Czy SF jest jeszcze potrzebne?

Nowa Fantastyka 05/2012 - okładka Jeśli popatrzymy w księgarniach na półki z fantastyką, zauważymy, że SF jest w zdecydowanej mniejszości. W tłumie smoków, wampirów, wróżek, krasnoludów i czarowników rakieta kosmiczna trafia się rzadko. I niestety trafiać się będzie coraz rzadziej. (więcej w majowym wydaniu Nowej Fantastyki…)


Udostepnij
Glodne Slonce

44 Responses to “Czy SF jest jeszcze potrzebne?”

  1. bea Says:

    Nie czytałam artykułu w Fantastyce, ale na mój zdrowy rozum łatwiej napisać książkę fantasy o krasnoludkach, wróżkach i magii niż porządne s-f, bo science fiction wymaga właśnie tej “science”, i trzeba mieć jakąś wiedzę, żeby zamiast fantazji nie pisać bzdur.

  2. CezarIXen Says:

    Pana felieton fajnie kontrastuje z felietonem pana Wattsa, pan pisze, że ludzi męczy czytanie, gdy występuje nauka, a Watts o tym, że każdy pisarz musi porządnie opierać się na nauce, żeby żaden fanatyk jej nie wytknął mu błędów. Piękno przypadku, krótko mówiąc.

  3. Rafal Kosik Says:

    Nie zmówiliśmy się :)

  4. Paweł Says:

    Patrząc na polski system edukacji i kierunek, w którym zmierza to rzeczywiście coraz mniej SF na półkach może być ;) Zawsze wolałem kawał żelaznej rakiety od śmierdzącego trolla. No i ta nauka właśnie. Ogrom kosmosu zawsze mnie pociągał, może dlatego obok powieści SF czytuję kosmologię, fizykę czarnych dziur i ciemną materię ;) Pozdrawiam!

  5. Nika Clevleen Says:

    Rozdział 1.
    Szła po trzeszczących schodach. Na górze schodów zobaczyła dwoje drzwi. Zastanawiała się, które wybrać. Coś ciągnęło ją do tych po lewo. Otworzyła je. Rozejrzała się po pokoju. Nie  było nic widać. Pewnie z powodu okna, którego nie było. Weszła do środka. W powietrzu unosił się kurz i zapach stęchlizny. Ciągle miała wrażenie, że zaraz się przewróci. Zaczęła machać rękoma, szukając oparcia. Natrafiła ręką na szafę. Nagle usłyszała mruczenie kota. Podniosła głowę i zobaczyła przygotowanego do skoku na nią świecącego na zielono kota. Krzyknęła. Kot skoczył na nią, a ona szybko zamknęła oczy. Poczuła straszny ból. Zemdlała.

    ***
    Andżelika Wesołkiewicz jechała razem ze swoją mama do swojej przyjaciółki Lidki HotGother. Jej tata był anglikiem, stąd takie nazwisko. Lidka jednak cieszyła się, że ma tak na nazwisko, ponieważ była Gotką.
    Czerwony samochód mamy Andżeli stanął na światłach. Dziewczyna westchnęła. Znowu to samo, pomyślała. Pewnie za pięć minut znowu staniemy i spóźnię się do Lidki. Co to w ogóle za pomysł, żeby w moim wieku jeździć razem z mamą. I to do mojej przyjaciółki! Wszystkie dziewczyny przyjdą same, ewentualnie w małych grupkach. Sonia oczywiście będzie się po swojemu wymądrzać: „-Ja na waszym miejscu nie bujałabym się na hamaku zaraz po zjedzeniu tortu. To bardzo szkodzi. Potem będziecie mieć dyskomfort trawienny.” Jakie z niej dziecko!
    Kiedy ruszyły, dziewczyna zapytała:
    - Mamo, znasz jakieś ciekawe historie?
    - O jakie historie ci chodzi?
    - Na przykład… o zielonym kocie.
    Zielonym kocie?! A, tak, znam! Dawno, dawno temu…
    Tak zaczynają się bajki dla małych dzieci! Ja mam już trzynaście lat!
    Dobrze, dobrze – zaśmiała się mama. - Tą historią straszyło się małe dzieci, gdy nie chciały być posłuszne. W XIX wieku, tutaj, w ?odzi, mieszkała dziwna starsza pani. Uwielbiała koty. Miała ich naprawdę sporą liczbę. Czasami widywano ją z jej ulubionym, świecącym na zielono, prążkowanym kotem. Ludzie twierdzili, że jest nie z tego świata. Nikt do końca nie znał tej pani, ale niektórzy mówili, że używała…
    Magii? - wtrąciła Andżelika.
    Można tak powiedzieć. Pewnego dnia starsza pani zniknęła. Razem z nią wszystkie jej koty, ale kot zielony został. Przechadzał się ulicami miasta, ale często wchodził do starej kamienicy i przez większość czasu z niej nie wychodził. Mówiono, że szuka tam starszej pani, lub przynajmniej jej ducha. No, jesteśmy. Miłej zabawy. Przyjadę po ciebie wpół do dziesiątej, dobrze?
    Dobra mamo.
    Dom Lidki był duży i jasny, co nie zgadzało się z nazwiskiem rodziny zamieszkującej go. Andżela podeszła drzwi. Były drewniane lub drewnopodobne, lecz Andżelika nie potrafiła tego stwierdzić. Nie była tu pierwszy raz i wiedziała, że wystarczy zapukać, Lidka bowiem miała doskonały słuch. Zapukała. Po chwili drzwi otworzyła Lidka. Była ubrana w czarną mini i czarny top. Czarne, kręcone włosy dzisiaj były proste. Stroju dopełniał makijaż: czarna mascara, czarny cień do powiek i czarna szminka. Wszystko jak należy.
    Dziewczyny przytuliły się na powitanie. Następnie Lidka gestem ręki zaprosiła ją do środka. Weszły do ciemnego hallu, a z hallu do równie ciemnego salonu. Czarny stół, nakryty czarnym obrusem, na nim czarne talerze, czarne balony. Wszystko czarne. Gdyby powietrze miało kolor, to w tym domu również byłoby czarne.
    Do pokoju weszła mama Lidki, Agnieszka.
    Liduś, jak przyjdzie reszta gości, zaproponuj kąpiel w basenie – powiedziała, o czym spojrzała na buty dziewczyn. - Tylko niech wam się nie pomylą!
    Dziewczyny spojrzały na swoje buty, po czum obie wybuchnęły śmiechem.
    Spokojnie, moje są wyższe! - wykrzyknęła Gotka.
    Rzeczywiście, jej czarne martensy były ciut wyższe od (także) czarnych martensów Andżeliki.
    Mamy jeszcze pół godziny do oficjalnego rozpoczęcia imprezy. Opowiem ci pewną historię, trochę mroczną, magiczną i tajemniczą. Taką w sam raz dla ciebie – powiedziała Andżelika.
    Uhahahahaha! Uwielbiam takie historie! Zapodawaj! - wykrzyknęła Lidka
    Andżelika opowiedziała Gotce historię tajemniczego kota. Na koniec dodała:
    Chciałabym zobaczyć tego kota. Coś mi się wydaje, że kiedyś go już widziałam. Zrobił mi krzywdę, ale nie pamiętam, jaką.
    Monolog Andżeliki przerwał dzwonek do drzwi. Lidka rzuciła krótkie:
    Zaraz mi dokończysz.
    Po czym zbiegła na dół i otworzyła drzwi, wykrzykując:
    ILE RAZY MAM POWTARZAĆ, ŻEBY NIE UŻYWAĆ DZWONKA! TEN DŹWI?K MNIE DRAŻNI!!!!!
    Spokojnie, Lidka, uspokój się. To ja, Wiktoria. Sorry, zapomniałam, że u ciebie się nie używa dzwonka. Mogę wejść?
    Ta, jasne! - Lidka już trochę ochłonęła.
    W ciągu następnej pół godziny przyszły: Ewa, Dagmara, Paulina, Halinka, Liliana, Nika, Ania, Amelia, Dominika, Zosia, Aurelia, Marysia, Sonia, Gosia, Renata, i Aneta, oraz: Przemek, Rafał, Kuba, Lucjan, Piotrek, Wojtek, MICHA?, Mateusz (chłopak Lidki) i Julian.
    Wszyscy złożyli Lidce życzenia z okazji czternastych urodzin i dali prezenty zapakowane w jednakowy papier: oczywiście, czarny. Lidka była wniebowzięta*.
    Lidka podeszła do wieży i włączyła muzykę. Z głośników popłynęła ulubiona nuta Lidki: rock, a konkretnie AC/DC. Andżela zmarszczyła nos, skrzywiła się, i, tknięta nagłym przeczuciem, podeszła do okna. Zobaczyła biegnącą chodnikiem przed domem charakterystyczną postać, ubraną w lnianą bluzkę, długą spódnicę i sandały. Na głowie miała zawiązaną chustę. Andżela od razu poznała tę dziwną postać. To nie był nikt inny, tylko Inès Violin, pól-Francuzka, przyjaciółka Lidki i Andżeliki. Inès weszła do domu i wykrzyknęła:
    Salut à tous! Une centaine de Lidka ans! C’est pour vous. Salut Angela! Eh bien, je vois que adoption a démarré! Comme si quelqu’un ne me connaissait pas, je suis Inès Violin!
    Trudno nie zauważyć – mruknęła Lidka, po czym wykrzyknęła
    Salut! Comme il est agréable que ce que vous avez! Comme papa et maman? Un frère?
    Et, il ya pouces, je vous remercie.
    O co tu chodzi?! - zapytała Wiktoria, która nie znała francuskiego i nie zrozumiała nic, co powiedziała Inès.
    To jest Inès, po polsku – Agnieszka. Chciała się tylko pochwalić, że jest Francuską. Powiedz cześć, Inès !
    Cześć ! A to prezeny dla ciebie, Lidka ! - powiedziała Inès, wciskając w ręce Lidki prezent owinięty w ulubiony kolor Lidki. Czarny.
    Impreza pomału rozkręcała się. Andżelika znów podeszła do okna. Nie miała ochoty tańczyć do rocka zmieszanego z heavy metal. W ogrodzie nic nie było widać. Nagle zza krzaka rosnącego w ogródku wyszedł… zielony kot ! Andżela krzyknęła. Lidka i Inès podbiegły do niej.
    Andżelika, co się stało ? Widziałaś ducha ? - zapytała z nadzieją Lidka.
    Prawie. Pamiętasz zielonego kota, o którym ci dzisiaj opowiadałam ?
    Tak, pamiętam. Co z nim ? - znowu zapytała Lidka.
    Wydawało mi się przez chwilę, że go widziałam !
    Eeee… Myślałam, że zobaczyłaś ducha, upiora lub coś w teń mroczny deseń. Ale zielony kot……………. Codzienność.
    Ale o co chodzi z tym zielonym kotem ?! - zapytała zdezorientowana Inès. - O co chodzi ?!
    Andżela w siększym skrócie opowiedziała historię zielonego kota. Zaintrygowana Inès stwierdziła:
    Chciałabym zobaczyć tego zielonego kota. Narysujesz go?
    Inès, wyobraź sobie kota. Normalnego, szaroburego, prążkowanego. Widzisz go ?
    Tak, no jasne. Przecież mam takiego.
    Naprawdę?! Czemu nic nie powiedziałaś? - wykrzyknęła oburzona Lidka.
    Cicho! Potem pogadacie na temat kotów! - uciszyła ją Andżelika
    Chodź, zobaczymy z drugiej strony domu, może tam będzie – zaproponowała Lidka.
    Goog idea, Lidka! - pochwalila ją Inès.
    Dziewczyny pobiegły na drugą stronę ponurego domu Lidki w nadziei, że zobaczą tam tego dziwnego kota. Podeszły do okna w kuchni, które było umieszczone w takim miejscu, że nie widać było korytarza i salonu.
    No i co? Nie ma go – stwierdziła oczywistość Inès. - O, nawet nie czuję, jak rymuję! Tak bardzo się starałam, a znowu zrymowałam!
    Ciiii…. Coś lub ktoś się skrada… - Andżela uciszyła Inès.
    Lidka, zobacz, co-
    Inès nie dokończyła, ponieważ na Lidkę rzuciła się czarna postać. Andżeli wydawało się, że postać ma zielone oczy, ale mogła to być tylko jej bujna wyobraźnia.
    AAAAAAAAAAAA ! Zostaw mnie ! Puszczaj ! - krzyczała Lidka. W końcu udało jej się wyswobodzić z rąk napastnika, którym okazał się…
    Mateusz ?! - wykrzyknęła zdumiona Lidka. - Co ty tu robisz ?! Chciałeś, żebym zeszła na zawał ?!
    Dopiero po chwili Lidka zrozumiała, co powiedziała. Poprawiła włosy, otrzepała się z kurzu * i powiedziała :
    Dziękuję, że mnie przestraszyłeś. Możesz robić to częściej. A teraz zmykaj. Ja, Andżela i Inès rozmawiamy teraz na bardzo mroczny temat. No już ! Sio, sio, sio !
    Oj, nie złość się ! Wiem, że to lubisz, dlatego cię straszę. A teraz chodźmy do salonu.
    Dziewczyny wróciły do salonu. Zapadał już wieczór. Z powodu zielonego kota Lidka zapomniała o tym, że miała zaprosić gości do kąpieli w basenie. Zmeczeni goście zaczęli siadać na ustawionych pod ścianami, czarnymi kanapami. Dziewczyny razem z Mateuszem usiadły na ostatniej wolnej kanapie. Mateusz wziął Lidkę na kolana i zapytał :
    Możecie mi powiedzieć, co robiłyście przy tamtym oknie ? - wskazał ręką kuchnię.
    Jak myślicie, możemy go wtajemniczyć? - zapytała Inès.
    Myślę, że tak – odparła Andżelkia.
    Przyjaciółki opowiedziały Mateuszowi historię zielonego kota. W trakcie opowiadania, Lidka i Inès wtrącały szczegóły, o których zapomniała powiedzieć Andżela. Po wysłuchaniu całej historii Mateusz stwierdził :
    Ostatnio, gdy byłem na Piotrkowskiej, widziałem taką starą, zapuszczoną, zapyziałą kamienicę. A w jednym z okien… taką dziwną, zielona poświatę. Może to od tego kota ?
    Jeżeli od kota, to sprawa robi sie coraz bardziej poważna. A jeżeli nie tylko my widzieliśmy tego kota ? A jak ktoś inny, obcy go zobaczył ? I kim była ta kociara ? Sorry za określenie – rzuciła do Inès Andzelika. - Już wiem ! Jutro spotkamy się wszyscy u mnie i zrobimy ogłoszenia, o jakieś takie – Andżela wzięła ze stołu karteczkę, która informowała, że to ona właśnie tam siedzi i napisała krótkie ogłoszenie. Dała je Inès, Lidce i Mateuszowi. Przeczytali  :
    « Jeżeli ktoś widział gdziekolwiek i kiedykolwiek zielonego kota, prosimy o zgłoszenie się na ulicę Folwarczną 15. »
    A nie lepiej na policję ? - spytała zawiedziona Lidka. - Przy okazji doniosłabym na tego…
    …Koziołka – Matołka - rowerzystę, który ostatnio, to znaczy wczoraj, prawie zrobił z ciebie gotycki placuszek na ulicy Warszawskiej, a to tylko dlatego, że szłaś po drodze dla rowerów ? - zapytała beznamiętne Inès.

    Skoro Pan powiedział, że poprzedni fragment jest za krótki, to proszę, oto co wszystko napisałam. Moja wychowawczyni od polskiego powiedzaiała, że “cudo, lód, malina”

  6. Zosia Says:

    Przepraszam, że się wtrącam, ale masz strasznie dużo powtórzeń, głównie słowa “kot”, for example: “Nagle usłyszała mruczenie ‘kota’. Podniosła głowę i zobaczyła przygotowanego do skoku na nią świecącego na zielono ‘kota’. Krzyknęła. ‘Kot’ skoczył na nią, a ona szybko zamknęła oczy.”

  7. Caban Says:

    @Nika Jaki nadałaś temu tytuł? Lidka i Andżelika oraz klątwa zielonego kota? ;)

  8. Michał Says:

    Czytałem Pana artykuł w gazecie i jak zwykle mi się podobał, zmusza do pewnych refleksji.

    Przepraszam, że trochę nie na temat ale od niedawna nurtuje mnie jedna rzecz.
    W książce “Obywatel który się zawiesił” W rozdziale “Skrytogrzesznicy” na stronie 63 napisał pan i tu cytat:
    “- To tylko prototyp pomysłu - zaznaczył szybko Jeremi. - Już żałował, że w ogóle o tym powiedział.”
    kilka linijek niżej
    “- Wydaje mi się, że kiedyś słyszałem o kimś, kto zajmuje się takimi sprawami. - Podrapał się w głowę. - Popytam… jak ludzie się pobudzą.”

    Otóż chodzi mi o interpunkcje a szczególnie kropki przed drugim myślnikiem. Jak to z tym jest? Kiedy się stawia a kiedy nie? Nigdzie nie mogę znaleźć o tym informacji a zauważyłem, że Pan na jednej stronie napisał obie te formy i teraz nie mam pojęcia co o tym myśleć.

  9. Jakub Says:

    żę WTF!? @Nika co to jest?

  10. Justyna Says:

    @Michał, w pierwszym przypadku po myślniku jest słowo związane z mówieniem (czyli “zaznaczył”, może być też powiedział, mruknął, itp.). Wtedy nie stawia się kropki przed tymże myślnikiem, a po myślniku pisze się z małej litery. W drugim przypadku słowo po myślniku nie ma związku z mówieniem (czyli podrapał), więc pisze się je z dużej, a przed myślnikiem jest kropka.

  11. Kohaku Says:

    @Nika,

    Szła po trzeszczących schodach. Na górze schodów zobaczyła dwoje drzwi. – powtórzenie.
    Na górze schodów zobaczyła dwoje drzwi. – Jakoś to nie brzmi. Może lepiej „dwie pary drzwi”?
    Pewnie z powodu okna, którego nie było. – Znowu jakoś nie brzmi. „Pewnie z powodu braku okna” byłoby chyba trochę lepiej. Niby wskazuje to na oryginalny styl, niemniej mnie wydaje się ciut ciężkie dla odbiorcy, bo żeby zrozumieć sens zdania, trzeba niejako wrócić do jego początku.
    Nagle usłyszała mruczenie kota. Podniosła głowę i zobaczyła przygotowanego do skoku na nią świecącego na zielono kota. Krzyknęła. Kot skoczył na nią, a ona szybko zamknęła oczy. – Powtórzenie, i to potrójne. Musisz zdecydowanie popracować nad większą ilością określeń. „Zwierzak”, „futrzak”, „stworzenie”, „dachowiec”. Nietrudno wymyślić inne określenia na „kota”.
    Jej tata był anglikiem, stąd takie nazwisko. – Anglikiem. Błagam, Anglikiem. Nie „anglikiem”.
    Ja mam już trzynaście lat! – Dokładnie tak jak ja. Nie, właściwie, to już jest młodsza o rok. Ciągle zapominam, że mam urodziny już jutro. W każdym razie, bohaterka chyba jest zbyt przewrażliwiona na punkcie swojego wieku. Mama ją podwozi? – co w tym złego?
    Była ubrana w czarną mini i czarny top. Czarne, kręcone włosy dzisiaj były proste. – „Czarną mini i top tej samej barwy”, tak by uniknąć powtórzenia. A dalej – może jej „ciemne” włosy dzisiaj były proste? A w ogóle, zdanie niby ma sens, a jednak się kłóci. „Czarne, zazwyczaj czerwone włosy dzisiaj były proste” – i od razu lepiej brzmi.
    Gdyby powietrze miało kolor, to w tym domu również byłoby czarne. – A tu się nie czepiam. Zdanie mi się po prostu cholernie podoba i chcę to podkreślić ^ ^
    Mamy jeszcze pół godziny do oficjalnego rozpoczęcia imprezy. Opowiem ci pewną historię, trochę mroczną, magiczną i tajemniczą. Taką w sam raz dla ciebie – powiedziała Andżelika. – Pół godziny? Ja tu dostrzegam niekonsekwencję. Chwilę wcześniej bohaterka, jadąc samochodem, martwiła się, że na pewno się spóźni i będzie ostatnia.
    Salut à tous! Une centaine de Lidka ans! C’est pour vous. Salut Angela! Eh bien, je vois que adoption a démarré! Comme si quelqu’un ne me connaissait pas, je suis Inès Violin! – Boże, Boże, kocham Francuzów pojawiających się wszędzie i bezczelnie gadających w swoim języku. Moje naturalne zamiłowanie do ludzi innych narodowości, pojawiających się przy Polakach, mruczy usatysfakcjonowane.
    Goog idea, Lidka! - pochwalila ją Inès. – A teraz moje zamiłowanie jeży się i prycha. Francuzka. DLACZEGO ta Francuzka mówi po angielsku? Francuz nie może mówić po angielsku, to takie… nienaturalne D :
    Andżeli wydawało się, że postać ma zielone oczy, ale mogła to być tylko jej bujna wyobraźnia. – Różowe, złote, fioletowe – to rozumiem, ale co jest dziwnego w zielonych oczach?
    *
    Generalnie Twoją mocną stroną jest styl, zdecydowanie jednak cierpię na brak opisów w Twoim opowiadaniu. W pierwszym rozdziale wszystko dzieje się zbyt szybko, a to, że nie ma barwnych opisów, tylko tę rzecz wyostrza i dobitniej uświadamia. Poza tym, jakoś nie zachęcasz zalążkiem fabuły – magiczne zwierzęta – to było już nie raz, a sama historia kota wcale nie pociąga. Nie odstrasza, ale nie pociąga. O bohaterkach nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, ale błagam, przemyśl Francuzkę gadającą po angielsku. Hiszpankę, Czeszkę, Słowaczkę, Chorwatkę, Włoszkę czy Niemkę jeszcze bym przełknęła, ale dlaczego FRANCUZKA? Osoba z narodu najbardziej hejtującego Wielką Brytanię w ogóle i Anglię w szczególe i to, jak to się mówi, „forever and ever”, tudzież od zarania dziejów po dziś dzień? Lidka ze swoją sztuczną gotyckowością ledwie da się przełknąć, ale może jeszcze zostać całkiem fajną postacią. Najbardziej bezbarwnie wypada Andżelika.
    Pamiętaj, pilnuj opisów. I Francuzek gadających po angielsku. I powtórzeń.

  12. Rafal Kosik Says:

    O myślnikach i podobnych problemach zrobię osobną notkę.

  13. Jadzia Says:

    Przydałaby się taka notka. Ja też trochę piszę i często zastanawiam się, np. jak użyć myślnika. Zazwyczaj patrzę do jakiejś książki, np. FNiN.

  14. bea Says:

    Moje podejrzenie na temat myślników i innych “ozdóbek” w tekście jest takie, że autor stawia je mniej więcej tam, gdzie trzeba, ale od uporządkowania interpunkcji, wcięć, zawieszek itp, podobnie jak od literówek (oraz - nie uchybiając Autorowi - ortów) jest/są pani/e korektorka/i, które nad tym czuwają. Zwłaszcza, że we własnym tekście czasem trudniej zobaczyć błędy. Ma się do niego stosunek nieco emocjonalny. A tu trzeba chłodnego oka zawodowca, takiego Wiktora Czyściciela…

  15. Maciek Says:

    Przeglądałem sobie teraz filmweba i natrafiłem na ciekawy news. Otóż “Scenariusz do tego filmu otrzymał drugą nagrodę na Polsko-Włoskim Konkursie na Scenariusz Filmu dla Młodego Widza”(oczywiście chodzi o fnin). Czemu pan się nie pochwalił?

  16. Rafal Kosik Says:

    Bo to było pięć lat temu, a chodziło o scenariusz do serialu, który nigdy nie powstał.

  17. fan Says:

    Serialu z 1 części ma się rozumieć?

  18. bookworm Says:

    @Nika Clevleen
    nie rozumiem w ogóle entuzjazmu twojej pani od polaka, ja bym takiej książki nie przeczytała…

  19. bookworm Says:

    ach, możesz te fragmenty zamieszczać na swoim blogu, sory ale to wkurzające bo chce się dowiedzieć czegoś o poście, co mają czytelnicy do powiedzenia, a nie czytać twoją “powieść

  20. Nika Clevleen Says:

    Wkurzasz mnie

  21. anonymous Says:

    Skoro zamieszczasz tu swoje opowiadanie i chcesz, żeby inni je skomentowali, to łaskawie przyjmij również słowa krytyki.

  22. Nika Clevleen Says:

    To nie było do Was, tylko do P.Kosika, bo (nie mogłam znaleźć) powiedział, że to, co mu wysłałam, to za krótkie żeby ocenić. To wszystko. Koniec kropka. I dajcie już temu spokój. Nie było tematu.
    P.S. A w ogóle to juz wiem, jakie mam błędy i co muszę poprawić. Zostawcie mnie już.

  23. Nika Clevleen Says:

    @Kohaku
    Ja jestem NIKA CLEVLEEN a nie Nika!!!!!!!!!!!!!

  24. bookworm Says:

    bardzo przepraszam waćpannę, że ośmieliłam skrytykować się jej bestseller :D

  25. Eddy Says:

    No właśnie, dlaczego serial nie powstał? Nie poucinałby fabuły książki, bo to serial, a nawet by były dodatkowe sceny. Pewnie chodzi o pieniądze, bo to kosztowny projekt :(

  26. Kohaku Says:

    @Nicka Clevleen, niech Ci będzie, że Nika. Wybacz, przyzwyczaiłam się do tego, że ludzie nie krzyczą na mnie, gdy zdrobnię ich imię. A poza tym, spędziłam sporo czasu nad wypisaniem Ci błędów i tą - nawet krótką - wypowiedzą, więc nie rozumiem, o co tyle zachodu. Gdybym Ci wygarnęła, że jest beznadziejnie, do niczego się nie nadaje i tak dalej, to miałabyś prawo się denerwować, ale tak, to, przepraszam bardzo - po prostu nie dorosłaś do krytyki. I nie publikuj swoich historii, jeśli nie chcesz, by inni się wypowiadali - bo pulikuje się je właśnie dla poznania opinii innych.

  27. Felix Says:

    Jakby to określił Net: dać jej frytkę!

  28. fan Says:

    Kohaku ma rację
    Nie dorosłaś do krytyki

  29. Nika Clevleen Says:

    To nie było do was, tylko P.Kosika.
    I NIE BY?O TEMATU.

    P.S. Dorośli się odezwali. Jak jesteście tacy mądrzy i w ogóle cacy, to sami coś napiszcie i objadę was równo, chcecie? Bo ja tak.

  30. Zosia Says:

    Zamieściłaś tutaj swoje opowiadanie, które mógł przeczytać każdy, więc nie dziw się, że ktoś je skomentował. Poza tym powinnaś się cieszyć, że ktoś pokazał Ci Twoje błędy(i to do tego w kulturalny sposób ukazując również zalety), bo w przyszłości będziesz mogła ich unikać. I nie rozumiem, czemu tak ostro reagujesz. Keep calm!

  31. Kohaku Says:

    @Nika Clevleen, ja sama piszę i, jeśli właśnie tego sobie życzysz, podaję tutaj link do swojego bloga, ażebyś “objechała mnie równo”. Jeśli zamierzasz to zrobić w taki sposób, w jaki ja skrytykowałam Ciebie, będę Ci nawet wdzięczna, bo na taką krytykę czekam.

    PS. Przepraszam, panie Rafale, za to całe zamieszanie.

  32. anonymous Says:

    Nikt chyba nie czerpie większej satysfakcji z możliwości skrytykowania twojej pracy -.- Publikując tutaj swoje opowiadanie, było, jak mi się wydaje, oczywistym, że oczekujesz obiektywnych komentarzy… no chyba, że liczyłaś na same oklaski.

  33. Nika Clevleen Says:

    Proszę bardzo:
    1. Co to w ogóle za imię “Ameta”??!!???!! Litości!
    2. Więcej dialogów!!!! Nie bierz z przykładu z rozdziału “Maszyna” w “Pałacu Snów”! Jak będziesz sadzić opisy, to jednej stronie twojej książki (?) czytelnicy zakopią ją w stercie bambetli i już nigdy po nią nie sięgną. Wolę czytać dialogi, nie opisy. Gdybym mogła, rozdział o którym przed chwilą pisałam, ominęłabym szerokim łukiem, lub nawet parabolą.
    3. Jak nazwiesz to coś? “Ameta, Nicolas i gorąca herbata pita o upalnej trzynastej godzinie?????

  34. Ponury Żniwiarz Says:

    Nika Clevleen, opanuj żesz się, bo aż przykro.

  35. Agnesses Says:

    Kohaku, może za nim zaczniesz ,,komentować'’ to zobaczysz co napisałaś? Nika Clevleen jest moją przyjaciółką i wiem, że teraz jest jej bardzo przykro! Sama nie umiałabyś napisać czegoś takiego! Och! Błagam cię! „Czarne, zazwyczaj czerwone włosy dzisiaj były proste”! To dopiero nie ma składu i rozkładu! Nie chciałam nikogo obrażać, ale to było do prawdy wredne!

  36. Kohaku Says:

    @Nika Clevleen, powstrzymam się od wskazywania Ci różnicy między moim komentarzem na temat Twojego opowiadania, a Twoim na temat mojego. Zdaje mi się też, że nie przeczytałaś całego, ale może to tylko moje wrażenie. A opisy są akurat niezwykle istotne.
    @Agnesses, czerwone włosy miały być kręcone. Najpewniej, myśląc o czymś innym przy przepisywaniu tego zdania po raz kolejny, po prostu zmieniłam jedną literkę, a word (zazwyczaj piszę komentarze w wordzie, bojąc się, że ja się naprodukuję, a przypadkowo coś się zawiesi w sieci i mi usunie całą wypowiedź) przekręcił to na “czerwone”. Jeśli to to uraziło Nikę C., mogła po prostu powiedzieć. Zauważyłam ten błąd po publikacji i nie chciało mi się pisać oddzielnego komentarza, żeby poprawić to przekręcone słowo. Mój błąd. A tak silne wciskanie koleżance kitu, że jej opowiadanie jest bez wad, naprawdę niczemu nie służy. Książka bez korekty i uwag przyjaciół i znajomych - a także i wrogów i obcych - bestsellerem nie zostanie. Lepiej wskazuj Nice C. jej błędy, zamiast być bezkrytyczną, bo nie wierzę, żebyś nie zauważała niektórych chociażby powtórzeń w jej twórczości.

    I, powiem wprost: nie chciałam nikogo urazić. Jedynie pomóc. Wiele osób już odnajdowało na blogach moje krytyczne komentarze i, nawet, jeśli miały więcej błędów niż Ty, Nika Clevleen, nie reagowały w ten sposób. Wręcz przeciwnie, zachowywały pełną kulturę i często podobnie zachowywały się wobec mojej twórczości: wskazywały błędy, zdania do poprawy i omyłki logiczne, ale także wypowiadały się w kulturalny sposób. Tylko jedna użytkowniczka internetu zareagowała tak jak Ty, ale miała dziesięć lat. Po twoich wypowiedziach i twórczości datowałam Cię na rocznik ‘99, więc uznałam, że przyjmiesz krytykę i kulturalnie nadstawisz drugi policzek. Teraz nie tylko Tobie jest przykro.

    Boże, powinnam już skończyć ten temat… nie wiem, po co się w ogóle wypowiadam po raz kolejny…

  37. bea Says:

    A miała być ewentualnie dyskusja na temat literatury s-f i fantasy… ehhh ;/

  38. Nika Clevleen Says:

    Przez ten Twój pierwszy komentarz wiem, jaki mam błędy, Kohaku. I dziękuję Ci za to. Sama zauważyłam, że mam trochę za mało opisów, Francuzka… no trochę nie ten teges, masz rację, że mówi po angielsku, a potem zauważyłam, że Andżela…. no jest trochę bezbarwna. Jakbyś mogła (jesteś dziewczyną, prawda? Prawda.), to powiedz mi, co zrobić, żeby nabrała rumieńców. I może… ??????? ?? ??????????? ???? ?????? ?????? ????, ??????

  39. fan Says:

    No
    I wszyscy poprawią błędy w swoich pracach, będą do siebie zwracać się kulturalnie i dojrzale. Koniec wojny. Nastąpił handel (informacjami) na temat wypracowań.

  40. Kohaku Says:

    Nika Clevleen, jasne, z największą przyjemnością. Oto mój numer gg: 6089793. Jakbyś chciała porozmawiać na temat swoich opowiadań, to pisz. Zawsze jestem na niewidocznym, więc możesz próbować o każdej porze dnia i nocy, a jeśli akurat będę przy komputerze, na pewno się odezwę ^ ^

  41. Maciek Says:

    Kohaku, przyznam, że z twojego opowiadania przeczytałem tylko zarys fabuły (jeśli będę miał czas, może coś więcej poczytam) i zwróciłem uwagę na imiona. Jesteśmy Polakami więc czemu bierzesz imiona hamerykańskie? Skąd się wzięło imię Szon(?), nie można by było nazwać go Kazik, Maciek albo Kamil. Zawszę jak czytam takie texty pisane przez mieszkańców Polski to się zastanawiam czemu tak jest? Wstydzicie się polskości? Wyjątkowo podoba Ci się to imię? No bo ja już sam nie wiem… Potrafi ktoś odpowiedzieć na moje pytanie?

  42. Kohaku Says:

    Szczerze mówiąc, ja nawet odrobinę nie wstydzę się swojej polskości, ale rzecz mojego opowiadania nie rozgrywa się w naszym świecie, nie widziałam więc powodu, by nadawać postaciom polskie imiona. Pomijając już fakt, że “Ameta” i “Alikal” to nie są wcale imiona amerykańskie, “Nicolas” to francuska wersja, a w opowiadaniu występują także imiona japońskie, nazwiska węgierskie i przeróbki imion, więc generalnie jest to duży misz-masz. Pocieszę Cię, że jeśli piszę opowiadania rozgrywające się w naszym, faktycznym świecie, posiadam zazwyczaj jakąś polską postać lub fragmenty rozgrywające się w naszej Ojczyźnie. Nie musisz się więc obawiać o moją polskość, bo wszystko jest z nią w najlepszym porządku. Bardziej, niż może Ci się wydawać.
    A jak już się czepiasz Seana, to był to akurat pierwszy wymyślony przeze mnie bohater i używałam tego imienia jako roboczego tak długo, że stało się jego prawdziwym imieniem. I nie, nie mógłby się nazywać Maciek, Kazik albo Kamil, bo wtedy przestałby być sobą i nie mogłabym takiego Maćka/Kazika/Kamila traktować tak, jak Seana, nawet, jeśli jego rola byłaby identyczna. Po prostu.
    A co do Stanów Zjednoczonych, to, żeby nie było, ich historia naprawdę żywo mnie interesuje - zwłaszcza w okresie sporów zimnowojennych - nie raz zdarza mi się więc zahaczyć o ich temat lub pisać coś, co rozgrywa się w USA (równie chętnie podchodzę jednak do Korei Południowej, Japonii, Europy Zachodniej oraz Węgier). Nie jest to jednak nic w rodzaju “Ojej, jaka cudowna Ameryka, chcę pochodzić z USA!”, bo za nic nie zmieniłabym własnej narodowości. Z Polski jestem dumna, koniec, kropka. I proszę więcej na moją polskość nie najeżdżać.
    (Szczerze mówiąc, to może zareagowałam zbyt ostro, ale ja akurat jestem straszliwie wrażliwa na punkcie polskości i wprost nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś mi zarzucił, że ja się Polką nie czuję lub Polski się wstydzę).

  43. Pandemon Says:

    A ja się tak tylko zastanawiam, czy przeczytałeś już, Rafale, polemikę do Twojego felietonu…
    O tu mianowicie ona jest http://www.blog.podrzucki.eu/?p=424
    Podejrzewam, że Wawrzyniec będzie próbował wysłać jakąś konkretniejszą (w formie artykułu lub felietonu) polemikę do NF, a być może kontaktował się bezpośrednio z Tobą i/lub Wattsem - ale nie wiem.
    Chciałbym jednak zobaczyć, jak rozwinęłaby się taka dyskusja.

    PS
    Jeśli nie wiesz, gdzie odpowiedzieć Wawrzyńcowi (z racji braku opcji komentowania na blogu), zawsze możesz zrobić to na DOFie (o tu: http://drugiobieg.eu/forum/viewtopic.php?f=8&t=361&p=32569#p32569)

  44. Fanka Says:

    Eh… Szkoda, że nie poczytam już tego zabawnego dialogu między Kohaku i Niką Clevleen (oraz drobnymi uwagami fan) o opowiadankach. Chętnie bym się przyłączyła, ale pewnie później jeździlibyście po mnie i moim niezupełnie-samemu-wymyślonemu-opowiadanku (nic nie poradzę na to, że mnie na fan-fiction wzięło, a nic innego mi do głowy nie przychodzi…)
    I BARDZO DZI?KUJ? Kohaku, że podała adres swojego bloga.

    Faktycznie szkoda, że mało jest twórców książek Sci-fi. Może większość twórców została scenarzystami, bo “Gwiezdne Wrota”, “Start Trek”, “Matrix”, “Terminator”, “Tranformers”, “Obcy, “Avatar”. Zdecydowanie górują nad fantastyką: “Król Artur”,… (więcej z pamięci nie wymienię, a nie chodzi mi o ekranizacje”

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).