Dług publiczny

Dług publiczny (fot. Tadeusz Rudzki)Obrazek powyższy dedykowany jest wszystkim próbującym bronić związkowców, którzy dziś zamierzają znów uprzykrzyć życie mieszkańcom Warszawy i dojeżdżającym tu do pracy. W zasadzie w przypadku takiej formy protestu nie powinno się w ogóle wspominać o jego przyczynie ani postulatach, żeby nie zachęcać naśladowców. Ale jednak wspomnę, choć od tylnej strony, bo od strony makroekonomii, na której się znam tak se. Ale, jak pokazała historia, to i tak lepiej niż niektórzy ministrowie finansnów RP.

Problem długu publicznego w powojennej Polsce na poważnie zaczął się za czasów Gierka, choć oczywiście wtedy nikt nie myślał o tym w ten sposób. Po prostu nagle w sklepach pojawiły się towary niedostępne od początków PRL-u. Wszyscy byli szczęśliwi, że wreszcie nastał ten czas dobrobytu, na który pracowali od dziesiątek lat. No niestety nie nastał. Jedyne, co się stało, to w tle zaczęła tykać bomba zegarowa.

Dług publiczny w chwili upadku PRL w 1989 roku wynosił mniej więcej 40 mld złotych. Sposobów liczenia tego długu jest wiele, ale trzymajmy się tej najczęściej przyjmowanej wartości, choć tak naprawdę nie ma znaczenia, czy dwukrotnie ją zawyżymy, czy zaniżymy. Chodzi o zasadę. Warto jednak przypomnieć, co to w ogóle jest dług publiczny. Otóż jest to hack systemu finansowego wymyślony jeszcze w czasach Napoleona. To kupowanie na kreskę, to zapożyczanie się bez pokrycia i spłacanie długów trefnymi wekslami. Oszustwo, wypada powiedzieć. W skrócie to różnica między tym, co państwo wydało, a tym co zarobiło. Gdyby przeciętny Kowalski robił to, co robi dziś państwo polskie, już dawno zostałby zlicytowany, eksmitowany, a najpewniej i wsadzony do pierdla za malwersacje. Ale państwo nie ma nad sobą sędziego ani policji, więc może robić, co mu się podoba. Tak się do tej anomalii przyzwyczailiśmy, że uważamy ją za coś normalnego. Odpowiedzą następcy.

Każdy (prawie każdy) ma kredyt na dom, samochód, pralkę, sepulki, fluskaki, na cokolwiek, ale spłaca jednak ten kredyt i ma plan, jak go spłacać dalej. Posiadanie zdolności kredytowej jest w nowoczesnym społeczeństwie niemalże synonimem człowieczeństwa. Tymczasem państwo polskie działa inaczej – zaciąga kolejne kredyty na obsługę tych zaciągniętych wcześniej. A nad tym, co zrobić z tym bagnem, będą się biedzić następcy. Tymczasem dług, zamiast spadać, rośnie.

Islandia rozwiązała problem zadłużenia zagranicznego bareizmem: „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”. Ale to polityka krótkich nóżek, bo rząd Islandii bynajmniej nie zmienił znacząco polityki finansowej. Tyle, że nikt im już nie pożyczy, co okaże się problemem za rok, dwa. A nad tym będą się biedzić ich następcy. Tę politykę mógłby bardzo szybko przefrazować jeden brytyjski niszczyciel na redzie Reykjaviku, gdyby nie to, ze w ‘45 umówiliśmy się, że już tak nie będziemy robić. W Europie, rzecz jasna.

A jeśli już mowa o spłacie, to aktualnie nikt nie ma pomysłu, jak to zrobić. W modelowej gospodarce z czasów parytetu złota każdy kraj w pewnym uproszczeniu był wart tyle, ile złota miał w skarbcu. Odkąd można się zadłużać, jest to robione nałogowo i przez wszystkie rządy, łącznie z największym dłużnikiem, rządem USA. Copyrighty idei długu publicznego mają pazerni bankierzy, ale dopiero socjaliści rozwinęli temat na niespotykaną wcześniej skalę. To jest bańka, która pęknie, gdy pierwszy wielki gracz powie „sprawdzam”. Na szczęście nikomu się to na razie nie opłaca. Ale jeśli, to wartość wirtualnego pieniądza spadnie w ciągu kilku godzin co najmniej dziesięciokrotnie, do wartości, jaką ma naprawdę. O tyle, przy dobrych wiatrach, spadnie wartość Twojego konta bankowego. A najpewniej bank padnie całkiem i nie dostaniesz nic. Ale tak dla otrzeźwienia, weź w dłoń dziesięć złotych – tak naprawdę optymistycznie jest to maksymalnie złotówka. Że co, że państwo gwarantuje lokaty? No właśnie. Gwarantuje państwo, którego wartość rynkowa jest ujemna.

Od roku 1989 dług publiczny Polski wzrósł dwudziestokrotnie i na koniec roku 2012 wynosił 800 miliardów złotych. Wyobraź sobie tę sumę przez chwilę. Tyle zmarnowaliśmy przez ledwie dwadzieścia lat. Za to można by sfinansować nie tylko wielokrotny lot na Marsa, ale i marsjańskie miasto z lunaparkiem i marsjańskimi Polami Mokotowskimi pod szkłem, o szklarniach kartoflanych nie wspominając. A to i tak najbardziej optymistyczne wyliczenia. I tu wracamy do obrazka – każdy Polak, od noworodka po starca, jest dłużny jako obywatel Polski, mniej więcej 22 tysiące złotych. Oczywiście niezależnie od kredytów, które zaciągnął on sam indywidualnie lub jego rodzice. Przy czym jest to dług zarządzany przez instytucje państwowe, co wiąże się z marnotrawstwem, które sprawi, że spłacić trzeba będzie znacznie więcej (pamiętamy FOZZ?). No i najważniejsze – ten dług stale rośnie. Myślisz sobie, wyemigruję? Nic z tego. Podobnie dzieje się we wszystkich państwach, do których chciałbyś wyemigrować.

I teraz wróćmy do związkowców demonstrujących w Warszawie. W dużym skrócie żądania są następujące: „Chcemy więcej pieniędzy za mniej pracy”. To oczywiste, każdy by tak chciał, ja też. Niestety ja jestem jeden, a nie ma mnie stu tysięcy. No i pieniądze nie spadają z nieba, tylko są… powinny być ekwiwalentem realnej wartości pracy. O tym wszyscy zapominają - pieniądz się nie „należy”, tylko jest zapłatą za pracę. I tak to działa na wolnym rynku, ale nie na rynku centralnie sterowanym, a taki niestety w znacznym stopniu jest rynek polski.

Nie chcę używać skrótu PKB, żeby nie zaczęły się dyskusje o definicji i sensie stosowania tego akurat wskaźnika, więc powiem tylko, że większość przychodów budżetu państwa polskiego pochodzi z podatków zbieranych od małych i średnich firm, czyli od rodziny prowadzącej zieleniak na rogu, od pana Henia z warsztatu samochodowego czy od fryzjera Maćka. To są zwykle firmy zatrudniające kilka, maksymalnie kilkanaście osób. To właśnie te firmy finansują trwanie państwa polskiego! Na drugim biegunie są molochy zwykle istniejące od czasów PRL-u, wielkie deficytowe firmy z przerostem zatrudnienia i mocnymi związkami zawodowymi, których nazw nie chcę tu wymieniać, ale chyba każdy potrafi podać ich kilka. Są to firmy wysysające środki z budżetu państwa czyli w bezpośredni i nie podlegający dyskusji sposób powiększające dług publiczny. To głównie ich przedstawiciele będą dziś demonstrować w Warszawie, a efektem ewentualnej realizacji ich żądań będzie jeszcze szybszy wzrost długu publicznego.

Władysław Frasyniuk, powiedział przy okazji zupełnie innej demonstracji, że demonstrują ci, którzy mają na to czas, a reszta nie bierze w tym bajzlu udziału, bo musi zapi***ać, jak co dzień. Oczywiście nie wiem, co Frasyniuk powiedziałby o tej konkretnej sytuacji, więc w razie co proszę o wybaczenie, ale stwierdzenie podchwytuję. Bo tak, jeżeli jesteś panem Ziutkiem z zakładu szewskiego na Chmielnej, albo panią Krysią sprzedającą hamburgery, to nie zamkniesz interesu na cały dzień, żeby iść walczyć o lepszy świat. Bo Ty, Panie Ziutku, pani Krysiu, codziennie walczycie o lepszy świat w tej ciemnej kanciapie na Chmielnej i w tej budce na rogu, a ten inny lepszy świat wywalczony palonymi oponami w alejach Ujazdowskich, oznacza dla Was wyższą składkę ZUS, wyższy podatek dochodowy, który będziecie płacili na tych, co mieli czas protestować.

Pojedynczego człowieka można zrozumieć, że chce mieć na podręczniki dla dzieci do szkoły, że chce pojechać na wakacje do Chorwacji, że chce kupić przyzwoity samochód i normalny dom. Ale to musi być sfinansowane realnym pieniądzem, nie wirtualnym. Jeśli nie wyhamujemy, to za używanie tego wirtualnego pieniądza wszyscy wkrótce srogo bekniemy. Dziesięć złotych = złotówka, pamiętaj jak kruchy jest system. Żądania większych wypłat dla pracowników deficytowych firm to jest jak dzielenie przez zero. Wydaje się to słuszne z punktu widzenia humanisty, ale ścisłowiec powie, że lepiej nie wyciągać tej zawleczki, bo za pięć sekund nastąpi wybuch. Otóż my żyjemy w tych rozciągniętych sztucznie pięciu sekundach. Zawleczka została już przecież wyciągnięta.

Margaret Tatcher powiedziała kiedyś, że nie istnieje coś takiego jak pieniądze publiczne. Są tylko pieniądze ludzi, które ci ludzie wrzucają do wspólnej kasy, żeby rząd-skarbnik wydał je dla wspólnego interesu. W Polsce to nie działa. Tu podatki są ściągane z tych praworządnych obywateli, którzy zap***ją od rana do wieczora i nie mają czasu na strajkowanie, a potem są przekazywane w postaci dotacji tym, którzy krzyczą najgłośniej. To jest chory system. W zdrowym państwie coś takiego jak przedsiębiorstwo deficytowe nie ma prawa istnieć, bo pogrąża wszystkich.


Udostepnij
Glodne Slonce

24 Responses to “Dług publiczny”

  1. Kender Says:

    Brawo. Dobrze napisane.

    W kwestii 10-krotnego spadku wartości pieniądza w ciągu paru godzin - wydaje się, że jedynym sposobem, żeby się przed tym uchronić, jest nie mieć pieniędzy. I mean it. Za pieniądze, które się ma, kupować od razu: ropę, kanistry na ropę, samochody, akumulatory, suszone mięso, złoto, srebro, papier toaletowy… Czyli dochodzimy do starej kopernikowskiej zasady, że papier toaletowy wypiera złotówki, dolary, €uro i w zasadzie wszystkie “nowoczesne” waluty.

    Czy gdzieś jeszcze są kraje, w których pieniądz ma wartość, nie koniecznie złota, tylko dowolnej fizycznej rzeczy? Tykwy z wodą chociaż… Oczywiście, w “nowoczesnym” państwie taki system jest po prostu nieopłacalny dla rządzących, bo nie mogą oni uciszyć palących opony związkowców daniem im “podwyżek” (bo musieliby te tykwy z wodą dla nich najpierw mieć, albo komuś zabrać - a zabranie komuś wody jest bardziej ryzykowne od “zwiększenia zarobków” jakiejś grupie), ale może gdzieś na świecie jest jeszcze jakieś takie zacofane państwo?

  2. agrafek Says:

    @Kender - Przychodzą mi do głowy tylko te najbardziej ukryte plemiona amazońskie, gdzie wciąż jeszcze działa model: towar za towar. Podejrzewam, że w drakońskim jakimś komunizmie na nieoficjalnym poziomie też to tak działa, podobnie jak u nas w PRLu.

    Swoją drogą, czy nie załatwił nas wszystkich wynalazek pisma, panie pisarzu? Pierwsza gliniana tabliczka, na której ktoś napisał: “ten facet sprzedał mi trzy woły, dajcie mu za to wóz ziarna” mogła stanowić początek karnawału.

  3. Rafal Kosik Says:

    Początki nowoczesnego handlu nie polegały na piśnie, ani nawet na liczeniu, tylko na spostrzegawczości i czujności. Transakcje zawierano na przepiłowanym na pół drewienku, gdzie każdą partię towaru oznaczano cięciem noża. Znana nam kontrola parzystości odbywała się po kilku miesiącach poprzez przytknięcie do siebie obu kawałów deseczki.

  4. y Says:

    Ujmując to krótko, rzeczywistość staje się iluzją.

  5. Lori Says:

    Brawo!
    Ostra prawda w końcu powiedziana głośno i dobitnie.

  6. Colonel Sanders Says:

    Panie Rafale, po pierwsze należało by się zastanowić czy cały dług publiczny jest generowany przez deficytowe przedsiębiorstwa (państwowe). Jeśli nie to powyższy wywód i przytyki do strajkujących są lekko chybione.

  7. Fan anonim Says:

    Faktycznie, pieniądze ułatwiają handel ale tak naprawdę, to tylko kawałek papieru lub metalu. Lepiej chyba mieć przy sobie coś prawdziwego, co faktycznie można wykorzstać.

  8. Rafal Kosik Says:

    @Colonel Sanders: przyczyn rosnącego deficytu jest wiele. Niewydolne molochy z przerostem zatrudnienia to jedna z nich, całkiem spora.

  9. Sebastian Says:

    Czyli jeżeli zarobię i oddam państwu te 22 tysiace złotych co wypadają na mieszkańca to powinni do konca zycia dac mi spokoj :D

  10. szary Says:

    A są jeszcze gdzieś “normalne” państwa?
    Ja mam wrażenie, że po upadku komuny myślenie totalitarne i kreatywna księgowość rozlała się na wszystkie państwa, bo po prostu nie opłaca się być uczciwym.
    Wszystkie państwa uznały, że mogą brać przykład z USA, ale nie biorą pod uwagę faktu, że stany opodatkowały świat poprzez konieczność rozliczania handlu ropy w dolarach no i są mocarstwem. ( “Co wolno wojewodzie…)

    Też się zastanawiam jaki będzie koniec tej spirali zadłużenia.
    1. Może być jak w tej historii z bogatym turystą odwiedzającym hotel na greckiej wysepce. Położył 100 EURO na ladzie i powiedział aby mu zarezerwować pokój a on się jeszcze rozejrzy. Hotelarz wziął banknot i zaniósł do rzeźnika u którego miał dług. Ten wziął stówę i oddał prostytutce która dała na kredyt. A ta zaniosła hotelarzowi w zamian za wynajem. Turysta przyszedł, powiedział, że się nie decyduje, wziął 100 EUR i pojechał a cała wyspa oddłużona.
    2. Wielkie banki które obsługują zadłużenie założą super-rząd i wprost wykupią lub uzależnią od siebie państwa- dłużników.

  11. Dziobal Says:

    Skoro WSZYSCY pożyczają, to od kogo? I skoro istnieją ci, którzy udzielają kredytów, to dlaczego to robią, skoro “to oczywiste”, że nikt im hajsu nie odda?
    A skoro pożyczają państwa, to po co oddają kasę państwu X, a pożyczają od Y?

    Economy sucks.

  12. Dziobal Says:

    P.S. Jak to publicznych pieniędzy? Państwo bierze od Ziutka, Eli i Kasi po 10zł, ma 30. Inwestuje je, budując np. autostradę.
    Autostrada pozwala mu zarobić 60zł.
    Nadmiarowe 3 dychy są Ziutka, Eli i Kasi, czy właśnie “publiczne”?

  13. Dziobal Says:

    Jak to nie ma* publicznych pieniędzy.*

  14. Rafal Kosik Says:

    Zapytaj dziesięciu ekonomistów o opinię, to otrzymasz 10 różnych odpowiedzi. Wszystko jest oczywiście kwestia nazewnictwa. Po publiczne pieniądze można sięgać, bo są publiczne, czyli w powszechnym rozumieniu niczyje; są jak dobro naturalne, które po prostu się bierze. Natomiast, jeśli są to pieniądze Ziutka, Eli i Kasi, to Zbyszek będzie miał trudności z uzasadnieniem, dlaczego one jemu się należą. Tatcher przypomniała, skąd się biorą pieniądze, nazywane „publicznymi”.

  15. szary Says:

    @ Dziobal

    Przykład który podałeś powinien brzmieć:

    Państwo bierze od Ziutka, Eli i Kasi po 10zł, ma 30. Inwestuje je, budując np. autostradę.
    Autostrada pozwala mu STRACIĆ 60zł.
    Nadmiarowe 3 dychy DŁUGU są Ziutka, Eli i Kasi, czy właśnie “publiczne”?

  16. Fileas Says:

    Panie Rafale, niech Pan proszę pisze przepisy - bo te naprawdę się sprawdzają. Niestety jeżeli ktoś pisze takie zdanie: “Gdyby przeciętny Kowalski robił to, co robi dziś państwo polskie, już dawno zostałby zlicytowany, eksmitowany, a najpewniej i wsadzony do pierdla za malwersacje.” to przyznaje się nie do ignorancji w kwestiach makroekonomii, tylko zupełnego braku wiedzy w kwestii ekonomii w ogóle.
    Gdyby Kowalski mógł się zachowywać jak państwo (a nie może, co wynika z braku możliwości stosowania praw mikroekonomii w makroekonomii) to musiałby zlicytować sam siebie. Bo państwo zadłuża się głównie u własnych obywateli.

    “Tymczasem państwo polskie działa inaczej – zaciąga kolejne kredyty na obsługę tych zaciągniętych wcześniej. ” Wszystkie państwa robią to od około 500 lat. I to się sprawdza z prostej przyczyny - wraz ze wzrostem gospodarki rośnie możliwość obsługi długu, w związku z czym spada oprocentowanie obligacji. Czysty zysk.

    “A jeśli już mowa o spłacie, to aktualnie nikt nie ma pomysłu, jak to zrobić. W modelowej gospodarce z czasów parytetu złota każdy kraj w pewnym uproszczeniu był wart tyle, ile złota miał w skarbcu.” Parytet złota nie ma zupełnie nic do możliwości zadłużania się. I posiadanie złota w skarbcu niczym się nie różniło od posiadania cyferek na elektronicznym koncie. To złoto miała jakąkolwiek wartość tylko dlatego żeśmy się tak umówili, a miało za to spore efekty zewnętrzne. Głównie negatywne.

    “Od roku 1989 dług publiczny Polski wzrósł dwudziestokrotnie i na koniec roku 2012 wynosił 800 miliardów złotych” O wartości pieniądza w czasie Pan nie słyszał, a ekonomii uczy?

    “że większość przychodów budżetu państwa polskiego pochodzi z podatków zbieranych od małych i średnich firm”
    Bzdura. Większość dochodu państwa pochodzi z podatków konsumpcyjnych (VAT, akcyza), potem z opodatkowania pracy (PIT), a opodatkowanie przedsiębiorstw (CIT) to dopiero czwarte miejsce. A jeżeli policzymy do tego jedynie CIT z MiŚów to wyjdą nam kwoty już zupełnie niewielkie.

    “I tu wracamy do obrazka – każdy Polak, od noworodka po starca, jest dłużny jako obywatel Polski, mniej więcej 22 tysiące złotych.” Z czego 80% dłużny jest sam sobie, bo tyle wynosi dług wewnętrzny w Polsce.

    Resztę trudno nawet skomentować, bo niezbyt wiadomo o co chodzi i na jakiej podstawie wyciąga się takie a nie inne wnioski.
    Oczywiście (chociaż z zupełnie innych powodów) zgadzam się, że jakiekolwiek uleganie związkowcom jest głupie. Przede wszystkim w Polsce związkowcy bynajmniej nie reprezentują grup, które potrzebowałyby pomocy państwa.

    A naukę ekonomii można bardzo przyjemnie zacząć od sympatycznego podręcznika Samuelsona.

  17. LaRot Says:

    Panie Fileas, zacząłem pisać polemikę, ale widzę że nie ma po co, bo Pan pouczasz innych, a sam nie wiesz, o czym piszesz. Większość podatków, jak pisze autor felietonu, pochodzi od małych i średnich firm. Pan zaprzeczasz. A tymczasem te małe i średnie firmy płacą nie tylko CIT ale również VAT, akcyzę i parę innych jawnych i ukrytych danin na rzecz państwa. Więc autor ma rację, nie Pan.

    Autor ma również rację w przypadku parytetu złota. Wartość złota nie była nigdy wynikiem umowy, bo była kształtowana rynkowo. Zawyżyć lub zaniżyć cenę złota można na krótką metę spekulacjami. Może też wzrosnąć, kiedy wartość trafi pieniądz danego kraju. W dłuższej perspektywie wartość złota jest stabilna. Warto tu przytoczyć przykłady z wielu krajów, gdzie próbowano zastępować złote monety ich odpowiednikami bitymi z innych metali. Zawsze był mniej warte od złotych. I to prawda, że królowie zapożyczali się od setek lat. Sensem tego, co napisał autor felietonu, nie jest zaprzeczanie temu faktowi, lecz wskazanie skali zjawiska obecnie.

    Piszesz pan również, że przeciętny Polak dłużny jest sam sobie 20 tys. złotych. To tak samo mądre, jak statystyczne stwierdzenie, że przeciętny Polak ma 35 lat i lekką nadwagę.

    Pana Kosika cenię z innego powodu niż wiedza ekonomiczna. Nie pamiętam, żeby on sam twierdził kiedykolwiek, że jest ekonomistą. Felieton nie jest napisany fachowym językiem, za to na pewno trafia w sedno problemu.

  18. Fileas Says:

    “Panie Fileas, zacząłem pisać polemikę, ale widzę że nie ma po co, bo Pan pouczasz innych, a sam nie wiesz, o czym piszesz. Większość podatków, jak pisze autor felietonu, pochodzi od małych i średnich firm. Pan zaprzeczasz. A tymczasem te małe i średnie firmy płacą nie tylko CIT ale również VAT, akcyzę i parę innych jawnych i ukrytych danin na rzecz państwa. Więc autor ma rację, nie Pan.” Czekam, więc na źródła;)

    “Autor ma również rację w przypadku parytetu złota. Wartość złota nie była nigdy wynikiem umowy, bo była kształtowana rynkowo. Zawyżyć lub zaniżyć cenę złota można na krótką metę spekulacjami. Może też wzrosnąć, kiedy wartość trafi pieniądz danego kraju. W dłuższej perspektywie wartość złota jest stabilna. Warto tu przytoczyć przykłady z wielu krajów, gdzie próbowano zastępować złote monety ich odpowiednikami bitymi z innych metali. Zawsze był mniej warte od złotych. I to prawda, że królowie zapożyczali się od setek lat. Sensem tego, co napisał autor felietonu, nie jest zaprzeczanie temu faktowi, lecz wskazanie skali zjawiska obecnie.”
    Podobnie rynkowo kształtowane są ceny walut w systemie kursów płynnych. I cóż w związku z tym?

    “Piszesz pan również, że przeciętny Polak dłużny jest sam sobie 20 tys. złotych. To tak samo mądre, jak statystyczne stwierdzenie, że przeciętny Polak ma 35 lat i lekką nadwagę. ”
    Jeżeli wie się czym jest statystyka to oba stwierdzenia dają dosyć dużo informacji. Dodam do tego, że nie zdajesz sobie sprawy ile obligacji “pośrednio posiadasz”.

    “Felieton nie jest napisany fachowym językiem, za to na pewno trafia w sedno problemu.”
    Rzecz w tym, że ten felieton nie ma zupełnie sensu. Za to wpisuje się wspaniale w tendencję “jedynej słusznej, cóż że bez potwierdzenia w empirii” ekonomi neoliberalnej, której 3/4 zwolenników nie rozumie;)

  19. Andrzej Says:

    Może Pan za to podziękować sobie i milionom innych Polaków, którzy głosowali na ‘’mniejsze zło'’ czyli PO, a także tym, którzy nie poszli na wybory. I proszę nie mydlić mi oczu stwierdzeniem, że każdy, kto by rządził, robiłby tak samo. Nie robiłby. To dzięki PO rośnie nam dług, dzięki pociągom za 20 miliardów, dzięki stadionom za 2 miliardy czy 5 km drogi za 250 milionów. Dzięki rozpaczliwej prywatyzacji, dzięki zmniejszonemu eksportowi, dzięki zaciąganiu gigantycznych kredytów. I któregoś dnia to wszystko trzaśnie z hukiem, po czym będzie za późno. Ale w porządku, lepiej głosować na PO i ograniczonych idiotów na stanowisku premiera i ministra finansów.

  20. Fan anonim Says:

    Może kiedyś to wszystko rzeczywiście się posypie. Ale władze wybierają u nas obywatele, więc może to oni powinni się zmienić. A jeśli problem tkwi w władzy, to w takim razie na kogo głosować?

  21. Rafal Kosik Says:

    Celowo nie zabieram głosu w dyskusji, bo w tym wypadku akurat, co chciałem napisać, to już napisałem.

    A głosować na kogo chwilowo nie ma.

  22. Andrzej Says:

    Panie Autorze, z całym szacunkiem do Pana, ale to Pana subiektywne zdanie, że nie ma na kogo głosować. Jest. Ma Pan do wyboru wachlarz opcji, ja wybrałem jedną, może uważa Pan, że niesłuszną. Ale jednak partia, którą ja popieram, ma jakiś pomysł na Polskę, a nie jak obecnie rządzący, którzy tę Polskę okradają.

  23. Dziobal Says:

    No i zostaliśmy oświeceni.

  24. cheap christian louboutin sandals Says:

    christian louboutin gilet 140mm ankle booties came [1 christian louboutin wedding flats]

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).