzinny pokaz fajerwerków.


Udostepnij
Glodne Slonce

12 Responses to “Grawitacja”

  1. Kasia Says:

    Może specjalnych zastrzeżeń do GRY aktorskiej pani Bullock nie mam, bo zapewne zagrała to co jej kazali, natomiast jej bohaterka była niesamowice irytująca. Tak jak podczas oglądania horroru głowna postać mówi “Słyszałam odgłos piły łańcuchowej w piwnicy. Sprawdzę czy to przypadkiem nie morderca.”, a my krzyczymy przed telewizorami “nie idż tam idiotko!”, tak samo miałam podczas każdej sceny. Bohaterka była chyba opóźniona w rozwoju… Tyle rzeczy dałoby się zrobić dużo lepiej i było tyle szans na uratowanie wszystkiego po kolei, że jak kolejny raz ani trochę nie pomyślała, to mialam ochotę jej przywalić. To mnie autentycznie bolało :D

  2. Maciej Sznurkowski Says:

    Co do Apollo 13 - kto w Grawitacji był “głosem” szefa kontroli lotów? Oczywiście Ed Harris :)

  3. Dziobal Says:

    Rafał, co jest nie tak z odłamkami?

    Kasia, co jest nie tak z zachowaniem dr Stone? :D
    Ja wiem, że przed ekranem używanie gaśnicy w próżni wydaje się głupie, ale takie rzeczy zdarzały się nawet pełnoetatowym astronautom.

  4. Sad Statue Says:

    Poczekam na wydanie DVD, bo film zapowiada się interesująco. Żałuję tylko, że teraz z powodu braku czasu itd. nie mam za bardzo możliwości zobaczyć go w kinie na dużym ekranie (a już na pewno nie w 3D, bo mój wzrok jakoś się nie lubi z tym). Tymczasem czekamy na ekranizację Kameleona i Vertical ;)

  5. Rafal Kosik Says:

    Pomysł z gaśnicą akurat był niezły. Co do odłamków to mam do nich całkiem sporo uwag:

    1. Nie bardzo wiarygodna jest ta reakcja łańcuchowa, w której jeden rozbity satelita niszczy następne. Tzn. kosmiczne zderzenia się zdarzają, ale trzeba by czekać miesiącami, żeby odpowiednio duży odłamek trafił w innego satelitę i go zniszczył, nie mówiąc o rozerwaniu. Raczej wbiłby się i zepsuł jakiś moduł.

    2. W filmie zzczątki nadlatują co 90 minut i lecą równolegle (zresztą zbyt wolno, ale to już wymogi wizualne filmu). Nie ma szans, żeby obiekt trafiony pociskiem lecącym z prędkością kilkudziesięciu tysięcy km/h rozpadł się w ten sposób. Szczątki rozprysnęłyby się we wszystkich kierunkach, a większość z nich od razu zaczęłaby spadać, bo prędkość po zderzeniu byłaby mniejsza niż przed nim, więc niewystarczająca do utrzymania się na orbicie.

    3. Satelity poruszają się na różnych orbitach. Dla przykładu teleskop Hubble’a orbituje na 600 km (tam startuje akcja filmu), a ISS na 400 km (to tam, gdzie był ten Sojuz ze spadochronem) w związku z czym ta sama chmura szczątków nie mogłaby zagrozić im jednocześnie. Zresztą obiegają Ziemię z inną prędkością. Pokonanie jetpackiem dystansu z jednego do drugiego obiektu w najlepszym razie trwałoby kilka godzin, a zapasu paliwa nie starczyłoby nawet do skompensowania różnicy prędkości.

    4. Zerwana została łączność miedzy astronautami a centrum kontroli lotów w Huston z powodu zniszczenia satelitów telekomunikacyjnych. Te satelity „wiszą” na orbicie geostacjonarnej, która dla Ziemi wynosi ponad 35 000 km. To prawie 90 razy wyżej niż ISS, czyli zupełnie inna skala odległości. Występujące w filmie odłamki prawie na pewno nie osiągnęłyby nawet 1/10 tej wysokości.

    To tyle, co na szybko przyszło mi do głowy w temacie odłamków. Na pewno znajomy astronom rozwinąłby temat.

  6. Dziobal Says:

    Miałem na myśli ten moment, kiedy próbuje ugasić pożar.

    Nie pomyślałem na filmie o tym, że komunikacyjne wiszą na geostacjonarnej. Good point.

  7. Rafal Kosik Says:

    Podczas pożaru ona używała gaśnicy w stanie nieważkości, ale nie w próżni ;)

  8. Dziobal Says:

    Ze wstydu nie wiem, co powiedzieć. Oczywiście, chodziło o stan nieważkości.

  9. Misiek Says:

    Ta teoria z reakcją kaskadową to chyba teoria Kesslera, więc to nie jest tak, że jest niedorzeczna całkiem - NASA ją całkiem poważnie rozważała od późnych ‘70

  10. Rafal Kosik Says:

    Śmiecia lata na niskiej orbicie całkiem sporo, więc ryzyko trafienia np. ISS jakimś odłamkiem istnieje. Jednak prawa fizyki są po naszej stronie, bo:

    1. Po każdym zderzeniu dwóch obiektów energia ulega rozproszeniu, więc średnia prędkość uczestniczących w zderzeniu obiektów maleje, co oznacza, że szybciej spadną i spalą się w atmosferze. Oczywiście mała oderwana część jednego z obiektów może osiągnąć większą prędkość niż początkowa.

    2. Na niskiej orbicie, czyli na tych 400 km, na których śmiga ISS, istnieje szczątkowa atmosfera, która w wyczuwalny sposób spowalnia wszystkie obiekty. To zwyczajny opór aerodynamiczny, tyle że bardzo słaby. ISS musi (chyba raz czy dwa razy na dobę) odpalać silniki korekcyjne, by nadrobić stratę prędkości. Każdy bezwładny obiekt pozostawiony na tej orbicie, szybko z niej spadnie i znów - spali się w atmosferze.

  11. Rafal Kosik Says:

  12. 新作 人気の ジミーチュウ ジミーチュウ パンプス Says:

    人気の 激安 特価 JIMMY CHOO ジミーチュウ ジミーチュウ パンプス

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).