Opowiadania

Vertical - Wypawa szaleńców

2006/06/10, Saturday

publikacja Science Fiction F&H 8 (czerwiec 2006)

(fragment)

To opowiadanie rozgrywa się w świecie powieści Vertical.

Science Fiction F&H 8 (czerwiec 2006)Maroon, 16 dzień podróży. Wszędzie wygląda to tak samo: liny, uporządkowane w rzędy co 120 stopni, tworzą na planie siatkę sześciokątów plastra miodu. Tu, nad oceanem, porządek gubi się często, ale powraca niespodziewanie co jakiś czas. Przypuszczam, że pod wodą muszą znajdować się skały, spinające liny. Czasem widzimy skały na niebie – zawieszone odłamki różnej wielkości, niekiedy płaskie i dość duże, by ktoś mógł na nich żyć. Przez ostatnie lata sami żyliśmy na czymś takim, żłobiąc korytarze w poszukiwaniu surowców, na cienkiej warstwie gleby z wierzchu sadząc ziemniaki. (more…)

Felix, Net i Nika oraz Metoda Sześciopalczastego

2006/05/10, Wednesday

wydanie zeszytowe maj 2006

(fragment)

Felix Net i Nika oraz Metoda Sześciopalczastego - okładkaZwiedzili kilka chatek. Wszystkie były małe, jakby zbudowane przez niziołków, i skromnie urządzone.
– Jedna łyżka na osobę, jedna miska na rodzinę – pokiwał głową Net. – A z krzeseł korzystali na zmianę.
– Bez przesady – uśmiechnął się tata. – Po prostu żyli skromnie. Mieli tylko to, co potrafili sami wyprodukować. Nie istniała wymiana handlowa z ludźmi z zewnątrz. Osiągnęli stan równowagi z przyrodą. Przez te trzysta lat nie było żadnego postępu. Nawet język przestał się zmieniać. Starsi ludzie wciąż mówią tak, jak mówiło się w tym rejonie Polski w XVII wieku. Mogliby tak tu żyć bez końca.
– Ewolucja nie może się zatrzymać – wtrącił Felix. – Zamieniliby się w końcu w jakieś stworzenia wodno-lądowe.
– To za tysiąc lat można by tu zrobić skansen horroru – podchwycił Net.
– I tak w tych strojach wyglądają ja jakaś sekta – dodała Nika.
– Sekta czcicieli komarów – Net pacnął się w kark. – Równowaga z przyrodą… Wolę spaliny.
– Gdyby wszyscy żyli tak jak oni – zastanowił się Felix – to nie potrafilibyśmy zmienić trajektorii lotu asteroidu, który zbliżałby się do Ziemi. (more…)

Mars (opowiadanie)

2005/11/10, Thursday

publikacja Science Fiction F&H 1 (listopad 2005)

pobierz plik txt…

To opowiadanie rozwinąłem w 2003 roku, dzięki czemu powstała moja pierwsza powieść (pod tym samym tytułem).

Science Fiction F&H 1 (listopad 2005) - okładkaHuk słabł z każdą chwilą, a jasny słup ognia wydobywający się z dysz Saturna 15 stawał się powoli kolejną gwiazdą na czerwonym, wieczornym niebie. Po kilku minutach znikł całkiem.
Tłum u podnóża wzgórz zaczął szturmować ogrodzenie bazy. Pod naporem setek ciał siatka w wielu miejscach ustąpiła. Ludzie w bezsilnej złości zaczęli niszczyć zabudowania tłukąc szyby, wyłamując drzwi i podpalając wyrzucone na zewnątrz meble. Większość jednak nie przyłączała się do szaleństwa. Stali tylko i patrzyli, lub, tak jak ja, odwracali się by powrócić do swoich domów. Kilkudniowy marsz w przeciwną stronę. Nie wiem, po co tu przyszedłem. Na co liczyłem? Na co liczyli ci wszyscy ludzie, matki, ojcowie niosący na plecach małe dzieci? Naiwnie mieli nadzieję, że znajdzie się dla nich miejsce w ostatniej rakiecie.
Ostatniej rakiecie na Ziemię.
Elektryczne samochody były rzadkością, a spalinowych nie używano od lat. Większość ludzi maszerowała piechotą. Widziałem ich wszędzie dokąd sięgał mój wzrok. Były ich setki tysięcy. Setki tysięcy pozbawionych nadziei istnień. (more…)

Trzy cyfry, tysiąc kombinacji

2005/06/17, Friday

publikacja Science Fiction 50 (czerwiec 2005)

(fragment)

Science Fiction 50 (czerwiec 2005) - okładkaO tym, że nie wszystko jest w porządku przekonała mnie zimna lufa przytknięta do mojej skroni. Nie panikowałem, to ostatnia rzecz, jaką warto robić w takiej chwili. Oceniłem szanse obrony na zero koma zero procent. Siła spokoju. Anna stała przy lodówce, trzymana przez potężnego mężczyznę, który wciskał jej srebrną lufę w szyję. Trzeci mężczyzna wziął od niej papierowe torby z zakupami i dostawił na blat pod zasłoniętym pancerną roletą oknem. Potem zrobił to samo z moimi torbami. Popchnęli nas, niespodziewanie delikatnie, pod ścianę. Anna zacisnęła palce na mojej dłoni. Zauważyłem, że z blatów zniknęły wszystkie ostre przedmioty. Trzej mężczyźni ustawili się w strategicznych punktach pomieszczenia, opuszczając broń, ale nie zdejmując palców ze spustów. Nie znałem ich, nie byli stąd. To nie wróżyło niczego dobrego. (more…)

Felix, Net i Nika oraz Tajemnica Kredokrada

2005/05/16, Monday

wydanie zeszytowe maj 2005
(fragment)

Felix, Net i Nika oraz Tajemnica Kredokrada - okładkaGdy dotarli do szkoły już robiło się ciemno. Drzwi były zamknięte, więc nacisnęli dzwonek. Po kilkunastu sekundach drzwi otworzyły się i na zewnątrz wysunęła się wystraszona twarz pana Sylwestra.
– Zawał mnie tu kiedyś nocą trafi – stęknął. – Czego chcecie?
– Scotland Yard – powiedział Net, pokazując swoją legitymację szkolną. – Mamy powody przypuszczać-
– Och, przestań – syknęła Nika, a Felix podał panu Sylwestrowi glejt od dyrektora.
– Róbcie co chcecie – odparł stróż, przejrzawszy kartkę – ale wchodzicie na własną odpowiedzialność. Ja się nie ruszam z portierni, co by się nie działo. A dzieją się nieraz… dziwne rzeczy. Po tym wszystkim, co mnie tutaj spotkało, najwyżej karetkę mogę wezwać… (more…)

Szczelina

2005/01/20, Thursday

publikacja Science Fiction 46 (styczeń 2005)

(fragment)

Science Fiction 46 (styczeń 2005) - okładkaNagle za drzwiami przedziału ktoś przebiegł, aż zatrzęsła się podłoga. Chłopak poderwał się i szarpną za klamkę. Drzwi nie ustąpiły. Profesor usłużnie przekręcił zameczek. Adrian wychylił głowę na zewnątrz, ale było już za późno.
– W którą stronę biegł? – zapytał.
Profesor znów wzruszył ramionami. Adrian zasunął drzwi, usiadł i miał już coś powiedzieć, gdy raptem drzwi znów się otworzyły. Marlena krzyknęła i zasłoniła się rękoma. Adrian też odruchowo drgnął, opierając się o ścianę.
– Dzień dobry – powiedział konduktor mechanicznym głosem. – Poproszę bilety do kontroli.
Profesor sięgnął do kieszeni i podał swój bilet. Adrian zamrugał oczami i też podał swój. Tylko Marlena, blada jak papier, wpatrywała się w konduktora z przerażeniem. Wyglądał niby normalnie, jak zwykły konduktor, choć w jego postaci narzucała się jakaś nieuchwytna, nieokreślona niechlujność. (more…)

Coś, czego nigdy nie pamiętamy

2004/08/17, Tuesday

publikacja Science Fiction 41 (sierpień 2004)

(fragment)

Science Fiction 41 (sierpień 2004) - okładkaLatarnik siedział na ławeczce przed małym domkiem z czerwonej cegły. Miał na głowie wypłowiały filcowy kapelusz. W zębach trzymał wygasłą fajkę.
Andrzej przywitał się i pokazał zdjęcia.
– Nie było tutaj kobiety z czteroletnim chłopcem?– zapytał.
– Przy parkingu jest duża tablica z godzinami zwiedzania. Rzadko kto przychodzi kiedy indziej.
– A gdybym teraz chciał wejść na górę?
– Na górę można wejść tylko w poniedziałek, środę i piątek. Między dziesiątą a piętnastą.
– Dziesięć złotych.
– Niech pan zaczeka. Pójdę po klucz.
Krętymi metalowymi schodami wspięli się na pomost znajdujący się nieco poniżej szklanych osłon reflektora.
Na pełnym morzu, pozornie nieruchomo, stały trzy kontenerowce. Bliżej widać było biały domek wystający zza linii wydm a dalej drgające w ciepłym powietrzu światła miasteczka. Wspinaczka nic nie dała. Las wyglądał jak zielony dywan. Pod spodem mógł kryć cokolwiek. (more…)

Vans Rudiger

2004/02/10, Tuesday

publikacja Science Fiction 35 (2/2004)

(fragment)

Science Fiction 35 (2/2004) - okładkaWyczepił lunetę z uchwytu karabinka. Nawet nie widział, że potrafi to zrobić. Ręce same sprawnie wykonały zadanie i prawdopodobnie, gdyby skupił się na tej czynności – nie powiodłaby się. Usiadł pod nadbudówką i przyłożył lunetę do oka. Widział tłum ludzi pozostawiający dosyć szerokie przejście od ulicy do budynku. Co kilka chwil podjeżdżała limuzyna i wysiadała z niej osoba lub para witana błyskami fleszy. Jakaś premiera filmowa, może wielkie przyjęcie charytatywne?
Kogo miał zabić? (more…)

Obywatel, który się zawiesił

2004/01/29, Thursday

publikacja Nowa Fantastyka 1/2004

(fragment)

Nowa Fantastyka 1/2004 - okładkaTrzy policyjne radiowozy nadjeżdżając z różnych stron w tej samej chwili zatrzymały się blokując uliczki osiedlowe. W ułamku sekundy wypadło z nich dwunastu mężczyzn w czarnych uniformach. Rozlokowali się za śmietnikami, latarniami, murkami i zaparkowanymi samochodami.
Dowódca antyterrorystów nie uznał za stosowne się przedstawić. Przyklęknął za latarnią obok samochodu Wiśniewskiego i zapytał:
– Są zakładnicy?
– Nie.
– Czego chce?
– Chce spokoju. – Wiśniewski próbował po raz kolejny zamknąć klapkę na baterie w megafonie.
– Pytam, jakie ma żądania?!
– Żąda, żebyśmy się wycofali i dali mu spokój. Święty spokój.
– Nienormalny?
– Zapewne. (more…)

Na obraz i podobieństwo

2003/12/18, Thursday

publikacja Science Fiction 33 (12/2003)

(fragment)

Science Fiction 33 (12/2003) - okładkaMniejszy monitor ożył i wyświetlił kiepskiej jakości obraz twarzy Craiga wewnątrz hełmu. Potem przez dłuższą chwilę widać było niebo i zwalniający rotor helikoptera. W końcu obraz ustabilizował się i wyostrzył po cichym kliknięciu oznaczającym wpięcie kamery do uchwytu na hełmie. Craig rozejrzał się omiatając kamerą monotonną okolicę. W końcu wycentrował obraz na plecach Briana zakładającego właśnie ciężki plecak ze sprzętem.
– Mam złe przeczucia… – powiedziała Lena
– Więc zachowaj je dla siebie – zgasił ją dowódca. (more…)

Wielki Błękit

2003/06/22, Sunday

publikacja Science Fiction 27 (06/2003)

(fragment)

Science Fiction 27 (06/2003) - okładkaW sklepie nie było gazety. Mariola kupiła tylko wczorajszy chleb. Gdy wyszła ze sklepu sprzedawczyni zamknęła drzwi na klucz, powiesiła karteczkę „Nieczynne do odwołania” i powiedziała, że jakby czegoś było potrzeba to będzie w kościele. Pół wsi już tam było.
Mariusz stał na tarasie i przez lornetkę obserwował dolinę. Nie zwrócił uwagi na odgłosy przygotowywanego śniadania.
– Coś tam widzisz? – zapytała w końcu przynosząc mu szklankę mleka i kanapki.
– Obok strumienia przewróciły się dwa świerki. Słyszeliśmy to w nocy. (more…)

Świat pralek

2003/04/03, Thursday

pobierz plik txt…

Kupiłem sobie pralkę z bajerami. Mili panowie przywieźli mi ją do domu i podłączyli w kuchni. Byłem bardzo szczęśliwy, że nie będę musiał szarpać się ze starą, przerdzewiałą i ciągle psującą się Wiatką. Moja nowa pralka miała na imię Ignis. Wyświetlała czas jaki pozostał do zakończenia prania, a gdy już skończyła, odgrywała melodyjkę i otwierała drzwiczki. Byłem szczęśliwy. Po dwóch dniach czar prysł i pralka – w końcu tylko maszyna – zaczęła normalną, ciężką służbę w moim domu. (more…)

Czy ktoś tu widział boga?

2003/03/28, Friday

publikacja: Fahrenheit 3/2003

Patrzyłem z góry na pogięte blachy wbitych w siebie samochodów. Jakaś pani nie zauważyła czerwonego światła, jakiś napaleniec nie zmieścił się w zakręcie, albo może zawiodły hamulce w zdezelowanej Skodzie. Kto wie… Niewiele było widać przez kłęby pary z pękniętej chłodnicy. Zatrzymywały się kolejne samochody, ktoś próbował zorganizować akcję ratunkową. Jeśli chodzi o mnie, było na to za późno. Unosiłem się coraz wyżej. Kilometr stąd widziałem zbliżający się ambulans i straż pożarną. Nieco dalej Justynę podgrzewającą obiad i nakrywającą do stołu. Dziś sama zje. Ma jeszcze godzinę spokoju. Potem się dowie. (more…)

Partyline

2003/03/07, Friday

publikacja Science Fiction 24 (03/2003)

(fragment)

Science Fiction 24 (03/2003) - okładka– Zadzwoniłam do pana, bo mam wrażenie, że zrozumie pan to co mi się przydarzyło. To może mieć związek z tym… porywaczem.
Dziewczyna była drobna, bardzo zgrabna i wysportowana – obcisłe ubranie, szary żakiet i spódniczka do kolan doskonale podkreślały figurę. Odgarnęła z twarzy pojedyncze kosmyki i spojrzała na Kruuza.
– Być może marnuję pana czas, ale jeśli już pan tu jest – proszę mnie wysłuchać.
Francuska knajpka była prawie pusta o tej porze. Kruuz i Mary Lou siedzieli przy jednym z kilku małych stolików wystawionych na chodnik wśród zielonych roślin doniczkowych. Słoneczne, ale chłodne południe zwiastowało bliski koniec lata.
– Nie bagatelizuję tego, co pani mówi – powiedział inspektor, gdy dziewczyna skończyła opowiadać.
– Ale mi pan nie wierzy?
– Nic pani nie widziała. Przeczucie to za mało. (more…)

Nowi ludzie

2003/02/27, Thursday

publikacja Nowa Fantastyka 1-2/2003
(fragment)

Nowa Fantastyka 1/2003 - okładkaNowa Fantastyka 2/2003 - okładkaGdy uniosłem wzrok ujrzałem policyjnego grava z włączonymi niebiesko-czerwonymi stroboskopami na dachu. Pojazdy wokół wcale nie zwalniały, jakby nie zauważając sytuacji. Holograficzny napis przed moją maską żądał, żebym natychmiast posadził pojazd na najbliższym lądowisku. Najpierw zrobiło mi się zimno, a chwilę potem gorąco. Zamknąłem pudełko i położyłem dłonie na sterach. Wrobią mnie w morderstwo… (more…)

Ilsa

2003/01/25, Saturday

publikacja: Esensja 1/2003

pobierz plik txt…

Ilsa wyciągnięta w fotelu patrzyła na gwiazdy. Jak co noc wyobraźnią leciała ku nim rozgarniając przestrzeń. Stawała się jedną z nich – świecącą zimno gwiazdą bez planet. Rozkładając ramiona zawisała z dala od zatłoczonych galaktyk. Rozpalała w sobie nuklearny ogień i rozpuszczając jasne włosy otaczała się żyjącą własnym życiem chłodniejszą koroną sypiącą gigantycznymi iskrami w końcu i tak powracającymi grawitacyjnym ssaniem. Emitowała promieniowanie we wszystkich znanych jej pasmach ze szczególnym upodobaniem dodając do tego mieszankę swobodnych elektronów, protonów i cząstek alfa. Wiatr słoneczny zwijał się wokół niej w spirale i odpływał sennie w dal gubiąc pamięć źródła. Wypalała się i zapadała w sobie aż zegar ścienny wskazujący dziesiątą w nocy z postaci czerwonego karła przywoływał ją do rzeczywistości. (more…)

Mgła

2002/11/18, Monday

publikacja Science Fiction 20 (11/2002)

(fragment)

Science Fiction 20 (11/2002) - okładkaKolejny dzień. Znów ta mgła. Niepokoi mnie. Po prawdzie nigdy nie lubiłem mgły. Zacierają się kontury, dźwięki rozchodzą się inaczej - czasem nie słychać tych bliskich, czasem znów odległe wydają się dochodzić zza najbliższego drzewa.

Adrian zdał sobie sprawę, że od pewnego czasu widzi coś dziwnego. Przez szczelinę pod drzwiami wejściowymi przepływała mgła. Zupełnie, jakby ktoś ją od zewnątrz wdmuchiwał. Zsunął się z łóżka odkładając zeszyt i zajrzał do dużej izby. Na środku, obok stołu sunąca przy podłodze mgła unosiła się formując kłąb sięgający niemal powały. Nie rozpływała się w powietrzu pozostając w ciągłym, powolnym ruchu. Chłopak uprzedził strach, który zaczynał kiełkować w jego umyśle. Zdjął kurtkę i machając nią rozpędził po całym pomieszczeniu nietrwałą chmurę. (more…)

Krew

2002/11/10, Sunday

pobierz plik txt…

„Krew”. Taki napis widniał na kogucie wieńczącym dach białego Poloneza ambulansu. Mogli napisać chociaż „transport krwi”, albo jeszcze lepiej, po prostu „ambulans”. Na samochodach firm pogrzebowych nikt nie umieszcza napisów „trupy”. Nie ma na nich nawet „transport trupów”. Nie chodzi o dezinformację, tylko o dobry smak. Wystarczy jakieś delikatne nawiązanie do mitologii greckiej, czy nawet zwykłe kalkomanie ze złotymi liśćmi. Po jaką cholerę na ambulansie transportującym krew pisać co przewozi? Kogo to interesuje? Ciarki tylko po plecach przebiegają. (more…)

Czarne Słońce

2002/09/24, Tuesday

publikacja Science Fiction 18 (9/2002)

(fragment)

Science Fiction 18 (9/2002) - okładkaSpała kilka godzin. Zregenerowała siły, ale jak wstała i tak czuła się dziwnie, nie wiedząc, czy jest noc, czy dzień. Ponieważ nie miała nic do roboty poszła na spacer po swoim poziomie. Stwierdziła przy tym, że na inne poziomy nie ma wstępu. Zwiedziła basen, mini-zoo, fitness club, wjechała windą do sali 0.1G mieszczącej się tuż obok doków, przegrała w kasynie 11 dolarów i na koniec usiadła na ławeczce w kopule widokowej udającej zakątek londyńskiego parku. Siedziała tam z godzinę wpatrując się w błękitną planetę i głęboką próżnię poprzetykaną odległymi słońcami. Powtórzyła swoją zabawę z dzieciństwa polegającą na próbie wyobrażenia sobie końca Wszechświata, lub jego nieskończoności. Z uśmiechem stwierdziła, że jak zawsze nie udawało się. Widziała kilka spadających gwiazd rysujących atmosferę jak szybkie cięcia skalpela, ale już nie powtarzała swojego życzenia. Wiedziała co zwiastują te małe błyski. (more…)

Bar

2002/09/09, Monday

pobierz plik txt…

Bar, jak większość tego typu miejsc, był dosyć mroczny, ale w przeciwieństwie do większości tego typu miejsc nie był zadymiony. Wyjaśnić obydwie cechy można w prosty sposób: od miesiąca nie było prądu, a klientów od jakiś dwu tygodni. Poprawka: był jeden klient, do tego stały, ale nie palił. Pił za to dużo.
Bar miał ten duży plus, że znajdował się w suterenie. Nie było tu dużych okien przez które wpadałoby światło czy gwar miasta. Gwar miasta… jaki gwar miasta?…
– Wiesz co… – odezwał się stały klient znad szóstej szklanki szkockiej z colą.– Wcale nie zamierzam się zapijać na śmierć.
Był drobnym facetem pod czterdziestkę, już łysiejącym. Tania, szara marynarka wisiała na jego wąskich ramionach, jak na sklepowym wieszaku. (more…)