Elity

Ostatnie kilkaset lat to nie był dobry czas dla Polski. I nie bardzo mógł być. Stosując gdybologię, moglibyśmy wykazać, że upadek pierwszej Rzeczypospolitej był prosty do uniknięcia, jak i do uniknięcia były rozbiory, ale mocarstwem regionalnym być nie mogliśmy z powodu naszego położenia geopolitycznego. Teraz sytuacja się zmienia i jeśli nie skopiemy sprawy, za kilkadziesiąt lat Polska może być postrzegana na równi z Francją czy Niemcami. Przedtem trzeba jednak spełnić kilka warunków, spośród których najważniejszym jest budowa, czy właściwie odbudowa elit niszczonych kolejno przez Zaborców, Faszystów i Komunistów. Elity kulturalne, naukowe i polityczne to głowa narodu. Polska w tym momencie ma tę głowę karykaturalnie małą, a wysiłek narodu zdaje się iść w budowę tłustego brzucha.

Brytyjskie podejście do sprawy elit jest zdecydowanie odmienne od polskiego. Zdecydowanie odmienne znaczy odmienne o 180 stopni. Główną winę za nasze podejście do sprawy ponosi kilkadziesiąt lat degenerującego wpływu socjalizmu, kiedy to cham pouczał profesora. A że chamów było zdecydowanie więcej niż profesorów, taka sytuacja podobała się statystycznej większości. Pouczanie profesora jest znacznie prostsze, niż zostanie profesorem. Próba stworzenia w polskiej szkole elitarnego klubu dla wybitnie uzdolnionych dzieci nawet dziś skończyłaby się pewnie awanturą, bo w naszym myśleniu, jak ktoś jest lepszy, to nie należy mu pomagać, tylko ściągnąć go za nogi do szeregu. Widać to nawet w środowiskach akademickich, gdzie chyba wciąż panuje socjalizm zmieszany ze specyficzną odmianą mikrofeudalizmu. Znaczy to, że od zdolności i osiągnięć naukowych ważniejsza jest pozycja w sieci zależności służbowych, lub wręcz pokrewieństwo.

Oglądając ostatni film o Harrym Potterze, mogliśmy zobaczyć, jak wygląda tworzenie elitarnych klubów. Nauczyciel zaprasza wyróżniających się uczniów na indywidualne lekcje. Wstęp mają tylko najlepsi. Ci najlepsi dostają również możliwość wejścia w mniej formalne układy z nauczycielem. Taka forma docenienia byłaby w naszej kulturze odebrana raczej źle. Rodzice pozostałych dzieci zadbaliby o to, by precedens „nierównego traktowania” został szybko ukrócony. Między innymi z powodu takiej niechęci do elit jesteśmy i będziemy jeszcze długo średniakami Europy. Chodziłem do podstawówki na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Wtedy określenie „kujon” było jedną z gorszych obelg zaraz po „komuniście” i „Żydzie”, a świadectwo z paskiem, wręczane podczas apelu na zakończenie roku szkolnego, oznaczało dla ucznia początek kłopotów środowiskowych. To się nieco zmieniło, ale podejście rodziców chyba nie za bardzo.

Sami rodzice dziecka wybitnego nie bardzo wiedzą, co z nim zrobić, a szkoła zazwyczaj daje im same antyrady. Jak ktoś jest bardzo dobry z matematyki, a niedomaga z muzyki, to posyła się go na lekcje muzyki, żeby chociaż doszlusował do średniej, żeby nie odstawał. Tymczasem w systemie anglosaskim nikt wybitnie uzdolnionego matematyka nie będzie nękał lekcjami gry na cymbałkach. Po co to robić? Wybitny matematyk będzie dokształcany w swojej dziedzinie ku radości swej i pożytkowi ogólnemu. Liczba geniuszy i wybitnych ludzi, których wydała w Polska jest promilem tego, co wydała Wielka Brytania. I to wcale nie dlatego, że w Polsce rodzą się same głąby, tylko dlatego, że ci szczególnie zdolni nie są dostrzegani ani doceniani, a wręcz są sekowani. My Polacy musimy iść równo, a jak ktoś odstaje - nie ważne w górę, czy w dół - jest co najmniej podejrzany. Od wielu lat (w niektórych przypadkach od setek) uczelnie anglosaskie, czyli głównie brytyjskie i amerykańskie, wypuszczają ze swych murów geniuszy, którzy zmieniają świat i na cały świat są sławni. Być może za kilkadziesiąt lat sytuacja ta zmieni się na korzyść Chin i Indii, co byłoby jednak pewną przykrością, bo znacznie bliżej nam do Cambridge, Oxfordu i MIT, niż do New Delhi czy Pekinu.

Jeden z ostatni polskich geniuszy, o jakim naprawdę słyszał świat, to astronom Aleksander Wolszczan. Facet odkrył pierwsze planety poza Układem Słonecznym, co jest osiągnięciem niemal na miarę Kopernika. Nasz kraj rękami ludzi małych serc i małych rozumków ponad całą jego pracę postawili dokument z archiwów UB sprzed kilkudziesięciu lat. Ale Wolszczana nie ściągną za nogi do szeregu. Jedyne co osiągną, to to, że przestanie się uważać za Polaka, a jego noga więcej nie postanie na tej ziemi.


Udostepnij
Glodne Slonce

50 Responses to “Elity”

  1. leave Says:

    myśle że nauczanie polskie opiera sie na dostarczaniu przyzwoitej ilości wiedzy w wielu dziedzinach podczas gdy brytyjskie przekazuje cała wiedze w jednej bardzo wąskiej dziedzinie. Mi to odpowiada.

  2. dax Says:

    Jeśli ci to odpowiada, to widać co sobą reprezentujesz… Myślisz, że mając 5 ze wszystkich przedmiotów osiągniesz wielki sukces w życiu? Jeśli tak, to żal mi ciebie. Co z tego, że mamy dostarczaną wiedzę w wielu dziedzinach, skoro ta wiedza i tak nie jest nikomu potrzebna w życiu. Na przykład, po co ci reakcje chemiczne, skoro chcesz zostać informatykiem? Ja jestem wściekły na szkołę, bo przez nią tracę tyle czasu… Ja osobiście wolę być geniuszem w jednej dziedzinie niż mieć średnią wiedzę na temat wielu rzeczy…
    Nic się niestety na to nie da poradzić, gdyż w Polsce bez wykształcenia ani rusz. No chyba, że masz kontakty…
    Właśnie… kontakty. W Polsce liczą się przede wszystkim kontakty.

  3. dax Says:

    Skoro jesteśmy na blogu o literaturze, podam Ci przykład z tej dziedziny. Z jakiego kraju są najlepsi pisarze? J.K. Rowling - anglia; J.R.R. Tolkien - anglia…

  4. petits Says:

    widać że masz naprawde wąskie horyzonty jeśłi znasz tylko dówch dobrych pisarzy :P w szkole uczymy sie wielu przedmiotów aby zdobyc wiedze o świecie nas otaczającym, a co to za geniusz matematyczny który nie zna liter i nie umie czytać? albo który nie potrafi czytać mapy? czy taki który nie wie z czego jest zbudowany świat?

  5. Mari Says:

    Ja tam myślę, że powinni nam dać kilka lat na “poznanie świata” (jak to nazywa petits), a potem pozwolić wybrać co nas interesuje i dalej rozwijać się tylko w tym temacie.

  6. Martyna Says:

    Dobra w podstawówce uczymy się wszystkiego i nie tak, że jest przyroda zamiast biologii, chemi i fizy.Niech będzie wszystko potem idziemy do gimnazjum i wybieramy to czego sie chcemy uczyć.Bo mimo tego poziom jest żałosny.Może i faktycznie trafiłam na taką klase a nie iną i to jest tego przyczyną no ale ludzie mają tak otępiałe mózgi, że no poprostu macki opadają jak by to pięknie Net ują.Ja rozumiem, że we wszystkim nie można być dobrym no ale mieć średnią 1 i być zagrożonym z 9 przedmiotów ludzie no bez jaj.Jak powiem coś na jakim kolwiek przedmiocie w dodatku językiem którego nie rozumieją bo nazywam wszystko powiedzmy fachowo to sie na mnie wszyscy patszą jakbym miała zieloną skóre niebieskie włosy fioletowe oczy łuski i futro.A jeden przypadek napisałam w komętarzu tekstu o GNL w podręczniku do polaka.I chyba bardziej się z dax zgadzam

  7. dax Says:

    Nie znam tylko dwóch pisarzy; podałem najbardziej znanych współczesnemu społeczeństwu.
    Oczywiście, że wiedzę ogólną trzeba mieć, ale bez przesady. Czy naprawdę potrzeba 12 lat nauki, żeby nauczyć się pisać i czytać?

  8. Dominik Says:

    Dax, trzeba 12 lat, trzeba. Bo przeciętny mieszkaniec Ziemi,. nie tylko Polski, powinien znać historię świata, powinien umieć rozpoznać gęś od kaczki, gdy zapyta się o to dziecko, powinien wiedzieć dzięki jakim zasadom żyje.

  9. dax Says:

    Dobra, widzę, że nie ma sensu polemizować. Zobaczymy, co Ci da ta szkoła w przyszłości… Jak będziesz chciał się podjąć jakiegoś zawodu, to i tak będziesz musiał bardzo dużo rzeczy się dowiedzieć. Ja nie mam zamiaru przykładać się do nauki; wystarczą mi trójki. Oczywiście chcę skończyć studia, gdyż wiem, że bez tego nic nie osiągnę w Polsce. Zaraz na pewno stwierdzisz, że mając 3 nie dostanę się na studia. Moja odpowiedź brzmi: jeszcze zobaczymy…

  10. mathew Says:

    sądzę że system nauczania w polsce jest nie najlepszy. Podstawy powinien znać każdy (choć nic z tych szczegółów nie pamiętam) ale więcej (np. od gimnazjum) powinniśmy uczyć sie w wybranym kierunku bo będe miał problemy z dostaniem sie do dobrego liceum przez ocenę i test z humanów a chcę iść w kierunku wybitnie ścisłym i powinny się liczyć oceny tylko z tych przedmiotow……
    mój znajomy w liceum uczył się więcej szczegółów o rewolucji francuskiej niż rówieśnicy z francji a po paru latach zapomniał większość- to jest przykład pomysłowości polskiej edukacji

  11. bobel Says:

    Polska nie chce kształcić wykwalifikowanych pracowników. Polsce potrzebni są ludzie niewykształceni, którymi łatwo manipulować.

  12. Umarła poetka Says:

    Zatkało mnie, poważnie mnie zatkało.. Czy Pan zdaje sobie sprawę co w ogóle nabazgrał? Problemem w Polsce już nawet nie są “głupi” ludzie, społeczeństwo ulega destrukcji poprzez osoby pozornie wykształcone i inteligentne, które piszą włąśnie takie bzdury. Ostatnio przeczytałam kawałek artykułu w jednym z tych tak zwanych brukowców, dotyczył on gimnazjalistów, którzy rzekomo nie potrafią rozróżnić stron świata czy nie wiedzą ile minut ma godzina.. Jeśli nawet byłaby to prawdą (choć szczerze w to wątpie), nie zmienia to faktu, że najgorszy uczeń w Polsce jest lepszy od najlepszego ucznia w Anglii.
    Znajomy wyjechał do Wielkiej Brytani, żeby tam kontynuować swoją naukę. W polskiej szkole uchodził za tumana, w angielskiej za geniusza (musieli przenosić go kilka klas wyżej). To, że w Polsce nie ma ukierunkowania na jeden konkretny przedmiot jest dla nas tylko zbawieniem, poprzez to nie stajemy sie, jakby to po niemiecku ładnie brzmiało “fachidioten”.
    Kolejna sprawa: dlaczego nasz kraj może się poszczycić tak niewielką ilością np. noblistów? Otóż pojawia się sprawa, która zapewne Panu też spędza sen z powiek: budżet, pieniądze, mamona.. Krótka historyjka: mój tato pracuje na uczelni, m.in. z ludźmi, z którymi można stworzyć naprawdę niezły zespół naukowy. Teraz pytanie: skoro tak to dlaczego nie widać efektów ich pracy? Odpowiedź: pieniądze.
    Nie twierdzę, że cały system w Polsce jest idealny tym bardziej nie mam Pan prawa (z całym szacunkiem) ale obrażać również mnie, non stop pisząć jak to za granicą jest cudownie a jak tu beznadziejnie. Takich postaw “Polaków” najbardziej nie trawię: wyjechać za granicę na dwa tygodnie a potem to wszystko zachwalać aż do zarzygania.

  13. Martyna Says:

    Matmy nie nawidze ale ucze się jaej tylko ze względu na medycyne, a fizyke lubie chociaż jest podobna do matmy.A talenty mam z ogromną przewagą artystycznych głównie maluje, pisze i ucze się grać na gitarze.Ale po co mi do życia umiejętność gry w śatkę wytłumaczy mi ktoś

  14. moon_girl Says:

    Martyna: nie chodzi o to, że w życiu Ci się przyda gra w siatkę (chociaż tego nie wykluczam), tylko żeby generalnie się ruszać. Jakby w szkołach nie było WF-u, to wątpię żeby niektórzy ludzie w ogóle uprawiali jakikolwiek sport. W czasach okupacji w szkołach tak było, bo chodziło o to, żeby Polacy nie byli sprawni fizycznie.
    Mathew: naprawdę myślisz, że dobrze by było, gdyby już w wieku 12 lat trzeba było wybierać, w jakim kierunku chce się iść? Nawet ktoś, kto nie wiąże swojej przyszłości z matematyką, z wiedzą matematyczną tylko z podstawówki daleko by nie zaszedł. A co by było, gdyby się rozmyślił pod koniec gimnazjum i postanowił jednak zostać matematykiem? W wieku 12 lat raczej nie jest się gotowym na podejmowanie odpowiedzialnych decyzji które, tak czy inaczej, mogą zaważyć na własnej przyszłości. A gdybyś nie uczył się w gimnazjum np. polskiego, to matematyk czy fizyk, który nie zna zasad ortografii, gramatyki i nie potrafi poprawnie napisać podania, też daleko by nie zaszedł.
    Dax: Taaak, lepiej mieć same tróje i uważać, że jest się ponad to. “Ja nie mam zamiaru przykładać się do nauki…”, “Ja jestem wściekły na szkołę, bo przez nią tracę tyle czasu…” - świetne podejście. I z wiedzą na poziomie trójkowicza dostaniesz się na studia. Życzę powodzenia.
    Bobel: bardzo skrajny punkt widzenia…

  15. dax Says:

    Wiedziałem, że w końcu trafi się przygłup, który powie, że na 3 nie dostanę się na studia. Po prostu nie mogłem się doczekać. A wiesz, co Ci powiem? Już jestem na studiach i dostałem się właśnie na 3 :)

  16. dax Says:

    Nie są to byle jakie studia, gdyż uczęszczam na Uniwersytet Warszawski.
    Skoro uważasz, że szkoła ci wiele da, to gratuluję inteligencji.

  17. tesska Says:

    A ja w polskiej szkole doceniam właśnie to, że kształci nie tylko w jednej dziedzinie… Jasne, że bez popadania w przesadę - wysyłanie na przymusowe dodatkowe lekcje z przedmiotu, w którym się ktoś nie czuje i który się nie przyda to przejaw skrajnej głupoty. Ale dzięki temu, że polska szkoła kształci “ogólnie”, nie myślimy potem, że w Niemczech żyją białe niedźwiedzie czy potrafimy wymienić, z jakimi krajami graniczymy. Dla wielu uczniów z krajów zachodnich to już wiedza tajemna.

    Ale to prawda, że ludzie nie wiedzą, jak radzić sobie z dziećmi wybitnie uzdolnionymi. W dodatku system testów zniechęca do rozwijania jakiegokolwiek talentu - bo na testach odpada każdy, kto odstaje, w górę też. A przecież jeśli kiepsko zda się testy/maturę, to można zapomnieć o dobrej szkole/dobrych studiach, więc trzeba równać w dół, bo inaczej skończy się tym, że geniusz będzie kopał rowy. A jak przez większość swojej edukacji będzie równał w dół… no to może się okazać, że zanim na te studia się dostanie, to już z jego zdolności niewiele będzie. Z jednostkami wybitnymi powinno się pracować indywidualnie i powinny robić to osoby z odpowiednim przygotowaniem. A takich ze świecą szukać, miejsc pracy dla nich - tym bardziej…

    Za to przykład z Pottera nie wydaje mi się szczególnie trafny - tamtejszy profesor zapraszał do swojego Klubu głównie uczniów, którzy mogli poszczycić się bogatymi lub wpływowymi krewnymi… ;)

  18. tesska Says:

    I tak teraz doczytałam… Co to za pomysł, żeby już w gimnazjum wybierać przyszły kierunek studiów? Ludzie protestują, że wyboru muszą dokonać już na początku liceum, skoro kiedyś wybierało się pod koniec. Jak można zakładać, że w wieku dwunastu lat będzie trzeba podejmować jedną z najbardziej odpowiedzialnych decyzji dotyczących edukacji? Na poziomie podstawówki można być jeszcze świetnym ze wszystkim przedmiotów i kompletnie nie mieć pojęcia, w których z nich chce się specjalizować. Można zmienić zdanie jeszcze kilkadziesiąt razy… Gdybym wybierała kierunek studiów przed gimnazjum, na sto procent wybrałabym matematykę, a obecnie siedzę na kierunku humanistycznym. I wiem, że na studiach ścisłych zamęczyłabym się.

  19. Kasia Says:

    Ech, no i co z tego, że wiemy, gdzie żyją białe niedźwiedzie i jak się rozmnażają pantofelki, skoro potem nie potrafimy tej wiedzy w ogóle wykorzystać? Mnóstwo nieprzydatnych informacji, które spokojnie można wyguglać w 10 sekund, zero przełożenia wiedzy na praktykę. I to wiedzy maksymalnie powierzchownej.
    Teraz trochę jest lepiej niż za moich czasów szkolnych, ale z jednostkami ponadprzeciętnymi nikt sobie nie radzi. Sama (no może nie tak całkiem sama :) ) wyhodowałam stwora, który będąc finalistą ogólnopolskiego konkursu z przyrody, na świadectwie miał z tejże przyrody ocenę dobrą (4), ponieważ nie radzi sobie z wypełnianiem ćwiczeń w bardzo ważnym zeszycie, zapomina podręcznika itp. Rada psychologa - indywidualny tryb nauczania. Gdzie? W polskiej szkole? Programy szkolne są konstruowane dla przeciętniaków, nie dla wybitnie zdolnych i nie dla dzieci słabszych. Oni zostają wyrzuceni na margines polskiego systemu edukacji.

  20. Rafal Kosik Says:

    @Umarła poetka: Uważam, że pisanie o tym, co złe w naszym kraju jest znacznie lepsze od przemilczania tego. Zmienić można tylko coś, o czym się wie. O pozytywnych sprawach pisałem wiele razy, teraz piszę o negatywnych, bo ostatnio zebrało mi się na takie właśnie przemyślenia. Nie wyciągam wniosków z obserwacji poczynionych podczas dwutygodniowego wyjazdu. To wynik kilkunastu wypraw zagranicznych, bliżej nieokreślonej liczby rozmów ze specjalistami z różnych dziedzin, ze znajomymi z różnych krajów Europy i nie Europy.

    Weźmy stan dróg, bo jest w miarę oczywisty (chyba już gdzieś o tym pisałem). Na niemieckich autostradach nie robią się koleiny, bo Niemcy używają lepszego asfaltu. Nasza słynna A4, którą jeżdżę kilka razy w roku, zaczęła się sypać w parę lat po oddaniu do użytku. Czy jakikolwiek Polak powinien się czuć obrażony, jeśli napiszę, że budujemy gorsze drogi niż Niemcy? Moim zdaniem nie. Jasne, że stan nawierzchni autostrady A4 wynika z braku pieniędzy - z oszczędności poczynionych przy jej budowie, kiedy to m.in. wykorzystano tańszy asfalt. Teraz A4 jest po raz kolejny w remoncie i założę się, że naprawiają ją znów tym samym, tańszym asfaltem. Położenie dwa razy kiepskiej nawierzchni jest już droższe niż położenie raz dobrej. Tak więc teraz jest i drożej i gorzej, a wynika to z urzędowej krótkowzroczności. Można to przemilczeć, żeby nikogo nie urazić, albo o tym mówić. Wolę drugą opcję.

    @Tesska: Zgadzam się, że wybieranie kierunku edukacji ma sens gdzieś na przełomie gimnazjum i liceum. W podstawówce uczniowie powinni się uczyć wszystkiego, żeby mieć dobry punkt startu i właśnie późniejszą możliwość wyboru kierunku kształcenia się. Jednak zła jest już tak silna presja na wysoką średnią, która każe ambitnym rodzicom słać uzdolnione plastycznie dziecko z antytalentem muzycznym na kilka godzin korepetycji z muzyki. Bardziej wskazane było by zapisanie dzieciaka na pozaszkolny kurs rysunku/rzeźby/malarstwa, a z muzyki niech ma tróję.

    A co do HP, to np. Hermiona zdecydowanie nie ma wpływowych rodziców, a rodzice Harry’ego nie żyją ;)

  21. BlackButterfly Says:

    Co do nauczania, to uważam że jest do d. Jeśli chcę zostać muzykiem, lub aktorką, to raczej biologia mi się nie przyda. Niestety, nasz ,,kochany” minister edukacji nie jest tego zdania. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że człowiek uczy się całe życie, oprócz lat szkolnych. No i miał rację. W szkole uczymy się wszystkiego po trochu, ale nigdy nie nauczymy się jednego przedmiotu bardzo dobrze. A jeśli już się uda, to tak jak pan napisał, szybko zostaniemy ,,wyrównani do szeregu”.

  22. tesska Says:

    Rafale, przecież napisałam “głównie”… ;) Zresztą Harry nie potrzebował sławnych rodziców - sam był sławny.

    Kasiu, wiedza o pantofelkach nam się nie przydaje (choć ja akurat z biologii zdawałam maturę, i nadal myślę o biotechnologii jako drugim kierunku… ;)), ale pamiętaj, że jest nauczana w momencie, gdzie jeszcze nie wiesz, czy uczeń wybierze biologię, czy ASP. Dziwnie by było pominąć część przedmiotów, bo automatycznie wyeliminowałyby część hipotetycznych studentów. I szczerze mówiąc, w mojej szkole nie zauważyłam pędu do średniej… Przejawiało go kilka jednostek, które faktycznie robiły wszystko, żeby kolejne 5 zamienić na 6, choćby nie wiem, jak bardzo nie zasługiwały. Reszta robiła swoje i uczyła się czasem na 5, czasem na 4, czasem na 3. I spokojnie to można robić z przedmiotami, które uczniowi nie odpowiadają. Potem wyspecjalizuje się w liceum/technikum, napisze maturę z tego, co wybrał i pójdzie, gdzie chce. Ja miałam wysoką średnią do końca gimnazjum, w LO przestałam mieć, bo skupiłam się na przedmiotach dla mnie najważniejszych, i żyłam… ;) Zdarzyło mi się kilka godzin korepetycji z fizyki, ale nie dlatego, że nie mogłam się pogodzić ze stopień niższą oceną, tylko że chciałam zrozumieć konkretne procesy, których w szkole nikt mi nie umiał wyłożyć, a niewiedza w moim wykonaniu zawsze mnie drażniła. Miałam nauczycieli wybitnych, miałam nauczycieli fatalnych i miałam nauczycieli średnich - i mimo wszystko doceniam nasz system szkolnictwa. Da się z niego wyciągnąć wiele dobrego, ale jest psuty raz, że oddolnie, przez jednostki, które pracować z dziećmi/młodzieżą nie powinny, a dwa - odgórnie, przez polityków, którzy za punkt honoru uznają wprowadzić co najmniej jedną reformę edukacji rocznie. I jakikolwiek idealny system by się nie pojawił, właśnie tak by był rozsadzany.

    A w wypadku wybitnych osiągnięć to prawda, że zostaje indywidualna praca z uczniem. I właśnie tego mi w polskich szkołach najbardziej brakuje, nie zmian programu i wagi przedmiotów. Choć w zasadzie to też zależy od szkoły - są takie, gdzie nawet w wypadku ciężkiej choroby trudno wywalczyć indywidualne zajęcia, a znam taką, że wystarczyło, że dziewczyna nie lubiła chodzić do szkoły, a rodzice zrobili kilka awantur dyrekcji… Tu brakuje profesjonalizmu i zrozumienia władz (i szkół, i politycznych), i na to pewnie sobie latami poczekamy…

  23. dax Says:

    Zamiast nauczać miriadów nieważnych rzeczy, powinno się prowadzić więcej testów psychologicznych, które stwierdzą do jakiego zawodu nadajemy się najlepiej, a następnie powinniśmy zobaczyć, jak wygląda dany zawód ,,od wewnątrz”.

  24. moon_girl Says:

    Dax: po pierwsze, tylko nie przygłup! Kultura obowiązuje także w internecie. Po drugie: taaak? A to ciekawe… Serdecznie gratuluję, ale nadal pozostaje owiane nimbem tajemnicy, jak to zrobiłeś z wiedzą na poziomie trójkowicza… Po trzecie: ja nie mówię, że jeśli ktoś ma same szóstki, to znaczy, że daleko zajdzie. Ale akurat jeśli twierdzisz, że szkoła nic nie daje, to jesteś w błędzie. Po czwarte: teksty psychologiczne? I myślisz, że to by przeszło? Kto by to finanasował? I kiedy by się je niby robiło? A poza tym, gdyby nas nie uczyli tych wszystkich “nieważnych rzeczy” w podstawówce i gimnazjum, potem nie potrafilibyśmy wybrać, jaki zawód nas interesuje.

  25. Umarła poetka Says:

    Szanowny Panie Rafale, nie twierdze że krytyka jest niepotrzebna, nie ma sensu i należy ślepo wychwalać nasz kraj za ogólny stan rzeczy (chociażby polskich dróg).
    Niestety zauważyłam, że większość inteligencji w tym kraju wypowiada się w podobny sposób jak Pan. “Niestety” dlatego, że (może myśle trochę staroświecko i dosyć naiwnie) powinniśmy dostrzegać tą poprawę jaka nastąpiła przez ostatnie lata, jesteśmy państwem, który w praktycznie każdym wieku swego istnienia musiał odbudowywać swoje “mury” po kolejnej bitwie, wojnie, zaborach, niedawno po parszywym widmie komunizmu… Wytykać błędy, jasne ale też coś z nimi robić. Nie chodzi tu o założenie partii i dokonanie przewrotu w rządzie, dążmy jedynie jako społeczeństwo do poprawy warunków we wszystkich naszych dziedzinach życia. Przykładowo: dokładajmy swoje “trzy grosze” do szkolnictwa:coś się nie podoba w systemie? Rodzice przejdźcie się chociaż na zwykłą głupią wywiadówke. Drogi są beznadziejne? Nie, nie musisz wychodzić z młotem pneumatycznym na ulice wystarczy, że pozwolisz pracować nad tym przeznaczonym do tego ludziom, przykład: w moim mieście non stop są jakieś remonty, kładzie się nowe chodniki, ulice i teraz wszystko naprawde wygląda i funkcjonuje o wiele lepiej niż przedtem, ale oczywiście durni ludzie nie dostrzegają, że ul. Ixsińskiego jest już przejezdna, nie ma zbędnych nierówności i dziur co 5 metrów, za to widzą że zamknęli ul. Igrekowskiego, oczywiście nie myślą o tym, że ta ulica zamiast dwóch pasów będzie powiększona o drugie tyle samo i będzie mniej korków w mieście, wypadków itd…)
    Nauczmy sie wreszcie ze sobą współpracować i chwalić to co nam wychodzi ;) Kolejny przykład (trochę odbiegający ale myślę, że trafny), wczoraj włączyłam telewizor, miał zacząć się mecz siatkówki: Polska kontra Francja. W eliminacjach pokonaliśmy Francję dwa razy, jednak ciągle słyszałam zgodny chór mojej rodziny na przmian z sąsiadami: “Cholera, na pewno przegramy”.. Co się stało: wygraliśmy 3:1 zostając mistrzami Europy. Teraz, co słyszę w autobusie: “Nooo, wygraliśmy, ale ten trzeci set… (kiwanie głową na boki;), tak przer***liśmy”
    No i znowu, głupi człowiek nie będzie cieszył sie z wygranego meczu, ze zdobycia mistrzostwa, tylko przejmie swoją stanfardową pozycję: “na narzekanie”.
    Otóż trochę pozytywnego myślenia, nauczymy się poznawac naszą wartość w tym tkwi siła.

  26. Procesor Says:

    Umarła poetka: To wszystko przez tę beznadziejną polską mentalność. Polacy na każdym kroku narzekają na wszystko i wszystkich. Nawet najmniejsze problemy mogą w oczach Polaków urosnąć do rangi narodowego skandalu. Uważają się za fachowców w każdej dziedzinie, wypowiadając się w spawach o których nie mają w rzeczywistości bladego pojęcia. I nigdy nie widzą problemu w sobie samym, zawsze wszystkie nieszczęścia można zwalić na polityków, miasto, państwo. Narzeka się, że ulica jest wyboista, a jak już ktoś się za to weźmie, to się narzeka że jest zamkniętado czasu zakończenia remontu. Błędne koło :P

  27. Procesor Says:

    Oczywiście nie można przesadzić w drugą stronę i wszystko chwalić - to też nie byłoby dobre.

    Co do systemu nauczania - jestem za tym panującym obecnie, ale nie do końca. Po ukończeniu gimnazjum powinna istnieć możliwość wyboru szkoły licealnej SILNIE ukierunkowanej na dany profil, czyli… Po co mi np. biologia, kiedy wybieram liceum o profilu matematyczno-informatycznym? Wiedza na ten temat na poziomie podstawowym została mi już przekazana w gimnazjum oraz szkole podstawowej, więc po co mi dalsza wiedza z tej dziedziny?

    Rafał Kosik napisał:
    “Weźmy stan dróg, bo jest w miarę oczywisty (chyba już gdzieś o tym pisałem). Na niemieckich autostradach nie robią się koleiny, bo Niemcy używają lepszego asfaltu. Nasza słynna A4, którą jeżdżę kilka razy w roku, zaczęła się sypać w parę lat po oddaniu do użytku.”

    Sprostuję. Nic nie wnosi to do tematu, ale nie mogłem się powstrzymać.
    Niemcy stosują na autostradach beton, który niszczy się po około 30 latach intensywnego użytku. No i nie trzeba niczego łatać(rzadko), nie powstają koleiny.
    A2 (z Poznania do ?odzi) wcale nie wygląda lepiej. NIe dość, że płaci się 11 zł, to jeszcze za te 11zł dostaje się do użytku beznadziejnej jakości nawierzchnię, na której można zarwać zawieszenie. Ale najleszy jest pewien odcinek, wybdowany rok temu, któy wygląda, jakby go użytkowano 10 lat.

  28. leave Says:

    Co do edukacji: trzeba najpierw troche poznać wszystkie dziedziny by móc wybierać. poza tym z podstawami nauki w wielu dziedzinach, nie będziesz stał z założonymi rękami i głupią miną gdy będziesz zmuszony poradzić sobie z czymś innym niż Twoją specjalizacją.
    2: Niestety zgadzam sie z opinią na temat mentalności polaków. Mam nadzieje, że to sie poprawi.

  29. dax Says:

    Przecież nie mówiłem, że trzeba od razu, bez zdobycia wiedzy, wybierać swój zawód. Ja uważam, że nie ma sensu zdobywać wiedzy ogólnej przez 12 lat…

  30. dax Says:

    moon_girl:
    Naprawdę oceny o niczym nie świadczą; może kiedyś się o tym przekonasz.

  31. Kasia Says:

    Słuchajcie, a zauważyliście tytuł notatki? Chodzi o elity. Baaardzo niepopularne, ba! podejrzane nawet. Pogardliwie nazywani różnie (ostatnio obiły mi się o uszy “wykształciuchy”), to tacy, którzy nie wiadomo dlaczego mają różne przywileje. Dlaczego profesor te kujoniszcza zaprasza na specjalne podwieczorki? Dlaczego ten cholerny dyrektor zarabia więcej, skoro ja, spawacz, tak ciężko haruję? Dlaczego tylko wy możecie w tym Sejmie siedzieć, o nieee! Wersal się skończył!

    Zaborcy próbowali, a komunizm dokończył dzieła i zabił nasze elity. I tylko zmiana mentalności kolejnych pokoleń (WAS, moi drodzy, właśnie WAS) może to naprawić. Elity to awangarda, to forpoczta nowego, to również tradycja i pamięć. Czym bylibyśmy bez elit? Dlaczego Niemcy rozstrzelali krakowskich profesorów, a nie wszystkich akademickich cieciów? Dlaczego Rosjanie wybijali naszych oficerów, a nie ich ordynansów? (Zaznaczam, że mam pełen szacunek dla ciężkiej pracy spawaczy, cieciów i ordynansów).

    Jak mamy te elity tworzyć? Z bardzo zdolnych młodych ludzi, najlepiej. I taki zdolny uczeń szybko się uczy i nie chce wypełniać tych durnych ćwiczeń, bo to go nudzi. On by chciał coś nowego zrobić. Ale nie może - musi dostać dobrą ocenę, żeby mieć dobre świadectwo i dostać się do dobrego gimnazjum. Będzie wkuwał te pantofelki, wypełniał pracowicie ćwiczenia z przyrody, ćwiczył czasy z anglika, które dobrze zna, aż mu się odechce tych nowych wyzwań, przyzwyczai się, żeby się nie wychylać i nie zadawać głupich pytań! Co tam jakiś ogólnokrajowy konkurs, ważne, żeby zawsze mieć podręcznik. Przecież i tak wszystkie naukowe Noble Amerykanie zgarną, nie?

  32. Procesor Says:

    Dokładnie. Na anglika wkuję wszystkie czasy, mogę mieć same piątki, a nie nauczą mnie praktyki, nawet swobodnej rozmowy z obcokrajowcem nie nawiążę. Dopiero gdy sam wziąłem się do roboty i na poważnie w domu zacząłem się uczyć, to nawet poznałem fajnych ludzi w Tunezji(Tunezyjczyków, a nie turystów ;) ), z którymi mogłem normalnie porozmawiać. Nawiasem mówiąc to w Tunezji sami fajni ludzie są. Zupełna odmienność od Polski. Nawet ci najbiedniejsi mają wieczne uśmiechy na twarzach.

  33. tesska Says:

    Kasiu, ale elity jak sama nazwa wskazuje, są… no właśnie, elitarne. Jakby ustawić całe szkolnictwo pod nie, to elitarne staną się też szkoły, bo mało kto poradzi sobie z takim programem. Zresztą jak ustawić program dla wybitnych indywidualności? Dla każdej inny? A większość młodzieży by poodpadała, i nagle okazałoby się, że mało kto dostanie się do LO, nie ma kto studiować… I gospodarka zgłupieje, co zrobić z rzeszą pustych miejsc w szkołach i na uczelniach, i co zrobić z tymi, którzy do szkoły okazali się za słabi. Wykształcimy świetne elity i zostaniemy bez “mrówek”, za to z masą bezrobotnych?

    Swoją drogą, znam prawdziwego geniusza. Facet w liceum opracowywał hasła do encyklopedii i udzielał konsultacji profesorom. Liceum skończył śpiewająco, testami maturalnymi nie musiał się przejmować, bo z powodu osiągnięć i tak był z nich zwolniony, i szczerze mówiąc nie zauważyłam, żeby narzekał więcej niż inni. Nie jest więc chyba tak najgorzej… ;)

  34. Kasia Says:

    Tesska: tematem nie było szkolnictwo jako takie, tylko kształtowanie elit. Chodzi o to, że polska szkoła nie radzi sobie z bardzo zdolnymi dziećmi. Wiem, co mówię, bo mam takie w domu. Oczywiście, zdarzy się geniusz, który w tym się odnajdzie, ale nie chodzi o pojedyncze przypadki, tylko o takie pokierowanie tymi najzdolniejszymi, żeby pociągnąć ich w górę. Bo na razie to system ciągnie ich w dół, nie promując indywidualnych zdolności. Mają wykuć stąd-dotąd i gucio kogoś obchodzi, jakie możliwości ma dziecko. Ma nosić zeszyt, podręcznik, wypełniać ćwiczenia, a potem nauczyć się do testu. Ale ten dzieciak chce czegoś więcej - i tutaj szkoła najczęściej nie ma mu nic do zaproponowania, a cały ten system sprawia, że czas takiego dziecka jest marnotrawiony na durne czynności, które są być może znakomitym ćwiczeniem dla słabszych dzieci, ale jego zniechęcą tylko do szkoły. I właśnie nie mówię o geniuszach, tylko o większej grupie tych najlepszych. Ich powinno się stymulować, chuchać, dmuchać, dawać możliwości, bo z nich te elity mają szansę powstać. Nasz system zabija indywidualności, zamiast je pielęgnować.

  35. xyz Says:

    Według mnie trzeba czytać bardzo dużo książek - to jest klucz do sukcesu.

  36. tesska Says:

    Kasiu, ale rozumiem, i z tym się zgadzam, co zresztą chyba wspominałam w początkowych postach. Tylko uważam, że zmienienie tego nagle jest niewykonalne… Sama mam alergię na wszystkie testy, bo ich jedyną zaletą jest to, że nauczyciel nie musi się przemęczać. Sama klęłam, jak musiałam się nauczyć pisać pod klucz specjalnie na maturę z polskiego, jak musiałam kreślić dobre prace, tylko po to, żeby pasowały do klucza - każdorazowo wychodził gorszy, ale lepiej punktowany efekt.

    Tyle że ja problemów z podejściem do zdolnych dzieci upatruję w sumie dużo głębiej… Nauczyciele zarabiają mało (początkujący nauczyciel dostaje 800 albo mniej złotych na rękę), a ich praca jest (przynajmniej z założenia) wielowymiarowa - muszą znać swoją dziedzinę, muszą dobrze przekazywać wiedzę, powinni być dobrymi pedagogami, powinni mieć czas na indywidualną pracę z każdym, a do tego mają mnóstwo papierkowej roboty, pisanie konspektów plus samo układanie/sprawdzanie sprawdzianów etc. Praca wymaga dużego nakładu czasu i wysiłku - przynosi mały zysk. I zauważyłam, że nauczyciele dzielą się na trzy grupy - takich, którzy pracują z pasji, mają w sobie potrzebę uczenia, i oni naprawdę się przykładają, organizują dodatkowe zajęcia i kółka zainteresowań (za które zwykle nie dostają pieniędzy, bo szkoła nie ma), takich, którzy dają z siebie mało, bo dostają za to mało, więc wychodzą z założenia, że nie warto się starać, i takich, którzy pracę nauczyciela traktują jako drugi zawód, służący tylko temu, żeby szkoła rozliczała ZUS-y, a tak naprawdę mają inny, dochodowy - czyli nie muszą się starać, bo to tylko dodatek, poświęcają się lepiej płatnej pracy. I dopóki nauczyciele nie będą zarabiali więcej, nie będzie to zawód opłacalny, nie będzie dużej konkurencji (mój chłopak był w trakcie pierwszego roku polonistyki, kiedy zaproponowano mu stanowisko nauczyciela, bo nie było innych chętnych - gdyby się zgodził, byłby nauczycielem bez przygotowania merytorycznego i pedagogicznego, ale to dyrekcji nie obchodziło) i nie będzie dla pracujących źle ryzyka zwolnień. Jeśli nie będzie ryzyka, że za złe wykonywanie obowiązków się wyleci, wielu nie będzie się starało, na czym ucierpią oczywiście uczniowie.

    A poza pensjami dla nauczycieli… nie ma pieniędzy na zastępstwa (stąd bardzo często, kiedy nauczyciel choruje, zastępuje go np. higienistka czy pani pedagog, czyli jest to godzina zmarnowana), nie ma pieniędzy na kółka zainteresować, fakultety - więc mało kto je prowadzi, znów ze szkodą dla uczniów.

    Do tego dochodzi ciągłe mieszanie władz - wielu nauczycieli żyje w ciągłym stresie, czy nagle ministerstwo w ostatniej chwili nie zmieni im programu czy zasad egzaminu, pędzi z programem i nie ma nawet czasu myśleć o indywidualnym podejściu - bo jeśli czegoś nie zdążą przerobić/wyjaśnić, to uczeń ma prawo podać ich do sądu, że to przez nich nie dało rady na egzaminie i ma praktycznie 100% pewności, że wygra.

    W tym całym zamieszaniu osobiście nie wyobrażam sobie zbyt wielu nauczycieli zajmujących się pracą indywidualną z wyjątkowo zdolnym uczniem - bo kiedy i jak mają to robić?

    Mam często wrażenie, że edukacja jest traktowana jako margines - bo to przecież nie drogi, które się sypią, to przecież nie szpitale, gdzie widać, że ktoś choruje, umiera, nie ceny benzyny, które drażnią natychmiast - więc nikt nie myśli o niej poważnie, pokutuje wizja nauczyciela, który siedzi w pracy od 8 do 15 i ma dwumiesięczne wakacje, i nie robi nic ponad to, więc nie powinien się uważać za kogoś ważnego. A przecież to od poziomu nauczycieli i ich motywacji do pracy zależy rozwój społeczeństw, bo to oni zajmują się młodzieżą na starcie, wpływają na kształtowanie się ich gustów, zainteresowań, czasem planów zawodowych. Mogą te zainteresowania rozwinąć lub zaprzepaścić. Gdyby bycie nauczycielem nagle stało się opłacalne, to więcej osób starałoby się na tym stanowisku, co byłoby wyłącznie zyskiem dla dzieci - i dla nas wszystkich.

    Na uczelniach też widać, że nauczyciel jest kimś “gorszym” od normalnego pracownika. Poloniści i kierunki pokrewne (w tym mój) po pierwszym semestrze mogły sobie wybrać specjalizację. Na większość przyjmowano 25 osób, trzeba się było wykazać (na wydawniczej - egzamin wstępny, na dziennikarskiej - teczka osiągnięć, praca przekonywująca, dlaczego jest się najlepszym kandydatem, rozmowa kwalifikacyjna, na artystycznej - rozmowa kwalifikacyjna etc.), na nauczycielskiej było 200 miejsc, przyjmowano każdego, głównie tych, którzy nie dostali się na tamte. Wniosek był prosty: jeśli ktoś jest za mało zdolny, żeby zostać bibliotekarzem, dziennikarzem, wydawcą, to niech idzie do szkoły. Mało osób wybrało tę specjalizację, bo chciało uczyć. Większość poszła z musu, bo jakąś specjalizację trzeba było mieć.

    A w obecnych czasach dla zdolnych dzieci zostają chyba tylko kółka czy kluby pozaszkolne. Albo rezygnacja z dobrych ocen na rzecz wiedzy i pasji. Bo innego pomysłu nie mam.

  37. Martyna Says:

    xyz nasz racje.Ja nie sądze, ze jestam jakaś bardzo zdolna ale mam 5, 6, 4 3 tez się znajda ale co to nauczyciela obchodzi, że znam pół ksiązki do histori do mojej obecnej 2 klasy jak i do 3 gimnazjum skoro tego przeklętego podręcznika nie wzięłam albo zeszytu z którego i tak ciężko sie odczytać.Co z tego, że maluje i to całkiem dobrze jak nie znam historii sztuki. Co z tego że robie na fizyce obliczenia dobrze chemie rozumiem jak mi pół tabliczki mnożenia z głowy wypadnie a na matmie mam w głowie ciemność.Nauczycieli nie bardzo obchodzi to, że ktoś zna pół encyklopedii medycznej skoro nie nauczył sie na kartkówke o zębach.Można umieć cholernie dużo z jakiegoś przedmiotu a i tak mają to gdzieś bo coś tam.Serio wiem co mówie biologie kocham ale właściwie mogłabym na niej spać bo i tak zwykle wiem o co chodzi.A nasze szkolnictwo ma plusy i minusy i moze dajmy już temu spokój bo to jest temat rzeka jak nasze autostrady i mentalności Polaków.Panie Rafale kiedy da Pan coś o siódmej części FNIN

  38. leave Says:

    Moim zdaniem zdolnych powinni wyłapywać w pierwszej kolejności rodzice i posyłać do lepszej szkoły albo organizować jakieś zajęcia z porzeszenia umiejętności. Jeśli rodzic to prześpi, to wychowawca powinien zorientować sie i pracować z uczniem, robić materiał ponadwymiarowy zadania dodatkowe itd. Teraz tylko pytanie czy dziecko będzie chciało.

  39. xyz Says:

    Światło dzienne ujrzał [url=http://fnin.gildia.pl/2009/09/15/drugi-fragment/#comments]NOWY FRAGMENT[/url] 7 części przygód Felixa, Neta i Niki!

  40. xyz Says:

    Wybaczie, oto poprawny link: http://fnin.gildia.pl/2009/09/15/drugi-fragment/#comments

  41. Kasia Says:

    Nie chodzi o ludzi z pasją (to super, że są), tylko o zmiany systemowe. A tylko świadome społeczeństwo będzie potrafiło takie zmiany wymusić. Trzeba więc o tym mówić i dyskutować, błędem moim zdaniem jest twierdzenie “Szkolnictwo w Europie Zachodniej jest do dupy, bo nie wiedzą gdzie leży Polska, a my to tacy wszechstronni, jakie to mamy horyzonty”. Trzeba pisać, co jest źle, musimy mieć świadomość naszych słabości i dążyć do lepszego funkcjonowania państwa, bo z postawą “A ja tam dumny jestem, że u nas właśnie tak jest” pielęgnujemy tylko ten nasz zaścianek. Nie osiadajmy na laurach, doceniajmy gdzie dotarliśmy, ale patrzmy w gwiazdy i ciężko pracujmy, żeby było lepiej :)

  42. tesska Says:

    O poziomie szkolnictwa w Europie Zachodniej pisałam jako kontrargument na to, że szkoła jest niepotrzebna i powinno się zlikwidować przedmioty, bo trudne… ;)

  43. tesska Says:

    Ach - no i w moim dłuugim poście skupiłam się właśnie na tym, jakie zmiany systemowe są według mnie potrzebne ;)

  44. fritz Says:

    Nam Pani w szkole powiedziała na pierwszej lekcji w gimnazjum ,że jesteśmy przyszłą elitą:)

  45. Anrya Says:

    Są w Polsce szkoły kształtujące elity już na poziomie gimnazjum: szkoły katolickie.

  46. leave Says:

    Nie wszystkie szkoły katolickie wyróżniają sie poziomem. Osobiście chodze do szkoły społecznej i w tym roku 5 osób z katolika przepisało sie do nas bo uważali że ich szkoła liczy sobie bardziej prestiż a nie nauke. Wydaje mi sie, że szkoły katolickie mają dobre podstawy lecz niektóre i tak nie umieją z nich skorzystać.

  47. Rafal Kosik Says:

    Zwykle szkoły prywatne zapewniają wyższy poziom nauki niż publiczne. Nie zawsze, ale zwykle. Jak jest z katolickimi, nie wiem. Ciekawe jestem za to, jak tam wygląda poziom nauk przyrodniczych.

  48. Eve Says:

    A wie pan co? Ja chodzę do szkoły katolickiej, i dziwnym trafem nie mam jakichś braków w edukacji tylko przez to, że uważam, iż Bóg stworzył człowieka. Może dla niektóych to trudne do zrozumienia, ale naukę i wiarę da się pogodzić.

  49. Rafal Kosik Says:

    Może i da się to pogodzić. Nie wiem, jak to jest w przypadku szkół katolickich, bo z żadną nie miałem styczności. Ja zwyczajnie nie lubię, kiedy ideologi (jakiejkolwiek) próbuje się używać do manipulowanie faktami. Może religia i teoria ewolucji może współistnieć.

  50. Dziebak Says:

    no nie… oczywiście, że może i niech Pan nie sądzi, że w szkole katolickiej ktokolwiek nagina fakty! no to już by była przesada…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).