Etyka żarcia

Konsumpcyjny styl życia, od lat już swojski: samochodem jedziemy do hurtowni karmy dla ludzi po śmieciowe żarcie w jednorazowych opakowaniach, po czym pochłaniamy je w pośpiechu i zmuleni mieszanką syntetyków zalegamy przed telewizorem lub komputerem, by zrelaksować się bezrefleksyjną rozrywką. Można powiedzieć, że kopiemy sobie grób własną gębą. W dodatku robimy to na wiele sposobów, a to, że umrzemy na zawał albo zaklinowani między otwartą lodówką a stołem, nie jest w tym wszystkim najgorsze.

Kostka cukru ma tyle samo kalorii co średniej wielkości marchewka. Po zjedzeniu kostki cukru organizm otrzyma zastrzyk energii, który przestanie działać po relatywnie krótkim czasie. Zjedzenie marchewki, prócz tego że dostarczy wielu cennych składników, spowoduje powolne przyswajanie energii, więc starczy jej na dłużej. Czemu więc małe niewinne dziecko, nieogarniające całej złożoności problemów współczesnego żywienia, wybierze „gorszą” kostkę cukru?

Nasz mózg wyewoluował w czasach niedoboru jedzenia, które zresztą towarzyszyły nam, z małymi przerwami, do czasów naszych dziadków, jeśli nie dłużej. W skali ewolucji czas pełnych brzuchów to mniej niż mrugniecie oka. Kluczem do przetrwania przez setki tysięcy, miliony lat (na poziomie komórkowym – miliardy) było oszczędzanie i gromadzenie energii w organizmie. Jeśli czegoś nie zjadłeś teraz, za chwilę mogło już być za późno. Taka jest więc nasza natura i raczej jej nie zmienimy. Zresztą… lepiej jej nie zmieniać, bo czas pełnych brzuchów zmierza właśnie ku nieszczęśliwemu końcowi.

Dobrobyt zabija, bo nie ma żadnych wątpliwości, że nadwaga obniża komfort życia i skraca je. To stwierdzenie jest mało politycznie poprawne, co nie pomaga rozwiązaniu problemu. Według wielu prognoz do roku 2030 ponad 90% Brytyjczyków będzie miało problemy z nadwagą. Prawdopodobnie w przypadku innych narodów będzie podobnie. Czemu tyjemy, skoro jest to dla nas niekorzystne? Cóż, dzieje się tak dlatego, że człowiek nie jest podmiotem procesu zwanego cywilizacją. Cywilizacja nas hoduje; hodują nas firmy, korporacje. Jesteśmy hodowlanymi mszycami, a naszą pożądaną wydzieliną jest pieniądz.

Żyjemy w czasach kultu wzrostu. W zasadzie cały nasz system gospodarczy opiera się na wzroście i nie może bez niego istnieć. Z roku na rok musimy produkować i konsumować więcej. Nie inaczej jest w przypadku branży spożywczej. A skoro przyrost naturalny w cywilizacji zachodniej zatrzymał się, to by utrzymać wzrost, trzeba w tę samą ilość żołądków wtłoczyć więcej jedzenia. Tak, w obecnym systemie gospodarczym prawdziwie obywatelską powinnością jest żreć więcej. Oczywiście w tym samym czasie miliony ludzi gdzieś tam głodują, ale oni nie mają pieniędzy, więc są niewidzialni dla biznesu. No, chyba że jako tania siła robocza.

Żyje nas na planecie coraz więcej, zaraz stuknie kolejny miliard, a niestety jest jednak jakaś granica wydajności produkcji żywności z metra kwadratowego gruntu. Wydaje się, że została ona osiągnięta w Japonii, która ma jedną z najwyższych gęstości zaludnienia na Ziemi. Otóż mimo pompowania coraz większej ilości kasy w badania nad nowymi odmianami roślin i nowymi nawozami, plony nie chcą dalej rosnąć, a jedynym efektem jest to, że produkowane przemysłowo rośliny mają zdecydowanie mniej wartości odżywczych. Zresztą nie jest żadną tajemnicą, że piękny czerwony i błyszczący pomidor z supermarketu jest mniej wart od szaroburego, krzywego pomidorka z ogródka dziadka. Tu znów wychodzą miliony lat ewolucji – instynktownie wybieramy owoce o intensywniejszych kolorach, a producenci owoców tworzą takie krzyżówki, które nawet pozbawione witamin wciąż będą kolorowe i błyszczące. I będą szybko rosły.

Tu pojawia się kwestia etyki żarcia. W czasach dobrobytu ludzie mają trochę więcej czasu na zajmowanie się czymś poza przetrwaniem, wymyślają więc na przykład, że niektórych rodzajów pożywienia nie powinniśmy spożywać. Zazwyczaj nie znajdziemy mocnych racjonalnych argumentów, dlaczego mielibyśmy czegoś konkretnego nie jeść. U podstaw ideologii żywieniowych leżą względy historyczne i kulturowe, gdyż człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym, więc może jeść żołędzie, komary, żuki, dżdżownice, larwy motyli, pająki, mrówki, a co gorsza nawet owoce morza. Przed kamerami udowodnił to Bear Grylls, a poza kamerami udowadniają w ciszy domostw wszystkich kontynentów miliardy ludzi, którzy by zzielenieli z obrzydzenia na widok polskiego ogórka kiszonego.

Zastanówmy się przez moment, czy przejście na przykład na dietę jarską miałoby sens. Pomijam tu pojawiający się czasem argument cierpienia zwierząt - każde ogniwo łańcucha pokarmowego cierpi. Mówmy o konkretach. Ilość białka, jaką możemy otrzymać z wieprzowiny, wymaga ponad pięciokrotnie większego nakładu energetycznego niż w przypadku np. soi czy kukurydzy, a już szczególnie pszenicy, czyli oznacza też pięciokrotnie większą emisję cieplarnianego gazu CO2. W przypadku wołowiny różnica jest jeszcze większa. To się oczywiście daje też przeliczyć na powierzchnię potrzebnej ziemi i czas. Wynikałoby z tego, że (odpowiednio suplementując dietę) moglibyśmy przejść na roślinożerstwo i odsunąć problem głodu o kilkanaście lat. Bo to, że problem głodu powszechnego w końcu się pojawi, to jest pewne.

Niestety, masowa hodowla roślin wymaga zastosowania upraw przemysłowych, a te prowadzą w nieunikniony sposób do degeneracji gleby. Zwyczajnie jest to bowiem rodzaj gospodarki rabunkowej. Ale… i tak to robimy. Tak wygląda nasza produkcja białka roślinnego, opadamy jak szarańcza i wysysamy z ziemi wszystko, co zdołała zgromadzić przez tysiące lat, po czym przenosimy się dalej. Czemu? Bo krótkoterminowo się to opłaca. Opłaca się firmom, choć globalnie wszyscy na tym tracimy.

A jednak bez korporacji już byśmy prawdopodobnie głodowali. Możecie wierzyć lub nie, większość tego, co jemy, od wielu lat niemal dokładnie odpowiada definicji żywności GMO, bo jemy prawie wyłącznie gatunki sztucznie wyhodowane. Dziczyzna, jagody i grzyby leśne to chyba ostatnie naturalne pokarmy, dostępne Europejczykom. Chyba, że coś przeoczyłem. Jeśli byśmy tylko polowali na dzikiego zwierza i zbierali leśne runo, wszystko byłoby OK. Niestety z łowców i zbieraczy staliśmy się rolnikami, a progres industrializacji w XX wieku zwiększył wydajność dojenia planety do niewyobrażalnych rozmiarów i dziś jest już za późno, by na powrót stać się łowcami i zbieraczami.

Według różnych rachunków wielkość ludzkiej populacji, która może koegzystować z resztą ekosystemu Ziemi, wynosi coś koło 400 milionów, a na pewno nie przekracza dwóch miliardów. Tymczasem jest nas już ponad siedem miliardów i rośnie. Co gorsza, naszej aktywności nie można nazwa koegzystencją. I wcale korporacje nie są tu najgorsze - najgorsi są prości ludzie, którzy chcą po prostu zapewnić byt swojej rodzinie.

Intensywne nawadnianie powoduje wzrost zasolenia gruntu i przyspiesza jego wyjałowienie. Oczywiście są to procesy zachodzące wolno. Ale jeśli dodamy do tego uprawy monokulturowe, modyfikowane genetycznie celem przyspieszenia wzrostu, nawożone syntetycznie, to okaże się że już po kilkunastu latach w miejscu żyznych pól mamy suchy step. Firma przenosi uprawy gdzie indziej, czyli z jej punktu widzenia, wszystko gra. Gra mniej więcej tak, jak z punktu widzenia człowieka, który wywozi śmieci do lasu.

Produkcja nawozów sztucznych jest zależna niemal całkowicie od wydobycia ropy naftowej, a ich użycie jeszcze szybciej degeneruje glebę i powoduje niekorzystne procesy w oceanach, gdzie nadużywane nawozy ostatecznie trafiają. W kontrze do tego nawozy naturalne to głównie odchody roślinożernych zwierząt i kompost, czyli surowce w stu procentach odnawialne. W dłuższej perspektywie musimy więc hodować świnie i krowy, żeby móc hodować rośliny. Tak da się uprawiać ziemię w nieskończoność, o ile… uda się ograniczyć naszą populację.

Na nic wizjonerstwo złotej ery SF. Między bajki należy włożyć wizje latających szklarni, orbitalnych hodowli alg, luster kierujących światło słoneczne na kukurydziane pola po horyzont. Wychodzi z tego, że model gospodarki rolnej polskiej wsi z połowy XX wieku jest idealnym rozwiązaniem na trudną przyszłość. Gdyby więc chcieć nakręcić realistyczną wersję Mad Maxa, wyszedłby z tego mniej więcej film Sami swoi.


Udostepnij
Glodne Slonce

23 Responses to “Etyka żarcia”

  1. Michał Says:

    Jak zwykle w samo sedno.

  2. Cezar Says:

    Podczas czytania tekstu (tego i poprzedniego o zapotrzebowaniu na energię) przez głowę przelatywała mi tylko jedna myśl: Rosja-Ukraina….

  3. Rafal Kosik Says:

    Co gorsza, skojarzenie to jest całkiem słuszne, choć za kilkanaście lat to Rosja będzie miała problem z przeludnionymi Chinami, które patrzą chytrze na znaczną część Syberii.

  4. Dziobal Says:

    Rafał jak zwykle wpędza w depresję, ale co z nią zrobić - już nie mówi. Mamy przestać jeść nienaturalne produkty? Czy się nie rozmnażać :P?

    Nie jestem jakoś strasznie zorientowany w temacie, ale chyba szybciej zaczniemy hodować kotlety wieprzowe w labie, niż zaczniemy przymierać głodem.

    P.S. Polecam artykuł o hodowli warzyw ze Świata Nauki z tego miesiąca.

  5. wisznu Says:

    Dziobal
    teraz, w obecnej sytuacji geogospodarczej, pozostaje tylko jeszcze więcej żreć. Żebys miał w organizmie odłożone zapasy na ten czas, kiedy przyjdą chude lata. Bo - jak to mówi stare przysłowie - gdzie gruby schudnie, tam chudy umrze. :)

  6. szary Says:

    A ja tam pesymistycznie myślę, że sprawa nie za bardzo będzie dotyczyć nas, czyli tzw cywilizacji zachodniej.
    Możemy sobie wymyślać najróżniejsze machiny wojenne, klonować, modyfikować genetycznie ale jeżeli nie będziemy mieli komu tego wszystkiego zostawić, to i tak ten pomijany przez korporacje 3-ci świat po prostu przyjdzie i zabierze to co po nas zostanie.
    Zacznie od tego że będzie opiekował się nami w przeludnionych domach starców, sprzątał nasze domy i wywoził śmieci.
    A potem, pod wpływem jakiejś ideologii zacznie nam przed kamerami obcinać głowy i po kłopocie.

    Jeżeli przejmą część naszej spuścizny to też “zarażą” się dobrobytem i sytuacja powtórzy się szybko. Jeżeli nie to świat zrobi znowu mały reset ( jak już bywało w historii (Inkowie, Grecja, Rzym…)) i zabawa zacznie się od nowa.

    Szkoda tylko, że niewydrukowane zasoby internetu przepadną, a może i dobrze…

  7. Fan anonim Says:

    No i co tu zrobić z tym konsumpcjonizmem? I na świecie już teraz dzieją się takie, osobiste tragedie. ,,samochodem jedziemy do hurtowni karmy dla ludzi po śmieciowe żarcie w jednorazowych opakowaniach, po czym pochłaniamy je w pośpiechu i zmuleni mieszanką syntetyków zalegamy przed telewizorem lub komputerem, by zrelaksować się bezrefleksyjną rozrywką. Można powiedzieć, że kopiemy sobie grób własną gębą.” Czy to nie jest tragiczne?

    ,,Nasz mózg wyewoluował w czasach niedoboru jedzenia” No cóż, co do ewolucji to się nie zgadzam.

  8. Pierwsza Naj Says:

    @Fan anonim, a czemu się nie zgadzasz z ewolucyjnym powodem obżarstwa? Ze zdobyciem pożywienia zawsze był kłopot. Dostosowaliśmy się do tego przez pokolenia. Ewolucja działa powoli i teraz tak od razu się nie odzwyczaimy.

  9. Fan anonim Says:

    @Pierwsza Naj. Nie zgadzam się z powodem ewolucyjny ponieważ… uwaga… Nie wierzę w teorię ewolucji! Może brzmi to dziwnie, ale spokojnie, nie jestem obcym, który przyleciał na tę planetę wczoraj i jeszcze się nie połapał co i jak :). Istnieje takie powszechne wierzenie w teorię ewolucji (ja też w nią kiedyś wierzyłem), ale jak się dowie i pozna trochę więcej, to ta teoria, nie jest już tak przekonująca. Jakbyś chciała coś więcej na ten temat, czy może jakieś konkrety, to napisz.

  10. Pierwsza Naj Says:

    A w to że Ziemia jest okrągła też nie wierzysz? Tak, napisz, jestem ciekawa jakie konkrety przeczą teorii ewolucji.

  11. Fan anonim Says:

    @Pierwsza Naj. Konkretnie to Ziemia ma chyba kształt geoidy (ma jakieś spłaszczenia na biegunach, czy coś takiego). Ale przejdźmy do konkretów. Teoria, to teoria, prawda? Na niektóre rzeczy są mocniejsze dowody, na inne słabsze. Co do Ziemi, to mamy zdjęcia satelitarne, i jakbyś lecisz samolotem w jedną stronę, to mogłabyś oblecieć Ziemię dookoła. I nie musisz mu mówić o ogniwach pośrednich, jako o dowodach. Podawany czasem przykład Archeopteryksa, jako coś przejściowego między gadem, a ptakiem, nie jest do końca przekonujący. Obecnie dokonano wielu odkryć archeologicznych. Jeśli przyjmujemy teorię, zakładającą zmianę w organizmach poprzez niewielkie mutacje, to czy zapis kopalny nie powinien być wypełniony, takimi formami przejściowymi, jak np. dinozaur z małą ilością piór, potem trochę większą… itd. Skok z nieopierzonego jaszczura do zwierzęcia, które być może potrafiło już szybować, to jednak dość spore przejście. Aby lepiej zrozumieć temat, można by się zapoznać dokładniej z budową DNA. No i ostatecznie makroewolucji nikt nie udowodnił.

    Nie odbieraj tego proszę jako atak na Ciebie. Jak masz jeszcze jakieś wątpliwości odnośnie ewolucji (mikroewolucja, przodkowie człowieka, kreacjonizm) to pisz. Ja nie jestem wszechwiedzący (choć czerpię informacje z wiarygodnego źródła) i może dowiem się czegoś nowego.

  12. Ante Says:

    O problemie wyżywienia Świata czytałem ostatnio dużo w National Geographic, który od kilku miesięcy publikuje artykuły o tym co zrobić by po powiększeniu populacji o 2 miliardy do 2050 zwiększyć produkcje żywności, więc polecam wszystkim zainteresowanym.

    Panie Rafale czy można się spodziwać kolejnych części Notatek nowojorskich, (bo tak jak Pana notatki z innych podróży były bardzo ciekawe)?

  13. JArek Says:

    Panie Rafale tekst jak zwykle przedni nic dodać nic ująć. Pamięta pan jakiś czas temu wpis o wojnach w naszej cywilizacji, postawił pan tezę ze wojny będą rozgrywać się na obrzeżach zachodniej cywilizacji, a właściwie poza nią. I nie będą to wojny o ziemię jakie znamy. Ciekaw jestem pańskiej opinii w kontekście konfliktu ukraińskiego, jak bronią się te argumenty obecnie.
    Pozdrawiam JArek

  14. wisznu Says:

    Fan anonim

    mam wrażenie, ze nie do końca jestes na bieżąco z ewolucją. Z tego co kojarzę, to obecnie nie wyklucza się równoległego do powolnego doboru naturalnego zachodzenia skokowych zmian, a nawet podejrzewa się wirusy o przenoszenie fragmentów kodów DNA/RNA między róznymi organizmami, czyli to co robią w warunkach laboratoryjnych pod okiem naukowców. Ewolucja chadza różnymi drogami, które sie nie wykluczają wzajemnie.

    Ponadto zapominasz o tym, ze zwierzęta sie nawzajem zjadają, więc raczej nic dziwnego, że nie jesteśmy zasypani prehistorycznymi kośćmi - zwierzęta zjadające padlinę istniały juz w czasach dinozaurów. A ogniw pośrednich jest dużo więcej, tylko że “sceptycy” zawsze będą się domagać pośrednich ogniw do kolejnych odnalezionych i udowodnionych pośrednich ogniw.

    A najciekawsze, że ludzie nie zauważają tego, że ewolucja zachodzi na ich oczach. Trzeba tylko się rozejrzeć i spojrzec na Świat z szerszej perspektywy. Juz tłumaczę przykład:

    Wiesz, że walenie (wieloryby, delfiny) są parzystokopytne? Tak, dawno, dawno temu chodziły po lądzie. Udowodniono to badając kod genetyczny.

    Ale nie zeszły do oceanu od razu, tak po prostu. Działo się to stopniowo, właśnie - dzieje się nawet dziś.
    Zanim przystosowały się do oceanów, pływały w słodkiej wodzie. I nadal mamy delfiny słodkowodne (ogniwo pośrednie! ginący gatunek). Ale zanim zaczęły pływac po rzekach, to po chodziły po dnie tych rzek. I zwróc uwagę, że nadal mozemy obserwować parzystokopytne chodzące po dnie rzek - hipopotamy. Czyli mamy żywy przykład organizmu, który jest ogniwem pośrednim, praprzodkiem jakichs przyszłych morskich ssaków.
    Zwróć uwagę na przystosowanie hipopotamów do długiego przebywania w wodzie w prawie pełnym zanurzeniu - oczy uszy i nos na najwyższych punktach głowy, zdolność do zatykania nosa, itp.
    Ale jak znam życie, będziesz chciał ogniwo pośrednie między kopytnymi biegającymi po sawannach a hipopotamami, a potem kolejne ogniwo pomiędzy biegającymi a taplającymi się w blocie przybrzeżnym, itd.

  15. Fan anonim Says:

    Wisznu.
    O takim przenoszeniu przez wirusy jakoś wcześniej nie słyszałem. nie przekonuje mnie to do końca. Jak taki kawałek DNA, jeśli nawet zostanie przeniesiony przez wirusa, zostanie później włączony w fragment kodu genetycznego jakiegoś stworzenia? Może napiszesz coś więcej o tym? A z tego co się orientuję, to według takiej powszechnej wersji teorii ewolucji, zmiany zachodzą poprzez niewielkie mutacje, a potem selekcja przez dobór naturalny (lub sztuczny).

    I zwierzęta faktycznie się zjadają. Ponadto nie wszystkie kości muszą skamienieć. Można też posłużyć się argumentem, że nie odkryliśmy jeszcze wszystkich skamieniałości. Jednak jeśli zmiany były drobne (te duże jak brak piór w jednym pokoleniu i pióra w następnym jakoś mnie nie przekonują) to powinna być masa ogniw pośrednich. Zresztą, według takiej teorii każdy gatunek byłby ogniwem pośrednim.

    Słyszałem też o teorii, że walenie miały przodków chodzących po lądzie. Ale na jakiej podstawie dokładnie zostało to udowodnione?

    A to, że hipopotam jest przystosowany do długiego przebywania w wodzie, nie znaczy jeszcze, że za kilka milionów lat zamieni nogi na płetwy. Jaki hipopotam jest, to widać. Zaobserwowano i zbadano. Jednak mówienie, że jest on ogniwem pośrednim w procesie ewolucji, już nie jest dowiedzione naukowo. To jest jakaś interpretacja, teoria, ale nie potwierdzony fakt.

    I czemu miałbym nie chcieć ogniw pośrednich między różnymi zwierzętami? Jeśli faktycznie w historii świata zachodziła makroewolucja, o której mówi się w podręcznikach (inne opcje nie za bardzo biorąc pod uwagę) to czemu miałoby być nietaktowne żądanie dowodów na nią? Nie wszystko czego uczą w szkołach musi być prawdą. W teorię ewolucji można wierzyć, i można nie wierzyć. Ja akurat w tę wersję nie wierzę.

  16. Rafal Kosik Says:

    Pisałem kilka lat temu o książce SF prezentującej teorię ewolucji skokowej http://rafalkosik.com/radio-darwina. Ani to potwierdzone, ani obalone, trzeba poczekać na dalsze badania.

    A Notatki Nowojorskie wkrótce będą :)

  17. Rafal Kosik Says:

    @JArek, konflikt ukraińsko-rosyjski potwierdza to, co napisałem. Jego celem nie jest podbój, lecz konsolidacja społeczeństwa rosyjskiego pod rządami grupy reprezentowanej przez Putina. Czyli rozwiązujemy problemy wewnętrzne kierując uwagę ludzi na zagrożenia (fikcyjne) zewnętrzne. Owszem, infrastruktura Krymu ma znaczenie militarne, podobnie jak przemysł wschodniej Ukrainy, ale to są cele drugorzędne.

    A czemu Zachód nic nie robi? Bo nie jest zagrożony, dopóki wojna toczy się gdzieś daleko. Bo konfrontacja się nie opłaca. Przykre to trochę.

  18. wisznu Says:

    Fan anonim

    zdaje mi się, że piszesz o prostym darwiniźmie. Darwinizm jest przestarzały. To czego uczą w szkole to rzczywiście daje bardzo niepełny obraz sprawy, a w sumie pełnego nie znamy do dziś. Także i to co piszę, to to bardzo wyrywkowa wiedza.

    Darwinizm nie uwzględniał - bo i nie mógł, nie były wtedy znane - danych wynikających z genetyki, innych mechanizmów ewolucyjnych, takze tych, które uwsteczniają zmiany zachodzące płynnie - np. (z braku lepszego słowa) uśrednianie, przykładowo - dzeci wysokiego ojca i niskiej matki będą (o ile nie zajdą dodatkowe czynniki, jak nadmiar hormonu wzrostu) miały wzrost bliższy średniej wzrostu rodziców.
    Ale istnieje też np. kiepsko zbadany mechanizm dziedziczenia cech nabytych w czasie życia rodzica (czyli Lamarck nie do końca sie mylił).
    Mechanizm ewolucji skokowej też jest nieźle opisany, patrz - saltacjonizm. Ponoć człowiek pojawił się w ten sposób. Z resztą - zmiany w środowisku potrafia zachodzić gwałtownie (np. meteoryt, który wykończył dinozaury), więc życie też potrzebowało stworzyć odpowiedni mechanizm przystosowawczy.
    Ponadto bywa tak, że wśród prymitywnych organizmów współpraca między organizmami zostaje zacieśniona do tego stopnia, że stają się całością. W taki sposób częscią znanych nam komórek stały się np. mitochondria. Mozna rzec, że zostały wchłonięte. To też jest mechanizm ewolucyjny.

    Ponadto - dowodem na ewolucyjne działanie mechanizmu doboru naturalnego jest istnienie kukurydzy, zbóż, psów, kotów, krów itp. Wszystkie te gatunki powstały właśnie przez wykorzystanie istniejącego w przyrodzie mechanizmu, tego najlepiej poznanego.

    Co do wirusów to teraz nie jestem w stanie znaleźć tekstu, ale chodzi o to, że w warunkach laboratoryjnych jedną z metod przenoszenia kodu DNA między gatunkami jest wykorzystanie wirusów i ich naturalnej zdolności do wklejania swojego kodu DNA do organizmu “gospodarza”.
    Bo one same się nie rozmnażają, tylko wykorzystuja do tego komórki zarażonego organizmu - wklejają swój kod do kodu genetycznego komorki i zmuszaja ją do produkcji kolejnych kopii wirusa.
    Więc w laboratoriach genetycznych modyfikuje się kod DNA wirusa, tak by zawierał fragmenty DNA, które mają zostać przeniesione.

    A w skrócie rzecz ujmując - wszystko co ludzie robią to lepsza lub gorsza podróba tego co mozna znaleźć w naturze. Tak więc, skoro w warunkach laboratoryjnych wykorzystuje się taki mechanizm, to i w naturze on wystepuje. Choć zastanawiam się, czy to jest po prostu normalne zjawizko wystepujące w przyrodzie, czy może jest to po prostu (wykorzystany jako furtka w laboratoriach) wynik nawarstwiania sie błędów w kopiowaniu kodu kolejnych mutacji wirusów. I jak często w przyrodzie to zjawisko wystepuje.

    O pochodzeniu waleni jako kopytnych to nie tylko skamieliny świadczą, ale tez własnie badania kodu genetycznego. Skrótowa informacja jest na wikipedii:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ewolucja_waleni
    No, trudno się spodziewać, żebyśmy byli w stanie ze 100% pewnością stwierdzić, że hipopotamy to jest praprzodek kolejnych morskich ssaków, bo to zachodzi wolno, może się zdarzyć, że wykończymy wszystkie hipopotamy zanim cos z nich wyrośnie ;). I masz rację, że każdy gatunek jest ogniwem pośrednim jakiegoś innego. Bo żaden nie jest idealnie przystosowany do środowiska, z resztą samo środowisko wciąż się zmienia wymuszając zmiany w organizmach.

    Mało tego - nawet wady genetyczne potrafią okazac się cecha pozytywną zwiększającą przystosowanie do środowiska. Weźmy moje ulubione przykłady u ludzi:
    - anemia sierpowata - uodparnia na malarie,
    - achromatopsja (rodzaj daltonizmu) - mieszkańcom Polinezji ułatwia łowienie ryb, bo lepiej widzą w ciemnościach.

  19. Rafal Kosik Says:

    To prawda, ale nie zmienia niczego w kwestii dostosowania ludzi do chronicznego braku pożywienia.

  20. wisznu Says:

    fakt, zrobił się z tego wątek poboczny :)

    tak mi przyszło do głowy, że w sumie to chyba powinniśmy się cieszyć, że wrócą zdrowe czasy - do jakich jesteśmy przystosowani;)
    tyle, ze pewnie jedyne mięso jakie będize dostępne, to ludzizna. Za to polowania będą ciekawsze…

    aha, a szary pisał, że schedę po nas przejmie 3 świat. Jeśli nadejdą po nas, to dostaną w spadku góry śmieci i brak surowców. Więc oni już się nie będą mogli tak ładnie rozwijać, nie będą mogli np. polecieć w kosmos, gdzie możnaby szukac rozwiązania problemów.

  21. Fan anonim Says:

    Wisznu
    No, darwinizm już trochę się postarzał :). Faktycznie o wielu rzeczach jeszcze wówczas nie wiedziano. Nadal jednak nie jestem przekonany do makroewolucji (szczególnie skokowej). Uderzenie meteorytu, a zmiany w organizmach, to jednak inne zjawiska. Doszło do mnie też coś o teorii z mitochondriami jako oddzielnymi komórkami. Nie zagłębiałem się za bardzo w ten temat, ale mam wątpliwości. Bo jeśli w jądrze jest materiał genetyczny i są też inne organella mające różne funkcje w komórce, to jak mitochondria mogłyby funkcjonować oddzielnie? Może poczytam coś później na ten temat (a może Ty znasz jakiś ciekawy artykuł?).

    A co do psów, to chodzi Ci o ewolucję z wilka, tak? Czemu nie, wierzę w mikroewolucję (taką nawet zaobserwowano jeśli się nie mylę), ale nie w makroewolucję. Zmiany na poziomie wytworzenia nowego organu, którego wcześniej jakiś organizm nie posiadał (czy to dużymi skokami, czy małymi krokami), to nieco inna zmiana niż na przykład, zmiana koloru sierści.

    A w temacie przenoszenia DNA przez wirusy, to nie jestem zbyt obeznany.

    A dowody na ewolucję waleni nie są jak dla mnie dość przekonujące, by trzeba było przyjmować ją za pewnik. Podobieństwa w kodzie genetycznym można próbować wyjaśniać nie tylko ewolucją.

    A anemia sierpowata… Pytanie jak długo chory będzie się cieszył odpornością na malarię.

    No i proszę, jaki spory wątek poboczny się z tego zrobił :). A co do żarcia, to taki nawyk można by było wykształcić też w trakcie życia, prawda? Można zakończyć prostą radą. Nie obżerajmy się za wiele :).

  22. Radek Says:

    Niedawna recenzja Utopii, teraz ten artykuł… Nie zdziwiłbym się, gdyby gdzieś tam, w Pańskiej głowie, rodziła się książka w takim przeludnieniowym klimacie…

  23. Andrzej Says:

    Tak sobie czytam jedząc nutellę…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).