Gorillaz – Plastic Beach

Gorillaz – Plastic BeachNie podzielam zachwytów krytyków, rozwodzących się nad genialnością tej płyty. Bardzo dobry jest tylko Stylo, do którego videoclipem rozpoczęła się promocja płyty. Pozostałe utwory są przeciętne, albo co najwyżej przyzwoite. Projektu nie ratują nawet zaproszeni do nagrania goście z Lou Reedem i Snoop Doggiem na czele. Można powiedzieć, że gdyby tej płyty nie sygnowali Gorillaz, przeszłaby niemal niezauważona.

Przesłuchałem płytę w wigilię, zaraz po tym, kiedy św. Mikołaj pyrgnął mi ją pod choinkę. Przesłuchałem ją i zniesmaczony odłożyłem na dwa miesiące. Teraz wysłuchałem jej ponownie, kilkukrotnie, w samochodzie, przez głośniki, wreszcie w spokoju przez słuchawki i tamto zniesmaczenie zostało nieco złagodzone. Może dlatego, że mam nowe słuchawki, które pozwalają usłyszeć mikroniuanse nie do wychwycenia przy codziennym słuchaniu w biegu. Właściwie płytka powinna mi się podobać, głównie za sprawą motywów electro i tego, jak mało jest popowa. A jednak jest inaczej.

Ta płyta to mieszanka stylów od wspomnianego electro, poprzez hip-hop po wstawki symfoniczne. Ten kociokwik nie jest wypadkiem przy pracy, tylko celowym zabiegiem zwracającym uwagę na plastikowy śmietnik w jakim żyjemy, w sferze kultury również. Większość utworów działa usypiająco, co kilka minut ostrzejszy dźwięk wyrywa nas z… chciałoby się powiedzieć transu, ale to raczej będzie sen. Prócz Stylo na uwagę zasługują przede wszystkim Rhinestone Eses, Glitter Freeze i Empire Ants (od połowy). Reszta, choć pełna smaczków i dopracowanych szczegółów, nie broni się w całości jako ciekawe utwory. Nie zauważyłbym chyba żadnego z nich, gdyby leciał w tle w knajpie.

Do plusów płyty niewątpliwie można zaliczyć jej spójność. To nie są po prostu kolejno poukładane utwory, tylko kompozycyjnie sensowna historia opisująca wyimaginowany świat. Właściwie więc nie jest to zła płyta. Ona jest raczej zbyt wysublimowana jak na moje oczekiwania. Spodziewałem się muzycznego schabowego, a dostałem misternie utkane ze szczypiorku i kiełków danie nouvelle cuisine.

Może stąd to moje narzekactwo, może za następnych kilka miesięcy, gdy wysłucham jej ponownie, znów uznam ją za bardziej udaną niż dziś. Na razie mogę tylko powiedzieć, że po Gorillaz spodziewałem się czegoś lepszego. Marka zobowiązuje.


Udostepnij
Glodne Slonce

20 Responses to “Gorillaz – Plastic Beach”

  1. łosiek Says:

    Plastic beach było (niewiele) słabsze niż reszta płyt. Jako album sam w sobie jest genialna.

  2. Rafal Kosik Says:

    Mam świadomość tego, że wielu znawcom bardzo się podoba. Próbowałem znaleźć tam to, co oni znaleźli, i nie udało mi się.

  3. Olka Says:

    A ja polecam inną piosenkarkę: Jessie J ;P Głos ma niesamowity

  4. eprzemeks Says:

    Każdy człowiek jest inny, nie ma co się smucić.

  5. Susan1224 Says:

    A tak trochę na temat, ale w zupełne inną stronę (w sensie, zupełnie inny gatunek muzyczny) : Co Pan sądzi o Sabatonie? ;)

  6. Rafal Kosik Says:

    Nie lubię takiego “monotonnego” metalu jaki grają ;) Wystarczyło, że wysłuchałem jednego ich utworu i każdy następny wydawał mi się taki sam.

  7. Susan1224 Says:

    No, często spotykam się z taką oceną tego zespołu ;) Sama tak myślałam na początku, ale po uważnym wsłuchaniu się i po poznaniu więcej ich piosenek zmieniłam zdanie :).

  8. Ktoś tam Says:

    Polecam piosenki Bobby Yarsulika ( Zombies najlepsza ) =D

  9. Ryfik Says:

    A tak apropo Sabatona, kiedy na początku słyszłem ich piosenki, też wydawały mi się podobne, ale teraz, kiedy już znam zespół to żadna nie wydaje mi się do siebie podobna. Trzeba posłuchać po prostu kilka utworów z różnych płyt:-)

    Szczerze mówiąc to Plastic Beach nie wydaje mi się rewelacyjną płytą:-)

  10. Susan1224 Says:

    Ryfik - dokładnie :)
    A tak na marginesie, piosenki nie muszą być wcale z innych płyt…Ja tam uważam, że np. powiedzmy “Wehrmacht”, “Uprising” i “The Final Solution” (to jedne z moich najulubieńszych piosenek) diametralnie się od siebie różnią :] A o ile mi wiadomo wszystkie trzy są z płyty Coat of Arms.
    W sabatonie świetne jest to, że jest zupełnie inny i, że teksty są, co rzadko spotykane, o czymś innym niż tylko w kółko miłości. Opowiadają o istotnych sprawach i są świetnym sposobem na zrozumienie jak ważnym jest pamiętanie tego, co działo się kiedyś.

    no i oczywiście nie piszę tego, żeby kogoś zachęcać na siłę do przekonania się do zespołu. Niech każdy słucha tego, co lubi, a świat będzie szczęśliwy ;D

  11. Ryfik Says:

    Po prostu miałem na myśli, żeby posłuchać kilka utworów z różnych płyt. Bo przecież na każdej Sabaton brzmi trochę inaczej.
    W pełni zgadzam się z : “Niech każdy słucha tego, co lubi, a świat będzie szczęśliwy ;D”
    Tylko niestety dzisaj zapomina się już o niektórych gatunkach muzycznych, bo dużo ludzi słucha popularnej muzyki, która często nie jest wybitnie twórcza:-)

  12. groszek Says:

    płyta reczuwiście nie jest rewelacyjna. A co do Sabatona to ja nie lubię muzyki typu “przywal w gitarę i może wyjdzie”. I nic nie pobije płyty Gorillaz “Demon Days”

  13. Gloria Knipszyc/Laura... Says:

    Jakieś to takie nie_smacznee. Te Stylo.. Bez komentarza;/

  14. groszek Says:

    nie chciałbym z Pana robić jakiejś encyklopedii, ale jeśli można spytać: Jakie jest Pana zdanie na temat płyty “Further” “The Chemical Brothers”?

  15. Rafal Kosik Says:

    Further jeszcze przede mną.

  16. groszek Says:

    aha. Ja już przesłuchałem i jakoś tak…. były lepsze.

  17. Pierwsza Naj Says:

    Osiadają na laurach albo kończą im się pomysły. Jest mało grup muzycznych, ktore trzymają dobry poziom przez kolejne płyty.

  18. kasiaaa Says:

    Polecam przesłuchać ich darmowy “album” The Fall. Dostępny tutaj: http://thefall.gorillaz.com/

  19. Marek Says:

    U mnie dokładnie odwrotnie, wszystkie utwory które Pan opisał, Panie Rafale uważam za słabe, a szczególnie Stylo. Za to najbardziej podobają mi się wszystkie te o których napisał Pan “nie broni się w całości jako ciekawe utwory. Nie zauważyłbym chyba żadnego z nich, gdyby leciał w tle w knajpie.”
    Właśnie w takich warunkach (w empiku) zwróciłem na nie uwagę. Szczególnie podobają mi się “Some kind of nature”, “Superfast jellyfish” oraz szczególnie tytułowy utwór z płyty.

    A tak w ogóle, to moim zdaniem Powinien znowu coś Pan napisać. Oderwać się ostatnio nie mogłem od “Kameleona”, którego przeczytałem w kilka wieczorów. “Mars” za to przerobiłem w dwa wieczory. Czekam na więcej, szczególnie mile widziana jakaś space-opera ;-)

  20. seo keyword google Says:

    Someone necessarily help to make critically posts I might state. That is the very first time I frequented your web page and thus far? I surprised with the analysis you made to make this particular put up extraordinary. Great job!

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).