Generał Nil

Generał Nil Jeden z lepszych polskich filmów, jakie obejrzałem ostatnio. Dramatyczna historia wielkiego bohatera, generała Kedywu AK Augusta Emila Fieldorfa „Nila” to również obraz losów całego straconego pokolenia, dla którego koniec wojny był dopiero początkiem koszmaru, kiedy to okupację niemiecką zastąpiła nie mniej krwawa okupacja radziecka.

Z zasady unikam polskich filmów, dobija mnie małość naszego kina. Naprawdę rzadko zdarza mi się zobaczyć coś wartościowego, a jeszcze rzadziej coś poprawnego technicznie. Filmy porywające, wzruszające to ewenement na skalę ostatniego dwudziestolecia. Ten film zasługuje na uwagę - niełatwo o nim zapomnieć po wyjściu z kina. Również dzięki wybitnej kreacji Olgierda ?ukaszewicza.

Są tu ukryte symbole, które w pierwszym momencie umykają, ale wracają po przemyśleniach. Podczas transportu z zesłania na Syberię generał oddaje własne lekarstwa człowiekowi, który w przyszłości będzie jednym z jego katów. Polska rękami naszych rodaków-zdrajców rozprawiła się z własnymi bohaterami. Oglądamy potwory-proradzieckie marionetki, ale też zastraszanych ludzi, stających się niewolnikami systemu (scena obrad sądu najwyższego).

Niestety są i minusy filmu. Jeżeli ktoś nie zna historii, z filmu nie dowie się za dużo o dokonaniach generała Nila. Jest jedna scena, zamachu na Franza Kutscherę, w dodatku pokazana bardzo skromnie. Resztę poznajemy z dialogów, a to zawsze wypada mniej wiarygodnie. To zapewne wynik niskiego budżetu. Szkoda. Widzimy generała głównie jako zmęczonego człowieka, który pragnie tylko normalnie żyć. Powinniśmy poznać go najpierw jako żołnierza armii podziemnej, by zyskać właściwą perspektywę.

Jest w Polsce przepaść między kinem popularnym a ambitnym. Mamy filmy-śmieci dla przeciętnych kretynów i dzieła ambitne, które wymagają od widza dużo. Za dużo. „Generał Nil” wprawdzie nie aspiruje do zadętego arcydzieła, ale zyskałby wiele i trafił do wielu, gdyby twórcy pogodzili się ze świadomością, że przeciętny widz nie ma wszechstronnej wiedzy historycznej ani nie dysponuje wybitną inteligencją. Jest w filmie scena, gdzie Bierut po sesji fotograficznej z dziećmi, wciąż uśmiechnięty, podpisuje wyrok śmierci na generała. Scena jest mocna, bo pokazuje z jaką lekkością zbrodniarze komunistyczni traktowali czyjeś życie. Jednak wychodząc z kina miałem okazję posłuchać rozmów innych widzów i dowiedziałem się, że tę samą scenę zrozumieli zupełnie inaczej - Bierut nie był taki zły, przecież lubił dzieci. Wniosek jest prosty: jeżeli chcesz trafić do prostych ludzi, opowiadaj w zrozumiały dla nich sposób, używając dyskretnej łopatologii.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Generał Nil”

  1. mathew Says:

    miałem okazję byc na filmie “Popiełuszko” na ten dopiero się wybieram opowieść o księdzu Jerzym Popiełuszce w moich oczach też nie wypadła najlepiej a po wyjściu z sali też słyszałem podobne rozmowy…..
    sądzę że dobrze jest gdy ktoś jednak zainteresował się historią najnowszą której tak wielu z nas młodych nie zna dobrze…………

  2. Renata Says:

    Jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu. Moim zdaniem powinna to być pozycja obowiązkowa w gimnazjum.

    Rzeczywiście - pozostaje na długo w pamięci.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).