Cenzura w sztuce

Studentki historii sztuki z Uniwersytetu Śląskiego ubrały pomnik studenta w biustonosz, bo uznały, że rzeźba rodzaju męskiego to wyraz szowinizmu i upokorzenie dla kobiet. Czy rzeźba rodzaju żeńskiego też byłaby szowinistyczna i obrażałaby wszystkich mężczyzn? Czy warszawska Nike kogoś obraża? Na pewno owe studentki mają do tej akcji dorobioną jakąś filozofię, ale nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że tym samym głosują za polityczną ingerencją w sztukę. Przebranie pomnika jest nawet zabawne, to jakby dokleić wąsy Nike, czy Syrence. Gorzej, że ten biustonosz był na poważnie, jak i pomysł wymiany pomnika w ogóle. Tylko na co go wymienić? Na hermafrodytę? I żeby był trochę w turbanie, bo paru studentów przyjechało z Indii, trochę czarny przez wzgląd na Afrykańczyków, trochę garbaty i trochę otyły… Nie, wedle tej filozofii najpewniej jedyną słuszną rzeźbą studenta byłaby rzeźba abstrakcyjna, pozbawiona nawet śladowych elementów mogących sugerować płeć, bądź przynależność etniczną.

Tak w bólach rodził się projekt pomnika strażaków WTC. Polityczna poprawność sprawiła, że projekt miał przedstawiać trzy postacie: białego, czarnego i Indianina. Ktoś zauważył przytomnie, że w katastrofie zginęli niemal wyłącznie biali strażacy. Pomysł upamiętnienia bohaterskich ludzi zamienił się w komedię.

Na podobny problem natknąłem się podczas pracy w reklamie, a konkretnie podczas przeszukiwania katalogów ze stockowymi zdjęciami. Katalogi były głównie amerykańskie, a zasada, którą odkryłem po przewertowaniu kilkunastu z nich była taka: jeśli na zdjęciu jest jeden człowiek, to może być ktokolwiek. Jeśli pojawia się drugi, to musi być albo czarny, albo kobieta. Gdy były trzy postacie, to i biały i czarny i kobieta. I zrób tu z takimi zdjęciami folder dla warszawskiego MPO.

OK, zdjęcia reklamowe to bardziej rzemiosło niż sztuka. Weźmy przykład z bliższej mi obecnie działki - z literatury. Czasem słyszę postulaty, że w literaturze np. wogóle nie powinno być przemocy. Pomysł wydaje się dobry, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo jak zwykle gorzej z realizacją. Kto miałby oceniać dzieło pod kątem przemocy? Komisja cenzorów? I jakie sankcje nakładać na twórcę? Wykreślać fragmenty i zastępować je numerami obyczajowych paragrafów, które zostały złamane? Nie musiałaby to być nawet cenzura sensu stricte. Wystarczyłby np. brak dotacji na dany projekt filmowy, odmowa zorganizowania wernisażu w galerii sztuki, czy nie przyjęcie książki do sieci dystrybucji.

Dobrym przykładem działania cenzury jest kino hollywoodzkie. Amerykańskie normy obyczajowe klasyfikują film z elementami nagości do wyższej grupy wiekowej, co automatycznie zmniejsza zyski producenta. Nikt niczego nie zabrania, film może zawierać dowolne treści, ale producent wie, co mu zmniejszy zyski, więc i czego nie warto pokazywać. Atrakcyjność filmu bez „momentów” trzeba więc podbijać przemocą. Często, jeśli nie zwykle, jest to przemoc nieuzasadniona, spowodowana chęcią zysku i przecież również, paradoxalnie, samą cenzurą - cenzurą erotyki.

Cenzura oczywiście jest zła, bo zakłada istnienie sędziego, który ocenia sztukę nie za jej wartość samą w sobie, ale za utylitarność. Sztuka podana cenzurze staje się służebna wobec ideologi wyznawanej przez mocodawcę sędziego. Krok dalej znajdują się totalitaryzm i państwo wyznaniowe.

Zazwyczaj ciężko jest rozgraniczyć opisywanie rzeczywistości zawierającej przemoc, od propagowania przemocy jako wartości samej w sobie, co równa się kreowaniu szkodliwych społecznie wzorców zachowań i co oczywiście jest złe. Co więc się stanie, jeśli zwyczajnie całkowicie zakażemy pokazywania przemocy w kinie, grach i literaturze? Jeśli tak uczynimy, to następnym etapem będzie zakaz przeklinania, rozróżniania płci, ras, wieku, zaprzeczania jedynej zatwierdzonej wersji historii, aż wreszcie uprawianie sztuki zamieni się w lawirowanie między zakazami i nakazami. Tak wyglądał socrealizm, gdzie komisyjnie ustalano, co jest słuszne, o czym pisać, o czym śpiewać, a co przemilczać lub wręcz ganić, a również… jak mają wyglądać rzeźby.

Kiedy urzędnicy lub aktywiści zaczynają mówić, co jest w sztuce słuszne, a co nie, rodzi się opór wobec oficjalnych wytycznych, podziemie, drugi obieg. Kneblowanie artystów nigdy nie kończyło się dobrze, bo jedną z podstawowych wartości demokracji jest wolność wypowiedzi. Twórca powinien sam się kontrolować i hamować, sam czuć, jak daleko może się posunąć w przedstawianiu swoich idei.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Cenzura w sztuce”

  1. cascadebadge Says:

    Ech… Dlaczego prawie wszystkie problemy ludzi są stworzone przez niech samych? Tak sobie utrudniamy życie że szkoda gadac. Ale zastanawia mnie jeden fakt: czy kobiety walczące o swoje prawa w dzisiejszych czasach są bezsensowne. Mają wszystkie normalne prawa a do tego jakieś przywileje.
    Dziewczynek sie nie bije!! Kobietę trzeba przepuscic w kolejce!! itd.
    Skoro równouprawnienie to równouprawnienie.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).