Było przepowiedziane
Było przepowiedziane, że wolna jazda lewym pasem jest niebezpieczna; było przepowiedziane, że nowoczesne samochody po stłuczce nie mogą jechać dalej same. Przepowiedziane zostało nawet to, które miejsce mojego samochodu jest niezabezpieczone. Sam to przepowiedziałem i za całą satysfakcję musi mi wystarczyć to, że mogę teraz powiedzieć „A nie mówiłem?”.
No więc trafiłem dziś (wczoraj) zestrachaną zimowymi warunkami panią jadącą lewym pasem z prędkością 30 km/h i rozwaliłem chłodnicę w miejscu, o którym od początku wiedziałem, że tam właśnie się rozwali w podobnej sytuacji.
Zabawne, że przez sześć godzin przejechałem prawie 400 km nocą i w mało przyjemnych warunkach, a ową panią spotkałem kilometr od domu na jasno oświetlonym prostym odcinku, który nawet nie był śliski. I oczywiście jest to moja wina, bo jej wolno jechać 30 km/h szybkim pasem. Powstrzymałem się przed jakimikolwiek uwagami mentorskimi, choć miałem ich na końcu mózgu całkiem sporo. Pouczanie jej, że powinna albo jechać jak wszyscy, albo - jeśli się boi - zmienić pas na prawy i włączyć światła awaryjne, byłoby jednak niestosowne. Nie da się bowiem ukryć, że to mój przód trafił w jej tył, a w takich sytuacjach obyczaj przegrywa z kodexem drogowym. Więc trudno, po prostu przeprosiłem i podpisałem oświadczenie. Tym samym wynik gry stłuczkowej ja kontra reszta świata zmienił się z 1:4 na 2:4.
Na życie warto jednak patrzeć optymistycznie. Nie jest najgorzej, bo nikomu nic się nie stało, uszkodzenie jest w sumie drobne, wydarzyło się to blisko domu, no i i tak miałem przecież niedługo wymieniać przedni zderzak. Gorzej wygląda to oczywiście po stronie ofiary mojej szaleńczej jazdy z prędkością 60 km/h, bo ona raczej nie planowała przebudowy tyłu swojej Toyoty.
Udostepnij
January 25th, 2010 at 10:48
No ostatnie zdanie miażdży system… współczuję, serio… no ale jeśli to była wina Pani Toyoty… to współczuję jeszcze bardziej.
PS w zeszłym roku w górach złamałem sobie rękę na nartach… na trasie zjazdowej, finałowym jej odcinku ;)
January 25th, 2010 at 11:02
Najwięcej wypadków zdarza się blisko domu ;)
January 25th, 2010 at 11:53
Wina była moja. Przepisy nie zabraniają jeździć wolno lewym pasem, choć to jedno z najbardziej wkurzających zachowań na drodze. Na lewym pasie nie wolno się tylko zatrzymywać.
January 25th, 2010 at 13:26
No ale co, jechał Pan sobie prostą drogą i ot tak bez niczego wjechał w tyłek wolno jadącej Toyoty?
January 25th, 2010 at 14:40
To by było za proste:) Samochodów, jadących z moją, niebezpieczną prędkością było więcej. Pani jadąca z bezpieczną prędkością była jedna. W ostatniej fazie zbliżania jeszcze bardziej zwiększyła poziom bezpieczeństwa, hamując. Nie przewidziałem aż takiej anomalii.
January 25th, 2010 at 15:24
O nie, właśnie takie zachowanie jest najgorsze. Mówię o takiej wolnej jeździe. Wiem, że jeśli zdałabym na prawko, to potem jeździłabym podobnie, jak pani z Toyoty. ^ ^ Chroniąc takich, jak pan przed atakiem złości na widok takich, jak pani z Toyoty, postanowiłam nie zdawać na prawko. Powtarzam to od 3 lat i zdania nie zmienię.
January 25th, 2010 at 18:53
No, nie głupie. Ale żeby w takiej sytuacji jeszcze zwalniać. Czy ona miała lusterka? Raczej nie…
January 25th, 2010 at 19:38
Ja pisałam dokładnie o takiej sytuacji pod notką o niebezpiecznej kobiecie korkującej Warszawę… Wykrakałam z tą hamującą babą, której Rafał wjeżdża w tablicę rejestracyjną - przepraszam, więcej na pewno nie będę!
Swoją drogą to interesujące, że jazda lewym pasem nie jest zakazana, bo za coś takiego oblewa się prawo jazdy. To wykroczenie tej samej rangi na egzaminie, co jeżdżenie po liniach ciągłych.
Na niemieckich autostradach za powolną jazdę lewym pasem płaci się ogromne mandaty, w Polsce też powinno tak być. To się nazywa stwarzanie zagrożenia na drodze.
January 25th, 2010 at 20:02
Prowadzi też do wyprzedzania prawym pasem, kolejnych stłuczek etc. Kijowo ogólnie, ale niech Pan się nie martwi, nie jest pan jedynym porządnym kierowcą, który miał stłuczkę z powodu mniej zdolnego ;)
January 25th, 2010 at 23:31
Hankes, o Tobie pomyślałem w pierwszej kolejności. Naprawdę ;)
Na autostradzie nie wolno jeździć lewym pasem. W Polsce większość tras expresowych i autostrad niestety ma dwa pasy, zamiast trzech. Na długich trasach większość buców daje się zgonić na prawy pas. A ściślej mówiąc, drugim od lewej - to pewna różnica, a widać to szczególnie w tych krótkich miejscach, gdzie są odcinki o trzech pasach. Gdy będzie osiem pasów, buce i tak będą jeździły tym ósmym, a jak ktoś będzie ich zganiał, to najwyżej zjadą na chwilę na siódmy.
Podobno w Niemczech, przez pewien czas były nawet wielkie tablice z napisami po polsku i czesku „jedź prawym pasem”. Jeśli to prawda, to trochę obciach, nie? Jestem skłonny uwierzyć, ze to prawda.
Nie wiem, czy jest przepis nakazujący w mieście jazdę prawym pasem, jeśli zaraz nie ma skrętu w lewo. Ja jeżdżę prawym, jeśli nie ma przeciwwskazań.
January 26th, 2010 at 10:29
Czy ja dobrze kalkuluję, że ten stłuczek to się wydarzył po wysiadnięciu moich szanownych czterech liter? Czy karton nikogo w kark nie przywalił żaden przy hamowaniu nagłym?
BTW: rokuję, że bilans wkrótce się wyrówna - duże samochody dają prowadzącym zbyt duże poczucie bezpieczeństwa (to nie ja wymyśliłam - to naukowce tak zbadali).
January 26th, 2010 at 12:00
Agat - dobrze kalkulujesz! Koszule letnie pilnowały porządku i kartony były grzeczne :). A babę bym zabiła, ale Rafał mnie do niej nie dopuścił.
January 26th, 2010 at 13:07
@agat, sugerujesz, że wcześniej ograniczałem się do zganiania buców z lewego pasa światłami, a teraz przeszedłem na metodę edukacyjną full contact? ;)
Ten samochód nie jest taki znowu duży, tylko wysoki, przez co wydaje się większy. Jest krótszy o 10 cm od mojego poprzedniego.
January 26th, 2010 at 15:30
szkoda somochodu…
January 26th, 2010 at 18:00
Nigdy więcej nie napiszę nic o moich wizjach z serii “Kosik i jego samochód”, albowiem są one prorocze. Łikend był chyba wystarczająco radosny, żeby musiało się na koniec stać coś takiego…
Za tydzień odbieram prawo jazdy. I będę jeździć Toyotą(!), ale przysięgam, że nie jestem kierowcą asekuracyjnym… Mam nadzieję, Rafale, że nie wykraczesz mi nic w odwecie!
Swoją drogą jestem ciekawa, kiedy mi zabiorą to prawko, bo mój tatuś kochany już się ustawił ze mną, że będzie na mnie zwalał wszystkie punkty z fotoradarów.
January 27th, 2010 at 9:20
Właśnie to sugeruję, Rafale - z obserwacji mej wynika, że wczesniej do lewopaśnych zawalidróg podjeżdżałeś na odległość dawani światłami, a teraz na full contact z nadzieję, że wolna jazda lewym pasem to szczyt ich głupoty. Tu Twa nadzieja została zawiedziona…
@Kasia, te kartony są Mgliste, więc nie mogły nikomu zrobić materialnej krzywdy ze względu na lotny stan skupienia :>
January 27th, 2010 at 12:25
Widzisz, ja tej pani wcale nie zamierzałem pouczać, ze nie powinno jej być na lewym pasie. Ja jej zwyczajnie nie zauważyłem (a raczej źle oceniłem prędkość, z jaką jedzie). Ta sytuacja była dowodem, że jej nie powinno tam być, a chyba również, że jak się jedzie sześć godzin, to warto w połowie zrobić krótką przerwę regeneracyjną.
January 27th, 2010 at 13:49
@Hankes: nie ma to jak brać z kogoś dobry przykład, nie?
January 30th, 2010 at 0:22
Moi rodzice jak jechali gdzieś w Austrii to właśnie były takie tablice po polsku i czesku, troche to złośliwe ale jednak Polacy żeczywiście nie jeżdżą dobrze ;P
January 30th, 2010 at 1:12
O.o zaciekawiło mnie coś. Był Pan kiedyś w Finlandii? Ja też nie, ale tam mają mandaty o wysokości zależnej od podatków. Co Pan sądzi o tym pomyśle? Może by u nas wprowadzić, tylko więcej panów Blue musiałoby na ulicach pomarznąć.
January 30th, 2010 at 3:36
Pomysł znam. Z jednej strony wydaje się to sprawiedliwe, bo trzepie po kieszeni proporcjonalnie. Z drugiej strony już sam fakt, że ktoś musi płacić wyższe podatki, nie mając niczego w zamian, można uznać za karę. Nie mam zdania, a nie chcę odpowiadać jakoś powierzchownie. Musiałbym się nad tym zastanowić.
January 30th, 2010 at 12:02
Takie osoby wgl nie powinny wyjeżdżać na ulice zimą o tamują ruch i powodują wypadki !
Nie raz się widzi takiego buca co tak pędzi 20 km/h ..
January 30th, 2010 at 13:16
Heh, rozumiem, ale tak mnie jakoś naszło, bo ostatnio na ten temat sporą ilość czasu przegadałem ;) Osobiście jestem za tym pomysłem, choć z jednej strony jet to niesprawiedliwe dla bogatszych przekraczających prędkość, ale z drugiej strony jak za przekroczenie prędkości koleś w Lamborghini ma zapłacić 200PLN, to kara za przewinienie w ogóle nie odstrasza. No ale to inny temat, tak mi się tylko skojarzyło.
January 30th, 2010 at 14:15
Są jeszcze punkty, które „kosztują” wszystkich tyle samo, bo wszyscy mają ich tyle samo. Z kolei system punktowy jest niekorzystny dla kierowców zawodowych, którzy spędzają na drodze kilka razy więcej czasu.
January 30th, 2010 at 15:41
No i u nas jest jeszcze problem z egzekwowaniem przepisów. W Finlandii to jeżdżą równiutko tyle ile nakaz pokazuje, jakby im ktoś tempomaty władował.
January 30th, 2010 at 17:36
Jeśli jedziesz 300 km autostradą, a potem końcówkę drogą lokalną, to spoko. W Polsce musisz jechać drogą o parametrach drogi lokalnej przez te 300 km. Jeśli będziesz jechał zgodnie ze znakami, to albo nerwowo nie wytrzymasz w połowie, albo zaśniesz.
January 30th, 2010 at 20:26
Jasne, ale w Polsce wiele osób przegina. Rozumiem podróżowanie z prędkością powyżej ograniczeń, ale z drugiej strony, patrząc na wyprzedzających na trzeciego przy prędkości 140kph dochodzę do wniosku, że jednak wprowadzenie solidnych mandatów nie jest aż take złe.
January 31st, 2010 at 22:13
To raczej kwestia wykrywalności. Złapać kogoś, kto przekracza dopuszczalną prędkość jest łatwo, bo przekracza ją prawie każdy. Wyprzedzanie na trzeciego lub na zakręcie zdarza się rzadziej.
Z drugiej strony policja działa do bólu rutynowo. Łatwo złapać kogoś, kto wyprzedza na przejściu (co jest znacznie niebezpieczniejsze od przekroczenia prędkości), ale jakoś policji nie chce się tego robić.
March 7th, 2010 at 7:58
Odnośnie wyprzedzania na pasach… To jest czyste chamstwo!
Przecież każdy, kto ma chociaż PÓŁ mózgu sobie skojarzy, że jak są pasy, nie ma świateł, a kierowca zatrzymuje się przed pasami, no to że trzeba się zatrzymać przed pasami (czy nie mam racji?).
Popaplam jeszcze wesoło o pasach dla pieszych. Rozumiem, że przebieganie przez ulice jest be, że prowadzi do potknięć i że jak jakiś ktoś wybiega na ulice, to stwarza zagrożenie. Ale czasem są takie sytuacje, w których trzeba przebiec. Przykład? Droga w centrum, skrzyżowanie dwóch bardzo często uczęszczanych ulic (daję link do wirtualnego spaceru - to jest “Skrzyżowanie al. Wojska Polskiego i ul. Tadeusza Kościuszki: http://www.2msystem.pl/kamiennagora/vtour/ ) przechodzę normalnie ulicą, rozglądam się, idę, a tu na mnie zza zakrętu jedzie wielki autobus. Musiałem przebiec. Nie mam pretensji do autobusu, bo skąd jego kierowca miał to wiedzieć, ale do samochodów, które stały zaparkowane tuż przy przejściu dla pieszych (wtedy stały przed sklepem mlecznym. A propos samochodów, to niektórzy kierowcy parkują idealnie na przejściu dla pieszych, i to jeszcze tak, żeby nie dało się przejść. Dabra, koniec wywodu. Idę remakeupować mojego bloga.
March 8th, 2010 at 8:41
A ja chętnie zobaczyłbym zdjęcie biednej toyoty…
Przy Twoim amerykanskim wysokim potworze, pewnie strefa
zgniotu skonczyła się na przednich fotelach ;-)
June 30th, 2010 at 5:10
Toyota odjechała o własnych siłach. To naprawdę była stłuczka, nie katastrofa.