Dzień pieszego pasażera

17Co jakiś czas obiecuję sobie, że nie będę korzystał z komunikacji miejskiej, a już szczególnie z tramwajów, bo nie stać mnie na takie marnotrawstwo czasu. Przejazd tramwaju przez takie na przykład Rondo Babka trwa więcej niż obejście ronda wokół na piechotę. Niestety zaraz się łamię, tłumacząc to sobie na różne sposoby, na przykład, że będę mógł poczytać, albo że popatrzę na ludzi i zrobię się od tego mądrzejszy. Kończy się na tym, że w trakcie pokonywania Ronda Babka czytam pół rozdziału książki i mam chęć wyjść i popchnąć tramwaj.

Bez wielkiej przesady mogę powiedzieć, że co trzecia wyprawa tramwajem linii 17 kończy się w sposób inny od zaplanowanego lub wręcz nie dochodzi do skutku. A to się zepsują drzwi, a to się coś wykolei albo spotka z samochodem osobowym, a to tramwaj po prostu nie przyjeżdża przez godzinę. Wczoraj była właśnie ta co trzecia wyprawa.

Co ciekawe, właściwie nie było w tym wydarzeniu wini samej komunikacji. Ot, baba w Renault wymusiła pierwszeństwo na autobusie. Nieszczęśliwie różnica mas samochodu osobowego i autobusu sprawiła, że finał zdarzenia nastąpił na torowisku, tzn. samochód osobowy częściowo zatrzymał się na torach.

Narzekałem jakiś czas temu na ZTM, że olewa informowanie pasażerów, ale to się zmieniło. Informacja o utrudnieniach w ruchu linii 17 ukazała się na stronie ZTM-u o godzinie 19:13. Tyle, że ja pechowo wsiadłem do tramwaju linii 17 dokładnie o 19:12, bo tramwaj pojawił się na przystanku punktualnie co do minuty. I właściwie to nie mogę mieć pretensji do ZTM-u ani do Tramwajów Warszawskich, ale trochę mam do samej idei tramwajów, jako takich. No bo jakakolwiek przeszkoda na torach oznacza totalną rozwałkę rozkładu jazdy każdej linii, która przejeżdżą przez problematyczne miejsce. I to oznacza rozwałkę na całej długości linii.

Ciekawsze jest w tym wypadku to, że żaden tramwaj nie uczestniczył w wypadku. Jak się zorientowałem z liczby stojących tramwajów, zdarzenie miało miejsce jakieś 45 minut przed tym, jak mnie motorniczy wywalił w śnieżycę. Czyli służby ratunkowe przybyły tam ponad pół godziny wcześniej. Chyba nikomu nic się nie stało, czyli jakby istotny jest jedynie raport dla ubezpieczyciela. A jednak strażacy i policjanci stoją wokół tego Solarisa i Renault z rękami w kieszeniach, się gapią i gadają o czymś. Miałem przez moment chęć podejść do nich i poprosić, że skoro już tu są, to może by pomogli mi zepchnąć to Renault, bo tramwaj nie może przejechać.

Pytanie na dziś brzmi, czemu oni mędzą nad potłuczonymi reflektorami, zamiast zepchnąć złom z torowiska i przywrócić ruch? Wstrzymanie ruchu tramwajów to jest konkretna strata dla miasta, strata dla podróżnych, ale najwyraźniej to idzie z innego budżetu, więc… my tu sobie pomędzimy nad potłuczonymi reflektorami, a wy sobie ludzie, pasażerowie ze wszystkich następnych przystanków, no nie wiem, idźcie na piechotę czy coś.

To oczywiście nie jest wina tych strażaków ani tych policjantów, tylko decydentów, z których każdy pierwsze, o czym myśli, to dupoktyt, czyli niczego nie ruszajcie tak długo, jak się da.


Udostepnij
Glodne Slonce

9 Responses to “Dzień pieszego pasażera”

  1. SCSK Says:

    Może to jakaś klątwa, czasami takie dziwne rzeczy dzieją się tylko z określonymi rzeczami. Typowy pech otacza, np. Pendolino - jak nie awaria, to jakaś kobieta postanawia umrzeć…

  2. GTichy Says:

    ja tego nie rozumiem. Zwykle gdy ktoś da jakąś tezę (nazwa średnio adekwatna) i ja się z nią zgadzam, to i tak, na przekór samemu sobie, spróbuję obronić tych, o których “teza” źle się wyraża albo się przeciwstawić - użyję kontrargumentów skazanych na porażkę (utopienie się w kontrargumentach do moich kontrargumentów). Do każdej sytuacji mogę znaleźć powód by coś odpowiedzieć. Tylko dla idei dyskusji.

    W przypadku “ZTM vs przeciwności losu” nie potrafię niczego wymyślić. Rzadko jeżdżę kom. miejską i znam tylko mroczne opowieści. Jednak jakiś psychologiczny powód głupiego zachowania zawszę znajdę.

    Nie tym razem. Nie mogą przesunąć samochodu. Nie chcą popsuć “dowodów zbrodni”?… Ja tam nie wiem.

    PS
    Czytał pan może książkę Jeffa VanderMeera pt. “Unicestwienie”? Ja przeczytałem, teraz kończę kolejną część, ale jestem ciekawy pańskiej opinii.

  3. Rafal Kosik Says:

    Czeka w kolejce.

  4. GTichy Says:

    @SCSK ja jechałem Pendolino trasą Warszawa Sopot i z powrotem i wszystko było dobrze.

  5. JArek Says:

    Panie Rafale
    Coś strasznie Pan utyskuję na tą komunikację. Czy to przypadkiem nie jest narzekanie dla narzekania. Prawdopodobnie samochodu nie można było odholować przed przyjazdem ludzi z ZTM i opisaniem zdarzenia.

  6. Rev Says:

    Cóż… pewnych wypadków nie da się uniknąć. Chociaż czasami jest nawet zabawnie. Kiedy byłam w 2 klasie gimnazjum bodajże jadąc do szkoły był okropny korek. Jak się okazało, zapała się ulica na jednym z pasów jednej z najbardziej uczęszczanych ulic. Musiałam iść pieszo 8km w lekkim deszczyku zwiedzając urocze podmościa, za atrakcję mając mieszkające tam kaczuszki. Dowody zdjęciowe nie były powodem wystarczającym do usprawiedliwienia mojej nieobecności na pierwszych 3 lekcjach. Kiedy w końcu docierałam do szkoły wsiadłam w tramwaj typu Swing z cudownym, tak adekwatnym napisem “Zakochaj się w Warszawie”

  7. Nika Says:

    Panie Rafale, mam pytanie odnośnie Martensów, których szczęśliwą posiadaczką się w niedługim czasie stanę. Przypomniało mi się, jak w Orbitalnym Spisku Nika mówiła Felixowi i Netowi o formowaniu języka klipsem do papieru. Czy to sprawdzona metoda?

  8. Rafal Kosik Says:

    Tak. To się znalazło w książce po tym, jak sam zastosowałem tę metodę.

  9. Says Says:

    O, to znaczy, że mój przypadek nie jest jedyny!
    Było podobnie: tramwaj (również linii 17), musiał gwałtownie zachamować, a jeszcze wcześniej dłuuuuuugo tryndzieć, bo jakieś auto chciało przejechać przez tory. Koniec końców w końcu nie przejechało, ale tramwaj i tak stanął (ciekawa sprawa-potem jeszcze podjechał na wstecznym i zrównał się z autem, blokując ruch nie tylko tramwajowy, ale i samochodowy). Po trzech minutach przyjechała policja, i razem z tramwajarzem i kierowcą auta gadali sobie nie wiem ile minut, bo przyszedł mi wcześniej do głowy pomysł urządzenia sobie pieszej wycieczki do metra…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).