Dead snow

Dead snowGrupa studentów medycyny wybiera się na kilka dni do chatki wysoko w górach. Zostawiają samochody na końcu drogi, by przez parę godzin wspinać się po bezludnych ośnieżonych stokach. Odcięcie od cywilizacji staje się pełne, gdy telefony komórkowe tracą zasięg. Chatka jest fajna, piwko zimne, dziewczyny gorące, więc imprezka się rozkręca. Zapowiada się niekiepski wypoczynek. Sielanka pryska, gdy lekkomyślni turyści niechcący budzą z letargu uśpione, a ściślej zamrożone od czasu drugiej wojny zło. Tym złem jest oddział esesmanów zombie. Brzmi raczej idiotycznie, prawda?

Może i brzmi idiotycznie, ale to nie znaczy, że film musi być zły. To horror z elementami czarnej komedii. Umowność konwencji jest tak oczywista, że wszelkie nielogiczności i naginanie praw fizyki przechodzi bez zgrzytów. Jak już wielokrotnie wspominałem, jestem wielbicielem kina skandynawskiego. Dead Snow to film norweski, więc już na starcie miał u mnie punkty za pochodzenie. Produkcja jest na poły amatorska. Z pewnością budżet nie był wysoki, choć nie widać niedociągnięć realizacyjnych. Lwia jego część musiała pójść na charakteryzację zombiaków i to wyszło naprawdę przyzwoicie. Właściwie wszystko, czego można by się tu czepnąć wynika z założeń gatunku, więc ewentualnym krytykom brakuje argumentów.

Film jest jednak nierówny. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut można się nieźle wystraszyć. Kiedy horror zamienia się w film gore, atmosfera się zmienia. Tak zwykle jest, że pokazanie zła w pełnym świetle dnia czyni to zło mniej przerażającym. Miejsce grozy zajmuje czarny humor i od tego momentu oglądamy jakby inny film. Studenci są zmuszeni stawić czoło potworom. Na szczęście nie brakuje im rekwizytów z piłą łańcuchową na czele, więc kolorystyka z białej przechodzi w czerwoną.

Jeśli ktoś nie brzydzi się filmów gore (krew, flaki, mózgi etc.) to spędzi przed telewizorem bardzo miłe półtorej godziny. Zdecydowanie odradzam oglądanie Dead snow z ciocią z Koluszek, z moherową babcią, oraz z dużo młodszym rodzeństwem.


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Dead snow”

  1. net Says:

    Ten film jest chory oglądałem kilka urywków ze scen i nie wiem kto mógłby wymyślić tak durny film.Gdyby nie było tyle flaków,muzgów i krwi film miałby ciekawa fabułe.

  2. tesska Says:

    Gore - nie ma chyba lepszego gatunku na kompletne odmóżdżenie! :D
    Lubię sobie tak z raz na rok zrobić maraton głupawych filmów o zombiakach, pewnie za którymś razem zahaczę i o ten :D

  3. Werrnerr Says:

    Pan Kosik napisał, że to film gore. Jak ktoś nie lubia gatunku, to żaden film gore mu się nie spodoba.

  4. Arvena Says:

    miałam szansę obejrzeć ten film, ale mi się odechciało jak nie mogłam przez niego spać, bo brat go zapuścił na cały regulator. uwierzcie mi, jeśli o 2 w nocy słyszy się z pokoju obok ryki zombiaków to może obrzydzić film xD

  5. Andrzej Says:

    A mi się podobał. Zwłaszcza muzyka Edvarda Griega na samym początku('’W grocie Króla Gór'’). Śmiałem się równo podczas całego seansu.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).