Czy SF jest jeszcze potrzebne

Celowe postarzanie ideiJeśli popatrzymy w księgarniach na półki z fantastyką, zauważymy, że SF jest w zdecydowanej mniejszości. W tłumie smoków, wampirów, wróżek, krasnoludów i czarowników rakieta kosmiczna trafia się rzadko. I niestety trafiać się będzie coraz rzadziej. Autorzy fantastyki naukowej stawiają sobie za cel pisanie w zgodzie z aktualnym stanem wiedzy, a coraz mniej ludzi chce o tym czytać. Klasyczna powieść lub opowiadanie SF powinno się opierać na pomyśle naukowym i wokół tego pomysłu powinna się rozwijać podporządkowana mu akcja. Oczywiście współczesna powieść rzadko traktuje tę zasadę tak śmiertelnie poważnie. Częściej używa się nauki jedynie do uatrakcyjnienia opowiadanej historii, dodania smaczków. Większość powieści obroniłaby się, nawet gdyby całą tę naukowość z nich usunąć.

SF jest dziś trudniejsze do pisania niż kilkadziesiąt lat temu. I trudniejsze do czytania. Nauka staje się coraz mniej zrozumiała dla przeciętnego człowieka. Autor, by przekazać czytelnikowi wiedzę na temat, dajmy na to, komputera kwantowego, stoi przed dylematem, czy opisać na dziesięciu stronach zasadę jego działania, czy ograniczyć się do stwierdzenia, że działa szybciej i żre mniej prądu. W pierwszym przypadku przeciętny czytelnik zostanie zanudzony, w drugim czytelnik zaawansowany poczuje się rozczarowany. Paradoksalnie więc, im lepiej napisane SF, tym mniejszy krąg odbiorców.

Verne czy Wells nie mieli takich dylematów – opis maszyny parowej lub silnika elektrycznego zajmował pół strony, a średnio rozgarnięty czytelnik mógł ten opis ogarnąć umysłem. Dziś wiedza jest coraz bardziej specjalizowana i większości ludzi zaczyna przypominać magię. Kiedyś sam potrafiłem naprawić niemal każdą część w moim samochodzie. Dziś nie potrafi tego nawet mechanik – ten, który się zna na elektryce, nie dotknie się do skrzyni biegów, a ten od skrzyni biegów nie ma pojęcia o klimatyzacji. Współczesny samochód jest dziełem kilku tysięcy specjalistów wąskich dziedzin i podobnie rzecz się ma z dowolnym produktem zaawansowanych technologii. Nie istnieje człowiek, który wie, jak działają wszystkie części nowoczesnej maszyny.

Autor, który się uprze, żeby napisać opowiadanie o komputerze kwantowym, będzie musiał poświęcić sporo czasu na poznanie wielu dziedzin wiedzy, a w miarę zagłębiania się w researchu będzie napotykał coraz bardziej rozgałęzione problemy. Będzie musiał znaleźć wielu specjalistów, którzy mu opowiedzą o tym komputerze w sposób zrozumiały, bez użycia specjalistycznego słownictwa obowiązującego w ich bardzo wąskich dziedzinach. Problem leży w tym, że żaden z naukowców zajmujących się projektowaniem komputera kwantowego nie będzie potrafił opowiedzieć o nim bez specjalistycznego słownictwa. To tak, jakby mówić o gotowaniu, nie używając nazw potraw. Potrzebny będzie więc pośrednik, na przykład konstruktor zwykłych komputerów, który przetłumaczy autorowi, co tamci mieli na myśli. W końcu autor będzie musiał wyjaśnić to czytelnikowi, używając jeszcze prostszych słów. Czyli… że działa szybciej i żre mniej prądu. Po co więc się starać?

Obecnie wiedza generowana i gromadzona przez ludzkość podwaja się co kilka lat. Jednak spektakularne odkrycia zdarzają się coraz rzadziej. Następuje raczej monotonny proces doskonalenia już istniejących technologii. To nie jest wdzięczna baza do plecenia fabuł. Jak, bez wizji katastroficznych, opisać w ciekawy sposób wyniki prac CERN-u? Jak opowiedzieć o szczepionce przeciwko AIDS bez posługiwania się thrillerem medycznym? Można się emocjonować pierwszym startem wahadłowca, lecz nie drobnymi zmianami konstrukcyjnymi przed sto pięćdziesiątą ósmą misją.

Ludzie są coraz mniej ciekawi obrazu prawdziwego świata. Nie chcą wiedzieć, jak działa komputer, smartfon, odtwarzacz MP3, kuchenka mikrofalowa. Kuchenka ma podgrzewać potrawy, a nie być przedmiotem dociekań użytkownika. Pani domu jest zbyt zajęta ciekawszymi sprawami, by analizować sposób, w jaki zupa robi się ciepła. Kuchenka, dopóki działa, jest tan samo interesująca, jak ściana za nią. Dobrowolnie głupiejemy, a SF w niemiły sposób próbuje nam w tym przeszkodzić. A skoro nie nadążamy za światem, to wmawiamy sobie, że nie musimy go gonić. I wybieramy piękny eskapizm fantasy.

Zaawansowana technologia nie jest ciekawa, autorzy coraz częściej skupiają się więc na zjawiskach społecznych, na człowieku i jego świecie wewnętrznym. Nasza wiedza z psychologii i socjologii ewoluuje wolno i pozwala się ogarnąć umysłem przeciętnie inteligentnemu czytelnikowi. Wydaje się, że od socjologicznego SF nie ma odwrotu, i niestety dobra powieść nie może już traktować bohaterów jak ruchomych elementów scenografii, służących tylko opisaniu genialnego wynalazku profesora X. Żeby przetrwać, SF musi zmięknąć, stać się bardziej elastyczna i zmniejszyć ilość „S” na korzyść „F”. W przeciwnym razie gatunek straci najlepszych autorów, którzy sfrustrowani niedocenianiem zajmą się czym innym i zostanie tylko garstka nerdów z wypiekami na twarzy czytających dziesięciostronicowy opis działania komputera kwantowego.


Udostepnij
Glodne Slonce

24 Responses to “Czy SF jest jeszcze potrzebne”

  1. fanNeta Says:

    Pan Rafał pesymistyczny jest
    Lecz artykuł napisany przez Pana
    Przerwał me dociekania
    Co stanie się z dzisiejszymi ludźmi
    Z dostępem do wiedzy nikłym
    I SFniezwykłym

  2. Ew Says:

    A ja i tak lubię fantasy. Jeśli to na prawdę jest fantasy. To samo się tyczy SF. Fantasy lubię za wielki świat wyobraźni, SF za wielki świat nauki. Ze skrajności w skrajność. I wcale nie podoba mi się kiedy głównym wątkiem jest jakiś romans - w obu tych gatunkach. Jeśli chciałabym poczytać romansidło - sięgnęłabym po romansidło. A że jestem tradycjonalistką, wolałabym dowiedzieć się, jak działa komputer kwantowy albo zatopić ząbki w starą baśń. I tyle. Piszę to, bo chcę powiedzieć, że fantasy też jest godne inteligentnych ludzi, tyle że moda zrobiła z niego coś kiczowatego. W końcu się znudzi, jak zawsze. Lepiej, żeby nie trafiło wtedy na SF. Nie liczy się ilość, tylko jakość. Tak jest, było, będzie, ale myślę, że ten gatunek ma jeszcze wiele do powiedzenia, bo świat na pewno nie stanie w tak beznadziejnym położeniu. No, może szara masa chwilowo ugrzęzła, ale nie bądźmy aż takimi pesymistami ;)

  3. Aisa Says:

    A ja byłam przekonana, że nie cierpię SF, dopóki nie przeczytałam “Verticala” i “Obywatela…”. Przekonuje Pan ludzi do SF (a przynajmniej udało się to w moim wypadku)

  4. Felixomanka Says:

    JEJ! NOWY POST! ?UUUU!!! To dobrze, bo powoli zaczęły mi się kończyć rymy. ;)

  5. Werrnerr Says:

    Długo kazał nam Pan czedkać na nowy wpis. Ja bym to podsumował tak: ludzkość głupieje, rozwarstwia się na masę kretynów i elitę, która jeszcze wie, o co chodzi. SF jest tylko dla tych drugich.

  6. szary Says:

    @Werrnerr

    Ludzkość na pewno nie głupieje. W artykule powyżej tezą jest to, że nawet ludzie, którzy mają ambicje poznawania tego jak działa świat, mają utrudnione zadanie ze względu na głębokość specjalizacji w każdej z dziedzin w której chcieliby “pogrzebać”. Przykład z mechanikami to najlepiej obrazuje. Mechanik od skrzyni biegów nie jest głupszy od swojego starszego kolegi który naprawiał maluchy i syreny ale się po prostu nie zna się na sterownikach PLC.

    Zgadzam się z tezą artykułu: możemy naukowo fantazjować o skutkach przemian technologicznych, bo to i ciekawe i pożyteczne. Wchodzenie w głąb technologi z przygody zamieniło się w wyrobnictwo.

  7. Wielki Martens Says:

    A ja KOCHAM fantasy i jestem z tego dumny. Nie rozumiem czemu ma być ono takie złe. Ludzie czytają fantasy by oderwać się od rzeczywistości. Jest dużo fajnych książek fantasy ( Narnia, Percy Jackson, Harry Potter, Artemis Fowl[ tam to jest dopiero technologia ] , Baśniobór, Olimpijscy Herosi, Córka Laguny, Septimus Heap, Oksa Pollock, Kroniki rodu Kane i wiele, wiele innych).

  8. Rafal Kosik Says:

    Fantasy nie jest złe. To po prostu w większości literatura czysto rozrywkowa, jak kryminał czy horror. Nie ma tam za wiele wartości edukacyjnych. To nie znaczy, że jest to literatura gorsza. Każdy lubi co innego. Ten felieton napisałem z punktu widzenia kogoś, kto lubi SF.

  9. fanNeta Says:

    Ja lubię to i to
    I pytam się, czy sądzi tak jeszcze kto?
    Zwiadowcy fajna seria
    I Harry Potter
    I Opowieści z Mee…… nie są złe
    Lecz czytajmy też s-fi, bo nie jest be
    Fantasy nie uczy i prawi?
    A kto honoru wam do głowy nabawi?
    Kto rycerskich cnót wyuczy
    Bo po ścieżkach historycznych kluczy
    Science fiction to nauka
    Lecz teraz w głowie tylko gry i zabawy
    Nie bierzecie jasno sprawy
    Dzięki fantasy można oderwać się od rzeczywistości
    A science fiction przywraca wam wasze kości
    Więc wszystko po trochu
    Nie dajcie się zwariować
    Tylko uczyć się i w chmurach latać
    I blog pana Rafała przeglądać

  10. Radiator Says:

    Jak to - niepotrzebne?
    Raz, że nerdowie wciąż żyją. Twarde SF jest dla nich. A klasyczne, łatwiejsze zastąpiły jakieś technothrillery i inne, pochodne.

    No i przecież największą chlubę gatunkowi przynosi (i przynosiła) możliwość realizacji idei wykraczających poza znane realia, tam już nawet tech-otoczka niepotrzebna (choć tak się szczęśliwie złożyło, że akurat idee i tech interesują ten sam target).

    Ciekawi mnie jednak, czy czujesz, że zaszła inna zmiana. Kiedyś potrafiono rozłożyć silnik na części, ponazywać je etc. W związku z tym autor mógł wpaść na genialny pomysł “A co by się stało, gdyby część A zamienić z częścią B, jaka dysfunkcja, jakie skutki?!” i napisać o tym dobre opowiadanie. Czy dzisiaj tak się da? Nie znając zasad działania większości otaczającej technologii?
    Z drugiej strony - mnogość technologii daje szersze pole wyobraźni, więcej abstrakcyjnych zastosowań można wykoncypować. Zresztą wszyscy to robią. Nikt nie wie, jak działa nanotechnologia, a pisze o niej niemalże każdy. Wystarczy się skupić na zastosowaniach.

  11. Rafal Kosik Says:

    Odpowiednikiem zmiany części A na część B jest możliwość programowania komputera sterującego silnika. Możliwości są więc większe, tylko wymagają większej wiedzy.

  12. Felixomanka Says:

    @ fanNeta: BRAWA!!!

  13. DeathDay98 Says:

    Cytując:
    “Roses are red
    My name’s Dave
    This poem makes no sense
    Microwave”

    A tak BTW, to może to pana zainteresuje:
    http://niebezpiecznik.pl/post/testy-pierwszej-bomby-emp/

  14. fanNeta Says:

    No piszcie coś..

  15. Trzeci Says:

    Śmiesz porównywać HP i Zwiadowców z Meekhanem? Heretyku?

  16. Felixomanka Says:

    Znowu nikt nic nie pisze
    Znowu puchy na forum
    Może przerwijmy ciszę
    dawką dobrego humoru.

  17. Werrnerr Says:

    Bez przesady. Meekhan jest wyrąbisty i zjawiskowy, ale HP to też nie taka zła seria.

  18. DeathDay98 Says:

    Ten wiersz jest biały
    nie musi mieć rymu
    zapraszam na forum
    fanklubu fnin.eu

  19. Felix Says:

    Meekhan? A o czym to?

  20. fanNeta Says:

    Opowieści z Meekhańskiego pogranicza, autorstwa Wegnera, wydawnictwa Powergraph

  21. cleevleen Says:

    Widzę, że w Polsce poetyzm się rozwija :P

    Ja lubię i fantasy i sci - fi. Fantastyka skupia się na pokazaniu w innym świecie różnych wartości takich jak miłość, przyjaźń, bohaterstwo itp, więc nie jest tak, że niczego nie uczy. Po prostu nie jest to wiedza naukowa.

    P.S.
    Ja ostatnio sięgnęłam po serię Ziemiomorze Ursuli K. le Guin (fantasy), może ktoś kojarzy? Jak ktoś nie przeczytał to bardzo fajna.

  22. Radiator Says:

    A słyszałeś o nowej inicjatywie - czasopiśmie elektronicznym Drugiego Obiegu Fantastyki?
    Jak oceniasz jego szanse na… istnienie i publikowanie czegokolwiek sensownego?
    I nie myślałeś, żeby może wspomóc ten zacny - i jakże szlachetną - pomysł? Ja wiem, nazwiskiem np… ;)?

  23. Radiator Says:

    jakże szlachetny*

  24. StarA Data Says:

    Panie Rafale!
    Przecież dobre SF nie polega na dobrym opisie techniki. Ale na zahaczeniu narracji o pytania istotne dla naszego człowieczeństwa, które stawia przed nami rozwój wiedzy. Jak ktoś to uchwyci, to czyta się z pasją. A jak tego nie ma, to klapa…
    W pana książkach to tak samo z siebie wychodzi? Nie planuje pan tego?

    Socjologia i psychologia wchodzą do tego w takim stopniu, w jakim wchodzą do człowieczeństwa.

    Dla mnie świetny przykład to “Solaris” Lema. Przecież rozbrajający fragment, jak Kris coś sobie policzył czekając, aż w komputerze stacji kosmicznej nagrzeją się lampy, niczego tek książce nie ujmuje. Dziś by czekał, aż wgra się oprogramowanie. Jutro by czekał aż…? A pytania o możliwość kontaktu z kimś(?) “całkiem innym”, o motywacje rozwoju nauki, o to czym są dla człowieka jego pożądania, nadal są pytaniami…

    Pozdrawiam!

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).