Opowiadania

Wehikuł Czasu

2002/08/10, Saturday

publikacja Fahrenheit-Fantazin 2002

pobierz plik txt…

Laboratorium w willi Profesora, poniedziałek 17:43

Zdecydowanie najdroższym elementem urządzenia był niewielki reaktor atomowy mający stanowić źródło energii dla całości. Zajmował pół piwnicy wielkiej willi stojącej na peryferiach miasta. Podczas próbnego rozruchu woda w pobliskim kanałku niemal się zagotowała. Tak, chłodzenie wciąż było problem. Na jego rozwiązanie Profesor nie miał czasu. Został mu niecały tydzień na spłacenie pożyczki zaciągniętej u pewnego bardzo nieprzyjemnego faceta. Pożyczkę zaciągnął właśnie na reaktor. W grę wchodziły sumy tak duże, że opóźnienie spłaty, choćby jednodniowe, groziło w najlepszym razie szybką śmiercią. (more…)

Przeskok

2002/05/10, Friday

publikacja Science Fiction 15 (5/2002)

(fragment)

Science Fiction 15 (5/2002) - okładka

To była kobieta. Elegancko ubrana w jasnoszary kostium. Jej rude włosy pływały w powiększającej się szybko kałuży krwi. Wokół przybywało ludzi, ale nikt nawet nie próbował jej pomóc. Nie żyła.
– Nie mam pojęcia, skąd się tu wzięła – powtarzał w kółko stojący obok facet.
Piotr przekręcił głowę patrząc kobiecie w twarz. Jakby znajoma. Wyraziste rysy: wąski nos, ostra linia szczęki, brwi jak z rysunku technicznego… Trochę przypominała Gillian Anderson, ale była wyższa.
“Boże… Stoję nad trupem i zastanawiam się, do kogo jest podobny…” – pomyślał z niesmakiem. (more…)

Za dobre to zrobiliśmy

2002/04/10, Wednesday

publikacja Nowa Fantastyka 4/2002

(fragment)

Nowa Fantastyka 4/2002 - okładkaByło dobrze. Nawet bardzo dobrze. Jedyne czego teraz się bał, to poprawek klienta. Paradoksalnie jedyna nadzieja była w tym, że zostało tak mało czasu.
Nie umiał powiedzieć co dokładnie sprawiało, że spot wyszedł tak dobrze. Aktorzy nie byli świetni, bo ci świetni planują czas na miesiące wprzód, a nie siedzą pod telefonem. Scenariusz, zdaniem samego autora, pozostawiał sporo do życzenia, a scenografia została zmontowana w godzinę. Jedynie ekipa filmowa i sprzęt były bez zarzutu. Można było zastosować wszystkie efekty nie wymagające godzin pracy stacji graficznych.
Cóż zatem sprawiało, że banalny testymoniał był tak dobry? Banalna historia, banalne postacie i niebanalny fart.
„Boże – pomyślał.– Za dobre to zrobiliśmy. Za dobre dla tego bubla.” (more…)

Zastępniki

2001/11/10, Saturday

niepublikowane

pobierz plik txt…

Terapia laserowa, jak i wiele innych, okazała się bezradna wobec posuniętej tak daleko degeneracji mojego uzębienia. Wyrwanie wszystkich zębów i wstawienie w ich miejsce syntetyków było w wielu przypadkach niemożliwe. Ja byłem takim przypadkiem. Mocne zęby w słabych kościach to nierozsądne rozwiązanie, a wymiana kości przekraczała zdecydowanie moje możliwości finansowe.
Między mną a drzwiami z napisem “Dentysta” siedziała już tylko jedna osoba. Transfer z zastępnikiem nie był przyjemny, ale borowanie… to byłoby nie do zniesienia! Tak strasznie bałem się bólu! Wreszcie drzwi się otworzyły, a pacjent z wyrazem pełni szczęścia na twarzy wyszedł na zewnątrz. Paniusia obok mnie wstała i niepewnym krokiem ruszyła w stronę drzwi. Spojrzałem na jej pośladki, ale natychmiast z przerażeniem odwróciłem wzrok. Przecież ocenianie ludzi po wyglądzie było poważnym wykroczeniem, a tu mogły być kamery! (more…)

Pokoje przechodnie

2001/09/30, Sunday

publikacja: Nowa Fantastyka 9/2001

pobierz plik txt…

Nowa Fantastyka 9/2001 - okładka- Recesja, kochanie. Będziemy musieli przenieść kuchnię gdzieś do Petersburga, albo i dalej.
- A jak ktoś się włamie?
- Kuchnia w naszym standardzie nie ma okien.
- Petersburg… To straszne. Co powiedzą Stefańscy? Zaprosiliśmy ich przecież na sobotę.
- Nie muszą wiedzieć. Powiesisz na ścianie kalendarz z Manhattanem.
- No tak, masz rację, jak nie ma okien to kuchnia może być i na Marsie.
- Kochanie…
- Tak, Pysiu?
- Mars to inna planeta.
- Och, doprawdy?… Nie ma tam kuchni?
- Nie ma tam tlenu.
- Skoro tak mówisz. A… Pysiu?
- Tak, kochanie?
- Nie czytaj przy jedzeniu… Literki biegają ci po twarzy i nie widzę, gdzie się patrzysz.
- Patrzę się na te literki, kochanie. Czytam przecież.
Marian zerknął na żonę przez wiszące w powietrzu linijki tekstu i z kwaśną miną wyłączył gazetę. Literki spadły i wsiąkły w blat stołu. (more…)