Edukacja z przeszłości

Dla mnie izolacja to nie jest jakiś dramat, bo i tak większość czasu pracuję w domu. Chociaż rozumiem, że dla wielu ludzi to wywrócenie życia do góry nogami. Bywa też tak, że mąż i żona po wielu latach małżeństwa siedzą naprzeciw siebie przy stole i nie potrafią skleić zdania (na szczęście nie mój przypadek). Ich życia się rozjechały dawno temu i łączy ich kredyt, może dziecko, a może przyzwyczajenie i niechęć do zmian / pogodzenie się z losem. Są też ludzie, którzy zwyczajnie z natury nienawidzą siedzieć w domu.

W dzieciństwie sporo chorowałem. I bardzo lubiłem te przerwy w CV, kiedy siedziałem w domu i zamieniałem łóżko w wyimaginowaną warownię. Czas zwalniał i dawał możliwość, bym zajął się tym, co lubiłem. Wtedy nie wiedziałem, że to jest ważne, o niebo ważniejsze od wkuwania struktury pantofelka albo zgadywania, co Orzeszkowa miała na myśli.

Te przerwy ukształtowały mnie w niewiele mniejszym stopniu niż szkoła. Dopiero potem okazało się, że najważniejszym zeszytem był brudnopis, a gapienie się w okno i rozmyślanie więcej mi dało niż zapamiętywanie wartościowości bizmutu. Dopiero po latach dowiedziałem się, że Dmitrij Iwanowicz Mendelejew właśnie po to opracował tablicę okresową pierwiastków, by tych wszystkich liczb nie trzeba się było uczyć na pamięć!

I wtedy, i dziś, traktowano dzieci jak coś w rodzaju pendrive’ów, dysków, do których należy po prostu załadować konkretne dane, a sam nośnik nie musi ich nawet rozumieć. Testy szkolne to nic innego jak sprawdzenie poprawności zapisu. Na naukę rozumienia czy niestandardowego podejścia poza schematami nie ma miejsca ani czasu. Chęci również nie ma, bo jak to niestandardowe podejście potem ocenić? Jeśli dziecko ma zaznaczyć odpowiedź a, b lub c, to sprawa jest oczywista, a test prościutki do sprawdzenia. I mamy dzieci sparametryzowane jak łożyska w fabryce traktorów. Natomiast jeśli położylibyśmy nacisk na kreatywność i szukanie rozwiązań spoza klucza, to przecież to by było takie… NIESPRAWIEDLIWE!

Dlatego też mamy dziś tylu ludzi, którzy np. nie rozumieją mechanizmów rozprzestrzeniania się wirusa.

Te przymusowe ferie związane z paniką koronawirusa w pewnych aspektach paradoksalnie dobrze nam zrobią. Wyhamujemy, przemyślimy. Pomijam teraz całe zło, którego również doświadczymy: sporo ludzi umrze, sporo straci pracę, oszczędności życia, może domy, a gospodarka tąpnie do poziomu, jakiego nie pamiętają trzydziestolatkowie.

To nastąpi tak czy inaczej. Spróbujmy więc wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość. Jednym z ważniejszych może będzie spostrzeżenie, że program nauczania jest przeładowany i to wiedzą niepotrzebną, nieadekwatną do czasów. Ta wiedza szkolna jest zwyczajnie nieprzydatna w życiu.

I nawet nie mówię to o nauczaniu przez internet w roku 2020, bo mimo nowoczesnego medium, metody są wciąż te same.
Wiecznie żywa jest zasada ZZZ - Zakuć, Zdać, Zapomnieć. Ja bym to wolał zastąpić zasadą jednego Z - Zrozumieć.

Ten rodzaj nauczania był przestarzały już gdzieś w okolicach roku 1950. I to również sprawia, że za kilka miesięcy setki tysięcy Polaków (no i Polek) nie poradzą sobie w nowej rzeczywistości.

Ale przynajmniej będą mieli wykutą na blachę strukturę pantofelka i odróżnią podmiot liryczny od narratora wszechwiedzącego.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).