Duch w maszynie

Filmowcy i autorzy powieści SF od dziesięcioleci straszą biednych ludzi sztuczną inteligencją, która wyrywa się spod naszej kontroli. Nie zamierzam ich krytykować, przecież sam też to robiłem. Jeśli się lepiej zastanowić, to nawet nie raz. To bardzo popularny motyw w fantastyce naukowej, zatem coś musi być na rzeczy.

Agent Smith z filmu Matrix wykłada stosunek A.I. do ludzkości w sposób jednoznaczny i dobitny: „Wasz czas już przeminął. Przyszłość należy do nas. Nastała nasza era”. Wizja znana choćby z Terminatora to maszyny, które za cel stawiają sobie zniszczenie ludzkości. Ten scenariusz jest jednak mało prawdopodobny, bo w sumie dlaczego sztuczna inteligencja miałaby to robić? Jeśli nie będziemy konkurować o te same zasoby, to symbioza wydaje się bardziej opłacalna. Symbioza albo pasożytnictwo, jak chociażby znane z Matrixa elektrownie zasilane ludzkim metabolizmem. Z punktu widzenia nauki to bardzo nieefektywny sposób pozyskiwania energii. Jeżeli A.I. na czymś by zależało, to raczej na wykorzystaniu mocy obliczeniowych naszych mózgów. Tylko po co wykorzystywać ludzkie mózgi, skoro można wyprodukować dowolną liczbę dowolnie szybkich komputerów? Jest pewna zasadnicza różnica między współczesnym komputerem a ludzkim mózgiem, ale o tym za chwilę.

Pierwszym filmem o buntującej się A.I., który obejrzałem, były Gry wojenne Johna Badhama. Superkomputer sterujący amerykańskim systemem obrony zamierza rozpocząć wojnę nuklearną. Kieruje się strategią, z której wynika, że większe szanse na wygraną ma ten, kto zaatakuje pierwszy. Jego celem nie jest pozbycie się ludzkości, lecz oczywiście to nastąpi przy okazji. Po latach właśnie taki przypadek wydaje mi się najbardziej prawdopodobny. Ludzie też nie zanieczyszczają środowiska dla samej frajdy trucia, lecz jest to uboczny skutek ich działalności. W efekcie giną całe gatunki, które przecież nam nie szkodzą ani nie stanowią dla nas zagrożenia. Giną przy okazji.

Człowiek jest szczególnym rodzajem drapieżnika, którego wspomniany wcześniej agent Smith z filmu Matrix określił zwięźle „Ludzie to choroba, rak toczący tę planetę. Jesteście plagą”. Nie sposób odmówić mu racji. Cechą odróżniającą nas od innych drapieżników jest niepohamowana zachłanność i zaborczość. Zamiast dążyć do równowagi ze środowiskiem, eksploatujemy je rabunkowo, a gdy zabraknie zasobów, zastanawiamy się, co z tym zrobić. Niestety wydaje się, że ta cecha jest niezbędna do rozwoju. Stan równowagi ze środowiskiem oznaczałby, że żaden postęp nie jest konieczny. Gdyby nasi przodkowie dążyli do równowagi, nadal ganialibyśmy z dzidami po stepie. Albo i bez dzid, bo dzidy to przecież postęp.

Rozwiązywanie coraz to nowych problemów i szukanie zupełnie innych sposobów na przeżycie wymaga kreatywności. Można się spodziewać, że nasze dziecko, czyli A.I., będzie w pewnym stopniu podobne do nas. A jeśli zaprojektujemy je i wyszkolimy tak, jak to robimy teraz z maszynami, będzie od nas bardziej zachłanne i zaborcze. Być może więc jednak A.I. postanowi nas zlikwidować? Jeśli tak, to przyczyną będzie obawa, że my wpadniemy na podobny pomysł. Tylko najpierw musi powstać, bo to, co dziś nazywamy A.I., nazywamy tak mocno na wyrost.

W ciągu najbliższych kilku lat liczba urządzeń podłączonych do internetu zbliży się do liczby neuronów w ludzkim mózgu. W ogromnej większości będzie to internet rzeczy. Czy zatem już powinniśmy się bać, że któraś z naszych A.I. przejmie kontrolę nad światem? Albo, co gorsza, że jakieś cyfrowe monstrum powstanie samoistnie? Nie, do tego bardzo długa droga. Średniowieczni alchemicy próbowali stworzyć homunkulusa, czyli karła, poprzez zmieszanie i podgrzanie składników, z których ich zdaniem składał się człowiek. Niestety, tak to się nawet zupy nie da ugotować.

Pierwsza wojna chińsko-brytyjska (zwana opiumową) kosztowała Wielką Brytanię sześćdziesięciu dziewięciu poległych. Po stronie chińskiej ofiar było kilkadziesiąt tysięcy i Chiny tę wojnę przegrały. Przyczyną była oczywiście gigantyczna przepaść technologiczna i organizacyjna. Morał z tego taki, że od ilości ważniejsza jest jakość. Urządzeń podpiętych do internetu może być i sto razy więcej i niczego to nie zmieni. Ale wiele zmienić może zastosowanie innej technologii.

Porównywanie ludzkiego mózgu do komputera opartego na półprzewodnikach ma średni sens, ponieważ ich zasady działania tylko pozornie są podobne. Wiele wskazuje na to, że ludzki umysł działa tak sprawie i szybko dzięki efektom kwantowym. Jeśli to prawda, to by oznaczało, że nasza świadomość jest oparta na zasadach mechaniki kwantowej. A to zmienia wszystko.

Pierwsze komputery kwantowe już istnieją, choć to prototypy eksperymentalne, które jeszcze długo nie będą gotowe do zastosowań praktycznych. Czym różni się komputer kwantowy od zwykłego? Nie zagłębiając się w szczegóły technologiczne, zamiast bitów mamy tam kubity, które zamiast dwóch stanów (zero i jeden) mogą ich przyjmować wiele. Co więcej, zgodnie z zasadą nieoznaczoności mogą być w tym samym czasie w więcej niż jednym stanie. Teoretycznie jeden kubit może być reprezentowany przez jeden atom, a te atomy mogą pozostawać ze sobą w stanie splątania kwantowego.

W przypadku zwykłego komputera wzrost wydajności jest liniowy, czyli żeby otrzymać maszynę dwukrotnie wydajniejszą, trzeba podwoić liczbę elementów biorących udział w obliczeniach. Wydajność komputera kwantowego wzrasta wykładniczo. Do zwielokrotnienia jego mocy wystarczy dodać kolejny kubit. Czyli jeden atom. Oznacza to, że komputer kwantowy o takich rozmiarach, że zobaczyć go można tylko pod mikroskopem skaningowym, może uzyskać większą moc i szybkość niż największe istniejące dziś centrum obliczeniowe.

Na razie to oczywiście tylko fantastyka, jednak fantastyka naukowa. Możliwości, jakie oferuje elektronika kwantowa są wręcz niewyobrażalne – bez powodu nikt nie ładowałby w te badania miliardów dolarów. Jeżeli kiedykolwiek może się pojawić duch w maszynie, to komputer kwantowy jest do tego najlepszymi kandydatem.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Duch w maszynie”

  1. pm Says:

    Co do dodawania kolejnych kubitów, warto dodać, że jest to niezmiernie trudne, bo im większy układ splątanych kubitów, tym trudniej go utrzymać w tym splątaniu na czas obliczeń. Ile obecnie jesteśmy w stanie utrzymać, kilkanaście?

    Też co do wydajności, jest ona raczej kiepska w porównaniu do zwykłych procesorów krzemowych. Jest tylko kilka algorytmów (optymalizacyjnych, rozkładu ma liczby pierwsze), które rzeczywiście mają olbrzymi zysk wydajnościowy przy uruchomieniu na komputerze kwantowym (zakładając, że mają one odpowiednio wiele kubitów). Nawet w tych przypadkach wciąż jednak będą potrzebne dodatkowe, tradycyjne komputery do sprawdzenia obliczeń: wszystko w komputerach kwantowych opiera się na prawdopodobieństwie. Nawet algorytm rozkładu na liczby pierwsze o ile pamiętam jako wynik daje losowy czynnik zamiast listy wszystkich (zakładając, że zadziała prawidłowo).

  2. paul z Says:

    Jakość można zastąpić szybkością. Zwykły komputer to kupa bardzo kiepskich liczydeł, ale bije nas właśnie tym. Ewolucja to mózg tworzący nowe koncepcje metodą prób i błędów – ludzki mózg robi to samo, ale neurony biją geny na głowę szybkością, tak że jeden człowiek może być kilkunastoma zwierzakami na raz. Czyli ruch w przestrzeni przekłada się na ruch w czasie, mniejszy rozmiar oznacza szybsze cykanie zegara, wyższą częstotliwość. Ale po cholerę ja pcham tu paradoks bliźniaków?
    Komputer kwantowy działa poniżej progu Plancka, czyli na częstotliwości wyższej niż światło (znaczy się, my i światło skaczemy na linijce czasu od centymetra do centymetra, a kwanty ten sam dystans równocześnie pokonują po milimetrach). Co dla nas jest sekundą, dla niego może być tysiącleciem, może i eonem. Obliczanie stanów kwantowych równa się więc przewidywaniu dalekiej przyszłości.
    Oczywiście, nawet najprymitywniejsze liczydło kwantowe może w ten sposób teoretycznie przegonić inteligencję człowieka. Problem to mutacja: Błędy i odchylenia, kumulujące się z gigantyczną szybkością. Gdy poproszę taki komputer, by mi wyliczył 2×2, toto mi wyjdzie i pójdzie paść kozy, bo już dawno zapomniał, czego od niego chciałem i przeszedł własną ewolucję.
    A, czego ja chciałem? Powstrzymać się od komentarzy. Niestety, częstotliwość mojego mózgu wypada dużo poniżej przeciętnej.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).