Chevrolet Impala

Chevrolet Impala 2012Skoro piszę na blogu o gadżetach, to co jakiś czas wypada napisać o najważniejszych z nich – o samochodach. Tym razem napiszę o legendzie amerykańskiej motoryzacji, o najlepiej sprzedającym się samochodzie luksusowym wszechczasów, o Chevrolecie Impala. Przejechałem nim kilka tysięcy kilometrów i poznałem jego plusy i minusy. Dla kierowcy przyzwyczajonego do europejskich i japońskich samochodów Impala to egzotyka.

Niestety współczesny Chevrolet Impala to cień legendy sprzed lat. Z tej legendy z wystającą chłodnicą, z sześcioma prostokątnymi światłami z tyłu, z brumem silnika lepszym niż bas z kolumn Marshala. Z tej legendy zostało auto praktyczne, wygodne i plastikowe, na którego masce brakuje tylko logo Toyoty czy Opla. Auto niemal zupełnie pozbawione charakteru, nijakie. Plastiki, trącone, wydają twarde echo jak pusty karton po mleku. Nie mam oczywiście złudzeń, że dzisiejsi potomkowie muscle carów również są cieniami przodków. Czasy się zmieniają i w miejsce Marylin Monroe przychodzi Paris Hilton.

Nie wiem, jak wyglądała burza mózgów w biurze projektowym (czy raczej dziale księgowym) General Motors, ale znam postanowienie końcowe – zróbmy samochód tani, ale tak żeby w słabym oświetleniu wyglądał na drogi. Projektanci nowej Impali wsiedli na moment do Mercedesa S, do Bentleya Continentala, może przejrzeli folder wyposażenia wnętrza Rolls-Royce’a. A potem z pamięci wykonali wnętrze podobne, tnąc przy tym koszty kilkukrotnie. Do tego doszły tradycyjne faile amerykańskiej szkoły ergonomii, jak np. po wielokroć skrytykowana opcja połączenia sterowania światłami i wycieraczkami w jednej dźwigni, która zamienia ergonomię w ekwilibrystykę.

To tylko V6, więc po wciśnięciu pedału gazu nie słychać burczenia w brzuchu głodnego Balroga, co niewątpliwie miałoby miejsce w przypadku V8. Tyle że w przypadku V8 pojawia się ten nieznośny świst wydawany nie przez turbinę bynajmniej, lecz przez wir w baku. Dynamika Impali jest więcej niż wystarczająca (264 KM), takoż cisza wewnątrz i ilość miejsca. Impala to naprawdę duży amerykański samochód, z przepastnym bagażnikiem, gdzie największe walizki mieszczą się jedna za drugą. Oczywiście zestrojony na amerykańską modłę układ kierowniczy jest tak czuły, że ma tendencję do myszkowania po drodze. Natomiast co do zestrojonego na amerykańską modłę zawieszenia nie mam uwag – jest miękko i chicho. Cóż z tego, że mniej precyzyjnie? W USA pasy są szerokie.

Impala doczekała się już nowego (ładniejszego) modelu, który również nie jest dostępny w Europie. Nie sprawdziłby się tutaj – po zaparkowaniu na przeciętnym miejscu parkingowym w Polsce, trzeba by wychodzić z samochodu przez szyberdach. Tego rodzaju samochody w ogóle nie mają tutaj racji bytu, bo standardowym wyposażeniem ustępują sprzedawanym u nas kompaktom. A jednak komfort jest nieporównywalny. Po ośmiu godzinach za kółkiem wysiadłem nie tylko nie zmęczony, ale wręcz zrelaksowany.

Chevy Impala, choć mało oryginalny, choć słabo wyposażony i konstrukcyjnie toporny, doskonale się sprawdza jako krążownik szos. Osobiście gdybym miał do wyboru tę Impalę i podobnej klasy europejskiego np. Peugeota 607 z masą bajerów, to wybór byłby prosty. Tak prosty, że chyba nie muszę mówić jaki. OK, powiem – wybrałbym Impalę. Tego wyboru niestety nie ma, bo choć Chevrolety (w tym Impale) doskonale się sprzedają na całym świecie, od przyszłego roku marka całkowicie znika z Europy.

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012

Chevrolet Impala 2012


Udostepnij
Glodne Slonce

7 Responses to “Chevrolet Impala”

  1. tesska Says:

    Rafał w dwóch wersjach fryzurowych :D Ale kiedy mowa o Impali, nie powinno się zapominać, że jeździł nią Dean Winchester ;-)

  2. Pawel Says:

    Przejechałem przez ostatni tydzień 1300 mil po Kalifornii Hyundaiem Elantra i miałem identyczne obserwację co do działania układu kierowniczego.

    Na codzień jeżdzę autem z hydraulicznym układem kierowniczym, a po przesiadce do tego autka nie mogłem się przyzwyczaić do elektrycznego układu, który właśnie bardzo tańczył po drodze - dobrze, że pasy mają szerokie ;).

    Trzeba przyznać, że drogi w Ameryce mają niesamowite. Płaskie jak stół Highwaye, po których można godzinami sunąć na tempomacie, wielkie autostrady i bardzo wąskie drogi w górach, położone nawet powyżej 3000m n.p.m. Niesamowite przeżycie, jeździć po takich drogach.

  3. Rafal Kosik Says:

    Szczególnie jeśli po tych drogach jeździ się takim samochodem ;)

    @tesska, osobiście podoba mi się model następny, czyli ten powszechnie uznawany za brzydszy. Chociaż, jeśli chodzi o krążowniki szos, to jeszcze bardziej podoba mi się Lincoln Continental Mark IV:
    https://c2.staticflickr.com/8/7125/7467836946_d7ece9a995_z.jpg
    którego w akcji można zobaczyć m.in. tu:
    https://www.youtube.com/watch?v=7dgrMSTalZ0

  4. Fan anonim Says:

    A jakie miejsca odwiedził Pan w Ameryce?

  5. Rafal Kosik Says:

    Wrzucę niedługo mały reportaż :)

  6. Adggamma Says:

    E tam samochody :p Konie są ładniejsze. I mają zawsze sprawnego autopliota.

  7. Fan anonim Says:

    Konie są żywe i każdy jest inny, samochody martwe. Chociaż jeśli chodzi o ,, funkcjonalność” w przemieszczaniu się, to raczej wygodniej i szybciej samochodem. I końmi i samochodami można się pasjonować.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).