Cold in July

Cold in JulyNie wiem, czy to jest najlepszy film, jaki nakręcono w 2014 roku – nie chwalmy roku przed Sylwestrem – ale na pewno najlepszy, jaki nakręcono do dwudziestego piątego sierpnia (to dziś). Jeśli po kilku dniach od obejrzenia filmu wciąż o nim myślę i go analizuję, to znaczy, że nie ma tu mowy o pomyłce w ocenie. Takie filmy nie trafiają się często.

Bohaterem filmu jest Richard Dane, ramiarz, facet który na życie zarabia oprawianiem obrazów w prowincjonalnym teksańskim miasteczku. Ma piękną żonę i dziecko. Nie jest specjalnie zaradny, nie jest też specjalnie odważny. Szczerze mówiąc, jest dokładnie nijaki. Prawdopodobnie jego życie toczyłoby się spokojnym rytmem codziennej rutyny po kres jego dni, gdyby nie włamywacz, który pewnej nocy postanowił zwiedzić jego dom. Richard zastrzelił go, co w Teksasie jest jak najbardziej legalne.

Zrobił to w sumie niechcący i niespecjalnie jest z tego faktu dumny. Szeryf zapewnia go, że sprawa jest na tyle oczywista, że wystarczy podpisać kilka papierków i nie trzeba będzie nawet kłopotać sądu. Ot, cichy pogrzeb na koszt miasta i wracamy do pracy. To nawet jak na Teksas nie jest aż takie proste i w umyśle Richarda zaczyna kiełkować podejrzenie, że coś tu nie gra. Nie ma jednak czasu na dywagowanie nad takimi niuansami, sytuacja bowiem zmienia się gwałtownie, gdy z więzienia wychodzi ojciec zabitego włamywacza. Ojciec, który nie zamierza przejść nad śmiercią syna do porządku dziennego.

Cold In July nie jest filmem o tym, o czym wydaje się być. To opowieść o mężczyznach, którzy sprawy do załatwienia załatwiają, zamiast o nich dyskutować. Jeden z nich odkrywa dopiero, że świat może tak wyglądać, a dokładniej, że powinien wyglądać właśnie tak. Dwóch wojowników i uczeń, który właśnie zasmakował pierszej krwi.

Zakończenie nieco rozczarowuje, bo można je przewidzieć. Hm… czy aby na pewno? Czy to jest wada? Czy w ostatnich minutach powinien być skompresowany piętowy spisek, a wykrycie go powinno być poprzedzone pięciokrotnym zwrotem akcji? Może nie. Zdecydowanie nie! To by osłabiło wymowę filmu. Przecież takie a nie inne zakończenie jest nieuniknione, jeśli sprawy do załatwienia mają zostać załatwione. Żeby ten film miał sens, zakończenie musi być znane i nieuniknione.

Michael C. Hall bardzo ładnie wyzwolił się z roli Dextera. To jest po prostu dobry aktor, choć lwią część show i tak kradnie mu Sam Shepard. Don Johnson w pięknym stylu odgrywa pastisz swoich własnych ról sprzed lat. Reszta postaci poza tym trio jest bez większego znaczenia.

Na uwagę zasługuje genialny soundtrack, wyrazisty, nawiązujący do brzmień lat osiemdziesiątych. Pozostaje w tle, kiedy powinien, a wychodzi na pierwszy plan, gdy jest potrzebny. To jakość sama w sobie.

Reasumując, gorąco polecam.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).