Cyfrowy ślad

Na ulicach Warszawy pojawiły się jakiś czas temu nowe parkomaty, w których konieczne jest wstukanie numeru rejestracyjnego samochodu. Prawdopodobnie ma to być zabezpieczeniem przed tym, by kierowcy nie przekazywali sobie niewykorzystanych biletów ani nie próbowali się wyłgać od zapłacenia mandatu. W efekcie jednak dane o tym gdzie i kiedy byłeś, są gromadzone i bez Twojej wiedzy i zgody przetwarzane. Co więcej, każdy może wpisać Twój numer rejestracyjny, więc i edytować Twój cyfrowy ślad. Hm, ale po co miałby to robić?

Wszyscy pamiętamy, od czego rozpoczyna się akcja filmu Brazil Terry’ego Gilliama. Ci, którzy nie pamiętają lub tego filmu w ogóle nie widzieli, mają szansę tę sytuację zmienić, zanim dowiedzą się o tym odpowiednie służby. Akcja filmu rozpoczyna się sceną, w której w maszynę do pisania, spiętą z komputerem na wzór drukarki, wpada mucha, w efekcie czego nazwisko Tuttle zostaje zamienione na Buttle. Ofiara pomyłki ma przerąbane, bo odkręcenie sprawy w totalnie zbiurokratyzowanym świecie przekracza ludzkie możliwości.

Pomyłki automatycznego wymierzania sprawiedliwości zdarzają się i w rzeczywistości. Przekonał się o tym niedawno pewien sparaliżowany od lat właściciel stojącej na cegłach Syreny. Przyszedł do niego mandat za przekroczenie prędkości samochodem, który nie ma nawet silnika. Tę sprawę udało się akurat odkręcić, bo była oczywista i nagłośniona w mediach. Lecz gdyby oczywista nie była, walka o anulowanie mandatu na trzysta złotych mogłaby kosztować o wiele więcej niż sam mandat. O ile w ogóle byłaby do wygrania, bo udowodnienie, że się nie jest wielbłądem zawsze było wyzwaniem. Prawdopodobne jest, że podobnych pomyłek wydarza się całkiem sporo.

Jakiś czas temu, gdy właściciel samochodu mógł jeszcze obejrzeć pamiątkowe fotki z fotoradarów, dostałem groźnie brzmiące wezwanie na policję. Stawiłem się, a znudzona policjantka przedstawiła mi zdjęcie mojego samochodu w jakości, której nie powstydziłby się Louis Jacques Daguerre, wynalazca dagerotypii. Ledwo dawało się rozpoznać numer rejestracyjny, a pasażerów nie było widać w ogóle. Policjantka zapytała, kto wtedy prowadził samochód, przy czym „wtedy” oznaczało ponad pół roku wcześniej. Odparłem, zgodnie z prawdą, że pojęcia nie mam, co to za miejscowość, jakie tam obowiązuje ograniczenie prędkości ani kto wtedy prowadził. Na to dowiedziałem się, że właściciel ma obowiązek podać taką informację, a odpowiedź „nie pamiętam” nie wchodzi w grę. I nie było opcji, że pójdę do domu, sprawdzę w pamiętniczku. Nie, odpowiedzi musiałem udzielić natychmiast.

Cięta riposta jak zwykle pojawiła się za późno i nie zdołałem zapytać pani policjantki, ile czasu mam obowiązek przechowywać w głowie takie dane, bo nie jestem sawantem i już brakuje mi miejsca. Stanęło na tym, że podałem trzy osoby, włącznie ze sobą, które z równym prawdopodobieństwem mogły wtedy prowadzić. Jakiś czas później przyszedł wyrok sądu, który uznał, że prowadziłem ja. Sąd do dyspozycji miał zdjęcie, na którym nie widać, kto prowadzi. A nawet gdyby było widać, to przecież sąd nie wie, jak ja wyglądam. Wyrok zapadł więc po rzucie kostką, czy może skład sędziowski zagrał o to w karty. Nie wiem. Trudno wykrzesać nawet odrobinę szacunku dla tak działającego sądu. Oczywiście mógłbym się odwoływać, ale tylko straciłbym czas. Wniosek z tego jest prosty – od sprawiedliwości ważniejsze jest, żeby kasa się zgadzała. Wyrok zapadł w wyniku stosowania automatyzmu, a dowodem był jedynie mój mocno zatarty cyfrowy ślad - zdjęcie numeru rejestracyjnego..

Automatyzm ten połączony ze wzrastającym stopniem inwigilacji rodzi zupełnie nowe zagrożenia. Wredny sąsiad, z którym się pokłóciłeś o miedzę, może z wydrukowanym na domowej drukarce Twoim numerem rejestracyjnym objechać wszystkie fotoradary w okolicy. To nie wystarczy za dowód w sprawie o morderstwo, ale mandaty dostaniesz. Udowodnienie, że nie jesteś wielbłądem, będzie bardzo trudne, tym bardziej że… od sprawiedliwości ważniejsze jest, żeby kasa się zgadzała. Ktoś musi zapłacić, a kto konkretnie, to już szczegół.

To oczywiste, że można śledzić Twoje życie dzięki serwisom społecznościowym, kartom kredytowym i komórce. Ale to naprawdę wierzchołek góry lodowej. Za kilka lat wszystkie nowe samochody będą wyposażone w systemy śledzące ich pozycję. Oczywiście w założeniu będzie to miało zapobiegać kradzieżom, w praktyce jednak pozwoli również na odtworzenie historii Twoich podróży. Istnieją już modele liczników prądu, które komunikują się zdalnie z operatorem. Prócz funkcji przesyłania wskazań zużycia prądu, analizują bardziej zaawansowane informacje o porach, w jakich zużywasz najwięcej prądu, a nawet o charakterystyce podłączonych do kontaktów urządzeń (np. lampie UV wspomagającej dorodność lawendy czy tam innej rośliny). Znów dane o Twoim życiu powędrują sobie gdzieś i oficjalnie posłużą poprawie jakości usług. Do czego zostaną wykorzystane w praktyce, nie wiesz, ale z pewnością będą przetwarzane automatycznie.

Wszystko to razem zaczyna wyglądać niepokojąco, ponieważ każdy aspekt Twojego życia będzie miał swój ślad w rosnącym wciąż cyfrowym archiwum. Nie możesz do niego zajrzeć. A nawet gdybyś mógł, niewiele byś zrozumiał. Na pewno jednak już teraz są ludzie, którzy nie tylko będą je rozumieli, lecz również będą wiedzieli, jak je wykorzystać. I jak je modyfikować.

Pewnego dnia obudzisz się, zaspany pójdziesz do kuchni zaparzyć kawę i przeczytasz w porannym serwisie informacyjnym, że w nocy w mieście, którego nazwa nic Ci nie mówi, obrabowano bank. A chwilę później z hukiem wylecą drzwi i do Twojego domu wpadnie oddział antyterrorystów, którzy aresztują Cię pod zarzutem napadu na ów bank. W sądzie dowiesz się, że dowody przeciwko Tobie są miażdżące, a jest wśród nich również numer rejestracyjny Twojego samochodu wklepany do parkomatu w mieście, którego nazwa nic Ci nie mówi.


Udostepnij
Glodne Slonce

11 Responses to “Cyfrowy ślad”

  1. wisznu Says:

    “Ledwo dawało się rozpoznać numer rejestracyjny, a pasażerów nie było widać w ogóle.”
    To akurat jest oczywiste - takie zdjęcie może być dowodem w sprawie rozwodowej, a potem posłuzyć do uzyskania od policji odszkodowania - ponoć była kiedyś taka sprawa.
    Tak więc nawet jakby zdjęcie było dobrej jakości to twarze pasażerów muszą być niewidoczne.
    Ja kiedyś dostałem zdjęcie (okazało się, że nie moje), na którym na wysokości szyb poza twarzą kierowcy wszystko było zasłonięte białym prostokątem.

    Natomiast co do reszty, to zgadzam się zupełnie i też mi się to nie podoba.

  2. Temerir Says:

    To, że nam to się nie podoba raczej dużo nie zmieni, przecież nie zapobiegniemy coraz dalej idącej inwigilacji, (chyba, że wywołamy jakąś wielką rewolucję ;) i wszystko to w imię “poprawy jakości usług” ;D No i jak to w dzisiejszym świecie bywa, “…najważniejsze jest, żeby kasa się zgadzała.” Smutne ale prawdziwe.

  3. szary Says:

    Panie Rafale, Pan ma dużo dobrych pomysłów. Jest na to jakaś rada?

    W przypadku rejestracji na parkingu można by wpisywać duże o zamiast zera, ale inne cyberślady nie są takie łatwe do zacierania…

  4. Luke Says:

    Po prostu pełna inwigilacja, normalnie jak w filmie “Eagle Eye”

  5. irzyd Says:

    Mam pytanie nie związane z tematem. Jakiego pióra wiecznego pan używa?

  6. Rafal Kosik Says:

    Generalnie używam Marlen Odyseus, a ostatnio kupiłem pióro Schrade do zastosowań w trudniejszych warunkach.

  7. irzyd Says:

    Dziękuję :)

  8. MaciekK Says:

    Panie Rafale, proszę wybaczyć offtop, ale mam ważną sprawę, w której tylko Pan, jako wiarygodny ekspert, może mi pomóc. Otóż z racji, że zbliżają się Święta, chcę kupić mojemu ojcu (który w takich kwestiach zawsze był moim mentorem) bardzo wytrzymały i niezawodny, duży plecak - nie na kilka gratów, tylko na śpiwór, karimat, ciuchy, jedzenie, wodę i wszystkie inne rzeczy potrzebne do przeżycia.
    Jaką firmę (plecak w granicach 800pln) mógłby mi Pan polecić?

    I jeszcze jedna kwestia: czy zakup plecaka bez przymiarki ma w ogóle sens?
    (w zasadzie od tego powinienem zacząć)

    pozdrawiam!

  9. Rafal Kosik Says:

    Ostatnio sobie kupiłem (w nagrodę na ukończenie FNiN SCH) ten plecak: http://www.maxpedition.com/store/pc/ZAFAR-INTERNAL-FRAME-BACKPACK-12p2628.htm. Jeszcze nie testowałem, ale ma pojemność około 28 litrów i da się od spodu przeczepić śpiwór. To bardziej na jednodniowe wyprawy. Na dłuższe dobry będzie np. http://shop.camelbak.com/trizip/d/1157_cl_1107. Oczywiście lepsze/droższe sa np. Mystery Ranch. Taki plecak to bardzo indywidualna sprawa.

  10. MaciekK Says:

    Dziękuję za odpowiedź, niestety w ofercie zaproponowanych przez Pana firm znajdują się plecaki za małe lub stanowczo za drogie (kiedy znalazłem odpowiadający okazało się, że kosztuje 700$)
    Może mógłby mi Pan polecić zatem jakiś sklep w Warszawie?
    Zdaję sobie sprawę, że mnóstwo tego lata w internecie, jednak Pańska pozytywna opinia nadaje swojego rodzaju gwarancję jakości…

  11. Rafal Kosik Says:

    Militaria.pl na górze Tamki, albo Azymut na Corazziego. Można pooglądać plecaki. Ale uwaga na rozmiar pasków molle - powinny mieć 2.5 cm szerokości i taki sam powinien być między nimi odstęp. To standard, ale np. Janysport nie wiedzieć czemu stosuje paski 2 cm, więc nic potem do nich nie pasuje.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).