Empatia Sp. z o.o.

Miałem niedawno trzy przygody z rodzaju tych mniej przyjemnych i wszystkie miały związek z komunikacją miejską. Zdarza mi się od czasu do czasu korzystać ze zbiorkomu, a to samo w sobie jest już mniej przyjemnie od, powiedzmy, jazdy własnym samochodem. Do plusów można zaliczyć możliwość poczytania sobie książki, co we własnym samochodzie jest niewykonalne (audiobooki się nie liczą), natomiast minusów jest masa i te minusy z całą pewnością przesłaniają plusy.

Ale nie o śmierdzących współpasażerach chciałem pisać. Jakiś czas temu stałem na przystanku i czekałem na tramwaj. A tramwaj nie przyjeżdżał. Gdy nie pojawił się trzeci rozkładowy, wszedłem na smartfonie na stronę ZTM po jakieś info, czy jeszcze czekać, czy już nie warto. Właściwie byłem pewny, że niczego się nie dowiem, i nie pomyliłem się. Co to kogo obchodzi, że dziesiątki pasażerów in spe czekają na przystankach i nie wiedzą co robić? Po co informować, że gdzieś jest awaria i tramwaj nie przyjedzie? Ten, od kogo zależy wrzucanie informacji na stronę ZTM, sam nie stoi na przystanku, więc mu nie zależy.

Stałem się więc pasażerem pieszym, czyli pieszo dotarłem do stacji rowerów miejskich i pożyczyłem rower. Niestety, mój entuzjazm związany z budowaniem kondycji osłabł, gdy doszło do przekraczania remontowanej Trasy Toruńskiej. Po pokonaniu mrocznej alejki i wtarganiu roweru po schodach na wiadukt nad trasą napotkałem płot ze znakiem zakazu wstępu. To samo spotkało mnie jeszcze dwukrotnie, gdy próbowałem alternatywnych tras – na ich końcu tkwił taki sam znak. Czemu na końcu, nie na początku? Bo co to kogo obchodzi, że dziesiątki rowerzystów i pieszych każdego dnia tracą czas i energię? Po co stawiać znak o zamknięciu przejścia na początku alejki? Ten, kto projektował oznakowanie, sam nie chodzi tą ścieżką, więc mu nie zależy.

W efekcie stałem się pieszym rowerzystą i wróciłem do domu po samochód.

Empatia to zdolność wczuwania się w położenie innego człowieka. To wcale nie jest taka łatwa sztuka. Można nie mieć empatii wcale, jak chorzy na autyzm; można nie wiedzieć, że istnieje; można wiedzieć, że istnieje, ale jej nie używać z wygody lub lenistwa; można wreszcie używać jej selektywnie. I ten ostatni przypadek jest chyba najciekawszy. I najpowszechniejszy.

Kilka dni później siedziałem sobie w tramwaju, bo tym razem przyjechał, i czytałem książkę. Samo w sobie jest to już stresujące, bo jako nieinwalida, nieemeryt i nieciężarny czuję się trochę jak intruz na miejscu siedzącym nawet jak jest luźno. Po kilku przystankach zostałem trafiony świętym oburzeniem siedzącej naprzeciwko kobiety mniej więcej w moim wieku. Oburzenie dotyczyło faktu, że ja siedzę, a kobieta w ciąży stoi. Rzeczywiście stała – za mną. Pouczaczka miała dostatecznie dużo empatii, by wczuć się w położenie ciężarnej, ale nie starczyło tej empatii dla mnie, żeby dostrzec, że nie mogłem widzieć kogoś stojącego za moimi plecami. Zresztą… sama siedziała na miejscu dla kobiet w ciąży.

Ciekawa sprawa z tą empatią. Znam wielu przyzwoitych, inteligentnych i sympatycznych ludzi, którzy dzielą innych na dwie kategorie: są kumple, znajomi, przyjaciele, a po drugiej stronie jest cała reszta. Ich empatia ogranicza się wyłącznie do pierwszej grupy. Stąd powyższe przykłady – dyspozytor ruchu może i jest sympatycznym kolesiem i wyśle SMS-a do własnej żony, żeby nie czekała na tramwaj. Pozostali go nie interesują. Tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy to jest dobre czy złe? A może wszyscy tacy jesteśmy?

Empatia, jak i większość ludzkich umiejętności społecznych, pochodzi z okresu plemiennego joggingu po sawannie. To akurat nic odkrywczego. Większość ludzi nadal instynktownie tworzy swoje wirtualne plemiona, traktując ich członków znacznie lepiej od innych. Proces wychowania rodzinnego i szkolnego pozwala tę granicę wirtualnego plemienia rozszerzyć, dzięki czemu na przykład możemy się nazywać Polakami, a nie walczyć z wieśniakami zza lasu o miedzę.

Ale trend spuszczony ze smyczy biegnie przed siebie i to rozszerzanie trwa. Przy okazji trwa również zamazywanie śladów po starszych, tych mniejszych granicach (nepotyzm, kolesiostwo, patriotyzm lokalny). Tu nawet nie chodzi o to, że możemy się nazywać Europejczykami, że idea państwa narodowego przeżywa kryzys, a w zasięgu tych bardziej obrotnych jest emigracja na drugi koniec świata. Współczesna polityczna poprawność próbuje te stare granice bezrefleksyjnie przesunąć gdzieś za horyzont, zamykając w jej obrębie ludzi, którzy niespecjalnie nas lubią. Zapytajcie o to dowolnego, byle rozgarniętego, Francuza z dużego miasta, to z ochotą rozwinie temat.

Jeśli już do naszego wirtualnego plemienia dołączymy wszystkich ludzi, przyjdzie kolej na zwierzęta. Nie chodzi jednak o sam zasięg empatii, lecz również o jego zakres. Bezsensowne bicie świni przez rolnika oburzy pewnie każdego, ale jeśli dzieje się to gdzieś dalej od nas, oburzenie będzie znacznie mniejsze lub żadne. Na podobnej zasadzie chcemy przetestowanych na wszystkie strony leków i kosmetyków, ale nie chcemy, by testowano je na zwierzętach, a dokładniej – nie chcemy takiego napisu na tubce.

W wielu krajach małpy człekokształtne cieszą się prawami, jakich mogliby im pozazdrościć dawni chłopi pańszczyźniani. W niektórych krajach nie wolno przeprowadzać eksperymentów medycznych nawet na królikach. Nasza empatia rozlewa się na coraz większe obszary. Jest całkiem sporo ludzi, którzy nie jedzą czerwonego mięsa; mniej takich, którzy nie jedzą również ryb. Są nawet tacy, którzy nie tkną żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, jak np. mleko czy miód (bo miód pochodzi z niewolniczej pracy pszczół). Ale to nie koniec, bo istnieją jeszcze frutarianie, dopuszczający spożywanie tylko tych części rośliny, bez których może ona przeżyć.

Czy więc istnieje idealna stuprocentowa empatia bez podziału na „swoich” i „obcych”? Nie, cały czas towarzyszy nam myślenie antropocentryczne. Nawet frutarianie posługują się antropocentryzmem, tylko zakreślili wokół siebie większy okrąg. Przecież los soli kuchennej ich nie martwi. Marchewka jako część materii ożywionej jest nam bliższa. Od marchewki bliższa jest nam ryba, od ryby królik, a od niego szympans. Bliżej są ludzie, bliżej biali z kręgu kultury zachodniej, bliżej Polacy, przyjaciele i wreszcie krewni. A Ty jesteś w samym środku swojego kręgu.

W kryzysowych sytuacjach te kręgi szybko będą się zwężać pod naporem presji środowiska. Jeśli rozbijesz się samolotem w Andach, pożytek z tej empatii będzie taki, że rodzinę zjesz na końcu.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Empatia Sp. z o.o.”

  1. Prumcia Bielecka Says:

    Wow, nie wiem co powiedzieć. Dosłownie mnie zatkało. Tekst serio świetny - o empatii pisano zawsze dużo i gęsto, ale rzadko z sensem. W przeciwieństwie do powyższego tekstu. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Brawo!

  2. Bratzacieszyciela Says:

    podzielam powyzsze, zarowno zawartosc tekstu, jak i opinię w zachwycie

  3. szary Says:

    Z moich obserwacji wynika, że najłatwiej wypaść z czyjegoś kręgu empatii okazując troszkę inną empatie niż on. Do tego tworzymy sobie swoistą hierarchię empatii. Np. kocham psy ale denerwują mnie rozkrzyczane małe dzieci albo: żuczka gnojaka to się chroni a bez obwodnicy na ulicach giną dzieci … empatia przeciwko empatii.
    Chodzi mi o to, że często większymi wrogami nie są osoby które tej empatii wcale nie okazują ale ci, którzy okazują ją “tam gdzie nie trzeba”.

    A co do zawężającego się kręgu empatii to ostatnio oglądałem trochę głupi program ‘naked and afraid’. Oczywiście ze wszystkimi zastrzeżeniami, że to ordynarny reality show ze “szczuciem cycem” w roli głównej, ale przechodząc ponad to można po pierwsze zastanowić się jak bardzo jesteśmy uzależnieni od sprzętu (nóż, garnek, krzesiwo) i miedzy innymi zobaczyć “nawracającą” się wegetariankę po 2 tygodniach zjadania kwiatków…
    Pozdrawiam

  4. Nora Says:

    Problem polega na tym, że ludzie nienawidzą się wysilać, męczyć. Wszystko jest upraszczane. Są wydawane uproszczone wersje lektur, np. Ivanhoe, Trzech Muszkieterów. To się nigdy nie zmieni. Ludzie to ludzie, będą się rozleniwiać coraz bardziej. A naukowcy wcale nie pomagają. Wystarczy jedno kliknięcie, jeden ruch - i pyk! Wszystko załatwione. Ludzie oczekują, że tak będzie ze wszystkim - a co dopiero z więziami międzyludzkimi, miłością, przyjaźnią.
    Wniosek jest taki, że trzeba zacisnąć zęby i robić swoje. Ja tak robię, mimo że jestem nastoletnią depresyjną introwertyczką z fobią społeczną. I czasem mi wychodzi, a czasem nie.
    I am wrażenie, że ni już nie może mnie zadziwić.
    O ludzie, chyba zostanę filozowem.

  5. Radek Says:

    Takie słowa mi się przypomniały w trakcie czytania o ’selektywnej empatii’:

    - Moją ogromną przywarą - wyjaśnił - jest niepohamowana dobroć. Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być dobry dla wszystkich, dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy: stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne, takie, które nie idzie na marne. Jestem dobry dla siebie i dla mego bezpośredniego otoczenia.

  6. lukasz Says:

    Ciekawy tekst, miło się czyta

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).