Ciemny lud wszystko kupi

Możesz sobie po cichu marzyć o apokalipsie zombie, która – zależnie od twojego wieku – albo przemieni znienawidzoną nauczycielkę matematyki w mózgojada niepotrafiącego obsłużyć dziennik, albo zdejmie z ciebie kierat kredytu. Przyziemna prawda wygląda jednak tak, że w czasie apokalipsy zombie będziesz… no cóż, najpewniej będziesz zombie.

Tego rodzaju scenariusz apokalipsy jest niezwykle mało prawdopodobny. Niestety szastanie antybiotykami, ruchy antyszczepionkowe i rosnąca gęstość zaludnienia w miastach Azji, Afryki i Ameryki Południowej sprawiają, że zagrożenie pandemią lekoopornej mutacji choroby jest większe niż jeszcze dziesięć, dwadzieścia lat temu. W połączeniu z szybkim transportem lotniczym i globalną wymianą handlową oznacza to potencjalne zagrożenie dla całego świata.

Znane jest powiedzenie, że gdyby w Europie Zachodniej wybuchła apokalipsa zombie, od razu znaleźliby się obrońcy praw zombie. To co wydaje się śmieszne w kontekście tak fantastycznego zagrożenia, przestaje być śmieszne w realnej sytuacji. Podczas niedawnej epidemii eboli w Afryce do szpitali w Europie i USA przetransportowano kilkudziesięciu chorych, obywateli państw zachodnich. Od razu pojawiły się głosy, że należałoby przetransportować jak najwięcej chorych Afrykanów, żeby im też zapewnić lepszą opiekę, niż mają w swoich krajach. I choć powszechna opinia o zaraźliwości eboli jest przesadzona, to nie sposób zaprzeczyć, że jednak jest to choroba zakaźna i śmiertelna, a do tego trudna do wyleczenia. Jej rozprzestrzenianie się jest ograniczone głównie przez jej gwałtowny przebieg.

Z jednej strony ignorowano więc narażenie bliżej nieokreślonej liczby własnych obywateli na kontakt ze śmiertelną chorobą; z drugiej strony na przykład, ot tak, na wszelki wypadek, dla bezpieczeństwa zastrzelono żubra, który przypadkiem przekroczył Odrę. Nie słyszałem o przypadku człowieka zabitego przez żubra (choć nie wykluczam, że jakiś kiedyś gdzieś mógł mieć miejsce), podczas gdy w 2015 roku ebola zabiła kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie mówiąc już o tym, że zarażenie się żubrem jest raczej trudne – ciąża trwa mniej więcej tyle, co u człowieka.

To rodzaj zaburzeń poznawczych i zanik instynktu samozachowawczego cechującego spory odsetek obywateli bogatych państw zachodnich. W kokonie pozornego bezpieczeństwa zapominamy o tym, co owo bezpieczeństwo gwarantuje, czyli między innymi rozwój nauki i szanowanie nauki. Tymczasem emocje zastępują logikę, przekonania zastępują wiedzę. Następuje odwrót od rozumu pod naporem ideologii. Ten antyintelektualizm, który idzie w parze z rozwojem plemion internetowych, promuje fałszywe przeświadczenie, że „demokracja oznacza, iż moja ignorancja jest równie dobra jak twoja wiedza” (Isaac Asimov). W praktyce nie wiadomo, co zrobić z takim stwierdzeniem, bo jednocześnie „gdyby uznał, że moje poglądy są niesłuszne, niezwłocznie musiałbym je zmienić” (Rafał Kosik).

Wiele lat temu pisałem o pakietach memowych, czyli bezkrytycznie przyjmowanych gotowych zestawach poglądów. Członkowie plemion internetowych używają ich bezrefleksyjnie: z braku wyobraźni, z lenistwa lub z potrzeby akceptacji i przynależności do grupy. Obiektywne fakty są przyswajane wyrywkowo, pod kątem dopasowania do już istniejących poglądów. Jeśli fakty nie pasują, tym gorzej dla faktów – są odrzucane.

W tych warunkach poglądy zamieniają się w dogmaty niezbędne do konsolidowania grupy i ułatwiają występowanie jednym frontem przeciw „obcym” plemionom. Jakiekolwiek wątpliwości przecież osłabiałby grupę. Prowadzi to do polaryzacji poglądów między grupami, a jednocześnie płaszczyznę porozumienia zamienia w pola minowe. Gdyby chodziło jedynie o walki międzyplemienne, to jeszcze nie byłoby najgorzej. Niestety atakowani są również np. niezależni naukowcy, prowadzący badania, których wyniki bezczelnie i karygodnie nie wpasowują się w ideologię któregoś z plemion.

Obawiam się, że słynny bon mot „Ciemny lud wszystko kupi”, który lata temu wymsknął się jednemu z naszych polityków, jest niestety prawdziwy. Przytaczanie faktów i wyników niezależnych badań w dyskusji publicznej odnosi mizerny skutek. Po pierwsze z powodu przynależności odbiorców do wspomnianych wyżej plemion czy też wbudowanego w nasze mózgi systemu obrony tożsamości, a po drugie dlatego, że przeciętni ludzie w większości nie rozumieją skomplikowanych zależności rządzących współczesną nauką.

Przykład: co ma wspólnego moja klimatyzacja z globalnym ociepleniem i dlaczego miałoby mnie to interesować? - By zmusić ludzi do myślenia o globalnym ociepleniu konieczny był miś polarny smutno dryfujący na malejącej krze. Wykresy, prognozy, przykłady już zachodzących zmian nie zdziałały tyle, co wywołanie współczucie dla misia.

Ludzie przystępujący do plemion internetowych sami pozbawiają się podmiotowości w tej kwestii, bo jedynym sposobem, żeby ich do czegoś przekonać, jest manipulacja. Żeby przekonać ludzi do faktów, których nie chcą lub nie potrafią pojąć, konieczne jest posłużenie się socjologią, a wręcz socjotechniką, i metodami w rodzaju kampanii społecznych z udziałem opłaconych celebrytów, bloggerów, a nawet trolli. To oznacza, że przemilczamy warstwę merytoryczną, zamieniamy edukację w nawracanie, a wiedzę w wiarę. Czyli w szczytnym celu używamy mniej więcej tych samych metod, co pseudonaukowcy i zwykli hochsztaplerzy. Czy wolno manipulować ludźmi, którzy rozumieją jedynie manipulacje, a odrzucają rzeczowe argumenty? Czy wolno wprowadzać w błąd ludzi, których kultywowana z czcią ignorancja może sprowadzić nieszczęście na wszystkich?


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Ciemny lud wszystko kupi”

  1. paul z Says:

    „Myśl sam, wyrób własną opinię, a ta opinia brzmi…”
    Lud niekoniecznie ciemny, ale w środku oceanu, najlepszy pływak się utopi. Po prostu, nikt nie może podołać zadaniu podejmowania odpowiedzialnych decyzji we wszystkim – za mało czasu na informowanie się, na myślenie. Ludzie potrzebują swych ograniczonych zasobów, by pracować i żyć, mądrzy są tylko w zakresie swej specjalizacji. We wszystkim innym ufają innym specjalistom. A stado orientuje się wedle samca alfy, obecnego w mniej lub bardziej abstrakcyjnej formie: Bóg, władza, nauka, ideologia. Te wszystkie insektoidalne cywilizacje w SF, w których jedna królowa hipnozą i telepatią kontroluje całe społeczeństwo – to my.
    Autorytety mają tak ogromną władzę nad psychiką, że jeśli powiedzą nam, że coś tak durnego jak demokracja może działać i działa wspaniale, wierzymy im, choć jednocześnie widzimy przeciwieństwo na własne oczy. Wątpimy, gdy zabraknie żarcia, póki co, odgrywamy szopkę i bronimy ją przed herezją. Oglądając świat ze swej dalekiej orbity, dziwię się, jakie absurdy uważane są za racjonalne i naukowe przez ludzi o niebo inteligentniejszych ode mnie, ale uwięzionych w systemach wiary, które dla nich są boskimi autorytetami.
    Krótko mówiąc, ludzie myślą, co za nich myśli dyżurny Bóg. A problem wyboru kompetentnych, szczerych autorytetów nadal pozostaje nierozwiązany.

  2. paul z Says:

    Zapomniałem: Te plemionka internetowe, nacjonalistyczne bańki mydlane i inne przejawy folie à plusieurs rozkwitające wokół nas, odpowiadają bąbelkom przy gotowaniu wody: układ zawiera zbyt wiele energii, więc kipi. Jeśli jakoś nie ukierunkujemy, nie odprowadzimy tej energii, zostanie osad z trupów.
    Proponowałbym kolonizację planety Ziemia. Jak dotąd, tłoczymy się tylko w najbardziej luksusowych zakątkach, poza tym, pustka i bezludzie. A i te zakątki przez fanaberie klimatu mogą stać się tak obce, że trzeba tam będzie życie wykoncypować od nowa. Może na początek zasiedlanie Sahary sztucznymi oazami na prawie europejskim, ale z lokalnymi mieszkańcami? Wszystko potrzebne mamy, tylko pieniędzy brak. A czemu miałyby powstrzymać nas piksle i papier?

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).