Fantastyka uwypukla pewne aspekty naszego życia

Pisanie fantastyki polega na tym, aby uwypuklić pewne aspekty naszego życia. Nie można się skupić na wszystkim, więc sama forma powieści wymaga skoncentrowania się nad pewnymi częściami naszej rzeczywistości. Niedługo nadejdą czasy, które będą przypominały totalitaryzm PRL-u. Moja książka jest w pewnym stopniu przestrogą przed tym. (więcej do posłuchania na polskieradio.pl…)


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Fantastyka uwypukla pewne aspekty naszego życia”

  1. paul z Says:

    Mam nadzieję, że prawdziwa sztuczna inteligencja będzie na tyle inteligentna, że zrozumie, że sposób działania Gaia sam zagraża bezpieczeństwu, zagłębi się w różne sposoby interpretowania słowa „bezpieczeństwo”, a w końcu skołowana spyta się nas, czego u diabła właściwie od niej chcemy. Właściwie trzeba by takie filozoficzne pogaduszki wprowadzić jako test już przed wypuszczeniem czystej logiki na nielogiczną ludzkość.
    Istnieje wartość obiektywna, wobec której bladną wszystkie systemy wartości: Ból. Istota znająca wyłącznie szczęście i śmierć nie będzie protestowała przeciw kulce w łeb, bo śmierć jej nie straszna – strach to rodzaj cierpienia. Nie uwzględniając cierpienia, świat jest absolutnie sprawiedliwy i pozbawiony moralności: Każda istota zabija i torturuje na swój sposób, z byle powodów, więc i każdego z nas wolno zabić lub torturować z byle powodów. Nikt nie rozlicza się z tego, ile cierpienia spowodował, więc i z nikim nie trzeba się rozliczać, kto ile oberwał. Sprawiedliwość areny, Kaliguli nie obchodzi, który gladiator wygra, byle były jatki. Ale ból to argument nad argumentami, łatwy do weryfikacji. Zeżreć świnię i zeżreć własne dziecko, to obiektywnie to samo przestępstwo, wedle jedynego liczącego się i absolutnego kryterium. I to mówi wszystko o potworności wszechświata.
    Człowiek skazany jest, by historię znać, a mimo to ciągle od nowa ją powtarzać. Nie da się układać różnych obrazków z tych samych kawałków układanki, można tylko chwilowo je przemieszać, tak że powstają obrazki przypadkowe, czasem milsze oku. Ale im więcej znajduje się pasujących do siebie kawałków, tym bardziej toto przypomina obrazek na pudełku. Wymienić parę tysięcy kawałków w czterdziestomilionowej układance też niewiele da. Jakiekolwiek kawałki tam wejdą, będą musiały się dopasować kształtem. Nawet jeśli na gotowym obrazku zamaluje się czerwoną gwiazdkę czarnym krzyżem.
    Jestem strasznym niezdarą, jeśli chodzi o emocje. Nie mam pojęcia, jak Pan to odbiera, że Panu tak zaśmiecam blog. Stwierdziłem też, że rzeczy, które z punktu widzenia logiki wydają się proste, łatwe i oczywiste, okazują się zupełnie niezrozumiałe dla ludzi przyzwyczajonych do innego sposobu myślenia. Znaczy się, mnie często trudno zrozumieć, a ja mam uczucie rozmowy z automatami, które nigdy nie zdałyby testu Turinga (co w tym zresztą trudnego, gdy maszyna nie wie, co dalej, ma się jąkać i powtarzać w kółko jedno i to samo zdanie – tylko emocje w głosie trzeba by dokładnie wymodelować). Wlazłem, bo było zaproszenie, ale mam nadzieję, że nie drażnię gospodarza.

  2. paul z Says:

    Nie wiem też, co stanie się, gdy głupota komputera natrafi na niechlujność matematyki.
    Już raz przez głupotę zawaliłem tu dyskusję o tym, że kropka ma już pierwszy wymiar. Czyli właściwie o tym, że nie zlokalizuję pionka na szachownicy, zanim nie stwierdzę, że w ogóle na szachownicy się znajduje – policzenie go należy do koordynat. Ludzki liczykropek (=matematyk) tego nawet nie zauważy, oczywiste jest, że jeśli mierzy prostokąt wzdłuż i wszerz, prostokąt przedtem pomnożył przez 1. Ale mam takie widzenie: skomplikowana sieć komputerowa sterująca ruchem, do której podłączone są najróżniejsze liczydła. Jeden z nich czegoś próbuje wprowadzić do banku danych zawierającego wszelkie rozmiary i namiary samochodów, pociągów, samolotów, pasażerów i przechodniów takie maciupkie „ x 0”. Algorytmy chroniące sieć sprawdzają to na tysiąc sposobów – i przepuszczają, bo matematycznie, błędu w obliczeniach nie ma…
    W rzeczywistości, kartofel podzielony przez 10 daje 10 frytek, nie matematyczną jedną. Co komputer może obojętnie zanotować jako 1/10=10/10, i będzie tym liczył dalej. I tak dalej, i tak dalej. Drobnostki może. Ale tylko dla człowieka.
    Matematyka to dobre narzędzie, ale nie doskonałe – potrzebuje człowieka, liczykropka, który bardzo dobrze wie, co robi, co w danym kontekście znaczy te parę mglistych słów z matematycznej smerfomowy, równoważąc błędy jej twórców. Mniejsza z tym, że teatralne troski moje i Hamleta nie obchodzą nauk ścisłych, mniejsza z tym, że ta ich cholerna formuła świata to E=1/0, czego przy właściwym liczeniu wymiarów łatwo się domyślić – Komputera przeczące rzeczywistości podstawowe definicje matematyczne obchodzą równie mało, co matematyków. Zrobi to, co mu każą, wedle reguł, jakie mu nakażą. Nie zważając na konsekwencje.

  3. paul z Says:

    Tak sobie analizuję te Chiny, a skoro i Pana to interesuje…
    Chiny rating system mają od tysiącleci. Pierwszy cesarz zjednoczył państwo, tworząc przemysł zbrojeniowy produkujący ujednoliconą broń. A żeby przeszkodzić fuszerce, każdy rzemieślnik musiał na swym wyrobie wycisnąć własne imię, by w razie czego, kat wiedział, kogo łapać.
    Oczywiście, rzemieślnik szybko wykombinuje, że najłatwiej jest podpisywać się imieniem nie lubianego kolegi. Ale cesarza nie obchodzi sprawiedliwość, widzi dwóch ludzi przeszkadzających w produkcji, zetnie obu, by odstraszyć innych. Rzemieślników ma więcej niż drewna czy brązu.
    Tak powstało społeczeństwo zachowywania twarzy: Udawaj wobec innych, że wszystko jest cacy, szybko i sprawnie realizuj zachcianki cesarza i urzędników, nie zwracaj na nich swej uwagi. Na szczęście, w gigantycznym państwie, cesarz ma tyle na głowie, że uniknąć uwagi jest łatwo. A gdy tylko odwróci wzrok, kradnij, ile możesz. Gdy jednak cię przyłapią, szybko zwal winę na innego, pokaż, jak sprawnie strzeżesz dóbr władcy, dostaniesz wynagrodzenie, tylko nie zapomnij podzielić się z twym bezpośrednim nadzorcą. Rząd, cesarza, należy obsypywać luksusami i odizolować od rzeczywistości. Schemat powielany na każdym szczeblu hierarchii społecznej.
    W Chinach, poziom korupcji, który w Rzepie błyskawicznie doprowadził do rozbiorów, jest od tysiącleci nieodłączną cechą kultury, ewoluował razem z nią. Jak wiadomo, nic tak nie stabilizuje systemu, jak skorumpowany urzędnik, który może kraść do woli. A w tak ogromnym społeczeństwie, wytresowanym, by szybko organizować się i dostosować do zmieniających się ciśnień, zawsze zbyt wielu ludzi ma własne pomysły: Z punktu widzenia władz, to mutujące komórki rakowe, chwiejące organizmem, mogące wywołać lawinę. Chińska administracja istnieje po to, by rozwojowi przeszkodzić: Dopuszcza go tylko w formie kontrolowanej, nakazanej z góry. Ale gdy tylko toto zaczyna żyć własnym życiem, brutalnie hamuje.
    Chińskie społeczeństwo też ukształtowało ciśnienie: Ciśnienie własnej masy, które każdemu obywatelowi w każdej chwili mogło spaść na kark. Tak powstała kultura prostolinijna i pragmatyczna, zdolna mutować błyskawicznie i bez ceregieli, zręcznie kontrolować zmienne układy sił, jak kung-fu. Dlatego Chińczycy tak często odnoszą sukces na świecie. I dlatego, Chiny zawsze próchnieją od środka. I dziwią się, że podbić może je garstka albinosów na łódeczkach, czy zgraja dzikusów, zakładających gacie wraz z koniem.
    Chiny żyją brakiem konkurencji. Ale dziś mamy Indie, Europę, USA, trzy olbrzymy, które grają od biedy w tej samej lidze wielkości. Istnieje spore prawdopodobieństwo powstania jakiegoś imperium islamskiego. Są zasoby Azji, Afryki i Ameryki Południowej, które trzeba sobie przywłaszczyć, a i tam są zadatki na fuzje. Chiny na razie wygrywają doświadczeniem. Ale przyszłość należy do tego, który najszybciej będzie się uczył.
    A ja powinienem się nauczyć, że albo mam jednak wepchnąć się na jakieś forum, albo założyć własny blog. Jeśli chodzi o internet, ciągle jestem w fazie eksperymentalnej. Sorry.

  4. paul z Says:

    Próbuję powstrzymywać się od komentarzy, ale nałóg trudno przezwyciężyć. Przechodzę na alkohol, ale jeszcze nie wytruł dość mózgu.
    Co do chińskiego ratingu, mam sprzeczne informacje: Jednemu białasowi Chińczyk mówi, że coś tam chcieli wprowadzić, ale nie ma. Kilka źródeł też twierdzi, że dopiero są tylko plany. Pan w NF informuje z doświadczenia, że system już jest i działa.
    Może temu białasowi lepiej dobrali Chińczyka do rozmowy. Może Chińczycy tak bardzo przyzwyczajeni są do nadzoru, że ten system ledwie zauważają, tak jak my ledwie zauważamy nasz własny system ratingu, który samoistnie skleił się z Wielkiego Brata w każdym fonie, internetowych fejsbukoidów i interesów korporacji i rządów. Albo po prostu gotowe jest nagranie w pociągu, ale nie reszta systemu? W końcu nie trzeba Boga, wystarczy wiara w jego wszędobylski wojeryzm, by bożym totalitaryzmem kontrolować społeczeństwo. A funkcjonalny Bóg bardzo przeszkadza aparatczykom sprzedawać własne zachcianki jako jego sprawiedliwą i nieomylną wolę.
    Bawię się czasem myślą, że gdy Jezus próbował narodzić się ponownie, Kościół zaczął palić każdego kandydata na cudotwórcę na stosie, aż mu się odechciało. Jak wiadomo, nie lubi on konkurencji. Może i w Chinach będzie walka o władzę między ichniejszą G.a.i.ą a Partią?

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).