Ekonomia wiary

Bóg jest potrzebny człowiekowi, bo zapewnia stabilny obraz świata o jasnych i przejrzystych wartościach. Ludzie potrzebują świadomości, że ktoś stoi za nimi i ich wspiera, że chroni przed niezrozumiałym i wrogim środowiskiem, że dba o porządek wszechrzeczy. Bóg jest odpowiedzią na pytania bez odpowiedzi. Dlaczego niebo jest błękitne? Nie wiesz? Jest błękitne, bo Bóg tak chciał! Bóg jest łatką na dziury naszej niewiedzy, znakiem ostrzegawczym na końcu poznanego. Bóg jest wreszcie obietnicą, że umrzesz tylko częściowo.
Współczesna fizyka odpowiada na wiele pytań, jak choćby to o błękit nieba. Znak ostrzegawczy „Bóg” można przesunąć dalej. Rozwój nauki przypomina zabawę w chowanego z Bogiem w wielkim domu. Każda nowa teoria jest jak otwieranie kolejnych drzwi, do kolejnego nieznanego pokoju. Kiedy wydaje się nam, że poznaliśmy już wszystko co możliwe, że zjedliśmy wszystkie rozumy, odkrywamy schowane za szafą następne drzwi i zabawa zaczyna się od nowa. Może drzwi i pokoi jest nieskończenie wiele? A może Bóg jest domem i tworzy nowe pokoje, gdy kładziemy dłoń na klamce?

Bóg jest potrzebny społeczeństwu
do zachowania ładu, poczucia wspólnoty i bezpieczeństwa. Tylko nieliczni mogą poprawnie funkcjonować bez świadomości, że ktoś wszechwiedzący obserwuje ich czyny i kiedyś ich z nich rozliczy. Cała reszta maluczkich musi mieć strażnika, umieszczonego we własnej głowie przez kogoś mądrzejszego. Są ludzie, którzy przetrwaliby śmierć swojego strażnika i dalej robili to, co robią. Ale znakomita większość przestałaby się czymkolwiek przejmować. Zaczęliby kraść, zabijać. Oni muszą wierzyć święcie, niezachwianie, że całe życie pracują na ocenę, wystawianą w chwili śmierci.

Bóg jest potrzebny władzy do legalizacji jej działań. Najlepiej jeśli władca jest ziemskim przedstawicielem Boga, jego powierzchniowym gubernatorem, bowiem wtedy sprzeciw wobec władcy jest równoznaczny ze sprzeciwem wobec Najwyższego. Jest więc grzechem.

Bóg jest potrzebny człowiekowi, Bóg jest potrzebny społeczeństwu, Bóg jest potrzebny władzy. Każdemu na inny sposób i do innych celów. Wiara w Boga zwyczajnie się opłaca. Praktycznie nie istnieją społeczności ludzkie, które nie wykształciłyby jakiegoś systemu religijnego. Mamy więc wewnętrzną potrzebę posiadania opiekuna-sędziego. Znacznie łatwiej jest wierzyć, niż nie wierzyć. Wiara to spokój i porządek, niewiara to chaos i poszukiwanie. Niestety stosowanie się do zasad konkretnej religii wymaga wyrzeczeń. Z ekonomicznego punktu widzenia najlepiej byłoby więc nie wierzyć w Boga w młodości, szaleć i używać życia, a nawrócić się dopiero na starość, kiedy koniec już bliski. Szczerze wtedy pożałować za dawne grzechy i odwiedzać najbliższą świątynię dzień w dzień.
Wiarę można stracić, można się jej pozbyć na drodze logicznego rozumowania. Można się nawrócić, ale też można uwierzyć w Boga świadomie, z wyrachowania, z potrzeby uporządkowania i wytłumaczenia sobie świata. Tylko, czy wtedy będzie to wiara, czy proteza moralna? Wiara jest przecież niezależna od woli. Nie można postanowić: „Od dziś wierzę”. To byłoby obłudne, więc i bezsensowne w kontekście Boga wszechwiedzącego. Jeśli tak, to zbawienia może dostąpić tylko człowiek doskonale niewierzący, bo tylko jego prawe uczynki płyną ze szlachetnych, bezinteresownych pobudek, nie zaś ze strachu przed potępieniem.

Z Bogiem jest jeszcze jeden, całkiem spory problem. Zakładając że On faktycznie istnieje, to musi być istotą na tyle przewyższającą nas pod każdym względem, że jakikolwiek kontakt nie jest możliwy. Jeśli posiada cechy, które mu przypisujemy, to nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie Jego osoby w ogólnym zarysie. My zwyczajnie nie damy rady udowodnić Jego istnienia, nie zobaczymy Go, nawet patrząc Mu prosto w twarz. Tym się zresztą różni wiedza od wiary – jeśli się coś udowodni, wiara przestaje być potrzebna. Tak więc wiara broni się nawet przed dowodami na swoją prawdziwość.
W Rosji radzieckiej uważano wiarę w Boga za rodzaj defektu intelektualnego. Dziś to niemodne, a wielu współczesnych fizyków jest wręcz ludźmi religijnymi. Mówią, że szukając nowych cząstek elementarnych, nowych gwiazd, rozpracowując teorię strun – szukają Boga, ale tymi badaniami odsuwają go od siebie. Każde nowe odkrycie wyjaśniające działanie wszechświata, niszczy kawałek Boga, ogranicza jego rolę. Kiedyś bogowie sprawiali, że po nocy następował dzień, potem tylko pchali słoneczny rydwan po niebie, wreszcie rola naszego Boga ograniczyć się miała do stworzenia Słońca. Dziś, co najwyżej, możemy Go uważać za Tego, który, pstrykając palcami, rozpoczął Wielki Wybuch. Wtedy wszystkie zasady i prawa zostały ustalone a sam Bóg przestał być potrzebny. Potem, chcąc działać, musiałby zwyczajnie poddać się działaniu określonych przez samego siebie praw, tym samym zadając kłam swej wszechmocności, lub działać mimo tych praw, łamiąc je, więc i przecząc swej wcześniejszej wszechwiedzy. Wynika z tego w prosty sposób, że Bóg (jeśli istnieje) nie wtrąca się w nasze życie od jakiś piętnastu miliardów lat.


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Ekonomia wiary”

  1. flamenco108 Says:

    Heja.
    1. Boga nie ma, bo nikt nie potrafi udowodnić, że on istnieje, a to jest podstawa. Dowód przez odwrócenie (nie można udowodnić, że nie istnieje) jest bezwartościowy praktycznie. Jeżeli nie mogę zobaczyć bakterii, to nie znaczy, że nie istnieją. Ale jeżeli nie mogę udowodnić, że elfy nie istnieją, nie znaczy, że istnieją.
    2. Jeżeli jednak istnieje, nie może być istotą przewyższającą nas tak bardzo, że niemożliwy z nią jest kontakt, w przeciwnym razie nawet nie bylibyśmy zdolni o nim pomyśleć, wyobrazić go sobie, a przecież to robimy. Pozostaje jeszcze kwestia, czy Bóg ma nad sobą innego Boga, który go przewyższa w takim samym/podobnym stopniu, jak on nas ;-)
    3. Na wschód od Hindukuszu nie ma koncepcji Jedynego Boga, poza pewnymi wysepkami religii napływowych. Gdyby Bóg był uniwersalny, jego istnienie mogłoby podlegać dyskusji, ale jednakowoż nie jest. Jest to zatem tylko jedna z wielu koncepcji - tak powszechna u nas, że niektórzy myślą, że jedyna na świecie (śmiech).
    4. Nie wydaje się logiczna koncepcja Narodu Wybranego (zważmy, że problem z antysemityzmem w Chinach nie występuje), zatem również wydaje się głupie, że pasterski ludek z pogranicza pustyni Nefud i Mezopotamii dzierżył monopol na Prawdę.
    5. Bóg, jeżeli istnieje, bezwarunkowo musi się wtrącać w nasze życie, w przeciwnym razie by nie istniał. Istnienie warunkuje interakcję. Ten wpływ może być mały, ale jest (o ile ten Bóg jest, ale raczej nie ma, więc się nie wtrąca).

    Z pozostałymi tezami z grubsza się zgadzam, podrowienia ;-)

  2. Rafal Kosik Says:

    ad. 1. Właściwie to nie rozważałem tutaj, czy Bóg istnieje. Stwierdziłem tylko, że uznawanie jego istnienia jest dla wszystkich opłacalne. W tym sensie więc istnieje na pewno - jako symbol.

    ad. 2. Ależ właśnie nie wyobrażamy sobie Boga jako istoty najwyższej, wszechmocnej tylko jako nadnadczłowieka, który bawi się z nami, jak niegrzeczne dziecko z mrówkami. To nasze wyobrażenie jest na tyle naiwne, że nie może być prawdziwe.

    ad. 3. Mój artykuł nie jest o Bogu chrześcijan, tylko o Bogu w ogóle. Twierdzenie, że któraś z dziesiątek, setek religii jest najdoskonalszą i jedną słuszną, jest faktycznie śmieszne, ale tylko, jeśli patrzy się na to z boku. W końcu założenie o wyższości każdej z religii jest zarazem jednym z jej podstawowych dogmatów. Przecież to walka o wpływy działająca na podobnych zasadach co konkurencja między hipermarketami, czy producentami samochodów.

    ad. 4. Każdy system ideologiczny tworzy legendy i mity. Nie da się inaczej.

    ad. 5. Nie stwierdzimy raczej, czy się wtrąca. Jeśli prawie Cię potrąci autobus, to czy to “prawie” to będzie boską interwencją, czy tylko przypadkiem?

  3. pati Says:

    Ja na pana miejscu bym nie pisała w internecie o tak kontrowersyjnych sprawach.

  4. Rafal Kosik Says:

    Ja nie piszę tutaj niczego, co ma na celu obrażenie kogoś. Chcę tylko, żeby ten ktoś zastanowił się nad podstawami swojego życia. Wiem, że ludzie reagują różnie. Reakcja jest tym gwałtowniejsza, im mniej argumentów ten ktoś ma w zanadrzu.

    Ale cóż… piszę dla myślącego odbiorcy. Jeśli ktoś się obraża, że znaczy, że trafił na niewłaściwą stronę.

  5. Nieznajomy Says:

    Popełniasz kilka podstawowych błędów, jak chociażby wywód o tym, gdzie człowieka potrzebuje Boga. Odnosi się to do tworzonych na potrzeby (np. władzy) bożków, którzy z prawdziwą wiarą nic wspólnego nie mają. Całe to rozważanie sprowadza się więc do pytania: czy to Bóg stworzył człowieka, czy człowiek Boga?

    Druga rzecz to interakcja. Zakładając istnienie Boga i to, że cały wszechświat, czas, przestrzeń i w ogóle wszystko jest Jego dziełem, to oznacza, że on to dzieło zna lepiej niż ono same. Dlaczego miałby nie wpływać na to, co stworzył?

    No i oczywiście bóg, który sprowadza się do roli wyjaśniania niezrozumiałych (jeszcze) zjawisk, nie jest w żadnym razie moim Bogiem, ale jeżdżącym śłonecznm rydwanem bożkiem.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).