Demon


Wygląda na to, że polskie kino utraciło w ostatnich latach coś niepowtarzalnego, co towarzyszyło mu przez długi czas – swojski klimat żenady. Odpowiedź na pytanie czy film był fajny, jeszcze niedawno zaczynała się od słów „Jak na polski film…”. Stosowaliśmy do nich inną, łagodniejszą skalę ocen, miały taryfę ulgową. Zdarzały się niezłe filmy, ale były to pojedyncze przypadki, nie reguła. W tym tygodniu obejrzałem kilka polskich filmów i coś mi się wydaje, że wyjątek zamienił się w regułę – wszystkie były dobre i to bez disclaimera „Jak na polski film…”. Jednym z nich jest właśnie Demon Marcina Wrony.

Główny bohater, nazywany przez przyjaciół Pythonem, przyjeżdża z Wielkiej Brytanii na polską wieś, by poślubić Żanetę, córkę bogatego właściciela kamieniołomu. Od teścia dostają w prezencie stary dom, którego historia okryta jest tajemnicą. Dom jest piękny, ale doprowadzenie go do stanu używalności wymaga sporo pracy. Python zabiera się do tego od razu, samotnie nocując w domu i porządkując wielki zapuszczony ogród. W przeddzień wesela przez przypadek odkopuje ludzkie szczątki. Nikt mu jednak nie wierzy, bo dół w tajemniczy sposób znika. W nocy Python słyszy w domu płacz, gdy stara się odnaleźć jego źródło, traci przytomność, a rano nie potrafi sobie niczego przypomnieć.

Gdy rozpoczyna się wesele, z panem młodym zaczyna się dziać coś dziwnego. Wygląda to na chorobę psychiczną, ale szybko staje się jasne, że został opętany. Panna młoda chce ratować męża, jej ojciec zaś próbuje ratować kosztowne wesele i udaje, że wszystko gra. Z każdą minutą staje się to coraz trudniejsze i nawet interwencyjne skrzynki wódki nie wystarczają. Ksiądz, po nieudolnej próbie odprawienia egzorcyzmów, myśli już tylko, jak się ulotnić. Sytuacja wymyka się z rąk.

Doskonały Itay Tiran, wspaniały Adam Woronowicz, rewelacyjny Andrzej Grabowski. Aktorsko, operatorsko, scenograficznie… Bez używania zwrotu „Jak na polski film…” można śmiało powiedzieć, że jest tu mało rzeczy, do których można się przyczepić. Może Polska jest nieco wyidealizowana, bo na głębokiej prowincji nie tak łatwo byłoby znaleźć tylu ludzi mówiących płynnie po angielsku, a weselna scenografia stodoły przypomina raczej przyjęcie zorganizowane przez Magdę Gessler niż wiejską imprezę. Jednak to nie jest film dokumentalny, więc taka wyidealizowana Polska Plus będzie nam robić dobry PR za granicą. To jest film, który może się spodobać na całym świecie.

Ale są i wady. Demon to raczej groteska niż klasyczny horror. Choć klimat jest od początku do końca, to w miarę rozwoju akcji grozę zastępuje humor. To jest naprawdę doskonały humor, ale niestety przestajemy się bać. Dla odbioru filmu lepsze byłoby odwrócenie tej kolejności. Najsłabsze w filmie jest niestety zakończenie, a raczej jego brak. Film aż się prosi o zakończenie zbliżone do Idy. To wręcz wygląda tak, jakby pierwotnie takie właśnie miało być, ale w ostatniej chwili zmieniono je w montażu. Poszlaki są wątłe, ale po dłuższym zastanowieniu można się domyśleć, co się wydarzyło poza kadrem…

Podsumowując: szczerze polecam.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Demon”

  1. Rafal Kosik Says:

    Niestety finał tego filmu dopisało już życie…
    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35636,18852956,festiwal-filmowy-w-gdyni-nagla-smierc-rezysera-marcina-wrony.html#Czolka3Img

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).