Na obraz i podobieństwo
2003/12/18, Thursdaypublikacja Science Fiction 33 (12/2003)
(fragment)
Mniejszy monitor ożył i wyświetlił kiepskiej jakości obraz twarzy Craiga wewnątrz hełmu. Potem przez dłuższą chwilę widać było niebo i zwalniający rotor helikoptera. W końcu obraz ustabilizował się i wyostrzył po cichym kliknięciu oznaczającym wpięcie kamery do uchwytu na hełmie. Craig rozejrzał się omiatając kamerą monotonną okolicę. W końcu wycentrował obraz na plecach Briana zakładającego właśnie ciężki plecak ze sprzętem.
– Mam złe przeczucia… – powiedziała Lena
– Więc zachowaj je dla siebie – zgasił ją dowódca. (more…)
W sklepie nie było gazety. Mariola kupiła tylko wczorajszy chleb. Gdy wyszła ze sklepu sprzedawczyni zamknęła drzwi na klucz, powiesiła karteczkę „Nieczynne do odwołania” i powiedziała, że jakby czegoś było potrzeba to będzie w kościele. Pół wsi już tam było.
– Zadzwoniłam do pana, bo mam wrażenie, że zrozumie pan to co mi się przydarzyło. To może mieć związek z tym… porywaczem.
Gdy uniosłem wzrok ujrzałem policyjnego grava z włączonymi niebiesko-czerwonymi stroboskopami na dachu. Pojazdy wokół wcale nie zwalniały, jakby nie zauważając sytuacji. Holograficzny napis przed moją maską żądał, żebym natychmiast posadził pojazd na najbliższym lądowisku. Najpierw zrobiło mi się zimno, a chwilę potem gorąco. Zamknąłem pudełko i położyłem dłonie na sterach. Wrobią mnie w morderstwo…
Kolejny dzień. Znów ta mgła. Niepokoi mnie. Po prawdzie nigdy nie lubiłem mgły. Zacierają się kontury, dźwięki rozchodzą się inaczej - czasem nie słychać tych bliskich, czasem znów odległe wydają się dochodzić zza najbliższego drzewa.
Spała kilka godzin. Zregenerowała siły, ale jak wstała i tak czuła się dziwnie, nie wiedząc, czy jest noc, czy dzień. Ponieważ nie miała nic do roboty poszła na spacer po swoim poziomie. Stwierdziła przy tym, że na inne poziomy nie ma wstępu. Zwiedziła basen, mini-zoo, fitness club, wjechała windą do sali 0.1G mieszczącej się tuż obok doków, przegrała w kasynie 11 dolarów i na koniec usiadła na ławeczce w kopule widokowej udającej zakątek londyńskiego parku. Siedziała tam z godzinę wpatrując się w błękitną planetę i głęboką próżnię poprzetykaną odległymi słońcami. Powtórzyła swoją zabawę z dzieciństwa polegającą na próbie wyobrażenia sobie końca Wszechświata, lub jego nieskończoności. Z uśmiechem stwierdziła, że jak zawsze nie udawało się. Widziała kilka spadających gwiazd rysujących atmosferę jak szybkie cięcia skalpela, ale już nie powtarzała swojego życzenia. Wiedziała co zwiastują te małe błyski. 
Było dobrze. Nawet bardzo dobrze. Jedyne czego teraz się bał, to poprawek klienta. Paradoksalnie jedyna nadzieja była w tym, że zostało tak mało czasu.
- Recesja, kochanie. Będziemy musieli przenieść kuchnię gdzieś do Petersburga, albo i dalej.